C
Kontrowersja Syjonu
Douglas Reed

strona
492
493 494 495 496 497 498 499 500 501 502 503 504 505 506 507 508 509 510 511 512 513 514 515 516 517 518 519 520 521 522 523 524 525 526 527 528 529 530 531 532 533 534 535 536 537 538 539 540 541 542 543 544 545 546 547 548 549 550 551 552 553 554 555 556 557 558 559 560 561 562 563 564 565 566 567


1. REWOLUCJA
2. PAŃSTWO SYJONISTYCZNE
3. KRYTYCZNE LATA

Rozdzial 46,1

PUNKT KRYTYCZNY

Książka ta, napisana w latach 1949-1952, przeredagowana została w latach 1953-1956, a jej końcowe rozdziały powstały w październiku i listopadzie 1956 roku. Okres ten sprzyjał podsumowaniu zagadnienia wpływu talmudzkigo syjonizmu na sprawy ludzkie, gdyż akurat pięćdziesiąt lat – pół ‘żydowskiego stulecia’ upłynęło od dnia, w którym po raz pierwszy od tysiąca ośmiuset lat wynurzył się on na arenie politycznej.[36]

(Oferowanie w 1903 roku Ugandy przez Brytyjczyków było dla opinii publicznej pierwszą oznaką tajemnych negocjacji polityków zachodnich z globalną ‘władzą żydowską’. Spotkanie Balfoura z dr Weizmannem w pokoju hotelowym w 1906 roku, po jego odmowie przyjęcia ofery Ugandy, można uznać za następny krok, a pierwszy na katastrofalnej drodze do pełnego zaangażowania się w sprawy syjonizmu palestyńskiego).

W 1956 roku rewolucja (którą uważam za zdecydowanie talmudyczną) także obchodziła pięćdziesięciolecie powstania (licząc od rewolucyjch zaburzeń w Rosji po jej klęsce wojny 1905 roku z Japonią) i stała się permanatnym czynnikiem w naszym życiu. Oczywiście korzenie jej sięgają poprzez rok 1848 i Weishaupta do rewolucji francuskiej, a wcześniej - do rewolucji w Anglii i do Cromwella.

Na koniec, rok 1956 był okresem wyborów prezydenckich w Ameryce; a te bardziej otwarcie niż jakiekolwiek poprzednie, przebiegały pod paraliżującym naciskiem syjonizmu.

Stąd też, rozpoczynając w 1949 roku niniejszą książkę (choć wtedy nie mogłem przewidzieć przyszłości), nie mógłbym lepiej utrafić w bardziej odpowiedni moment, jakim była jesień 1956 roku, dla rekapitulacji opisanego w niej procesu; jego dotychczasowych konsekwencji i jego ewidentnego werdyktu – punktu kulminacyjnego, do którego musiał on doprowadzić.

Z powodów jakie wyłuszczyłem, w trakcie pisania tej książki miałem małą nadzieję, aby udało się ją opublikować. Teraz, na obecnym etapie ‘stulecia żydowskiego’, zadanie to wydaje się beznadziejne. Wierzę, że jeśli nie ukaże się ona teraz, to za pięć, dziesięć czy więcej lat będzie jeszcze ciągle aktualna. Sądzę, że kiedyś zostanie opublikowana, gdyż wcześniej czy później musi upaść herezja, zabraniająca od trzydziestu lat otwartej dyskusji nad ‘problemem Żydowskim’. Pewnego dnia, gdy opadną krępujące go więzy, temat ten będzie znów mógł wejść na forum publiczne, a niektóre wątki poruszone w tej książce będą ciągle aktualne.

Niezależnie od wyniku tych spekulacji, kończąc niniejszą pracę w październiku-listopadzie 1956 roku, widzę że sprawy toczą się zgodnie ze opisanym w niej scenariuszem. Rok obecny wypełniony był pogłoskami o wojnie, głośniejszymi i bardziej uporczywymi, niż kiedykolwiek od 1945 roku; a jak można było się spodziewać po wyniku decyzji ‘czołowych polityków’ zachodnich z 1945 roku, wypływają one z dwóch miejsc.

493

Żródłem ich jest Palestyna, w której Zachód zainstalował syjonistów rosyjskich, oraz Europa Wschodnia, w której Zachód zainstalował taludyczną rewolucję. Oba te ruchy (powtarzam) wywodzą się z tych samych źródeł, opisanych przez dr Weizmanna w trakcie ich tworzenia się w żydowskich osadach Rosji pod koniec XIX wieku - rewolucyjny komunizm i rewolucyjny syjonizm.

W ostatnich latach dwukrotnie dały się słyszeć ze strony polityków zachodnich głośniejsze niż zazwyczaj pomruki wojenne. W obu wypadkach bezpośrednia przyczyna wzburzenia została szybko zatopiona we wrzasku o partykularną sprawę ‘Żydów’, tak że gdyby nawet doszło do powszechnej wojny, byłaby ona przedstawiona opinii publicznej, jako prowadzona w interesie i obronie ‘Żydów’ (lub ‘Izraela’).

Kierując się doświadczeniami lat 1917-45, wyraziłem wcześniej opinię, że taki właśnie charakter będzie miała trzecia wojna światowa, co potwierdzałyby wydarzenia roku 1953 i 1956. Wiszące wtedy w powietrzu wojny byłyby przez Zachód toczone w tym duchu, eksponowanym bardziej otwarcie i wcześniej, niż w dwu poprzednich wojnach. Do czasu, zanim może ukazać się ta książka, krótko-pamiętna opinia publiczna - jeśli dotąd nie zostanie dotknięta klęską wojny powszechnej – może już nie pamiętać grożących wojną kryzysów lat 1953 i 1956; przypomnę więc je w skrócie.

W 1953 roku, na jednym z niezliczonych procesów pokazowych w Moskwie (zapowiedzianym, lecz nigdy nie doszłym do skutku), pojawiło się wśród oskarżonych kilku Żydów. Wywołało to gwałtowną wrzawę wśród polityków zachodnich, wołających jednym głosem, że zaczyna się ‘prześladowanie i ‘eksterminacja’ wyznaczonych na zagładę ‘Żydów’. Z chwilą śmierci Stalina, gdy wrzask ten kulminował się w groźbie wojny, proces odwołano i wrzawa ucichła. Epizod ten umocnił mnie w przekonaniu, że jeśli kiedykolwiek wybuchnie wojna ‘przeciw komunizmowi’ (o której prasa i zachodni politycy wyrażali się wtedy jako o wysoce prawdopodobnej), będzie ona toczona - tym razem otwarcie, w imieniu ‘Żydów’. Podobnie jak w roku 1945, rzesze zniewolonej ludzkości pozostawione zostaną swojemu losowi.

Ponowne groźby wojny pojawiły się, gdy w 1956 roku Egipt znacjonalizował Kanał Sueski. W początkowych dnia kryzysu wojennego, premier brytyjski uzasadniał wobec narodu konieczność represji argumentem, że akcja Egiptu zagraża ‘żywotnym interesom Wielkiej Brytanii’. Wkrótce jednak zastąpił to argumentem (prawdopodobnie uznając go za bardziej skuteczny), że ‘jeśli pozwoli się Egiptowi na uniknięcie konsekwencji, następnym razem zaatakuje on Izrael’. Od tego momentu państwo syjonistyczne poczęło zajmować poczesne miejsce w prasie światowej, jako najbardziej dotknięte przejęciem kontroli nad Kanałem Sueskim przez Egipt. Ergo – potencjalna wojna na Środkowym Wschodzie prowadzona byłaby w interesie ‘Żydów’.

Po trzecie, rok 1956 był świadkiem wyborów prezydenckich, prowadzonych po raz siódmy pod bezpośrednim, a po raz trzeci - otwartym naciskiem syjonistów nowojorskich. Kampania wyborcza miała charakter przetargu o ‘głosy żydowskie’,

494

w którym współzawodniczące partie prześcigały się w przyrzeczeniach broni, funduszów i gwarancji dla państwa syjonistycznego. W chwili, gdy świat stał na progu wojny w tym rejonie, obie partie publicznie deklarowały swoje bezwzględne poparcie dla ‘Izraela’.

Od początku można było przewidzieć konsekwencje procesu, jaki opisałem powyżej. Wnioski, jakie można stąd wyciągnąć dla przyszłości, wydają się niepodważalne: poprzez obojętność swych przywódców, milionowe rzesze ludności na Zachodzie przykute zostały do beczki prochu z żarzącym się lontem. Pięćdziesiąt lat po oficjalnym ogłoszeniu związku, relacje Zachodu z Syjonem doszły do punktu krytycznego, który można było przewidzieć od początku przyjęcia przez Zachód postawy służebnej.

Obie wojny światowe obecnego stulecia przyniosły masy książek, starających się dociec ich przyczyn; tłumaczących je odmiennie od tego, co uprzednio wpajano w mózgi mas, i szukających winnych. Książki te cieszyły sie powodzeniem wśród czytelników, jako że łatwowierność czasów wojny ustępuje zazwyczaj miejsca duchowi refleksji. Nie zapadły one jednak w świadomość ogółu; nie można się spodziewać, aby w wypadku wybuchu nowej wojny masy ludzkie okazały się bardziej odporne na podnietę propagandy. Łatwo poddają się jej upajającej, a zarazem toksycznej sile.

Trudno mi wyrokować, czy rozpowszechnianie informacji co do przyczyn wojen przed ich wybuchem, może wpłynąć na ten zakorzeniony instynkt ludzki (‘Nadprzyrodzony instynkt nie pozwala ludziom uwierzyć w zbliżającą się katastrofę’) – sądzę zresztą, że nigdy tego nie próbowano. Jednym ze skromnych celów tej książki jest dowiedzenie, że możliwym jest ukazanie źródeł, natury i odpowiedzialności za wojnę przed jej wybuchem, a nie w jej trakcie. Mam nadzieję, że udokumentowała to treść niniejszej książki i realia zaszłych już wydarzeń.

Wierzę także, że wydarzenia lat 1953-1956 na Zachodzie nadały wiarygodność jej argumentom i wnioskom. Dlatego też poświęcam resztę końcowego rozdziału dla podsumowania istotnych wydarzeń tych lat: (1) na terenach zniewolonych przez rewolucję; (2) w obrębie i wokół państwa syjonistycznego; (3) na ‘wolnym’ Zachodzie. Moim zdaniem, są one ostatnim słowem opisanej epopei: zbliżającego się, czy też nadeszłego punktu kulminacyjnego.

Wstawka autora: Poprzednia część tego końcowego rozdziału, kończąca się słowami: ‘czy też nadeszłego punktu kulminacyjnego’, napisana została w piątek 26 października 1956 roku. Napisawszy to, wyjechałem na weekend, mając zamiar dokończyć ten rozdział na podstawie brulionowych notatek we wtorek 30 października.Tego samego dnia 29 października 1956 roku, gdy zacząłem pracę,Izrael napadł na Egipt .Tak więc, reszta niniejszego rozdziału napisana jest w świetle następnych wydarzeń. Stał się on dluższy, niż początkowo zamierzałem.

495

 

1. REWOLUCJA  

Na opanowananych przez Rewolucję terenach, utrzymujących w jarzmie pół Europy, śmierć Stalina w 1953 roku przyniosła w latach 1953-1956 serię powszechnych zrywów wolnościowych.

Świat przyjął oba te wydarzenia z radością, ożywiony utraconą już prawie nadzieją nadejścia dnia, w którym niszczycielska rewolucja ulegnie samo-zniszczeniu, wyzwalając ludzi i narody. Zamącone zostały one jednak wtargnięciem w ich tok ‘kwestii żydowskiej’. W ‘stuleciu żydowskim’, opinia publiczna nie potrafiła już rozpatrywać przełomowych wydarzeń w oderwaniu od ich wpływu na ‘sprawę żydowską’.

Śmierć Stalina w dniu 6-go marca 1953 roku zaskoczyła świat, nieprzygotowany na odejście człowieka, którego życie wydawało się równie nieskończone jak zwoje węża, a który prawdopodobnie był największym mordercą i ciemiężycielem w historii ludzkiej. [37]

Nie wyjaśnione zostały okoliczności śmierci Stalina, choć wymowna jest chronologia wydarzeń prowadzących do niej:

W dniu 15 stycznia 1953 roku gazety moskiewskie doniosły o procesie dziewięciu osób, podejrzanych o spisek, planujący zamordowanie siedmiu notabli komunistycznych. Sześciu czy siedmiu (zależnie od źródeł) oskarżonych było Żydami. Pozostałych dwóch, czy trzech mogło równie dobrze nie istnieć dla świata, gdyż wrzask, jaki natychmiast rozległ się na Zachodzie, skupił się na ‘doktorach żydowskich’. [38]

W czasie trwania tej wrzawy na Zachodzie, dyplomaci którzy widzieli Stalina w lutym, zauważyli, że wyglądał zdrowo i był w dobrym nastroju.

 

6 marca Stalin umarł. Miesiąc później zwolnieni zostali ‘lekarze żydowscy’. Sześć miesięcy potem główny pomocnik Stalina w dziele terroru, Lawrenty Beria, rozstrzelany został za uwięzienie ich pod fałszywym zarzutem. Czołowy korespondent amerykański w Moskwie, Harrison Salisbury stwierdził po śmierci Stalina, że odtąd Rosją rządzi junta ‘bardziej od niego niebezpieczna’, składająca się z panów: Maleńkowa, Mołotowa, Bułganina i Kaganowicza. Zauważył, że wszystko wskazuje, iż junta ta mogła zamordować Stalina w walce o władzę: ‘jeśli istotnie 2-go marca Stalin padł ofiarą udaru mózgu, należałoby to uznać za jeden z najbardziej przypadkowych zdarzeń w historii’.

Zachód nie był zainteresowany okolicznościami i przyczynami śmierci Stalina.

496

Okres dziewięciu miesięcy między procesem praskim (i kampanią prezydencką), a likwidacją Berii, wypełniony był na Zachodzie wrzaskiem o ‘anty-semityźmie w Rosji’. Ton tej wrzawy (ustałej po zwolnieniu i rehabilitacji ‘doktorów żydowskich) jasno świadczył, że jeśli kiedykolwiek Zachód wystąpi zbrojnie przeciw komunizmowi, to jedynie - jak się stało w wypadku Niemiec - w interesie ‘Żydów’, lub ich przedstawicieli. W 1953 roku Rosja Sowiecka uznana została za nowego potwora anty-semickiego, podobnie jak Niemcy w 1939 roku, czy Rosja carska w 1914 roku. Sądząc po wrzasku propagandy, należałoby się spodziewac, że w przyszłej wojnie ta przesłaniająca wszystko inne sprawa, ponownie stanie się zasłoną dymną dla zwodzenia narodów.

Koordynacja tej kampanii wskazuje, że nie była sprawą przypadku. Aby zapewnić ‘metodzie nacisku’ jak największy efekt, w Ameryce ‘sprawa żydowska’ rozjątrzana jest zawsze w czasie wyborów prezydenckich. W obecnych czasach dzieje się to w dwóch formach: uwypuklania ‘anty-semityzmu’ ( tak jak w latach 1912,1932,1940 i 1952), lub ‘zagłady Izraela’ ( w 1948 i 1956 roku). Wydaje się, że bez ryzyka można przewidzieć, iż jedna z tych form dominować będzie kampanię prezydencką w 1960 roku.

W tym okresie sytuacja Żydów w Rosji nie zmieniła się. [39] Znaleźli się oni między oskarżonymi na pokazowym procesie praskim, oraz na zapowiadanym, lecz nie doszłym do skutku procesie moskiewskim. Trzydzieści lat rządów komunistycznych obfitowało w liczne procesy pokazowe: świat pozostał wobec nich obojętny, choć o nich wiedział. W państwie terrorystycznym, opartym na zasadzie uwięziania bez sądu, te procesy pokazowe miały najwidoczniej być środkiem wpływu na masy sowieckie, lub na świat zewnętrzny. Nawet zarzut ‘spisku syjonistycznego’ nie był czymś nowym; używano go w procesach lat dwudziestych. Komunizm od początku (jak zaświadczają wypowiedzi Lenina i Stalina) zdelegalizował oficjanie Syjonizm, co nie przeszkodziło mu zaopatrywać w broń syjonistów w momencie powstawani państwa ‘Izraelaskiego’ w 1948 roku.

Gdy ostatecznie Stalin posunął się zbyt daleko w swych atakach na ‘syjonizm’, niedługo cieszył się życiem. Do końca jednak nie był on anty-żydowski. Kaganowicz pozostał jego prawą ręką. Kilka dni przed śmiercią, Stalin sprawił w Moskwie jeden z najbardziej galowych pogrzebów Lev Mechlisowi, zaliczającemu się do najbardziej znienawidzianych i obawianych komisarzy żydowskich w ostatnich trzydziestu pięciu latach. Trumnę Mechilesa nieśli niedobici jeszcze bohaterowie Rewolucji bolszewickiej, którzy potem zmieniali się na warcie przy jego zwłokach. Było to wyraźnym, jeśli w ogóle potrzebnym, ostrzeżeniem dla zniewolonych mas rosyjskich, że ustawy ‘przeciw anty-semityzmowi’ są ciągle aktualne. Wkrótce po

497

pogrzebie Mechlisa (27 stycznia 1953 roku), z wielką ostentacją wręczono ‘Pokojową Nagrodę Stalina’ apostołowi zemsty talmudzkiej, Ilii Ehrenburgowi. On to w swych przemówieniach radiowych podjudzał maszerującą w głąb Europy Armię Czerwoną, aby nie oszczędzała ‘nawet nienarodzonych faszystów’. Kilka dni przed śmiercią Stalin podsunął Czerwonej Gwieździe sugestię, że walka ze syjonizmem ‘nie ma nic wspólnego z anty-semityzmem’; syjonizm jest wrogiem ludzi pracy na całym świecie, tak Żydów, jak gojów’.

Tak więc los mniejszości żydowskiej w Rosji nie zmienił się ani na lepsze, ani na gorsze. Ciągle ‘cieszyli się oni większą równością w Związku Sowieckim, niż gdziekolwiek na świecie’ (jak urągliwie odpowiedział przed Komitetem Kongresu świadek żydowski republikańskiemu kongresmanowi, Kit Clardy. Clardy zadał mu pytanie: ‘Czy nie jest Pan wstrząśnięty, widząc jak Rosja postepuje z Żydami?’). Pozostali oni, jak dawniej, klasą uprzywilejowaną.

