C
Kontrowersja Syjonu
Douglas Reed

strona 568 569 570 571


EPILOG

Mroczny nastrój tej książki jest odbiciem poruszanego w nim tematu, a nie odzwierciedleniem stanu umysłu jej autora. Pisałem ją z punktu widzenia współczesnego uczestnika i świadka wydarzeń, a także dziennikarza wytrąconego ze swego powołania, który w moim przekonaniu powinien bez względu na obawy czy zaszczyty służyć prawdzie, a nie specyficznym interesom. W większym stopniu niż inni, byłem świadkiem historii naszego wieku i tajemnych manipulacji interesów narodowych. Doświadczenie nauczyło mnie, że nie są one dziełem przypadku, lecz planu. Stąd mój protest – nie przeciwko realiom życia, lecz przeciwko tłumieniu prawdy.

Jest on obrazem rozwijającej się historii. Po mnie przyjdą historycy, którzy z ekshumowanych fragmentów złożą całość; zadanie podobnie do odgadnięcia emocji człowieka z budowy jego szkieletu. Jednakże mogą oni dojrzeć rzeczy obecnie niedostrzegalne dla mnie, a co więcej, odkryć, że były one niezbędnym materiałem do budowy rzeczywistości, w jakiej się znajdują (wdzięczne zadanie dla historyków). Prawda będzie leżała gdzieś pomiędzy tymi dwoma obrazami; moim przyczynkiem do niej będzie żywy protest żywego uczestnika.

Nie kwestionuję i nie mam wątpliwości, że wszystko to było zasadniczym elementem prowadzącym do ostatecznego celu, lecz nie uważam, że było konieczne i na tym polega mój protest. Wierzę, że o wiele szybciej możnaby było osiągnąć pozytywny cel bez tego. Zdaję sobie jednak sprawę, że sprawy te są poza zasięgiem rozumu śmiertelenika, i potrafię sobie wyobrazić, że zgodnie z zrządzeniem boskim, te powtarzające się doświadczenia są niezbędnym czynnikiem samo-wyzwalenia się ducha ludzkiego. Tym niemniej, to samo zrządzenie wymaga od wierzącego, aby protestował, gdy się one zdarzają.

Tak czy inaczej, pozostawiam tą beznamiętną dyskusję przyszłym skrybom, nie zaangażowanym uczuciowo; dla nich mikroskop, a dla mnie żywy spektakl. Ja jestem zaangażowany. Jak powiada lord Maculay, ‘w historii zapisują się trwale jedynie interpretacje zgodne z doktrynalną koniecznością, podczas gdy nieprzystające i sprzeczne fakty ulegają zapomnieniu i giną’. Pod tym względem niniejszy skryba czuje się rozgrzeszony. Nie pominąłem niczego, co mi znane i przedstawiłem tak wiernie, jak potrafiłem. Nakreśliłem obraz naszego stulecia zgodnie z percepcją człowieka żyjącego jego sprawami – obraz, jaki pozostaje ukryty przed szerokimi masami, karmionymi jedynie ‘interpretacją’ wygodną dla polityków.

Według mojej oceny, nasze czasy stoją pod znakiem barbarzyńskich zabobonów, zrodzonych w zamierzchłej przeszłości i przez wieki podsycanych przez na pół-sekretną kastę kapłanów; wskrzeszonych ku naszemu utrapieniu w postaci ruchów politycznych, które są wspierane przez potęgę pieniądza we wszystkich stolicach świata. Za pomocą dwóch środków – oddolnej rewolucji i odgórnej korupcji rządów, wykorzystywanych dla wzajemnego podżegania się narodów, udało się im w dużej mierze osiągnąć fantastycznie ambitny

569

cel światowej dominacji.

Nie mam pretensji do osądu, co jest złem: jest to wytwór umysłu. Mogę je jedynie odczuć; być może, nie mam tu racji. Tym niemniej, pracując nad tą książką, miałem wrażenie, że obcuję ze złem. Siły, wyprowadzone z pieczary dinozaura w wiek XX, mają charakter magii. Stale miałem odczucie kontaktu z umysłem w rodzaju Ezekiela – barbarzyńskiej idei w barbarzyńskich czasach. Z podobnym stanem umysłu, choć już w naszych czasach i w miejscu niedawno wyzwolonym z barbarzyństwa, zetknąłem się ponownie przy lekturze książki sir Arthura Grimble A Pattern of Islands.