Choć rozpętany na Zachodzie harmider był sztuczny i nie oparty na faktycznej rzeczywistości, osiągnął natężenie bliskie histerii wojennej i być może, doprowadziłby do niej, gdyby nie śmierć Stalina i uwolnienie ‘żydowskich doktorów’ (nie udało mi się ustalić, czy pozostali nie-żydowscy także zostali zwol procesy nieni). Jedyną jego przyczyną było zaatakowanie syjonizmu, a w latach 1952-52 każda opozycja wobec syjonizmu uważana była przez polityków zachodnich za przejaw ‘hitleryzmu’ i za prowokację do wojny. Epizod powyższy dowodzi, że propaganda wyzwalana jest za pociśnięciem guzika i może być skierowana w miarę potrzeby w każdym kierunku (w przyszłości, nie wyłączając Ameryki). Gdy propaganda rozpali nastroje do białości, przychodzi czas na wymuszanie ‘obietnic’, a następnie ich egzekwowanie.

Podobna presja towarzyszy wszystkim prezydentom amerykańskim w okresie sześciu miesięcy od nominacji, poprzez wybory aż do ich inauguracji. Takiej samej presji poddany był prezydent Eisenhower w latach 1952-52; Woodrow Wilson w latach 1912-13; Truman w latach 1947-48. Cały okres zdobywania głosów, nominacji, wyborów i inuaguracji zdominowany jest ‘kwestią żydowską’ w dwu wydaniach: ‘anty-semityzmu’ lub konfliktu palestyńskiego. Bezpośrednio po swej nominacji, Truman powiedział przewodniczącemu Zjednoczonej Synagogi w Ameryce, Maxwellowi Abbellowi: ‘Żydzi nie mają większego przyjaciela, niż ja.... Wyrosłem w wierze, że Żydzi są wybranym narodem i że dali oni naszej cywilizacji wzniosłe zasady etyczne i moralne’ (wszystkie gazety żydowskie z września 1952 roku) [40]

498

Były to rudymentarne deklaracje, powszechne w naszym stuleciu i zawsze przyjmowane jako zobowiązania przekraczające intencję ofiarodawcy. Gdy wkrótce po wyborze Eisenhowera wypadł proces w Pradze, zapewnie wywarto na niego nacisk, aby był bardziej konkretny. I tak w przemówieniu do Żydowskiego Komitetu Pracy w Manhattanie (21 grudnia 1952 roku), powiedział, że proces praski ‘miał na celu rozpętanie wściekłej kampanii anty-semickiej w sowieckiej Europie i w krajach satelickich. Mam zaszczyt stanąć w jednym szeregu z żydowstwem amerykańskim..... i okazać światu oburzenie całej Ameryki na gwałt zadany przez Sowiety najświętszym zasadom naszej cywilizacji’.

‘Gwałt’ ten wyraził się w powieszeniu czternastu (w oryginale błędnie: jedenastu) ludzi, w tym trzech gojów. Choć w ciągu trzydziestu pięciu lat bolszewickiej władzy zamordowano tam miliony ludzi, ich los nie stanowił ‘gwałtu’. Skąd mógł nowy prezydent wiedzieć, jaką ‘kampanię’ proces ten miał za zadanie ‘rozpętać’? Wobec żadnego z licznych poprzednich procesów nie zdobył się na słowo potępienia. Szermując epitetem ‘anty-semityzmu’, napiętnował też pośrednio narody zniewolone przez komunizm, nazywając je ‘krajami satelickimi’ – według słownika Webstera ‘satelita’ oznacza dosłownie ‘dworak księcia lub innego władcy; czyli służalczy poddany lub zwolennik’. Dosyć dziwne sformułowanie jak na dowódcę, który swą decyzją, uzgodnioną z dyktatorem sowieckim, sam wydał je w niewolę. Oddaje też nastawienie tych, którzy potrafią wywierać ‘nacisk’ na kolejne pokolenia prezydentów i rządów. Nic dla nich nie znaczy niewola milionów ludzi; w istocie używają swojej władzy, aby niewolę tą utrzymać.

Odbiciem tej atmosfery były dwa pierwsze posunięcia prezydenta. W czasie wyborów odwołał się do głeboko zakorzenionej odrazy Amerykanów do układu z 1945 roku, obiecując unieważnić porozumienia Jałtańskie (których decyzje polityczne były podstawą do jego własnego rozkazu, zatrzymującego parcie Aliantów przed Berlinem, i wydającego Europę Wschodnią na pastwę komunizmu). Mówił bez ogródek:

‘Pod kierownictwem Partii Republikańskiej, rząd Stanów Zjednoczonych odrzuci wszelkie zobowiązania wynikające z tajnych układów, takich jak Jałta, które pomogły komunizmowi w zniewoleniu narodów’. Po wyborach, nowy prezydent przesłał Kongresowi (20 lutego 1953 roku) rezolucję, w której zaproponował mu jedynie wspólne ‘odrzucenie ducha i odmowę respektowania .... tajnych porozumień, których wypaczenie doprowadziło do ujarzmienia wolnych narodów’. Już w tym czasie publicznie nazywał narody ujarzmione ‘satelitami’. Ponieważ rezolucja nie wymieniała Jałty, ani się jej nie wyrzekała, sprawiła partii zawód i ostatecznie została porzucona.

W jej miejsce, prezydent zaproponował Kongresowi inną rezolucje, potępiającą ‘wściekłą i nieludzką nagonkę na Żydów’ na obszarze kontrolowanym przez Sowiety. W ten sposób wyrzucono określenie ‘ujarzmione narody’ i zastąpiono je wyrazem ‘Żydzi’, co bardziej pasowało do ducha naszych czasów. Zahukany Departament Stanu zdołał wprowadzić poprawkę do tej rezolucji, obejmującą też ‘inne mniejszości’. Według obecnych ‘ocen’ żydowskich, za Żelazną Kurtyną znajduje się ‘około 2,500,000 Żydów’,

499

w porównaniu do 300 – 350 milionów nie-żydowskich mieszkańców. Masy te, składające się z Polaków, Węgrów, Bułgarów i Ukraińców, nie mówiąc już o pomniejszych narodach, ani nawet o samych Rosjanach, objęto wspólnym określeniem ‘innych mniejszości’. Senat jednogłośnie zatwierdził tą rezolucję 27-go lutego 1953 roku, przy czym dla pewności każdy senator amerykański (podobnie jak na wniosek Edena, parlamentarzyści brytyjscy w czasie wojny) musiał powstać z miejsca. Kilku nieobecnych senatorów pośpieszyło z listowną prośbą o włączenie ich nazwisk do oddanych głosów.

Gdyby narody za ‘Żelazną Kurtyną’ znały tło tych dwóch rezolucji, czy w ogóle o nich słyszały, nie liczyłyby na pomoc amerykańską w czasie powstań 1956 roku.

Po tych wypowiedziach i czynach prezydenta, wrzawa ucichła. Jednym z najbardziej wpływowych przywódców syjonistycznych (po sędzim Brandeis’ie i rabinie Stefanie Wise) był w tym czasie rabin Hillel Silver, który podczas wyborów bronił Eisenhowera przed zarzutem ‘anty-semityzmu’, wysuniętym przes ex-prezydenta Trumana (obecnie nagminnie używanym przy każdych wyborach). Został on poproszony przez nowego prezydenta o wygłoszenie ‘modlitwy o łaskę i natchnienie’ na jego inauguracji. Należałoby więc poważnie przyjąć oświadczenie rabina Silvera, że jeśli Rosja ulegnie zagładzie, to jedynie przez Żydów; ‘ostrzegł on Rosję, że zostanie zniszczona, jeśli sprzymierzy się duchowo z hitleryzmem’. Zwyczaj przyklejania etykietki ‘hitleryzmu’ każdemu, komu grozi się ‘zniszczniem’, stał się później ogólnie przyjętym wzorem (jak w wypadku prezydenta Egiptu Nassera).

Istota groźby pozostała niezmienna: ‘Prześladujcie kogo chcecie, ale będziecie zniszczeni, jeśli ruszycie Żydów’. Na tym samym meetingu w dniu 15 stycznia 1953 roku, Mr. Thomas E. Dewey (dwukrotny kandydat na prezydenta i sprawca nominacji Eisenhowera w 1952 roku) prześcignął samego rabina Silvera: ‘Wszyscy poczynają teraz dostrzegać w nim’ [w antysemityźmie rosyjskim] ‘świeży, najstraszniejszy program ludobójstwa, jaki kiedykolwiek zaplanowano.... Syjonizm, jako taki, został uznany za zbrodnię, a sam fakt urodzenia się Żydem wystarczy, aby powiesić człowieka. Stalin przełknął ostatnią kroplę trucizny Hitlera i stał się najnowszym i najzjadliwszym prześladowcą Żydów.... Zdaje się on przyznawać przed całym światem, że zamierza dokonać dzieła Hitlera, którego ten nie zdążył za życia dokończyć’.

Patrząc z perspektywy czasu, ekstrawagancki ton tej kampanii może zadziwić nawet wytrawnego obserwatora. Na przykład, Montreal Gazette (Gazeta Montrealska), na którą trafiłem przypadkiem w lecie 1953 roku, donosiła w artykule redakcyjnym o ‘tysiącach Żydów zamordowanych w Niemczech Wschodnich’.

Trzy lata wcześniej (7 lipca 1950 roku), Johannesburski Zionist Record stwierdzał, że ogólna liczba Żydów w Niemczech Wschodnich wynosi 4,200, z czego większośc pracuje na posadach rządowych.

500

Nowe ‘zobowiązania’ prezydenta stawały się coraz bardziej przedsiębiorcze; przynajmniej w opinii ich adresatów. W marcu 1953 roku, przed, czy też po śmierci Stalina, prezydent przesłał Żydowskiemu Komitetu Pracy list z podobnym zapewnieniem (słowo użyte przez New York Times – nie znam pełnej jego treści), że Ameryka ‘będzie nieustannie miała na oku jakiekolwiek powroty antysemityzmu’. Komitet zajęty był wówczas swoim kongresem w Atlantic City, a ponieważ ‘żydowscy doktorzy’ zostali w międzyczasie uwolnieni i kampnia zamierała, Komitet nie widział celu rozpowszechniania tego listu i zwrócił go nadawcy. Prezydent nalegał jednak na jego opublikowanie i odesłał go z powrotem z ‘notatką zaciekle piętnującą anty-semityzm sowiecki’.

W tej propagandowej fikcji, rządzący wiedli masy Zachodu z jednej niepewności w drugą. Któż wie, dokąd by ich poprowadzono, gdyby Stalin nie umarł; gdyby ‘żydowscy doktorzy’ nie zostali uwolnieni; gdyby nie zaprzestano masowego podjudzania?

Stalin umarł i sztucznie wywołna wrzawa (po obu stronach Atlantyku) zamarła wraz z nim. Lecz cóż – gdyby żył, a ‘lekarze żydowscy’ zostaliby skazani? W chwili jego śmierci harmider przybrał rozmiary paniki wojennej: ‘nowy Hitler’ rozpoczął ‘świeży, najstraszniejszy program ludobójstwa, jaki kiedykolwiek zaplanowano’; ‘tysiące Żydów’ mordowano w miejscu, gdzie było ich zaledwie kilka setek; wkrótce owe tysiące zmieniłyby się w miliony - jeden.... dwa.... sześć milionów. Holokaust Lenina i Stalina, który w ciągu trzydziestu pięciu lat pochłonął miliony nieznanych ofiar, zostałby magią propagandy przekształcony w jeszcze jedno ‘prześladowanie Żydów’. Taki scenariusz istotnie gotował się dzięki złamaniu przez prezydenta Eisenhowera obietnicy ‘odrzucenia Yałty i potępienia jarzma komunistycznego’ i zastąpieniu jej rezolucją, sprowadzającą się do ‘potępienia drakońskiego i nieludzkiego traktowania Żydów’ (którzy ciągle sprawowali za Żelazną Kurtyną terrorystyczną władzę nad ujarzmionymi przez komunizm ludami). Gdyby wybuchła wojna, następne pokolenie młodzieży Zachodu poszło by do walki w obronie sprawy żydowskiej, w przekonaniu że jej misją jest ‘zniszczenie komunizmu’.

Stalin umarł. Tym razem Zachód uniknął wojny, lecz podążając za swymi syjonistycznymi przywódcami natknął się na nowy zawód, innej już natury. Okres dziesięciu lat po II Wojnie Światowej oswoił ich przywódców z myślą, że pewnego dnia będą zmuszeni zgnieść komunizm, aby naprawić swój błąd popełniony w 1945 roku. Szczerość ich intencji została wystawiona na próbę w latach 1953-56.

W tych latach ujarzmione narody same zabrały się do niszczenia komunizmu w walce o wolność, którą amerykański prezydent – sprawca ich zniewolenia, przyrzekł im, ostrzegając jednak przed zbrojnym wystąpieniem.[41]Śmierć Stalina podziałała jak odwilż na lodowaty strach, skuwający narody,

501

i stała się bodzcem do ruchów wyzwoleńczych. Proces ten pomieszał przewidywania autora niniejszej książki. Z obserwacji i doświadczenia sądziłem, że niemożliwym jest jakiekolwiek powstanie narodowe przeciw czołogom i broni automatycznej; przeciw obecnym metodom terroru (bezprawny areszt, uwięzienie, deportacja lub śmierć), udoskonalanym przez trzy stulecia i trzy rewolucje do tego stopnia, że jedynie pomoc z zewnątrz może je przemóc. Zapomniałem jednak o niewyczerpanych zasobach ducha ludzkiego.

Pierwsze z tych powstań wybuchło 17 czerwca 1953 roku w sowieckim Berlinie Wschodnim. Bezbronni mieszkańcy i młodzież zaatakowali sowieckie czołgi gołymi rękami i kamieniami. [42]

Przykład ten odbił się bezprecedensowym echem w głębi samego Związku Sowieckiego: powstaniem w niewolniczym obozie w Workucie poza Kołem Polarnym, gdzie więźniowie wypędzili z obozu strażników i utrzymali się do czasu nadejścia policji tajnej z Moskwy, która wykosiła ich ogniem karabinów maszynowych.

Te dwa powstania miały miejsce, gdy Zachód ciągle jeszcze rozbrzmiewał wrzaskiem oburzenia na ‘anty-semityzm za Żelazną Kurtyną’. Zabrakło jednak podobnej wrzawy w obronie sto razy liczebniejszych rzesz ludzi, których tragiczny los ponownie został ujawniony. Z ich powodu nikt nie groził ‘zniszczeniem’ Związkowi Sowieckiemu. Przeciwnie, politycy i prasa Zachodu zalecały im umiarkowanie i nadzieję na ‘wyzwolenie’, jakie tajemniczym sposobem miało pewnego dnia przyjść z Ameryki, która opuściła ich w 1945 roku.

Tym niemniej, bolesna tęsknotą za wolnością nie gasła w duszach narodów; po Berlinie Wschodnim i Workucie nastąpiły w październiku 1956 roku zrywy w Polsce i na Węgrzech – akurat w czasie, gdy rozpocząłem końcowy rozdział tej książki. Pierwszy z tych wybuchów miał charakter spontanicznego powstania narodowego. Drugi – detonujący żarem pierwszego, stał się wydarzeniem prawie bez precedensu w historii: narodową wojną całego zniewolonego ludu przeciw przeważającej sile gnębiciela. Sądzę, że czas pokaże, czy wydarzenie to zaznaczy się odrodzeniem ‘Zachodu’ i Europy, czy też końcem Europy w postaci znanej nam od tysiąca lat, a zarazem i końcem wszystkiego, co reprezentuje Zachód.

Niezależnie od ich wyniku, powstania październikowe,

502

a szczególnie węgierskie, osiągnęły jeden cel. Odebrały one na zawsze rewolucji komunistycznej prawo do powoływania się na jej akceptację przez ujarzmione ludy. Ukazały one, że pod marksistowskim komunizmem nie mają nic do stracenia prócz kajdan, i że wolą śmierć od jego panowania.

Oba narody dążyły do tego samego celu i jasno go przedstawiły. Pragnęły wyzwolenia narodowego i wycofania Armii Czerwonej; osobistej wolności od terroru przez zlikwidowanie policji tajnej i ukaranie głównych ciemiężycieli; odrodzenia wiary i uwolnienia głów kościoła (w obu zniewolonych krajach); uwolnienia systemu politycznego od jarzma jednej partii i powrotu do wolnych wyborów.

Tak więc przedmiot konfliktu jest tu wyraźnie ukazany na przykładzie małego narodu na rubieży wschodniej - Zachód przeciwko azjatyckiemu despotyzmowi; Bóg przeciw bezbożności; wolność przeciw zniewoleniu; ludzka godność przeciw jej degradacji. Obecny, a także ostateczny wynik konfliktu zależeć będzie od rozmiarów poparcia, udzielonego tym forpocztom przez Zachód, który podając się za ich przyjaciela, porzucił je w godzinie potrzeby.

Choć podłoże konfliktu było jasno zarysowane, zamąciła je nadrzędna w naszym stuleciu ‘kwestia żydowska’. Wydarzenia października w Polsce i na Węgrzech są ewidentne, lecz nie zostały one realnie przedstawione opinii publicznej w Ameryce i w Anglii ze względu na pewien aspekt, który od czasu obalenia przez bolszewików prawowitego rządu rosyjskiego w 1917 roku skutecznie zablokował dopływ informacji.

Trzy miesiące przed wybuchem powstań w Polsce i na Węgrzech, ukazał się w New York Times artykuł C.L. Sulzbergera, odgrzewający rozpoczętą w 1953 roku wrzawę ‘antysemityzmu za Żelazną Kurtyną’. Jako przykład owego ‘anty-semityzmu’ podał on usunięcie Jakuba Bermana, ‘znienawidzonego teoretyka partyjnego i Żyda’, który był czołowym terrorystą moskiewskim w Polsce.

Za artykułem tym kryje się tajemnica, której nigdy nie pozwolono dotrzeć do świadomości opinii publicznej Zachodu; pierwszym z szeregu dziennikarzy, którzy próbowali ją ujawnić i przegrali, był przed trzydziestu dziewięciu latami Robert Wilson, który ‘utracił zaufanie’ Times’a za próbę podzielenia się nią z czytelnikami w latach 1917-18. W Rosji i w krajach wydanych komunizmowi, masy nie mogą powstać przeciw terrorowi bez narażenia się na epitet ‘anyty-semityzmu’ z tej przyczyny, że terror ten zawsze miał łatwo rozpoznawalne podłoże żydowskie i talmudyczne, a nie rosyjskie, komunistyczne czy sowieckie.

Pod tym względem władcy Moskwy, niezależnie kim byli i kim są, nigdy nie odstąpili od pierwotnej rutyny i w tym świetle należy oceniać wydarzenia obecnego stulecia. Można jeszcze uznać za przypadek fakt, że w latach 1917-1919 rządy komunistyczne w Rosji, na Węgrzech i w Bawarii składały się w 90 procentach z Żydów.

503

(Już wtedy – jak wspominałem – pisarz żydowski obdarzył epitetem ‘anty-semityzmu’ odrazę społeczeństwa do bolszewickiego rządu na Węgrzech. Jedynie poddanie się mu mogło uchronić od podobnego pomówienia). Lecz trudno nie uznać za akt rozmyślnej, zaplanowanej polityki osadzenie w 1945 roku przez Moskwę rządów żydowskich w krajach przez nią opanowanych.