Są to wspomnienia autora z początków wieku XX, gdy był on brytyjskim administratorem kolonialnym na odległym archipelagu wysp Gilberta na Pacyfiku, gdzie do czasu ustanowienia protektoratu brytyjskiego w 1982 roku, ludność żyła w stanie prymitywnych zabobonów. Uderzyło mnie niesamowite podobieństwo przekleństw wyliczonych w Deuteronomy, dotąd stanowiących Prawo syjonistycznego nacjonalizmu, do dawnych klątw rzucanych na palenisko przez tubylców. Nagi czarownik, kucnąwszy w ciemności przed ogniskiem wroga, dziobiąc je dzidą mamrotał:

‘Duchu szaleństwa, duchu nieczystości, duchu kanibalizmu, duchu zgnilizny! Dźgam ogień jego pożywienia, ogień tego Naewy. Uderz na niego z zachodu! Uderz na niego ze wschodu! Uderz, tak jak ja dźgam, na śmierć! Uduś go, sprowadź na niego szaleństwo, zgnój go! Wątroba mu się wywraca, wywraca, przekręca i zostaje wydarta. Wnętrzności mu się wykręcają, wykręcają, zostają wydarte i wyżarte. Ogarnia go czarne szaleństwo, już nie żyje. Już skończony: martwy, martwy, martwy. Gnije’.

W czasach, kiedy dla usprawiedliwienia czynów takich jak Deir Yasin powołuje się na Prawo zawarte w Talmudzie i Torze, pouczającym jest porównanie tych klątw z wieloma ustępami Deuteronomy i Księgi Ezkiela; warto też zauważyć, że według Encyklopedii Żydowskiej Talmud podtrzymuje wiarę w dosłowną skuteczność klątw. Te ustępy zawsze przychodzą mi na myśl, ilekroć słyszę polityków powołujących się na ‘Stary Testament’; zastanawiam się wtedy, czy naprawdę go czytali i czy zdają sobie sprawę ze związków między tymi antycznymi zabobonami, a bieżącymi wydarzeniami, do których się przyczynili.

Uważam, że te siły, wyzwolone w naszym stuleciu, kierowane są przez ludzi opętanych mentalnością zabobonów; bo cóż innego mógł mieć na myśli znękany dr Weizmann, nawiązując po niewczasie do ‘.... pojawienia się starego zła w nowym, straszniejszym jeszcze przebraniu’.

Myślę, że jedynie te mroczne przesądy mogą wyjaśnić obawę, dzięki której masy żydowskie podddają się nacjonalizmowi syjonizmu. Wiek emancypacji wyzwolił je prawie kompletnie i wystarczyłoby pięćdziesiąt lat, aby przywrócić je ludzkości. Teraz znów wpadły w jego sidła. Miałem wrażenie, że czytam o

570

masach ludzkich zamkniętych w talmudycznym gecie, natrafiwszy na poniższy opis sytuacji panującej na Wyspach Gilberta w czasach przedkolonialnych:

‘Ludzie żyjący od sześćdziesięciu pokoleń w grozie wierzeń zakorzenionych we krwi.... byli podatni na magię śmierci.... Na tych wyspach spędzały całe życie kolejne pokolenia złoczynnych czarowników i ludności obawiającej się ich mocy. Narastający przez wieki koszmar ich wierzeń stał się samoistną wszechobecną siłą, unoszącą się jak ponura chmura. Ich egzystencję bardziej nękały własne myśli, niż duchy. Czuło się, że tej atmosferze wszystko może się wydarzyć.’