Przytoczone poniżej informacje o składzie tych rządów pochodzą z niekwestionowanych źródeł, obrazujących stan faktyczny w latach 1952-53, kiedy to Stalina nazywano ‘nowym Hitlerem’, a z Nowego Jorku i Waszyngtonu grożono ‘Rosji’ ‘zniszczeniem’, jeśli pozwoli ona na ‘odrodzenie się anty-semityzmu’:

‘W Czechosłowacji, podobnie jak w innych krajach Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej, inteligencja partyjna i kierownictwo policji tajnej rekrutuje się przeważnie z Żydów. Stąd też przeciętny obywatel zwykł utożsamiać partię z Żydami i obarczać ich odpowiedzialnością za wszystkie swoje problemy’ (New Statesman, 1952) . ‘.....przeważająco żydowski (90 procent czołowych stanowisk) rząd komunistyczny na Węgrzech, pod kierownictwem Matyasa Rakoczego – który sam jest Żydem..’ (Time, New York, 1953). ‘Rumunia i Węgry mają prawdopodobnie najwyższy odsetek Żydów w administracji państwowej’ (New York Herald Tribune, 1953). Cytaty te, oraz wiele innych znajdujących się w moim archiwum, pochodzą z artykułów potępiających ‘anty-semityzm’ w ‘krajach satelickich’ w czasie, gdy kraje te rządzone były przez Żydów. Także prezydent Eisenhower złożył oświadczenie o ‘fali wściekłego anty-semityzmu w.... satelickich krajach Europy Wschodniej’.

Czym innym mogły być te groźby, kierowane z Waszyngtonu pod adresem ujarzmionych narodów, niż ostrzeżeniem, aby nie sprzeciwiały się ciemięzcy? A w tym samym czasie przyrzekano im ‘wyzwolenie’; radiostacje Głosu Ameryki i Wolnej Europy codziennie rozjątrzały je przypominaniem ich losu.

W ten sposób zagmatwono podłoże powstań narodowych w Polsce i na Węgrzech w październiku 1956 roku, których pierwszych sygnałem były rozruchy czerwcowe w Poznaniu. Prawie natychmiast po nich pojawił się artykuł Sulzbergera p.t. ‘Anty-semityzm za Żelazną Kurtyną’, ubolewający nad dymisją Jakuba Bermana i wyrzuceniem z wojska ‘kilkuset oficerów żydowskich’ przez dowódcę Armii polskiej, marszałka Rokossowskiego. W sierpniu jeden z dwóch wicepremierów, Zenon Nowak (drugi – Hilary Minc, był Żydem) oświadczył, że kampania ‘demokratyzacji’ i ‘liberalizacji’ w prasie polskiej, zakłócona została wprowadzeniem do niej i uwypukleniem sprawy ‘żydowskiej’. Naród – jak mówił – uważa, że ‘wyższe stanowiska w partii i w rządzie obsadzone są nieproporcjonalną liczbą Żydów’, i na dowód odczytał listę ich reprezentatów w różnych ministerstwach. W odpowiedzi zaatakował go prof. Kotarbiński, stwierdzając, że ‘większość kluczowych stanowisk zajmują Żydzi,

504

i trudno było uniknąć, aby w przyjmowaniu do pracy nie preferowali oni swoich ludzi’ (New York Times, 11 październik 1956).

W tym czasie Polska od jedenastu lat znajdowała się pod sowieckim panowaniem i pod żydowskim terrorem. Niewiele zmieniło się od obrazu z lat 1945-47, nakreślonego przez amerykańskiego ambasadora, Artura Bliss Lane: ‘Pracownicy ambasady amerykańskiej byli świadkami wielu aresztowań przez bezpiekę....., przerażających metod aresztowania w środku nocy, zabronienia aresztowanym komunikacji ze światem zewnętrznym całymi miesiącami, a może na zawsze..... Nawet nasi żydowscy informatorzy potwierdzali...... wielką niepopularność Żydów na czołowych stanowiskach rządowych. Byli wśród nich Minc, Berman, Olszewski, Radkiewicz i Spychalski......uprzedzona do Żydów była także milicja, gdyż razem z wojskiem zdominowana była przez Policję Bezpieczeństwa pod kierownictwem Radkiewicza....... Ponadto, w Policji Bezpieczeństwa znajdowało się wielu Żydów pochodzenia rosyjskiego’.

Dopiero po jedenastu latach zaczął słabnąć terror żydowski. W maju 1956 roku zrezygnował ze stanowiska wicepremiera Jakub Berman (‘uważany za najważniejszego człowieka Moskwy w partii polskiej’ – New York Times, 21.X.1956), a w listopadzie 1956 roku - Hilary Minc (druga co do ważności wtyczka Moskwy). Mr. Nowak, nowy wicepremier, od początku atakowany był jako ‘anty-semita’.

Tak wyglądało tło powstania narodowego 20 pażdziernika 1956 roku. W swym pierwszym zetknięciu się z władzą komunistyczną, Polska - podobnie jak Rosja, Węgry i Bawaria w latach 1917-1919, przekonała się, że wspierający tą władzę terror był natury żydowskiej, i za próbę zrzucenia go krytykowana była ona w Ameryce i w Anglii jako ‘anty-semicka’. Podobnie też jak wszystkie inne kraje, znalazła się w pułapce ‘kwestii żydowskiej’. Sądząc z różnych doniesień rabinów i dziennikarzy odwiedzających Polskę w tym okresie, ogólna sytuacja Żydów nie będących na szczytach władzy, była lepsza niż przeciętnego Polaka. Nawiasem mówiąc, według opublikowanych ‘ocen’ żydowskich, liczba Żydów w Polsce wynosiła od 30,000 (New York Times, 13.VII.1956), do około 50,000 (New York Times, 31.VIII.1956). Obecne oficjalne statystyki podają liczbę mieszkańców Polski na 25,000,000, co znaczy, że proporcja Żydów nie sięga nawet jednego procenta. Nigdy i nigdzie w historii, tak znikoma mniejszość nie pretendowała do zajmowania ‘większości kluczowych stanowisk’ i ‘preferowania swoich ludzi w przyjmowaniu do pracy’.

W wypadku Węgier sytuacja była jeszcze bardziej drastyczna, gdyż w 1945 roku miały one już za sobą pierwsze doświadczenie władzy komunistycznej. Ujrzały one nie tylko ponownie terror żydowski, lecz i tych samych ludzi, sprawujących terror.

505

Rozmyślne reaktywowanie terrorystycznego rządu żydowskiego, znienawidzonego przez naród za wyczyny sprzed dwudziestu sześciu lat (opisane dalej w tym rozdziale), daje najbardziej dobitne świadectwo istnienia w Moskwie kierowniczej władzy rewolucyjnej, która świadomie nadaje swemu bestialstwu piętno talmudyczne, a nie sowieckie, komunistyczne, czy rosyjskie.

Na takim to tle, niezrozumiałym przez ‘wolny świat’, odradzały się stopniowo siły narodu, zmierzające do zrzucenia terroru. W kwietniu 1956 roku uwolniony został Władysław Gomułka (uwięziony w latach 1951-56 przez reżym Bermana-Minca za ‘odchylenia’) i natychmiast uznano go za symbol nadziei narodowej; gdyż choć komunista - był Polakiem. 19 października 1956 roku przywrócono mu członkowstwo w Komitecie Centralnym Polskiej Partii Komunistycznej, a dzień później dokonał posunięcia, które mogło by zmienic bieg wydarzeń stulecia, gdyby nie cień przesłaniający wszystkie inne wydarzenia (tym razem nadciągający z innego ośrodka ‘kwestii żydowskiej’ – z Palestyny). Przedstawił on narodowi polskiemu realną deklarację niepodległości, potępił ‘nadużycia minionych dwunastu lat’, przyrzekł wybory i oświadczył, że ‘naród polski będzie bronił się wszelkimi możliwymi środkami przed zepchnięciem z drogi do demokratyzacji’.

Uczynił to w obliczu przylotu do Warszawy władców Moskwy. Chruszczow, w towarzystwie swoich generałów, zagroził użyciem Armii Czerwonej. Jak się wydaje, został zbity z tropu odważną postawą Gomułki, a szczególnie Edwarda Ochaba (opisanego przez Sulzberga jako ‘anty-semita’), który miał mu oświadczyć: ‘Jeśli nie zatrzymacie natychmiast swoich wojsk, wychodzimy stąd i zrywamy z wami kontakty’. Armia Polska najwidoczniej szykowała się do obrony sprawy narodowej, tak że Chruszczow skapitulował. Marszałek Rokossowski zniknął w Moskwie [43], po czym, jako symbol odrodzenia narodowego, wypuszczono z więzienia kardynała Wyszyńskiego (usuniętego w 1953 roku przez reżym Bermana-Minca).

Polskę ogarnęła gorączka radości. Po raz pierwszy rewolucja komunistyczna poniosła porażkę; przywrócona została wiara (tak zrozumiano uwolnienie Kardynała); opuszczony przez świat naród własnymi siłami uczynił pierwszy krok do wolności.

W szybkim tempie płomień rozszerzył się na Węgry. Podniecenie wywołane tym wielkim zrywem przesłoniło wydarzenia w Polsce. Wydawało się, że wreszcie natura ludzka, czas i opatrzność połączyły się w doprowadzeniu do szczęśliwego końca.

22 października 1956 roku, dwa dni po polskiej deklaracji niepodległości, ulice Węgier zapełniły się tłumami, żądającymi powrotu Imre Nagy na stanowisko premiera, i wycofania sowieckich wojsk okupacyjnych.

506

Nikt z tłumu nie zdawał sobie sprawy, że jest to początek powstania narodowego, prowadzącego do wyzwoleńczej wojny domowej.

Iskra przyszła z Polski i padła na podobne podłoże, z tą różnicą, że Węgry po raz wtóry znalazły się w łapach żydowskich komisarzy. Tutaj głównym objektem obawy i nienawiści był niejaki Erno Geroe, przywódca Węgierskiej Partii Komunistycznej, który wraz z jedną trzecią niedobitków żydowskich terrorystów z 1919 roku, został przysłany na Węgry przez Moskwę. W tym więc wypadku, wybuch podsycany był nie tylko gorzkimi doświadczeniami lat 1945-56, ale i wspomnieniami terroru z lat 1918-19.

Podobnie jak Gomułka w Polsce, tak na Wegrzech Imre Nagy stał się symbolem nadziei narodu, jako komunista ‘narodowy’. Był on Madziarem, tak jak Gomułka Polakiem; a nie obcym. Gdyby danym mu było odegrać rolę w tym procesie historycznym, prawdopodobnie uczyniłby pierwszy krok ku przywróceniu suwerenności państwowej i wolności osobistej, po czym mógłby ustąpić miejsca wybranym przywódcom. Jego popularność w momencie wybuchu powstania wynikała głównie z faktu, że został wyrzucony ze stanowiska premiera w 1953 roku, a w 1955 roku z partii, przez znienawidzonego Matyasa Rakoczy i Erna Geroe.

Dążenia narodu węgierskiego i polskiego były w tych dniach wyraźnie zdefiniowane słowami i czynami: odrodzenie narodowej wiary (symbolika uwolnienia Kardynała, uwięzionego przez żydowskich terrorystów); uwolnienia narodu (przez wycofanie sowieckich wojsk); likwidacja terrorystycznej policji tajnej i ukaranie jej przywódców. Żądania te początkowo miały charakter pokojowej demostracji, a nie rozruchów, czy powstania. [44]

Stały się burzliwe po agresywnie obraźliwej mowie Geroe’go, przywódcy partyjnego, który zachował swoje stanowisku po mianowaniu Nagy’ego premierem przez centralny komitet partii. Następnie Geroe wezwał wojska sowieckie do wkroczenia do Budapesztu i przywrócenia porządku. Napotkawszy na Placu Parlamentu na demonstrantów, wołających o dymisję Geroe’go, sowieckie czołgi i terroryści Geroe’go otworzyli ogień, pozostawiając ulice zasłane trupami i rannymi (24.X.1956).

507

Był to początek prawdziwego powstania: cały naród powstał przeciwko wojskom sowieckim i znienawidzonej policji – w ciągu paru dni rewolucja komunistyczna poniosła porażkę, wobec której niepowodzenia w Polsce wydawały się prztyczkiem w nos.

Uwolniono Kardynała; Nagy pozostał premierem; znienawidzony Geroe zniknął z horyzontu (dołączył do Rakoczego na Krymie, jak donosiła prasa); terroryzujących policjantów ścigano i palono ich baraki. Przewrócono i rozbito w kawałki pomnik Stalina; wojsko węgierskie wszędzie wspomagało powstanie, lub pozostało bierne; wojska sowieckie (tym razem składające się przeważnie z Rosjan) często okazywały Wegrom sympatię i poniosły duże straty w czołgach. Był to najbardziej optymistyczny moment w dziejach Europy od 1917 roku. Tymczasem jednak z dala czuwał syjonizm, gotowy do ratunku zagrożonej rewolucji komunistycznej; w ciągu kilku dni, a nawet godzin, zdobycze powstania miały mu zostać odebrane.

Przed przejściem do drugiego etapu walki ludu wegierskiego, musimy nakreślić jej tło, najbardziej znamienne w wypadku Węgier. Z pewnych względów, moskiewskie władze były w tym wypadku bardziej zdeterminowane do utożsamiania Żydów z terrorem; stąd też , doświadczenia węgierskie bardziej niż inne, wskazują na ciągłość żydowsko-talmudyczną kontroli rewolucji z ośrodka władzy w Moskwie.

Na Węgrzech reżym 1919 roku, który sami Węgrzy zrzucili po krótkim, lecz krwawym okresie terroru, był żydowski. Obecność w nim jednego, czy dwu gojów, nie odbiera mu zasadniczego charakteru żydowskiego. Terror sprawowany był przez czterech czołowych przywódców żydowskich - Bela Kuna, Mtyjasa Rakoczego, Tibora Szamuley i Erno Geroe - nie Węgrów przeszkolonych w Moskwie, i wspierany był przez masy podporządkowanych im Żydów.

Po II Wojnie Światowej, ze względów ostrożności politycznej, na Węgrzech zezwolono na wolne wybory (listopad 1945). Przyniosły one spodziewane wyniki: zdecydowana większość głosów padła na Partię Małorolnych; mimo obecności Armii Czerwonej, komuniści wypadli bardzo blado. Wtedy ponownie przysłano na Węgry Matyasa Rakoczy (Szamuley popełnił samobójstwo w 1919 roku; Bela Kun zaniknął anonimowo w powodzi czystek sowieckich lat trzydziestych – choć w lutym 1956 roku na XX Kongresie Sowietów w Moskwie został pośmiertnie ‘rehabilitowany’ – znak dla Węgrów, czego powini się spodziewać w październiku 1956 roku).

Przy pomocy terrorystycznej policji i Armii Czerwonej, Rakoczy począł niszczyć inne partie i oponentów, z których pięciu (łącznie ze słynnym Laszlo Rajkiem) powiesił w 1949 roku wspólnie z Geroe, gdy ci tradycyjnie ‘przyznali’ się do spisku z ‘siłami imperializmu’ (na siłach imperializmu zarzut ten nie wywarł żadnego wrażenia, choć rozwścieczył je potem zarzut ‘spisku syjonistycznego’ w 1952 roku). Pod panowaniem Rakoczego Węgry zostały kompletnie zsowietyzowne i steroryzowane już w roku 1948. Obok samego Rakoczego, głównym terrorystą był Erno Geroe, który po dwudziestu latach powrócił z Moskwy na Węgry.

508

On to zorganizował proces i uwięzienie kardynała Mindszentego [45], (który przed uwięzieniem przestrzegł naród, aby nie wierzyć w jego wymuszone przez oprawców zeznania). Przez następnych kilka lat Węgry pozostawały pod terrorem tych samych ludzi, którzy ciemiężyli je w roku 1919, a ich ‘czołowi przedstawiciele rządu byli w 90 procentach Żydami’. W odczuciu Węgrów, terrorowi temu rozmyślnie nadano charakter żydowsko-talmudyczny, a nie komunistyczny, sowiecki, czy rosyjski; na co wyraźnie wskazuje powrót Rakoczego i Geroe’go po II Wojnie Światowej, oraz ich czyny.

Gdy w lipcu 1953 roku Rakoczy zrezygnował ze stanowiska premiera, Times pisał, że ‘W rządzie, który za czasów Rakoczego był wybitnie żydowski, pozostał jedyny Żyd – Geroe’. Ponieważ jednak Rakoczy zachował stanowiska przewodniczącego partii, a Geroe pozostał wicepremierem, nie była to istotna zmiana. W lipcu 1956 roku Geroe zajął stanowisko przewodniczącego partii, opróżnione po odejściu Rakoczego, czego konsekwencje stały się widoczne w październiku.

Nawet w tym momencie Geroe okazał złą wolę, gdyż dwa dni po po zwycięstwie narodu węgierskiego i wycofaniu się Armii Czerwonej (28 października), rząd sowiecki w oświadczeniu radiowym przyznał się wobec świata do ‘wykroczeń i błędów, naruszających zasady równości w stosunkach między państwami socjalistycznymi’, proponując dyskusję nad ‘środkami...., uniemożliwiającymi naruszanie zasad suwerenności państwowej’, oraz przyrzekając ‘zbadanie sprawy stacjonowania wojsk sowieckich na terytorium Węgier, Rumunii i Polski’.

Czy był to jedynie podstęp, zwodzący naród i dający najeźdzcy chwilę wytchnienia, czy też prawdziwe ustępstwo i przyznanie się do błędu; otwierające perspektywy pojednania i nadziei dla narodów?

Gdyby Izrael nie zaatakował Egiptu.... gdyby nie dołączyły się do tej agresji Brytania i Francja...gdyby nie te wydarzenia, świat mógłby znaleźć odpowiedz na to pytanie. Teraz nikt się tego nie dowie, gdyż atak syjonistów na Egipt i włączenie się do tej akcji Brytanii i Francji, uwolniły rewolucję komunistyczną od dylematu. Jakby mocą sztuczki magicznej, oczy świata przeniosły się z Węgier na Środkowy Wschód i sprawa Węgier przybladła. Próżnym stał się o dzień późniejszy apel radiowy Nagey’ego, informujący o dwustotysięcznej armii, posuwającej się przy wsparciu pięćuset czołgów w kierunku Węgier.

Budapeszt został zmiażdzony. 7-go listopada umilkła ostatnia wolna węgierska stacja radiowa (Radio Rakoczy w Dunapentele), podobnie jak w 1944 roku umilkł głos z Polski, a 1939 roku – z Czechosłowacji, przekazującej

509

w spadku swoje tragedię ‘Zachodowi’.

‘To nasza ostatnia audycja. Zalewają nas sowieckie czołgi i samoloty’. Słowa te, zanotowane przez wiedeńskiego korespondenta New York Times’a, ‘przerwał trzask. Potem nastąpiła cisza’.

Nagy schronił się w poselstwie Jugosławii, skąd Sowieci wywabili go obietnicą listu żelaznego, po czym deportowali w nieznanym kierunku. Kardynał znalazł schronienie w ambasadzie amerykańskiej. Pod koniec listopada, dobrze poinformowany przedstawiciel Kuby w ONZ oświadczył, że na Węgrzech zginęło 65,000 ludzi. W tym czasie już ponad 100,000 osób przekroczyło granicę Austrii – małego państwa, które podtrzymało nadszarpnięty honor ‘Zachodu’, przyjmując każdego uchodźcę bez pytania. Z tych kilka tysięcy dostało się do Ameryki, gdzie przyjął ich amerykański Sekretarz Armii, Mr. Wilbur M. Brucker wezwaniem, aby ‘oddali cześć fladze amerykańskiej’ i ‘prezydentowi Eisenhowerowi’.

Te dziesięć dni rzeczywiście wstrząsnęło światem, a szok byłby jeszcze większy, gdyby znano ich prawdziwą historię. Ukazały one, że reprezentantem wartości, jakie dotąd utożsamiano ze słowem ‘Zachód’, stały się teraz ujarzmione kraje Europy Wschodniej, a nie Ameryka, Anglia, czy Francja.

Kraje te odwróciły się od wydarzeń na Węgrzech. Bardziej przejmowały się sprawą Środkowego Wschodu. ‘Kwestia żydowska’ na Środkowym Wschodzie przeszkodziła w realizacji nadziei Europy. Po raz wtóry od października 1917 roku, rewolucyjny komunizm i rewolucyjny syjonizm zainterweniowały w doskonałej synchronizacji, wspierając się nawzajem. Narody Zjednoczone nie znalazły chwili czasu na debatę nad węgierskim apelem o pomoc; zajęły się tą sprawą dopiero wtedy, gdy terror zdruzgotał wołających o pomoc, a ich miejsca w OZN zajęli agenci rewolucji.

Na Węgrzech miejsce Geore’go zajął inny komisarz z 1919 roku, Ference Munnich – czołowy działacz w rządzie Beli Kuna, który powrócił na Węgry po II Wojnie wraz z Armią Czerwoną. W latach terroru Rakoczego 1946-49, Munnich był szefem policji w Budapeszcie. Teraz, w narzuconym przez Moskwę rządzie Janosa Kadara, stał się ‘wice-premierem, ministrem Obrony Narodowej i Bezpieczeństwa Publicznego’. Sam Kadar, mający opinię nieco ‘niezależnego’, nie wydawał się na tyle pewnym, aby mu powierzyć pełnię władzy. Według New York Times’a, Munnich był ‘moskiewską wtyczką, kontrolującą Kadara’.

Ponownie nad Węgrami zapadła noc, którym na pocieszenie zostały słowa prezydenta amerykańskiego, że całym sercem jest z nimi. Bomba zegarowa na Środkowym Wschodzie, podłożona przez tryumfującą rewolucję bolszewicką w Moskwie, wybuchła w momencie porażki rewolucji. Dywersja ta na wiele przyszłych lat zgasiła rozpalające się światło nadziei. Pozostawiony w spokoju Związek Sowiecki mógł dokończyć dzieła

510

masakry na Węgrzech, podczas gdy mocarstwa zachodnie zajęte były sporem o Izrael, Egipt i Kanał Suezki. Sprawy te zajęły uwagę świata, a Związek Sowiecki, z rękoma splamionymi krwią narodu europejskiego, mógł przyłączyć się do ogólnego potępienia Wlk. Brytanii i Francji za uczestnictwo w agresji izraelskiej.

Powstanie państwa syjonistycznego okazało się jeszcze większym złem, niż zorganizowana przez talmudycznych Żydów w Rosji rewolucja komunistyczna. Druga część kroniki tych przełomowych lat będzie więc miała do czynienia z wydarzeniami ośmiu lat istnienia państwa syjonistycznego, od jego powstania w 1948 roku, do agresji na Egipt w październiku 1956 roku.

Rozdzial 46,2

2. PAŃSTWO SYJONISTYCZNE

W naszych czasach to małe państewko, oszukańczo nazwane ‘Izraelem’, jest czymś wyjątkowym w historii. Zostało założone, zaludnione i rządone w większości przez nie-semickich Żydów z Rosji, z pochodzenia Chazarów. Oparte na starożytnej tradycji plemiennej, z którą ci przybysze nie mieli żadnych związków krwi, wpadło w barbarzyński szowinizm bazujący na dosłownym przestrzeganiu Prawa Lewitów starożytnej Judy. Malutkie obszarem, nie żyje własnym życiem, lecz od początku było zależne od bogactwa i broni, jakie jego potężni protektorzy na Zachodzie zdołali wyłudzić od krajów, w których mieszkają. W czasie swojego istnienia, groźbami i czynami prześcignęło najbardziej wojowniczych awanturników w historii. Rządzone przez ludzi tego samego gatunku jacy sprawowali terror w Polsce i na Węgrzech, nieustannie zgraża siedmiu sąsiednim państwom semickim zniszczeniem i zniewoleniem, przypisanym przez Lewitów w Deuteronomy.

Czyni to otwarcie w przekonaniu, że posiada w stolicach zachodnich wystarczająca siłę do narzucenia swojej woli ich rządom, i że niezależnie od okoliczności zawsze może liczyć na ich poparcie. Szczególnie Amerykę traktuje jak swoją kolonię, co zresztą ona sama firmuje swoim zachowaniem. W obrębie swego terytorium wprowadziło na wzór hitlerowski prawa, nie pozwalające na konwersję i małżeństwa mieszane; poza jego granicami koczują wypędzone przez nie bezdomne hordy Arabów, które poprzez przyrost naturalny urosły w ciągu ośmiu lat do liczby miliona. Ciągłe najazdy i masakry przypominają im i ich bezwolnym gospodarzom, o wiszącym nad nimi cieniu Deir Yasin: ‘Starca, młodzieńca, i pannę, i maluczkich, i niewiasty wybijcie do szczętu..... , żadnej duszy żywić nie będziesz’. Jego stwórcy - państwa zachodnie, ganiąc je nieśmiało, przesyłają im pieniądze i materiały niezbędne do wojny, której według własnych zapewnień się obawiają. Na podobieństwo Frankensteina stworzyły niszczycielską siłę, która wymknęła się im z kontroli.

To małe państwo będące produktem fantazji, choć nie prowadzi realnej egzystencji, jest siewcą niepokoju w świecie, który od początku jego powstania nie zaznał chwili wolnej od obawy.

511

Jest ono zwiastunem spełnienia starożytnej Obietnicy: ‘Dzisiaj pocznę puszczać strach i bojaźń twoję na ludzie, którzy są pod wszystkiem niebem, że gdy usłyszą wieść o tobie, drżeć i lękać się będą przed tobą”.

Pozostawione własnemu losowi, upadłoby podobnie jak międzywojenny ‘Kraj Żydowski’. Był czas, gdy więcej było chętnych do opuszczenia kraju, niż przyjazdu do niego, i to mimo rosnącej wtedy atrakcyjności szowinizmu. Już w 1951 roku liczba wyjeżdzających zaczęłaby przeważać nad imigracją, gdyby nie zapobiegł temu ‘zdumiewający wyłom’, o którym wspomnieliśmy wcześniej (New York Herald Tribune, kwiecień 1953), a który otworzył wtedy ‘Żelazną Kurtynę’ (wyłomy w niej nie wydarzają się spontanicznie; komunistyczne państwo miało widocznie określony cel w zasileniu ludności państwa syjonistycznego). Tym niemniej, w 1952 roku na 13,000 emigrantów przypadało jedynie 24,470 imigrantów, a według danych Agencji Żydowskiej, w roku 1953 (ostatnim, dla którego posiadam statystyki), emigracja przeważyła imigrację. W swym przemówieniu w Jerozolimie w maju, dr Benjamin Avniel oświadczył, że w ciągu pierwszych pięciu miesiecy roku przybyło 8,500 imigrantów, a ubyło 25,000 emigrantów.

Tak wyglądałby naturalny rozwój ‘Izraela’, pozostawionego własnemu losowi i nie potrafiącego ofiarować nic więcej, niż szowinizm. Same źródła żydowskie malują podobny obraz warunków w ówczesnym państwie. W lutym1952 roku tak pisał w Jewish Review Mr. Moshe Smilanski (od sześćdziesięciu lat zamieszkały w Palestynie):

‘W chwili wygaśnięcia mandatu brytyjskiego, kraj prosperował. Prywatne i rządowe magazyny żywościowe były pełne; zapasy surowców były wystarczające. Kraj posiadał trzydzieści milionów funtów w Banku Angielskim, nie licząc większych zapasów amerykańskich i brytyjskich papierów wartościowych. W obiegu było około trzydzieści milionów funtów, równych się co do wartości funtowi angielskimu.... Rząd Mandatu pozostawił nam wartościowy spadek w postaci portu Haifa, dwóch moli w Jaffie i Tel Avivie, kolei, porządnych dróg i budynków rządowych, wielkich wyposażonych lotnisk wojskowych i cywilnych, baraków wojskowych i rafinerii w Haifie. Uciekający Arabowie pozostawili około 5 milionów dunams uprawnej ziemi, włącznie z sadami, plantacjami pomarańczy, oliwek, winogron i drzew owocowych; około 75,000 domów mieszkalnych w miastach, niektórych bardzo eleganckich; około 75,000 sklepów i fabryk; a oprócz tego mienie ruchome, meble, dywany, biżuterię, etc. Było to wielkie bogactwo, tak że stoczenie się Izraela w ubóstwo zawdzięczać możemy nadmiernej centralizacji biurokratycznej, zahamowaniu prywatnej inicjatywy i czekającej nas wktótce perspektywie reżymu socjalistycznego’.

W Johannesburgu w maju 1953 roku, Mr. Hurowic z Partii Rewizjonistycznej zwrócił uwagę swych żydowskich słuchaczy na fakt ‘degeracji’ państwa syjonistyczego. Oświadczył, że nie może pozostawać ślepy wobec alarmującej sytuacji: ‘Gospodarczo, kraj jest u progu bankructwa. Zmniejszyła się imigracja – w ciągu ostatnich kilku miesięcy więcej ludzi opuściło kraj, niż do niego przybyło. W dodatku, mamy

512

50,000 bezrobotnych, nie licząc tysięcy częściowo zatrudnionych’.

Dwie cytowane powyżej wypowiedzi (mógłbym przytoczyć więcej podobnych) obywateli izraelskich, warto porównać z obrazem życia w Izraelu, jaki masom Zachodu malują ich politycy. Niejaki Clement Davis (w 1956 roku przywódca 6 posłów Partii Liberalnej, która w 1906 roku zajmowała 401 miejsc w Parlamencie), przemawiając do żydowskich słuchaczy w Tel Avivie ‘wychwalał postęp dokonujący się w państwie żydowskim, wydający mu się wprost cudem, jaki upatrywał w przekształceniu tego kraju w ziemię płynącą mlekiem i miodem’ (komentarz zamieszczony w tej samej żydowskiej gazecie, co uwagi Hurwitza). W tym samym czasie, Franklin D. Roosevelt junior, z okazji swej kampanii wyborczej w Nowym Jorku (gdzie uważa się ‘głosy żydowskie’ za decydujące) powiedział: ‘We wzburzonym morzu państw arabskich, Izrael jest opoką życia i nadziei. W imieniu wolnego świata ‘reklamuje wolność’ bardziej skutecznie, niż cała propaganda, na jaką stać by było Stany Zjednoczone’.

Kandydant na prezydenta w 1952 roku, Adlai Stevenson oświadczył żydowskim słuchaczom, że ‘Izrael przyjmuje z otwartymi rękoma i z gorącym sercem swoich wszystkich rodaków, szukających ucieczki od cierpienia..... Wspaniałomyślność Izraela powinna stanowić wzór dla amerykańskiej polityki imigracyjnej; musimy starać się, aby jej dorównać (logicznie więc, Indianie powinni wygnać Amerykanów ze Stanów Zjednoczonych i zająć ich miejsce). Inny aspirant na prezydenta, Mr. Stuart Symington powiedział, że ‘Izrael jest przykładem, jak stanowczość, odwaga i twórcza inicjatywa potrafią przeforsować ideały demokratyczne i przeciwstawić się imperializmowi sowieckiemu’ (w tym samym czasie, gdy politycy Waszyngtonu i Londynu pomstowali na ‘anyty-semityzm za Żelazną Kurtyną’, ustawa rządu izraelskiego nakazywała uczniom szkół państwowych śpiewać Czerwony Sztandar z okazji Pierwszego Maja).

Podobnie jak poprzednio, jedyne głosy protestu przeciw zniekształcaniu prawdy przez czołowych polityków i partie w Ameryce i Anglii, dochodziły od Żydów (jak wyjaśniłem wcześniej, nie-żydowscy publicyści zostali skutecznie odcięci od środków przekazu). I tak Mr. William Zukerman pisał:

‘Nieprawdziwą okazała się ogólnie przyjęta teoria, że pojawienie się państwa Izrael zjednoczy i scementuje naród żydowski. Przeciwnie - jak dobitnie wykazał Kongres’ (Syjonistyczny Kongres w Jerozolimie w 1951 roku) ‘, utworzenie po dwu tysiącach lat politycznego państwa żydowskiego, wprowadziło nowy potężny rozłam, nieznany dotąd w historii społeczeństwa żydowskiego; i ukazało, że w przyszłości Izrael będzie raczej czynnikiem separującym Żydów, niż jednoczącym ich.... Jakimś mistycznym sposobem, Izrael uznany został za nadrzędne źródło władzy nad dziesięcioma, czy dwunastoma milionami Żydów, rozsianych po różnych krajach świata.... Dla jego rozwoju koniecznym jest ściągnięcie Żydów z całego świata, bez względu na to, jak zadowoleni są z życia w swym nowym kraju.... Zgodnie z tą teorią, Żydzi zadomowieni tam od pokoleń i od wieków, muszą przez masową

513

imigrację ‘wyzwolić’ się ze stanu ‘wysiedleńców’..... Wszystkie partie, od skrajnie lewicowych do skrajnie prawicowych, łącznie z premierem Ben-Gurionem, poczęły wysuwać żądania, aby Żydzi amerykańscy, a szczególnie syjoniści, dopełnili swych zobowiązań wobec starożytnej ojczyzny i osiedlili się w Izraelu, a przynajmniej, aby przysłali tam swoje dzieci.... Kongres Jerozolimski formalnie zamknął etap chwały syjonizmu amerykańskiego i rozpoczął nowy rozdział ostrego nacjonalizmu Środkowo-Wschodniego...., na wzór ś.p. Żabotyńskiego i jego marzeń o wielkim państwie żydowskim, rozciągającym się po obu stronach Jordanu, skupiającym Żydów z całego świata i stanowiącym najpotężniejszą siłę militarną na Bliskim Wschodzie’.

W podobnym duchu protestował Lessing J. Rosenwald:

‘Zakładamy stanowczy sprzeciw wobec wszelkich programów, zmierzających do wtłoczenia Żydów do nacjonalistycznego bloku, reprezentującego wyłącznie interesy obcego państwa Izrael. Polityka wytyczona przez Ben-Guriona zachęca Żydów amerykańskich do utworzenia w Ameryce separystycznego bloku presji politycznej..... Program ten zmierza do duchowego i kulturalnego uzależnienia Żydów amerykańskich od obcego państwa..... Uważamy, że nacjonalizm ‘żydowski’ stanowi odstępstwo od naszej religii, pozbawiając ją charakteru uniwersalnego na korzyść narodowego kultu’.

Te spontaniczne protesty Żydów wynikały z obaw co do rozłamowych wpływów Syjonizmu na społeczenstwo żydowskie. Jest to jednak tylko częścią całości zagadnienia. Prawdziwym niebezpieczeństwem syjonizmu jest jego zdolność do poróżnienia narodów i doprowadzenia ich do kolizji, gotującej ludzkości katastrofę, w której Żydzi stanowić będą jedną setną, czy tysięczną części ofiar.

W 1950 roku herezją byłoby głoszenie podobnych poglądów; tak że protesty nie-żydowskie nie ujrzały światła dziennego, a żydowskie nie odniosły żadnych skutków. Stąd też w 1953 roku nowojorskie czasopismo żydowskie Commentary mogło zaakcentować nowy krok ku katastrofie w następującej formie: ‘Przetrwanie i wzmocnienie Izraela stało się nienaruszalnym elementem polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, której nie są w stanie zmienić wyborcy, ani inne czynniki’.

Po raz któryś z rzędu, widzimy tu zawolowaną aluzję do istnienia władzy nadrzędnej nad prezydentami, premierami i partiami – fakt, na który już zwróciłem uwagę czytelnika. Dokładnie tych samych słów użył Leopold Amery, jeden z ministrów brytyjskich odpowiedzialnych za politykę palestyńską w okresie międzywojennym: ‘Polityka została ustalona i nie może podlegać zmianie’. W tych ostrzegających słowach zawiera się sekret całego przedsięwzięcia, wyraźnie wskazujący na autorytatywność i najwyższy stopień wtajemniczenia. Choć są one zagadkowe, tym niemniej jasno i kategorycznie wyrażają pewność, że w żadnym wypadku Zachód nie może wykręcić się od wspomagania ambicji syjonistycznych.Pewność ta musi opierać się na czymś silniejszym od groźby, czy nawet rzeczywistej zdolności przechylenia ‘głosów żydowskich’ i orientacji prasy w tym, czy innym kierunku.

514

Słyszymy tu ton władców upewnionych, że skuci i nie mający możliwości ucieczki galernicy muszą wykonać zlecone im zadanie. The New York Times, który, jak sądzę, jest autorytatywnym organem ‘władzy żydowskiej’, często nawiązuje do owego sekretnego porozumienia, kapitulacji, czy też podobnej natury zobowiązania - na przykład: ‘W zasadzie, poparcie polityczne Izraela przez Stany Zjednoczone oznacza, że niemożliwa jest jakakolwiek decyzja administracji rządu amerykańskiego, która była by niezgodna z interesami Izraela’ (1956). Jeśli jest to aluzja do kontroli systemu wyborczego, oznacza to kompletne zwyrodnienie instytucji rządu parlamentarnego, powstałego w wyniku ‘wolnych wyborów’. Według mnie, tak sytuacja istnieje na Zachodzie w tym stuleciu.