‘Ich egzystencję bardziej nękały własne myśli, niż duchy’. Te słowa wydają mi się dokładnym odzwierciedleniem sytuacji mas ludzkich, od ponad sześciesięciu pokoleń poddanych podszeptom podobnych zabobonów, a pod koniec zeszłego stulecia siłą wyrwanych z blasku dnia w mrok plemiennej depresji. Satysfakcję z wolności, jaka ich ominęła, odczułem w słowach starej kobiety z Wysp Gilberta, pamiętającej stare czasy:
‘Posłuchaj głosu ludzi w ich mieszkaniach. Pracujemy w spokoju, rozmawiamy sobodnie, bo minęły już dni gniewu.... Jakże piękne wydaje się teraz życie w naszych wioskach, gdy nie ma zabijania i wojen’. Słowa te przypominają lament Jeremiasza za utraconym szczęściem Izraela

(‘miłosierdzia młodości twojej pokazanego, i dla miłości ślubin twoich’), gdy gromi ‘przestępnicę Judzką’.

Śledząc tą historię starodawnych przesądów i porównując je z wyłaniającymi się w naszym stuleciu siłami politycznymi, miałem wrażenie kontaktu ze zwłowrogą siłą. Przekonany jestem, że wyrazem jej są niszczycielskie rewolucje i mógłbym bez wahania podpisać się pod uwagą amerykańskiego dyplomaty Franka Rounds’a juniora, który w dzień Bożego Narodzenia 1951 zanotował w swym dzienniku: ‘W Moskwie wyczuwa się obecność zła fizycznie, jako rzecz realną; takie odniosłem wrażenie w dniu Bożego Narodzenia’.

W tym rozwijającym się procesie XX wieku, w którym widzę piętno zła, uczestniczymy wszyscy obecni – Żydzi i goje; większość z nas dożyje dnia osądu. Co do tego, warte uwagi jest spostrzeżenie Bernarda J. Browna, uczynione w 1933 roku: ‘Oczywiście, zaczną się nas obawiać i nawet nienawidzieć, jeśli będziemy ciągle przyjmować wszystko od Ameryki, nie stając się równocześnie jej obywatelami; tak jak zawsze opieraliśmy się stawaniu się Rosjanami czy Polakami’.

To stwierdzenie odnosi się nie tylko do Ameryki, lecz do wszystkich krajów Zachodu. Jednakże Mr Brown myli się. Jego prognoza nie uwzględnia jednej rzeczy, której talmudystom nigdy nie uda się osiągnąć; nienawiść jako artykuł wiary jest ich monopolem– nie potrafią zarazić nią chrześcijan i pogan. Jeśli w tym stuleciu Zachód kiedykolwiek kierował się nienawiścią, to jedynie za podpuszczeniem talmudystów. Zemsta i nienawiść obce są duchowi Zachodu – zabrania mu tego jego wiara. Naukę nienawiści w formie artykułu wiary propaguje jedynie Tora-Talmud w krajach opanowanych przez rewolucję, w Palestynie i w tych stolicach Zachodu, które udało się jej usidlić.

571

Nikt na Zachodzie nie zdobyłby się na podobną mowę, jaką wygłosił przywódca syjonistyczny na żydowskim meetingu w Johannesburgu w maju 1953 roku: ‘Nie wolno wierzyć bestii zwanej Niemcami. Nie wolno przebaczyć Niemcom, a Żydzi nigdy nie powinni utrzymywać kontaktów ani stosunków z Niemcami’.

Świat nie może tak żyć; a ten bezsensowny plan nigdy się nie powiedzie. Jest on herezją, którą Chrystus szczególnie piętnował; herezją, której ulegają polityczni przywódcy Zachodu od czasów, kiedy pięćdziesiąt lat temu Balfour zapoczątkował politykę podporządkującą jej interesy własnego narodu. Gdy nadejdzie decydująca chwila, przeminie i ta herezja, zaszczepiona na Zachodzie przez talumdyczny ośrodek w Rosji.

Jako pisarz, mam nadzieję, że im więcej masy dowiedzą się o przeszłości ostatnich pięćdziesięciu lat, tym szybciej i bezboleśniej nastąpi jej kres.
----------------------------------------------------------------------

Bo nie masz nic tajemnego, co by nie miało być objawiono; i nie masz nic skrytego, czego by się nie dowiedziano, i co by na jaw nie wyszło – Św. Łukasz 8:17



Next Następny
Previous
Poprzednia
Home Dom
Contents Spis treści
Names Nazwy