Sytuacja taka umożliwiła utrzymanie nowego państwa przy życiu. Pomagały mu w tym zastrzyki pieniężne z Ameryki. Cytowana powyżej gazeta Commentary podaje sumę 293,000,000 dolarów, jako rozmiar pomocy Stanów Zjednoczonych dla Izraela do czerwca 1953, do czego należy dodać dalsze 200,000,000 dolarów w formie pożyczek banku Export-Import. Przedstawiciel progamu ‘pomocy technicznej’ prezydenta Trumana w Jerozolimie stwierdził (w pażdzierniku 1952), że Izrael otrzymuje najwyższą pomoc na głowę ludności, a w sumie więcej, niż wszystkie państwa Środkowego Wschodu razem wzięte. New York Herald Tribune z 12 marca 1953 roku podaje, że ‘w ciągu pierwszych pięciu lat istnienia Izraela, łączna suma pomocy Stanów Zjednoczonych razem z prywatnymi dotacjami i pożyczkami sięgała ponad 1,000,000,000 dolarów’, a tym samym, jak dodaje, ‘zapewniła mu byt’. Do tego dodać należy wymuszony przez Stany Zjednoczone coroczny haracz z Niemiec, w wysokości 250,000,000 funtów izraelskich. Nie mogłem znaleźć oficjalnych danych na rok 1956; po jednym z ataków syjonistycznych, przedstawiciel Syrii w ONZ stwierdził, że ‘od 1948 roku przepłynęło ze Stanów Zjednoczonych do Izraela 1,500,000,000 dolarów, w formie kontrybucji, dotacji, gwarancji i pożyczek’ (suma ta nie obejmuje płatności niemieckich i dotacji z krajów zachodnich).

Czegoś podobnego świat nigdy dotąd nie widział. Państwo, tak hojnie finansowane przez zagranicę, może sobie pozwolić na agresywne poczynania. Jedynie napływ tak wielkich sum z Zachodu, a szczególnie z Ameryki, umożliwił nowemu państwu prowadzenie awanturniczej polityki. Mając zapewnione nieograniczone zaplecze finansowe i polityczne poparcie Waszyngtonu, które nie może ulec zmianie, nowe państwo przystąpiło do realizacji swych wielkich ambicji XX wieku – pełnego przywrócenia ‘Nowego Prawa’, ustanowionego w 621 roku BC przez Lewitów w Deuteronomy. Odtąd wszystkie jego poczynania mają prowadzić do ‘spełnienia’ tego ‘Prawa’; mongolskim Chazarom przypadło zadanie dopilnowania, aby Jehowa dotrzymał umowy spisanej przez Lewitów. To co nastąpiło, było w istocie pierwszą ratą ‘spełnienia’ – proroctwo o ‘poganach’, znoszących skarby ziemi do Jerozolimy, poczęło się urzeczywistniać w postaci pieniędzy amerykańskich, kontrybucji niemieckiej, itp.

Tak zaopatrzone, małe państwo podążyło za fantazją całkowitego i dosłownego ‘spełnienia’, którego magicznym owocem miało być upokorzenie wielkich tej ziemi;

515

ukoronowanie potęgi Syjonu; i ‘połączenie się’ wszystkich Żydów. ‘Połączenie’ to zostało uregulowane prawnie ‘ustawą o narodowości’, która uczyniła wszystkich żydowskich mieszkańców państwa syjonistycznego obywatelami Izraela; i ‘prawem powrotu’, które zaadaptowało na rzecz Izraela wszystkich Żydów na świecie, niezależnie od ich woli. [46]

Te właśnie prawa – widma zanikłego getha, zaalarmowały Zukermana i Rosenwalda. Są one wyrazem najbardziej wybujałych ambicji w historii programów państwowych. Temat ten niejednokrotnie pojawiał się w mowach premiera Ben-Guriona – Żyda z Rosji, między innymi w jego przesłaniu do syjonistów amerykańskich z 16 czerwca 1951 roku: ‘waszej organizacji powierzono wyjątkową okazję torowania drogi ku zjednoczeniu i zespoleniu ruchu syjonistycznego, który powiedzie żydowstwo amerykańskie w wielką erę, jaka otworzyła się dla Żydów z chwilą powstania państwa i zapoczątkowania akcji łączenia wygnańców’. Rabin Hillel Silver, bliski współpracownik prezydenta Eisenhowera, ze szczególną satysfakcją stwierdził, iż ‘Mr. Ben-Gurion przychylił się do poglądu, że jednym z najważniejszych zadań ruchu syjonistycznego pozostaje pełna, nieograniczona realizacja programu syjonistycznego’. W Nowym Jorku, w czerwcu 1952 roku, Ben-Gurion wyraził się jeszcze bardziej dobitnie: ‘Państwo żydowskie nie oznacza spełnienia idei syjonizmu.... syjonizm obejmuje wszystkich Żydów na świecie’. Drugi z kolei prezydent Izraela, Ben Zvi, oświadczył na swojej inauguracji w grudniu 1952 roku: ‘Naszym głównym zadaniem jest połączenie wygnańców, i nigdy od niego nie odstąpimy..... Nie dokonamy tego historycznego dzieła bez pomocy całego narodu na Zachodzie i na Wschodzie’.

Gdyby podobne słowa padły z ust Kaisera lub Hitlera, świat podniósłby krzyk protestu. I słusznie, gdyż w określaniu takim, jak ‘pełna, nieograniczona realizacja programu syjonistycznego’ kryją się bezgraniczne ambicje programu politycznego Tory, które pod pretekstem umowy z Jehową dążą do światowej dominacji nad ‘poganami’, sprawowanej przez imperium rozciągające się od Nilu do Eufratesu. To, co wydawałoby się najbardziej absurdalnym roszczeniem w historii, stało się możliwe dzięki poparciu rządów zachodnich.

Choć trudno było sobie wyobrazić, aby politycy zachodni zdawali sobie z tego sprawę, rok 1953 rozwiał te złudzenia. W maju 1953 roku ówczesny premier brytyjski Winston Churchill, z okazji konfliktu z premierem egipskim o Kanał Sueski, zagroził mu odwetem nie ze strony Wielkiej Brytanii , lecz Izraela. W parlamencie wyraził się o armii izraelskiej, jako o ‘najlepszej w krajach Lewantu’ i obiecywał, że ‘jeśli chodzi o dostawę samolotów w tej części świata, nie uczynimy nic, co mogłoby zaszkodzić Izraelowi’. Następnie dodał tonem,

516

dokładnie przypominającym Ben-Guriona i rabina Hillela Silvera, że ‘liczy na na spełnienie się aspiracji syjonistów’.

Aluzja ta jest chyba najbardziej wiążącym zobowiązaniem, podjętym przez głowę rządu w imieniu nieświadomego narodu. Parlament Izraela natychmiast wyraził uznanie dla ‘obecnego życzliwego nastawienia Churchilla wobec rządu izraelskiego, zawsze sprzyjającego ruchowi syjonistycznemu’. Angielska opinia publiczna nie rozumiała implikacji tych słów, jeśli w ogóle zwróciła na nie uwagę. Zaskoczyły one wielu Żydów; między innymi A. Abrahamsa, który jako weteran ruchu Rewizjonistycznego powinien być z nich zadowolony (Rewizjoniści otwarcie popierają ambicje nieżyjącego już Żabotyńskiego, dążące do ‘wielkiego państwa żydowskiego po obu stronach Jordanu, skupiającego wszystkich Żydów, i stanowiącego największą siłę militarną na Bliskim Wschodzie’; Mr. William Zukermann).

Niedowierzający Mr Abrahams z nutą zaniepokojenia zapytywał, czy słowa Churchilla istotnie oddają wyrażoną w nich intencję: ‘Mr. Churchill dokładnie przestudiował Biblię; wie dobrze, że aspiracje syjonizmu nie zostaną w pełni zrealizowane do czasu przywrócenia Izraela w jego historycznych granicach – obejmujących kraj Dziesięciu Plemion’.

Oczywiście, te aspiracje nie mogłyby być ‘zrealizowane’ bez powszechnej wojny – co wyjaśnia zaskoczenie i konsternację Abrahamsa. Gdyby uznać słowa Churchilla za rozmyślnie zamierzone, oznaczałyby one poparcie wybujałych ambicji w ich dosłownym znaczeniu, których ceną – jak wiadomo - byłaby zagłada Zachodu. [47]

Wydarzenie z 30 października 1956 roku (choć już autorstwa następcy politycznego Sir Winstona) wydaje się wskazywać, że fatalne dla kraju słowa, jakie Churchill wypowiedział w maju 1953 roku, były na serio pomyślane.

Jeśli istotnie - jak sugerowały te słowa - Zachód został potajemnie i bezwarunkowo wciągnięty w misję ‘realizacji aspiracji syjonistycznych’, mogło to jedynie oznaczać dla niego wojnę, jakiej dotąd nie doznał; w której armie jego miałyby być pionkami pełniącymi rolę janczarów w rujnującej grze, mającej na celu skłócenie narodów chrześcijańskich, skruszenie narodów muzułmańskich i ustanowienie imperium syjonistycznego. W tej wielkiej rozgrywce, Żydzi znajdujący po obu stronach konfliktu, mieliby w myśl ‘prawa powrotu’ obowiązek działania w nadrzędnym interesie Syjonu. Znaczenie tego faktu ilustruje artykuł opublikowany w johannesburskim Jewish Herald z 10 listopada 1950 roku, dotyczący jednego z sekretów II Wojny Światowej. Opisuje on, jak w momencie rozpoczęcia produkcji bomby atomowej ‘dr Weizmann spotkał się z propozycją utworzenia zespołu najwybitniejszych uczonych żydowskich, którzy mogliby wytargować od aliantów korzyści dla sprawy żydowskiej.... Widziałem oryginał projektu przedłożonego dr Weizmannowi przez uczonego, który zyskał pewną sławę w dziedzinie wynalazków wojennych’.

517

Słowa te są wyraźnie alarmujące. Przykład podobnych, oraz innych metod ‘realizacji aspiracji syjonizmu’ znajdujemy w oświadczeniu dr Nahuma Goldmana, przywódcy Światowej Organizacji Syjonistycznej, przedstawionym słuchaczom żydowskim w sierpniu 1950 roku w Johannesburgu. Nawiązując do swego wywiadu z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Ernestem Bevinem, Dr Goldman powiedział: ‘Ten osobliwy mały kraj (Izrael) znajduje się też w osobliwym położeniu geograficznym. W tych czasach, gdy staraliśmy się za zgodą rządu brytyjskiego utworzyć państwo żydowskie, miałem rozmowę z Bevinem, który zapytał mnie: „Czy zdaje Pan sobie sprawę, czego żąda Pan ode mnie? Wydania kluczy do najważniejszego strategicznie rejonu świata”. Odpowiedziałem: „Ani w Nowym, ani w Starym Testamencie nie napisano, że Wielka Brytania musi posiadać ten klucz”’.

Jeśli przyjąć słowa Churchilla za dobrą monetę, był on najwidoczniej gotów oddać te klucze;

518

podobnie jak uczynili to po śmierci Bevina inni politycy Waszyngtonu i Londynu. Widoczne teraz wyniki tego łatwo było przewidzieć – nie są one dziełem przypadku. Tak więc, wprawiony w ruch kolosalny plan podąża ku swemu przenaczeniu – zwycięstwu lub fiasku; wspomagany przez mocarstwa zachodnie, dla których jego tryumf oznaczać będzie ich własne poniżenie. Są one w sytuacji pracownika, który zgadza się pracować pod warunkiem, że w miarę wzrostu zysków firmy, jego pobory ulegną obniżeniu.

Wszystkie etapy tego przedsięwzięcia opracowane zostały przez wtajemniczonych w formie planu. Cytowałem wyżej słowa Maxa Nordau wyrzeczone na VI Kongresie Syjonistycznym w 1903 roku: ‘Pozwólcie, że ukażę wam szczeble drabiny wspinające się coraz wyżej i wyżej..... przyszłą wojnę światową, następującą po niej konferencję pokojową, na której przy pomocy Anglii utworzona zostanie wolna żydowska Palestyna’.

Dwadzieścia lat później, czołowy syjonista angielski lord Melchett, w tym samym duchu wiedzy magicznej przemawiał do syjonistów w Nowym Jorku: ‘Gdybym w 1913 roku stanął przed wami i zaprosił was na konferencję dla przedyskutowania sprawy rekonstrukcji narodowego domu w Palestynie, popatrzylibyście na mnie jak na fantastę; tak samo, gdybym w 1913 roku powiedział wam, że arcyksiąże austryjacki zostanie zamordowany, w wyniku czego otworzy się dla nas szansa i okazja dla utworzenia narodowego domu dla Żydów w Palestynie. Czy nie pomyśleliście, jak nadwyczajnym jest fakt, że okazja ta wyłoniła się z krwawego zamętu na świecie? Czy naprawdę sądzicie, że powróciliśmy do Izraela dzięki szczęśliwemu przypadkowi?’ (Jewish Chronicle, 6 listopad 1928).

Jeśli teraz nadejdzie trzecia wojna światowa, nie będzie ona napewno dziełem ‘szczęśliwego przypadku’; czas - jak na wywoływanej kliszy - ukazał następstwo przyczyn wiodących do celu, i odsłonił tożsamość kontrolujących je sił. Trzydzieści jeden lat po tym autorytatywnym oświadczeniu lorda Melechetta, znalazłem się przypadkiem (w lutym 1956 roku) w Południowej Karolinie, gdzie także dzięki przypadkowi i miejscowej gazecie natrafiłem na wzmiankę o trzeciej wojnie, uczynioną w podobnym duchu i wywodzącą się z podobnego olimpijskiego źródła. W Południowej Karolinie znajduje się rezydencja Bernarda Barucha, Barony of Hobcaw, który gościł wtedy Randolpha Churchilla, syna swego przyjaciela Sir Winstona. Po skończonej wizycie Randolph Churchill stwierdził (Associated Press, 8.II.1956), że ‘napięta sytuacja na Środkowym Wschodzie w każdej chwili grozi wybuchem zbrojnego konfliktu. Nie sądzę jednak, aby cywilizacja miała pogrążyć się w nowej wojnie.... III Wojna Światowa - jeśli nadejdzie - nie będzie dziełem przypadku, lecz zimnych kalkulacji i planów’.

Mając zapewnione poparcie swego ‘spełnienia’ (haracz od wszystkich mocarstw i uznanie żydowstwa światowego za swych obywateli), nowe państwo otwarcie poczęło słowem i czynem odzyskiwać swoje ‘historyczne granice’. Zaden zachodni ‘podżegacz wojenny’ nie używał podobnych słów. Mr. Ben-Gurion oświadczył (johannesburski Jewish Herald, 24.XII.1952), że Izrael ‘nie pozwoli pod żadnym warunkiem na powrót wychodźców arabskich’

519

(czyli tubylców). Co do Jerozolimy (podzielonej między Syjon a Jordanię do czasu ‘umiędzynarodowienia’ jej pod administracją ONZ), stwierdził: ‘bez względu na to idiotyczne rozgraniczenie, dla nas przyszłość tego miasta jest równie nie podlegająca dyskusji, jak Londynu. Nie ma mowy o żadnych negocjacjach’. ‘Pozyskiwanie’ Żydów z zagranicy ma doprowadzić do ‘imigracji czterech milionów w ciągu następnych dziesięciu lat’ (według ocen ministra spraw zagranicznych Moshe Sharetta, z czerwca 1952 roku), czy też ‘dziesięciu - pietnastu lat’ (według innych źródeł).

Aby ustanowić ‘dom’, a potem ‘państwo’ i wprowadzić do niego 1,500,000 Żydów, potrzebne były dwie wojny światowe. Tak więc według powyższych planów, w ciągu następnych pietnastu lat świat powinien oczekiwać nowej wojny światowej, gdyż żadnym innym sposobem nie uda się ściągnąć tak wielu Żydów z innych krajów. Jak ocenia Ben-Gurion, przetranportowanie ich kosztowałoby siedem do ośmiu miliardów dolarów (według cen bieżących – co wynosi więcej niż dług narodowy Włoch, a pięciokrotnie przekracza dług narodowy Wlk. Brytanii z 1914 roku). Liczy, że ‘Żydzi amerykańscy postarają się o te pieniądze’. Oczywistą rzeczą jest, że nawet amerykańscy Żydzi nie byliby sami w stanie zapewnić takich sum; mogłyby one jedynie pochodzić od podatników zachodnich.

W sumie, wszystkie te oświadczenia stanowią groźbę wojny dla sąsiednich krajów arabskich, co nabiera szczególnej wymowy w ustach Menachema Begina – szefa grupy morderców, która dokonała masakry w Deir Yasin. Grupa ta, początkowo uznana za ‘wyrodną’, w nowym państwie została obsypana zaszczytmi i pod nazwą Herut stała się czołową partią polityczną w parlamencie. Arabowie widzą więc, czego mogą się spodziewać po groźbach Mr. Begina.

Typowy przykład: w maju 1953 roku w czasie koronacji 18-letniego króla Jordanii, zagroził mu on śmiercią w myśl Prawa Deuteronomy (tego samego, które kierowało akcją w Deir Yasin). Na masowym meetingu partii syjonistycznej w Jerozolimie, oddalonej o rzut kamieniem od granicy jordańskiej, Begin powiedział: ‘W tej godzinie odbywa się koronacja młodzieńca arabskiego na króla Galilei, Basanu, Nablusu, Jericha i Jerozolimy. Oto właściwa chwila, aby oświadczyć jemu i jego panom: „My wrócimy i oswobodzimy miasto Dawidowe”’.

Powyższa aluzja, niezrozumiała dla czytelników zachodnich, a przejrzyście wyraźna dla Arabów i Żydów, nawiązuje do ustępu z trzeciego rozdziału Deuteronomy: ‘Potem obróciwszy się szli ku Basan; gdzie wyciągnął Og, król Basański, przeciwko nim.... Tedy rzekł Pan do Mojżesza: Nie bój się go; bo w ręce twoje podałem go, i wszystek lud jego, i ziemię jego .... I porazili go, i syny jego, ze wszystkim ludem jego, tak iż nikogo z niego nie zostawili, i posiedli dziedzicznie ziemię jego’.

Podobne groźby mają morderczą wymowę dla rzesz uchodźców arabskich wyrzuconych poza granicę. Zgodnie z raportem dyrektora Biura Pomocy Narodów Zjednoczonych w Palestynie, Henrego R. Labouisse z kwietnia 1956 roku, było ich 900,000: 499,000 w Jordanii; 88,000 w Syrii;

520

103,000 w Libanie i 215,000 w Egipcie (na obszarze Gazy). Groźby Begina utrzymują ich w bezustannym pogotowiu do dalszej ucieczki, nawet w niegościnne obszary pustyni. Słowa przechodzą w czyny – w serię wypadów o symbolicznej wymowie i masakr, nie dającym im zapomnieć o wiszącym nad nimi cieniu Deir Yasim.

Rozpoczęło się to 14 października 1953 roku, wypadem silnej jednostki poza granicę Jordanii i wymordowaniem w wiosce Qiba wszystkich jej mieszkańców – znaleziono tam potem sześćdziesiąt sześć ofiar, przeważnie kobiet i dzieci. 499,000 arabskich uchodźców w Jordanii wyciągnęło właściwe wnioski z tej lekcji. Arcybiskup Yorku oświadczył, że świat cywilizowany został tym wypadkiem ‘wstrząśnięty’; że ‘głosy żydowskie w Nowym Jorku mają paraliżujący wpływ na politykę ONZ w Palestynie’; że jeśli nie podejmie się stanowczej decyzji, ‘Środkowy Wschód rozpali się ogniem’. Rada Reprezentantów Brytyjskich Żydów nazwała to oświadczenie ‘prowokacyjnym i stronniczym’; burmistrz Nowego Jorku (Robert Wagner) wyraził ‘szok’ i powiedział, że ‘zacny arcybiskup najwidoczniej nie zna reali amerykańskich’. Narody Zjednoczone łagodnie zganiły Izrael.

28 lutego 1955 roku silna jednostka izraelska wdarła się w obszar Gazy (przydzielonej Arabom przez ONZ w 1949 roku i pozostającej pod wojskowym nadzorem Egiptu), gdzie ‘na skrawku jałowego wybrzeża, pokrytego w trzech czwartch piaskiem wydm, egzystowało w skrajnej nędzy 215,000 uchodźców arabskich’ (Sir Thomas Rapp, The Listener, 6.III.1955). Zginęło tam 39 Egipcjan i nieustalona liczba arabskich uchodźców, którzy w bezsilnym proteście spalili pięć placówek ONZ, tym samym pozbawiając się swoich skąpych racji. Mieszana Komisja Rozbrojeniowa potępiła Izrael za ‘brutalną agresję’ w postaci ‘zaplanowanego z góry attaku’. [48]

Sprawa przeszła wtedy do Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych, która jedenastoma głosami jednogłośnie potępiła Izrael. Przedstawiciel Stanów Zjednoczonych stwierdził, że jest to czwarty podobny incydent, ‘najpoważniejszy z racji swej oczywistej premedytacji’; delegat Francji powiedział, że obecna rezolucja powinna stanowić ‘ostatnie ostrzeżenie dla Izraela (upomnienie opatrzone odnośnikiem, wyrażającym się udziałem Francji w ataku izraelskim dwadzieścia miesięcy później).

8 czerwca 1955 roku, U.N.M.A.C. napiętnował Izrael za następne ‘jaskrawe pogwałcenie zawieszenia broni’ przez przekroczenie granicy Gazy i zabicie kilku Egipcjan. Jedynym widocznym skutkiem tej nagany było aresztowanie przez Izrael sześciu obserwatorów wojskowych Narodów Zjednoczonych i trzech członków

521

Nadzorczej Komisji Narodów Zjednoczonych (kanadyjskiego majora-generała E.L.M. Burnsa), po czym Izrael ponowił atak w Gazie, zabijając 35 Egipcjan (Time, wrzesień 1955). W tym samym miesiącu Ben-Gurion oznajmił w wywiadzie, że zaatakuje Egipt ‘w ciągu roku’ (co nastąpiło w październiku 1956 roku), jeśli nie zostanie zniesiona blokada izraelskiego portu Elath w Zatoce Aqaba.

Rada Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych, nie mając śmiałości ‘zganić’ ten atak (w Ameryce rozpoczynały się wybory prezydenckie), po prostu zaleciła wycofanie się wojsk izraelskich i egipskich na 500 metrów od utworzonej w ten sposób strefy zdemilitaryzowanej, co zresztą Egipcjanie uczynili już wcześniej. 23-go października 1955 roku generał Burns ‘potępił Izrael’ za ‘zaplanowany atak’ na Syrię, w którym porwanych zostało kilku Syryjczyków, a obserwatorom generała Burnsa uniemożliwiono pracę, trzymając ich w zamknięciu. 27-go października izraelski minister spraw zagranicznych, Moshe Sharett oświadczył w Genewie dziennikarzom, że w razie potrzeby Izrael rozpocznie ‘wojnę prewencyjną’ przeciwko Arabom. 28-go listopada 1955 roku Syjonistyczna Organizacja w Ameryce zamieściła płatne ogłoszenie w głównych gazetach, oświadczające, że ‘także Wielka Brytania włączyła się do obozu wrogów Izraela’ – w tym momencie Sir Anthony Eden, który rok później miał wziąć udział w ataku izraelskim, myślał o jakichś drobnych przesunięciach granicznych.

11 grudnia 1955 roku Izraelczycy dokonali silnego wypadu na Syrię, zabijając 56 osób. Tym razem Narody Zjednoczone wystąpiły z najostrzejszym jak dotąd ‘potępieniem’, co z punktu widzenia historycznego jest o tyle interesujące, że kampania prezydencka była w toku, a poza tym akcje ‘potępiające’ zaczęły wychodzić z mody. Delegat Syrii zwrócił uwagę, że powtarzające się nagany ‘nie powstrzymały Izraela przed popełnieniem zbrodniczej napaści, którą teraz rozpatrujemy’. Rada Bezpieczeństwa (12 stycznia 1956) przypomniała cztery wcześniejsze potępiające rezolucje i ostro skrytykowała atak jako ‘otwarte pogwałcenie....warunków porozumienia rozejmowego między Syrią a Izraelem, a także zobowiązań Izraela względem Karty’, i zapowiedziała ‘podjęcie dalszych środków’ w wypadku powtórzenia się incydentów.

W odpowiedzi Izrael bezczelnie zażądał jeszcze więcej broni. 18 marca 1956 roku Mr. Ben Gurion oświadczył w Tel Avivie, że jedynie rychłe dostawy broni mogą zapobiec ‘atakowi arabskiemu’, i dodał, że ‘agresorami będą egipski dyktator Nasser’ (siedem miesięcy wcześniej Ben-Gurion obiecywał zaatakować Egipt ‘w ciągu roku’) ‘i jego sprzymierzeńcy: Syria i Arabia Saudyjska’. 5 kwietnia 1956 roku, gdy Rada Bezpieczeństwa szykowała się do wysłania swego sekretarza generalnego Daga Hammerskjolda na ‘misję pokojową’ na Środkowym Wschodzie, izraelska artyleria zbombardowała rejon Gazy, zabijając 42 i raniąc 103 cywili arabskich, z czego prawie połowę stanowiły kobiety i dzieci.

19 czerwca Ben-Gurion usunął Sharetta ze stanowiska ministra spraw zagranicznych i mianował na jego miejsce Goldę Myerson (obecnie Meier – także z Rosji).

522

New York Times znacząco zauważył, że może to zapowiadać zmianę kierunku ‘umiarkowanego’ na bardziej ‘aktywny’ (podobnie jak poprzednio dr Weizmann i dr Herzl, Mr. Sharett naraził się na zarzut ‘umiarkowanego’). Podobny konflikt doprowadził do porażki Weizmanna na Kongresie Syjonistycznym w 1946 roku. Zwyciężył tam ‘aktywizm’, w którym dr Weizmann ujrzał odnowienie się ‘starego zła w nowym, jeszcze straszniejszym przebraniu’. Jako pozostałość po dawnych czasach rosyjskich, ‘aktywizm’ był eufemizmem, oznaczającym terror i zabójstwo. Usłyszawszy to słowo, znawcy syjonizmu wiedzieli, czego w tym roku mogą się spodziewać.

24 czerwca 1956 roku U.N.M.A.C. potępił Izrael za ostrzelanie Jordanii poprzez granicę. W odpowiedzi Izrael zażądał usunięcia z Komisji Narodów Zjednoczonych członka, którego głos przeważył tą decyzję. Generał Burns uległ, zastępując go (amerykańskiego oficera marynarki, komandora Terrilla) oficerem kanadyjskim. Obserwatorzy Narodów Zjednoczonych znaleźli się w podobnej sytuacji, co uprzednio urzędnicy administracji brytyjskiej w latach międzywojennych – nie mogli liczyć na poparcie własnych rządów. Wioska Wingate’a w Izraelu była dla nich stałym przypomnieniem, że w Palestynie awanse i promocje są nagrodą za zdradę, z nie za spełnienie obowiązku. Dwa lata przedtem inny obserwator amerykański, komandor E.H.Hutchison głosował przeciwko potępieniu Jordanii i został usunięty, gdy Izrael zbojkotował Komisję. Po powrocie do Ameryki napisał o ówczesnym Środkowym Wschodzie książkę, która ma nieprzemijającą wartość historyczną. Jak wielu ludzi dobrej woli przed nim, stwierdził, że jedynym sposobem rozplątania zagmatwanej sytuacji jest pozwolenie uchodźcom arabskim na powrót do domów; przyzanie, że granice rozejmowe z 1949 roku są tymczasowe; i umiędzynarodowienie miasta Jerozolimy, aby ustrzec je przed staniem się polem bitwy.

24 czerwca 1956 roku, dwóch obserwatorów wojskowych ONZ wraz z oficerem jordańskim, członkiem M.A.C., zostało rozerwanych przez minę na terenie Mount Scopus, który jak przyznali syjoniści, stanowił część ‘starego izraelskiego pola minowego’. Dwóch egipskich pułkowników, których syjoniści podejrzewali o pracę w wywiadzie, zginęło od ‘bomby listownej’, doręczonej im przez pocztę (dziesięć lat wcześniej w podobny sposób usiłowano zabić w Anglii oficera brytyjskiego kapitana Roy Farrana, który naraził się syjonistom podczas pobytu w Palestynie. Zamiast niego zginął jego brat o podobnym imieniu, który otworzył paczkę). 29 lipca 1956 roku inny obserwator ONZ, Duńczyk zginął od bomby, czy miny koło Gazy; dwóch innych rannych zostało od kul karabinów. Tak jak dawniej, ‘aktywizm’ zbierał żniwo przez zabójstwa.

28 sierpnia 1956 Izrael ponownie został potępiony przez M.A.C. za ‘poważne naruszenie rozejmu’. 12 września nastąpił nowy atak silnej jednostki izraelskiej na Jordanię, podczas którego zginęło około dwudziestu Jordańczyków i wysadzony został posterunek policyjny w Rahaw. W odpowiedzi na protesty generała Burns’a przeciw tym postępkom, ‘niejednokrotnie potępianym przez Radę Bezpieczeństwa’,

523

Izrael ponownie (14 września) zaatakował Jordanię, zabijając w Gharandai około dwudziestu-trzydziestu osób. Brytyjskie ministerstwo Spraw Zagranicznych (Jordania była sojusznikiem Wlk.Brytanii) wyraziło ‘stanowczy protest’, na co Brytyjski Komitet Żydów odpowiedział atakiem na ‘stronnicze oświadczenie’. 19 września M.A.C. ponownie ‘potępiła’ Izrael za ‘wrogie agresywne akty’ (te dwa ataki podczas żydowskiego święta Nowego Roku najwidoczniej miały mieć symboliczne znaczenie), a tydzień później – specjalnie za atak z 12 września.

Bezpośrednią odpowiedzią na tą ostatnią naganę, był w dniu 26 września oficjalny komunikat z Jerozolimy o największej dotąd inwazji regularnej armii izraelskiej na jordańską placówkę w Husan, gdzie zginęło 25 Jordańczyków, w tym dwunastoletnie dziecko. 4 października M.A.C. zareagowała najbardziej ostrym ‘potępieniem’ tej ‘zaplanowanej i niesprowokowanej agresji’. Ripostą na to był jeszcze większy atak w dniu 10 października, przy użyciu artylerii, moździerzy, dział przeciwczołgowych, torped i granatów. Obserwatorzy ONZ znaleźli potem ciała 48 Arabów, w tym kobiety i dziecka. Masakra ta, w której brał udział batalion pancerny i dziesięć samolotów myśliwskich, spotkała się w Wlk. Brytanii z oświadczeniem ostrzegającym, że w razie napaści na swego jordańskiego sojusznika, Wlk.Brytania wywiąże się z przyjętych zobowiązań. Rząd Izraela potwierdził odbiór ostrzeżenia z wyraźnym ‘zaniepokojeniem i zaskoczeniem’ [49]

Atak z 26 września był ostatnim z serii lat 1953-56; po nim nastąpić miała prawdziwa wojna. Podałem powyżej listę najazdów i masakr, aby dać czytelnikowi prawdziwy obraz Środkowego wschodu na jesieni 1956 roku - w czasie, gdy Ben-Gurion zapewniał o ‘bezbronności’ Izraela, a politycy w Waszyngtonie i Londynie prześcigali się w spełnieniu żądań Izraela o dostawy broni dla ‘odparcia agaresji arabskiej’. O ile poprzednie stosy rezolucji, gromadzące się na biurkach Narodów Zjednoczonych, ‘potępiające niesprowokowane agresje’ Izraela, ‘otwarte agresje’, itp, nie wywarły żadnego znaczenia, o tyle ostatni atak, otwarcie zaanansowany w trakcie jego przebiegu jako wzgardliwa odpowiedz na ostatnią rezolucję, musiał spowodować jakąś reakcję Narodów Zjednoczonych i przyznanie odpowiedzialności Izraela.

Sprawa ta nigdy nie znalazła rozwiązania, gdyż zanim Narody Zjednoczone zaczęły rozpatrywać skargę Jordanii [50], nastąpił atak na Egipt.

524

Każdy zainteresowany tą sprawą mógł go przewidzieć już w momencie agresji na Jordanię, z wypowiedzi Menachema Begina w Tel Avivie, gdzie ‘nalegał on na natychmiastową inwazję Egiptu’ (Daily Telegraph, 26. wrzesień 1956). Mr. Begin był rzecznikiem ‘aktywizmu’, tak że od tej chwili obserwatorzy rozwijającej się sytuacji wiedzieli, co nastąpi: masowa inwazja Syjonu na Egipt. Mając na uwadze wyżej opisaną scenerię, trudno było się spodziewać, aby inwazja izraelska spotkała się ze strony Narodów Zjednoczonych z czymś więcej, niż potępieniem. Widocznym było, że syjoniści celowo wybrali krytyczny moment kampanii prezydenckiej, w którym ich głosy skutecznie potrafią sparaliżować podjęcie akcji przeciw nim. Myślę, że ja sam przygotowany byłem na ponowną kapitulację Zachodu wobec Syjonu, w takiej czy innej formie. Nigdybym jednak przed faktem nie uwierzył, że mój własny kraj, Wlk. Brytania, przyłączy się do agresji. Posunięcie to, ostatnie i najpoważniejsze z serii nieporozumień, w jakie w 1903 roku wplątali społeczeństwo przywódcy kraju swym zangażowaniem się w sprawę Syjonu, zaciemniło horyzont Anglii i Zachodu na resztę stulecia w chwili, gdy zaczął się on rozjaśniać – na kształt niepodziewanego zaciemnienia słońca, zakłócającego wszystkie obliczenia astronomów.

Wydarzenie to, będące wynikiem ‘nieodpartej presji’ ‘międzynarodowych polityków’ stolic Zachodu, stworzyło sytuację, której konsekwencje staną się widoczne dopiero po upływie lat. Stąd też ostatni rozdział tej książki wraca ponownie do zagadnienia mechanizmu ‘nieodpartej presji’ działąjącego poza kulisami Zachodu – tym razem w swej szczytowej fazie, w latach 1953-56. Koniec tej fazy zaznaczył się szczytowym osiągnięciem rewolucyjnego komunizmu i rewolucyjnego syjonizmu, bliźniaczych niszczycielskich sił wyrosłych z talmudycznego podłoża Rosji w zeszłym wieku. Jesienią 1956 roku, obie te siły uratowane zostały od zagłady przy pomocy Zachodu.

Rozdzial 46,3

3. KRYTYCZNE LATA

Lata 1952-1956 wystawiły narodom Zachodu rachunek za poparcie, jakie na przestrzeni dwóch pokoleń i dwóch wojen światowych ich przywódcy udzielali rewolucji i syjonizmowi. Wciągnięte one zostały w dwie wojny, które nieuchronnie prowadzą do trzeciej, służącej celom dominacji. Z jednej strony, wmanewrowane zostały przez swych polityków i partie w politykę popierania państwa syjonistycznego i jego postulatu zwiększenia ludności o ‘trzy-cztery miliony mieszkańców’ w przeciągu ‘dziesięciu-pietnastu’ lat - co niemożliwym jest bez wojny.

525

Z drugiej strony, wpaja się w nie nieustannie ideę, że ich przeznaczeniem i obowiązkiem jest zniszczenie komunizmu, który opanował pół Europy, do której Zachód otworzył mu bramy. To także oznacza wojnę.

Te dwa ogniska wojny zlały się w jedno. Dowód tego równania jest prosty. Ekspansja obszaru państwa syjonistyczna może się dokonać jedynie kosztem sąsiednich państw arabskich; a materiał ludzki do zasiedlenia tego obszaru można znaleźć jedynie na terytoriach opanowanych przez rewolucję. Nigdzie indziej poza Stanami Zjednoczonymi [51] nie znajdzie się ‘trzech do czterech’ milionów Żydów.

W toku tej fazy, rozpoczętej w 1952 roku, koniecznym będzie przekonać Zachód o wzmagającym się ‘anty-semityźmie’ na obszarze sowieckim, tak jak przekonywany był on w ciągu poprzednich czterech lat, że syjonistyczne napady na kraje arabskie były agresją Arabów na Izrael. Mr. Ben-Gurion oficjalnie poinformował rząd sowiecki (8.XII.1951) , że ‘powrót Żydów do ich historycznego kraju jest podstawową misją Izraela.... rząd Izraela apeluje do Związku Sowieckiego o umożliwienie wyjazdu Żydom, którzy chcą emigrować’. Dwa lata później New York Times, pisząc o zmiejszającej się imigracji do Izraela, zauważył, że plany Ben-Guriona ‘dalekie są od zrealizowania’, dodając, że radykalna zmiana ‘trendu imigracji’ byłaby możliwa jedynie dzięki ‘wybuchowi anty-semityzmu’ w jakimś kraju (w tym czasie – 26 czerwca 1953 roku – denuncjacja ‘anty-semityzmu za Żelazną Kurtyną’ już się rozpoczęła). Już 12 kwietnia 1953 roku New York Herald Tribune donosił o wybuchu epidemii ‘anty-semityzmu’w Związku Sowieckim, pisząc, że w szóstym roku istnienia Izraela jego ‘najważniejszym zadaniem jest ratowanie 2,500,000 Żydów odizolownych w Rosji i krajach satelickich’.

Doświadczenia i wyniki dwóch wojen światowych wyraźnie wskazują, że jakakolwiek przyszła wojna ‘Zachodu’ z ‘komunizmem’ prowadzona będzie głównie w celu zapewnienia syjonistycznemu państwu nowych imigrantów z Rosji; a także, że przyszła wojna na Środkowym Wschodzie przy udziale Zachodu, będzie miała jedynie na celu powiekszenie obszaru państwa syjonistycznego dla wchłonięcia tych imigrantów; że prawdziwe przyczyny tych połączonych wojen pozostaną ukryte przed wojującymi masami aż do czasu osiągnięcia celu i utwierdzenia go przy pomocy nowego ‘instrumentu światowego’.

526

Tak wygląda sytuacja ‘Zachodu’ pięćdziesiąt lat po usidleniu przez syjonizm Balfoura i Woodrow Wilsona. Słowo ‘Zachód’ piszę w cudzysłowie, gdyż pojęcie to zmieniło sens. Kiedyś oznaczało ono obszar chrześcijański, rozciągający się od wschodnich granic Europy, poprzez Atlantyk do zachodniego wybrzeża Ameryki; obejmujący także angielsko-języczne kraje Ameryki Północnej, Afryki i antypodów. Po wydaniu w wyniku II Wojny Światowej połowy Europy na pastwę talmudycznej rewolucji, definicja ta uległa skurczeniu. W powszechnym pojęciu, ‘Zachód’ oznacza obecnie Anglię i Amerykę, stawiające czoła nowemu barbarzyństwu, gotujące się do wyparcia go z Europy i odrzucenia do jego barbarzyńskiej ojczyzny azjatyckiej. W przekonaniu mas, głównie Ameryka i Anglia ciągle reprezentują ‘wolny świat’, mający kiedyś odrodzić się na dawnym obszarze i zrealizować wolnościowe tęsknoty narodów.

Pod względem militarnym, przekonania takie mają sens; fizyczna siła ‘Zachodu’, wsparta dążeniami ludów ujarzmionych, aż nadto wystarczałaby do spełnienia tego celu. W istocie jednak mocarstwa te, ku którym zwracają wzrok ujarzmione narody, same znajdują się w niewoli sił, które je opanowały; dwukrotnie już potwierdziły, że potęga ich broni nie posłuży sprawie wolności, lecz utrzymaniu status quo XX wieku.

Moralne i duchowe wartości, mieszczące się dawniej w słowie ‘Zachód’, pozostały najżywsze w krajach wydanych komunizmowi i zagrożonych przez syjonizm; gdzie ożywia je cierpienie i niedolą ludzka. W potężnych ongiś cytadelach Zachodu – w Londynie i Waszyngtonie, stłumione - pozostają w uśpieniu.

Dlatego też Ameryka drugiej połowy XX wieku, realnie nie jest w stanie przejąć od Anglii roli przewodnika świata i wyzwoliciela, jaką oczekują od niej masy. Republika ta, powstała przed dwustu laty, jest materialnie kolosem. Bogactwa całego świata wlewały się w nią podczas dwóch wojen światowych; ludność jej wzrosła raptownie do dwustu milionów; jej marynarka i lotnictwo, podobnie jak armia lądowa, zbudowane zostały prawem przymusu, które naród ten zawsze uważał za przekleństwo Europy. Jej przemysł i technika urosły do rozmiarów koszmarnej potęgi. Jej produkcja przekroczyła zdolność absorpcji rynku; koszmar kryzysu roku 1929 zmusił jej przywódców do wprowadzenia nowych metod darmowej dystrybucji towarów na rynki światowe w postaci subwencji dla producentów, płacącej wytwórcy i pracownikom za towar, który w czasie pokoju nie potrafił znaleźć nabywców. Jej bazy wojskowe, rozrzucone po całym świecie i usadowione na terenach państw kiedyś suwerennych, w każdej chwili gotowe są do uderzenia.... przeciw komu, i dlaczego?

Przeciw ‘komunizmowi’ – jak powiadano narodowi;

527

w celu wyzwolenia ujarzmionych ludów i zniesienia w świecie niewolnictwa; dla zadośćuczynienia decyzji roku 1945. Gdyby było to prawdą, oznaczałoby to przynajmniej nadzieję na koniec cierpień tego stulecia; sprawa ta byłaby bliską sercu każdego człowieka. Lecz każde poważniejsze działanie rządu waszyngtońskiego w latach 1952-56 zadawało kłam tym deklaracjom. Wydawał się on pozostawać w jarzmie ‘mocy Żydowskiej’ w większym jeszcze stopniu, niż rządy brytyjskie przed pięćdziesięciu laty. Wyglądało, że nie jest w stanie prowadzić polityki zagranicznej i wewnętrznej inaczej, niż w kontekście jej wpływu na los ‘Żydów’; tak jak przedstawiał mu władczy syjonizm. Żaden marionetkowy rząd pomniejszego państwa nie spadł w swej polityce bardziej do roli wasala niż ten, który uważany był przez masy za najpotężniejszy na świecie – rząd Stanów Zjednoczonych pod kierownictwem Eisenhowera w latach 1953 –1956.

Tak, jak dawniej kanclerz musiał asystować przy narodzinach królewskiego potomka, tak za wyborem, nominacją i elekcją generała Eisenhowera stał cień syjonizmu. Jego meteoryczny awans w II Wojnie Światowej z pułkownika bez doświadczenia bojowego, na Naczelnego Dowódcę inwazyjnych Armii Alianckich, wydaje się wskazywać, że był on już wcześniej naznaczony na promocję. Fakty potwierdzają tą supozycję. W latach 20-tych młody porucznik Eisenhower był studentem Narodowej Akademii Wojennej w Waszyngtonie, gdzie wykładowcą był Mr. Baruch (który odegrał znaczną rolę w selekcji, nominacji i wyborze prezydenta Woodrow Wilsona w latach 1911-192). Już wtedy Baruch uznał porucznika Eisenhowera za wschodzącą gwiazdę. Trzydzieści lat później, po wyborze generała Eisenhowera na prezydenta, powiedział on amerykańskim weteranom wojennym, że przez ‘ćwierć wieku cieszył się przywilejem siedzenia u stóp Barucha i słuchania jego słów’. Na początku swej prezydentury Eisenhower interweniował skutecznie za umieszczeniem podpiersia Barucha w Narodowej Akademii Wojennej w Waszyngtonie, ofiarowanego przez jego wielbicieli, co wywołało sprzeciwy (nigdy dotąd żyjący cywil nie był tam uhonorowany w ten sposób).

Poparcie ze strony ‘doradcy sześciu prezydentów’ napewno pomogło porucznikowi Eisenhowerowi w szybkiej karierze wiodącej do stanowiska dowódcy największej armii w historii. Udokumentowane jest poparcie, jakie udzielił Mr. Baruch generałowi Eisenhowerowi (który nigdy nie był członkiem żadnej partii), gdy ten wysunął swoją kandydanturę na prezydenta w 1952 roku. Jak dotąd, Mr. Baruch był ‘lojalnym członkiem Partii Demokratycznej; nie tylko nominalnym, lecz zagorzałym jej sympatykiem i fanatycznym niemal wrogiem Partii Republikańskiej’ (oficjalna jego biografia). W 1952 roku Baruch stał się nagle zagorzałym stronnikiem barw Republikańskich, lecz tylko wtedy, gdy ozdabiały one Eisenhowera. Musiały zajść ważne powody, dla których zmienił swą dożywotnią lojalność. Warto poszukać ich źródeł.

W 1952 roku partia Republikańska była już przez dwadzieścia lat odsunięta od władzy. Choćby na zasadzie ruchów wahadła, czas był na jej powrót i usunięcie

528

Partii Demokratycznej, której Mr. Baruch był przez pięćdziesiąt lat ‘zagorzałym sympatykiem’. Poza tym naturalnym czynnikiem, zwracającym się przeciwko zbyt długo zasiedziałej partii, w 1952 roku amerykańscy wyborcy mieli inne powody do niezadowolenia z Partii Demokratycznej. Najważniejszym z nich było ujawnienie komunistycznej penetracji w rządach Roosevelta i Trumana i powszechne pragnienie drastycznego wymiecenia tego brudu.

Można było więc słusznie przypuszczać, że w 1952 roku wybory prezydenckie wygra Partia Republikańska. Naturalnym kandydatem tej partii był jej przywódca, senator Robert E. Taft, który poświęcił jej całe życie (i poważnie ją finansował. Pamiętniki Forrestala zaświadczają, jak wielki wpływ na wybory i politykę państwową mają takie dotacje). W tym momencie ‘fanatyczny wróg’ Partii Republikańskiej, Mr. Baruch wysunął innego kandydata na nominację Republikanów. Na arenie pojawił się oficer, długoletni pupilek Barucha, gorąco przez niego zachwalany. Nie było więc tajemnicą, skąd pochodzi jego najsilniejsze poparcie.

Zarysowała się więc możliwość, że w razie nominacji Eisenhowera zamiast Tafta, poprowadzi on Partię Republikańską drogą ‘internacjonalizmu’, praktykowanego przez Partię Demokratyczną od czasów Woodrow Wilsona, a kontynuowanego przez Roosevelta i Trumana. W ostatecznym rozrachunku, usunięcie przywódcy partii oznaczałoby, że amerykańscy wyborcy pozbawieni zostaną możliwości prawdziwego wyboru. Jedynym człowiekiem, oferującym im alternatywną politykę, był senator Taft.

Dla wtajemniczonych stało się to jasnym na rok przed wyborami, dzięki drugiemu co do ważności po Tafcie przywódcy Partii Republikańskiej, gubernatorowi stanu Nowy York, Tomaszowi E. Dewey. (W 1948 roku zadziwił on świat i samego siebie, przegrywając wyścig z Trumanem do fotela prezydenckiego – w klasycznym przykładzie zawodności metody ‘ja też’). Oświadczył on: ‘Jestem internacjonalistą. Dlatego stoję za Eisenhowerem. Eisenhower jest z serca republikaninem, a co ważniejsze, jest także internacjonalistą’ (Look, 11.IX,1951). Dla wtajemniczonych, słowo ‘internacjonalista’ (podobnie jak dla syjonistów ‘aktywista’) jest kluczem do niezadeklarowanych przekonań – jak dotąd w naszym stuleciu żaden z otwartych ‘internacjonalistów’ na świeczniku nie przeciwstawiał się szczerze komunizmowi, syjonizmowi, czy rządowi światowemu, do którego zbieżnie prowadzą te dwie siły. Za to senator Taft był obiektem gwałtownych ataków jako ‘izolacjonista’ (drugie kluczowe słowo, oznaczające osobę, wierzącą w suwerenność narodową i narodowe interesy – i obrzydzane masom).

W rezultacie Mr. Eisenhower przedstawił się na konwecji w Chicago w 1952 roku jako kontrkandydat

529

senatora Tafta. Byłem tego świadkiem jako widz telewizyjny, a choć nie jestem nowicjuszem, zadziwiła mnie łatwość, z jaką pozbyto się senatora Tafta.. Wydarzenie to, na długo przed wyborami, ukazało mistrzostwo mechanizmu elekcyjnego, który nie pozwala żadnej partii nawet nominować kandydata, nie odpowiadającego wymaganiom potężnych wyborców działających poza kulisami. W takich warunkach obecny wynik wyborów prezydenckich w Ameryce ma znikome znaczenie i trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób kraj może wyzwolić się spod tej magicznej kontroli. Żadna partia nie jest w stanie nominować swego przywódcy, czy kogo innego bez uprzedniej akceptacji ‘internacjonalistów’.

Wysadzenie z siodła długoletniego przywódcy partyjnego w przededniu powrotu partii do władzy, stało się możliwym dzieki manipulacji bloku wyborców w ‘kluczowych stanach’. Głosy oddawane przez stany zależą od ich zaludnienia, a dwa najważniejsze z nich (stan Nowego Yorku i Kalifornii) były od siemdziesięciu lat obiektem masowej imigracji Żydów – i nie bez celu. [52]

Będąc w 1952 roku obserwatorem tych wydarzeń, widziałem że głosowanie na obu kandydatów przebiegało dosyć równomiernie, mimo posunięcia Mr. Dewey’ego, który obrócił poważny blok głosów stanu Nowy York przeciw liderowi własnej partii, a na korzyść Eisenhowera. Ponieważ inne ‘kluczowe stany’ postąpiły podobnie, Eisenhower bez trudów otrzymał nominację, co w danych okolicznościach automatycznie niemal zapewniało mu wybór na prezydenta.

W istocie oznaczało też koniec obecnego dwu-partyjnego systemu w Ameryce; w warunkach, gdzie dwie partie uprawiają tą samą politykę, ‘demokratyczny’ system wyborczy spada do poziomu władzy jednopartyjnej. Tak przedstawił sytuację swym żydowskim czytelnikom Jerusalem Post (5.XI.1952) w przededniu wyborów, oświadczając im, że ‘z punktu widzenia żydowskiego wyborcy nie ma istotnej różnicy między tymi dwoma’ (republikanem Eisenhowerem, a demokratą Stevensonem); obiektem zainteresowania Żydów powinien być raczej ‘los’ tych senatorów i kongresmanów, którzy są ‘wrodzy sprawie żydowskiej’.

Bezpośrednio po inauguracji prezydenta (styczeń 1953) do Ameryki pośpieszył premier brytyjski, Sir Winston Churchill, aby się z nim spotkać – lecz nie w jego siedzibie w Waszyngtonie. Eisenhower zaproponował spotkanie u ‘Berniego’, w rezydencji Barucha na V Avenue (Associated Press, 7.II.1953). W tym czasie Baruch usiłował przeforsować swój ‘plan atomowy’ jako jedyną skuteczną odpowiedz na ‘agresję sowiecką’ (w poprzednim rozdziale cytowaliśmy jego wypowiedzi przed Komisją Senacką). Nie musiał jednak zbyt podejrzliwie traktować tej groźby, skoro kilka lat później wyjawił, że podobał mu się także projekt

530

wspólnej amerykańsko-sowieckiej dyktatury atomowej nad światem: ‘Kilka lat temu spotkałem Wyszyńskiego na przyjęciu i powiedziałem mu.... „Wy macie bombę i my mamy bombę... Lepiej zabierzmy się do kontroli nad nimi, bo podczas gdy gadamy, inne państwa wcześniej czy później także ją dostaną”’ (Daily Telegraph, 9.VI.1956).

Nominacja Eisenhowera na kandydata Republikanów pozbawiła Amerykę ostatniej szansy odcięcia się w wyborach od polityki ‘internacjonalizmu’ Wilsona-Roosevelta-Trumana. Według powszechnej opinii, jedynym czołowym politykiem, wyraźnie sprzeciwiającym się tej polityce, był senator Taft i dlatego też siły rządzące od lat czterdziestu Ameryką przywiązywały tak wielką wagę do przeszkodzenia w jego nominacji. Parę wyjątków z jego książki wydanej w 1952 roku ma nieprzemijającą wartość, choćby jako ilustracja tego, co mogłoby się stać, gdyby republikanie mieli możność głosowania na swojego lidera partyjnego:

‘Rezultatem administracji’ (Roosevelta-Trumana) ‘było umocnienie Rosji Sowieckiej do tego stopnia, że stała się ona zagrożeniem bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.... Jest ona większym niebezpieczeństwem dla Stanów Zjednoczonych, niż kiedykolwiek były hitlerowskie Niemcy..... Bez wątpienia, mamy największą flotę wojenną na świecie, a także - dopóki Wlk. Brytania jest naszym sojusznikiem – sprawujemy pełną kontrolę nad morzami świata.... Gotowi jesteśmy użyć naszej siły morskiej i powietrznej dla wsparcia każdej kraju wyspiarskiego, który potrzebuje naszej pomocy. Do nich zaliczają się Japonia, Formoza, Filipiny, Indonezja, Australia i Nowa Zelandia; a od strony Atlantyku oczywiście Wielka Brytania.... Uważam, że sojusz z Anglią i obrona wysp Brytyjskich są o wiele ważniejsze, niż sojusz z jakimkolwiek krajem kontynentalnym..... W połączeniu z Wlk. Brytanią panujemy nad morzami i obszarem powietrznym na całym świecie. Jeśli mamy poważnie traktować naszą politykę anty-komunistyczną,.... powinniśmy stanowczo wyeleminować z naszego rządu wszystkich, którzy bezpośrednio lub pośrednio związani są z organizacjami komunistycznymi.... Za najważniejsze zadanie naszej polityki zagranicznej uważam zabezpieczenie wolności narodu amerykańskiego.... Mam wrażenie, że dwóch naszych ostatnich prezydentów bardziej zajętych było różnymi rozgrywkami politycznymi, niż sprawą wolności i pokoju.... Wydaje mi się, że wysłanie naszych wojsk bez upoważnienia Kongresu do zaatakowanego kraju, jak w wypadku Korei, było wyrażnym naruszeniem’ (konstytucji USA).’....W wypadku Europy, plany militarne idą jeszcze dalej.... Zakładają one włączenie naszych wojsk do międzynarodowej armii, przewidzianej w Karcie Narodów Zjednoczonych.... Nigdy nie miałem zaufania do Karty Narodów Zjednoczonych..... nie jest ona oparta na prawie międzynarodowym, i inaczej definiuje pojęcie sprawiedliwości.... W sytuacji, gdy Narody Zjednoczone są bezsilne wobec agresji, nie widzę innej możliwości, jak prowadzenie naszej własnej polityki militarnej i polityki sojuszów. ... Inna forma organizacji międzynarodowej, którą usiłuje się narzucić Stanom Zjednoczonym,

531

a mianowicie rząd światowy ze swoim własnym prawodawstwem i międzynarodową władzą militarną..... wydaje mi się – przynajmniej w tym stuleciu – fantastyczną, groźną i niepraktyczną mrzonką. Według mnie, rząd taki rozpadłby się w kawałki już po dziesięciu latach.....Utrzymanie w całości takiej Wieży Babla pod jedynym bezpośrednim rządem byłoby niemożliwe.... Przede wszystkim, propagatorzy takiego planu mogą jedynie zaoferować koniec wolności, która przyniosła naszemu krajowi największą pomyślność...., jaką świat oglądał. Poddałby on nasz naród w zależność od rządów większości, nie rozumiejącego ideałów amerykańskich i nie mającego sympatii do nich. Jakakolwiek organizacja międzynarodowa warta papieru na którym spisano jej statut, powinna być oparta na poszanowaniu suwerenności narodów wszyskich krajów. Do pokoju należy dążyć nie przez niszczenie i konsolidowanie narodów, lecz przez ustanowienie praw regulujących stosunki między nimi....’

Wyjątki te wskazują, że senator Taft przejrzał dzisiejszy mechanizm ‘zwodzenia narodów’; wyjaśniają także, dlaczego jego nazwisko stało się anatemą dla sił kontrolujących ‘głosy w kluczowych stanach’ i dlaczego nie pozwolono mu nawet ubiegać się o fotel prezydencki.[53]

Uwaga Eisenhowera w czasie zdobywania wyborców, nominacji, wyborów, oraz aklimatyzowania się w roli prezydenta, skupiała się głównie na ‘kwesti żydowskiej’; sądząc po jego wypowiedziach i czynach służących zaspokojeniu jej ambicji, mogłoby się zdawać, że został wybrany jedynie na prezydenta Żydów.

Zaraz po nominacji powiedział on prezesowi Zjednoczonej Synagogi w Ameryce, Mr. Maxwell Abbellowi: ‘Naród Żydowski nie ma większego przyjaciela ode mnie’ i dodał, że on i jego bracia zostali wychowani przez Matkę ‘na czytaniu Starego Testamentu’ (pani Eisenhower była gorącą zwolenniczką sekty Świadków Jehowy) – ‘wyrosłem w wierzeniu, że Żydzi są narodem wybranym i że oni dali naszej cywilizacji najwyższe normy etyczne i moralne’ (wiele żydowskich dzienników - wrzesień 1952).

Następnie z okazji żydowskiego Nowego Roku (wrzesień 1952), obaj kandydaci wyrazili gorącą sympatię dla Żydów i ‘Izraela’. Podczas obchodów tego święta, ‘wolne’ Niemcy pod naciskiem Ameryki złożyły podpis pod dokumentem, zgadzającym się na wypłacenie ‘odszkodowań’ dla Izraela. Gdy w październiku rozpoczął się w Pradze proces oskarżonych o ‘spisek syjonistyczny’, Mr. Eisenhower wszczął

532

kampanię pogróżek przeciw ‘anty-semityzmowi w Związku Sowieckim i krajach satelickich’.

Zarzut ‘anty-semityzmu’ służył w kampanii wyborczej za instrument zbierania głosów – wysunął go także odchodzący prezydent Truman przeciwko Eisenhowerowi, który potem oświadczył słuchaczom, że insynuacja ta odebrała mu głos: ‘zdławiła mnie; wam więc pozostawiam odpowiedz’. Rabin Hillel Silver z Cleveland (ten sam, który groził wojną Zwiazkowi Sowieckiemu za ‘anty-semityzm’) zaproszony został na tajne posiedzenie z Eisenhowerem, po którym oczyścił go z jakichkolwiek plam anty-semityzmu (na Zjeździe Partii Republikańskiej, który zatwierdził nominację Eisenhowera, rabin Silver wystąpił z modlitwą; a także po inauguracji, na jego prośbę zanosił modły o ‘łaskę i natchnienie’.) Wszystkich prześcignął jednak rzecznik rywalizującej partii, odchodzący wice-prezydent Alben Barkley. Nawiązując do jednej z wypowiedzi Mr Barkleye’a (‘Przewiduję dla Izraela świetlaną przyszłość, stanowiącą wzór dla krajów Środkowego Wschodu’), Times magazyn skomentował: ‘gwiazdą mówców był wice-prezydent Alben Barkley, który od lat dostaje 1,000 dolarów za każdy występ. Służy on za platformę reklamy obligacji izraelskich. Wielu Arabów sądzi.... że w ten sposób powinno się wywierać wpływ na politykę Stanów Zjednoczonych na Środkowym Wschodzie; lecz w Ameryce niewielu jest wyborców arabskich’.

W kilka tygodni po inauguracji nastąpiła ratyfikacja umowy kontrybucyjnej Niemiec Zachodnich. Przy tej okazji minister niemiecki oświadczył, że rząd w Bonn ugiął się pod presją Ameryki, która nie chciała być otwarcie postrzegana jako finansista państwa syjonistycznego. W tym samym miesiącu (kwietniu) gazety żydowskie donosiły pod nagłówkiem ‘Izrael Ukazuje Swą Moc’, że ‘Cały korpus dyplomatyczny wraz z attache militarnymi zafascynowany był największą jak dotąd paradą Armii izraelskiej w Haifie, na którą ściągnięto marynarkę i jednostki Sił Lotniczych, przelatujące nad pochodem. Cel parady został osiągnięty, demonstrując gotowość Izraela do walki’.

W takich to okolicznościach - po udzieleniu Izraelowi różnego rodzaju gwarancji bieżących i obietnic na przyszłość; po śmierci Stalina; przy ‘gotowości Izraela do walki’; po zaprzęgnięciu ‘wolnej’ połowy Niemiec do pracy na rzecz spłaty kontrybucji, rozpoczęła się w 1953 roku nowa kadencja prezydencka. Wielka parada Święta Inauguracji w Waszyngtonie zaznaczyła się ciekawym incydentem. W końcu pochodu jechał konno osobnik w ubiorze kowboya, który ściągnął lejce przy trybunie prezydenckiej i zapytał prezydenta, czy może na nim wypróbować swoje lasso. Eisenhowr wstał posłusznie i schylił głowę, poddając się naprężonej pętli sznura –kronika filmowa uwieczniła postać z gołą głową, przywiązaną do sznura.

Być może słowa, jakie wypowiedział nowy prezydent, miały być w jego zamierzeniu prostą formalnością: ‘Państwo Izreala jest przyczółkiem demokracji na Środkowym Wschodzie; każdy Amerykanin kochający wolność powinien przyłączyć się do wysiłków, aby zabezpieczyć przyszłość tego najnowszego członka rodziny narodów’. W istocie jednak przez ich adresata zostały one uznane za zobowiązanie – tak jak poprzednio podobne słowa Roosevelta i Woodrow Wilsona. W osiem lat po śmierci Hitlera, to nowe państwo,

533

które przejęło jego ustawy; które masakrą i terrorem wypędziło tubylczy lud; miało być ‘przyczółkiem demokracji’, którego przyszłość każdy ‘miłośnik wolności’ musi się starać zabezpieczyć.

Jeśli nowy prezydent sądził, że po takiej wypowiedzi będzie miał swobodę w prowadzeniu polityki państwa, rozczarował się dziewięć miesięcy po inauguracji. W pażdzierniku 1953 roku zażądano od niego rozliczenia się z tego zobowiązania. Próba prowadzenia niezależnej polityki w interesie Ameryki zdławiona została w momencie, gdy sprawa dotknęła interesów ‘najnowszego członka rodziny narodów’. Prezydent amerykański zmuszony został do odbycia publicznej pokuty w ten sam sposób, w jaki przywołany został do porządku ‘Rockland’ (Woodrow Wilson) w powieści pułkownika House z 1912 roku.

Najbardziej znamienną cechą tego zdarzenia, obfitującego w liczne epizody o podobnej naturze, lecz mniej znane opinii publicznej, było upokorzenie głowy państwa, uważanego powszechnie za najpotężniejsze na świecie. 14 październia 1953 roku rozpoczęła się seria ataków syjonistycznych na sąsiednie państwa arabskie, przy czym cała ludność wioski Qibya w Jordanii uległa masakrze. Było to powtórzeniem masakry w Deir Yasin z 1948 roku; tym razem jednak dokonanej poza granicami Palestyny, co miało stanowić przesłanie dla narodów arabskich, że nieustannie wisi nad nimi groźba ‘doszczętnej zagłady’ - tak jak dawniej, popartej zgodą ‘Zachodu’.

Fakty tego zdarzenia przekazane zostały Narodom Zjednoczonym przez szefa Komisji Nadzorczej ONZ, duńskiego generała Vagn Bennike (któremu także grożono śmiercią), oraz przez jego bezpośredniego podwładnego, komandora marynarki USA E.D. Hutchisona (wkrótce usuniętego), który określił ten atak mianem ‘rozmyślnego morderstwa’. W wynikłej debacie Rady Bezpieczeństwa ONZ, delegat francuski oświadczył, że ‘masakra’ ta wywołała we Francji ‘przerażenie i oburzenie’, po czym potępił Izrael jako państwo ustanowione pod pretekstem ‘prześladowań’, a ‘mszczące się na niewinnych’. Delegat Grecji mówił o ‘przerażającej masakrze’; do powszechnego ‘potępienia’ przyłączyli się delegaci Ameryki i Anglii (9.XI.1953). W Anglii arcybiskup Yorku potępił ten akt ‘przerażającego terroryzmu’, a poseł konserwatywny major H. Legge-Bourke nazwał go ‘szczytowym aktem okrucieństwa w długiej serii inwazji poza granice Izraela, stanowiących zorkiestrowany plan zemsty’.

W chwili gdy rozlegały się głosy potępienia, Ameryka nagrodziła Izreal za ten czyn premią 60,000,000 dolarów, a amerykański prezydent publicznie skapitulował wobec syjonistycznej ‘presji’ w Nowym Yorku. Oto chronologia wydarzeń:

Cztery dni po masakrze (18.X.1953), rząd amerykański ‘postanowił zaaplikować swojemu protegowanemu ostrą reprymendę’ (The Times, 19.X). Oświadczył, iż ‘szokujące raporty, jakie dotarły do Departamentu Stanu o utracie życia i szkodach materialnych w wyniku tego incydentu,

534

przekonują nas o konieczności pociągnięcia winnych do odpowiedzialności, i zastosowaniu skutecznych środków, zapobiegających podobnym wypadkom w przyszłości’ (warto porównać te słowa ze stanem faktycznym po kilku dniach). The Times dodał, że ‘za tym oświadczeniem kryje się rosnące niezadowolenie z arbitralnego sposobu, w jaki Izrael zwykł traktować Stany Zjednoczone – być może w przekonaniu, że może zawsze liczyć na wewnętrzny nacisk polityczny w tym kraju’. Była nawet mowa (dodał powątpiewająco The Times) ‘o wstrzymaniu milionowej dotacji dla rządu Izraela, do czasu otrzymania gwarancji, że podobne wypadki graniczne się nie powtórzą’.

Dwa dni później (20.X) Departament Stanu wydał oświadczenie o wstrzymaniu dotacji dla Izraela. Pomylił się jednak Eisenhower, sądząc, że w rok po wyborach i na trzy lata przed przyszłymi, jego administracja ma wolną rękę w formułowaniu polityki państwowej. Piętą achillesową Ameryki, a atutem metody kluczowych okręgów jest fakt, że jest ona zawsze w przededniu wyborów – jeśli nie prezydenckich, to parlamentarnych, senackich, miejskich, itp. W tym wypadku były to wybory na stanowisko burmistrza Nowego Jorku, do którego pretendowało trzech kandydatów (w tym dwóch Żydów), oraz rozpoczynająca się w 1954 roku kampania wyborcza do Kongresu, do której zgłosiło się 435 obecnych członków Izby Reprezentatów i jedna trzecia obecnych senatorów. Była to sytuacja, umożliwiająca przykręcenie śruby na Białym Domu.

Trzech rywali nowojorskich rozpoczęło kampanię od licytacji o ‘głosy żydowskie’. 25 pażdziernika pięciuset syjonistów zebranych w Nowym Jorku wyraziło ‘szok’ z powodu cofnięcia ‘dotacji dla Izraela’ i zażądało od rządu ‘ponownego rozpatrzenia i natychmiastowego anulowania tej niesprawiedliwej decyzji’. Kandydant republikański wysłał telegram do Waszyngtonu, żądając natychmiastowej rozmowy z Sekretarzem Stanu; powróciwszy z niej zapewnił niespokojnych wyborców, że ‘Izrael otrzyma pełną sumę dotacji’ (New York Times, 26,X), tzn. 63,000,000 milionów dolarów. (Tym niemniej, nie został wybrany).

W międzyczasie aparatczycy Partii Republikańskiej tłoczyli się u drzwi prezydenta, przestrzegając go o konsekwecjach, jakie jego upór może wywrzeć na wyniki wyborów w 1954 roku.

28 października prezydent skapitulował, oficjalnie oświadczając o przyznaniu Izraelowi zaplanowanej sumy, z której 26,000,000 dolarów miało być płatnych w ciągu najbliższych sześciu miesięcy roku finansowego (z ogólnej sumy 60,000,000 dolarów).

Republikański kandydat na stanowisko burmistrza Nowego Jorku z zadowoleniem przyjął tą wiadomość, jako ‘przyznanie faktu, że na Bliskim Wschodzie Izrael jest niezłomnym bastionem bezpieczeństwa wolnego świata’, a decyzję - jako akt godny ‘światowego męża stanu’, jakim jest prezydent Eisenhower. Prawdziwe tło tej decyzji przedstawił John O’Donell w New York Daily News z 28 października: ‘Zawodowi politycy ruszyli na niego hurmem. Ike’owi wcale się to nie podobało..... lecz nacisk był tak gwałtowny, że dla spokoju domu musiał ustąpić. Polityczna stolica świata od miesięcy nie widziała tak gładkiego i raptownego zwrotu w przeciwnym kierunku....

535

Przez tydzień kandydaci, ubiegający się za potężnym blokiem głosów żydowskich w Nowym Jorku, pozostawali w stanie niezwykłego napięcia......W ciągu ostatnich dziesięciu dni polityczna edukacja prezydenta Eisenhowera przebiegała w oszłamiającym tempie. (Tym niemniej, w wyborach 1954 roku Partia Republikańska utraciła kontrolę nad Kongresem, czego nieuchronnie można było się spodziewać w wyniku jego kapitulacji; w 1956 roku jeszcze poważniejsza kapitulacja przyniosła Partii nawet wiekszą porażkę w tym samym czasie, gdy nominowany przez nią Eisenhower ponownie wybrany został prezydentem).

Po tym wszystkim, rząd amerykański nigdy już nie ośmielił się skarcić ‘swojego protegowanego’ za dalsze serie popełnionych przez niego licznych, równie ‘odrażających aktów’. Z okazji rocznicy ustanowienia Izraela (7.V.1954), armia izraelska z dumą prezentowała broń otrzymaną od Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii; zademonstrowała masywny pokaz czołgów amerykańskich i brytyjskich, samolotów odrzutowych, bombowców i myśliwców. (12 sierpnia 1952 roku Stany Zjednoczone uznały Izrael za państwo ‘kwalifikujące się do otrzymywania pomocy wojskowej’, a 17 stycznia 1952 roku Wielka Brytania zezwoliła prywatnym dostawcom na eksport broni do Izraela).

Dwa następne lata upłynęły we względnym spokoju; lecz była to cisza etapu stanowiącego przygotowawanie do następnej serii wydarzeń, zaplanowanych na następne wybory prezydenckie w 1956 roku. W maju 1955 roku (gdy Anthony Eden zastąpił Churchilla na stanowisku premiera), amerykański Sekretarz Stanu John Foster Dulles, podążając wcześniejszym o trzydzieści lat śladem Balfoura, złożył wreszcie wizytę w kraju odpowiedzialnym za ruinację amerykańskiej polityki zagranicznej, podobnie jak wcześniej angielskiej. Po ostatnim, tak gładko przełkniętym upokorzającym doświadczeniu, musiał zdawać sobie sprawę, że ma do czynienia z najpotężniejszą siłą na świecie, stanowiącą nadrzędną władzę w jego własnym kraju, wykorzystującą sprawę ‘Izraela’ jako instrument typu ‘rządź i dziel’.

Podobnie jak Mr. Balfoura, poza granicami Palestyny powitały go demonstracje arabskie. W Izraelu, w zamkniętym samochodzie przetransportowano go wzdłuż szpaleru policji z lotniska do Tel Awiwu, gdzie odbył kilka rozmów z Izraelczykami. Operacji chroniącej go policji i eskorty nadano kryptonim ‘Kitavo’, co w języku hebrajskim znaczy ‘Gdy wnijdziesz’. Była to aluzja do 26 rozdziału Deuteronomy: ‘Gdy wnijdziesz do ziemi, którą Pan, Bóg twój, dawa tobie w dziedzictwo, a osiędziesz ją, i mieszkać w niej będziesz..... Pan się też dziś opowiedział przy tobie, abyś mu był za lud osobliwy, jako mówił do ciebie, i żebyś strzegł wszystkich przykazań jego; I żeby cię wywyższył nad wszystkie narody, które uczynił w chwale i w sławie, i w zacności, a żebyś był ludem świętym Panu, Bogu twemu.’ Amerykański Sekretarz Stanu został więc powitany w Izraelu jako statysta w wielkim dramacie ‘spełnienia’ Prawa Lewitów.

Po powrocie Mr Dulles powiedział, że Arabowie bardziej obawiają się syjonizmu niż komunizmu. Było to oczywiste odkrycie: Arabowie znali Torę i w Deir Yasin i w Qibya na własnej skórze odczuli jej dosłowną implementację. W audycji telewizyjnej (jak podawała Associated Press 1-go czerwca 1953) Dulles powiedział: ‘Stany Zjednoczone stoją niezachwianie przy wspólnej deklaracji angielsko-francuskiej z 1950 roku,

536

która zobowiązuje trzy narody do akcji w wypadku zbrojnego naruszenia obecnych granic Izraela’ ( słynna ‘Deklaracja Trzech’). Nie udało mi się ustalić, czy Dulles istotnie tak się wyraził, czy też zniekształcono jego słowa (Deklaracja ta z założenia miała być bezstronnicza i gwarantowała ‘granice i linie rozejmowe Środkowego Wschodu’, a nie ‘Izraela’; podobne wiadomości zawsze jednak w takim ujęciu dochodziły do Arabów, a jeśli nawet były wynikiem przejęzyczenia czy przekręcenia, tym bardziej oddawały realia sytuacji).

W miarę upływu pokoleń rosła potęga syjonizmu. Dochodzący wreszcie do kresu swych sił Churchill zrzekł się urzędu na korzyść człowieka, któremu już wcześniej powierzył go na modłę potentata, wyznaczającego swojego spadkobiercę: ‘Nie podejmuję żadnej decyzji państwowej bez konsultacji z Edenem; on poniesie pochodnię Partii Konserwatywnej w chwili, gdy upuszczą go ręce starszego pokolenia’. Oznaczałoby to, że Eden oddziedziczył po Sir Winstonie także obowiązek bezwarunkowego popierania ‘aspiracji syjonizmu’. Ostatecznie wolałby zapewne widzieć tą pochodnię w czyich innych rękach, gdyż zamiast oświetlić, miała ona podpalić nie tylko Parię Konserwatywną, lecz i Anglię. Kiedy objął urząd, do którego przygotowywało go całe jego życie, administracja państwowa obarczona była ‘problemem Środkowego Wschodu’, który podobnie jak Rooseveltowi i Wilsonowi, miał mu przynieść klęskę kariery politycznej.

A także – jak mogliby dodać kronikarze – prezydentowi Eisenhowerowi. We wrześniu 1955 roku powaliła go choroba, a choć się z niej podniósł, zdjęcia jego poczęły sygnalizować nasilenie dolegliwości, jakie towarzyszyły Rooseveltowi i Wilsonowi pod koniec ich kariery. Najwidoczniej ‘presja’, jakiej w ‘Wieku Żydowskim’ poddawani są ci ‘potężni’ potentaci, odbija się na ich fizjonomii. Choć otoczeni są przez pochlebców, przy każdej próbie pójścia za głosem sumienia i obowiązku, przywoływani są do porządku. Ogólnie przewidywano, że po tych doświadczeniach nie będzie się ubiegać o powtórny wybór.

Z przekonania nie był Republikaninem i podczas pierwszej kadencji czuł się niewyraźnie w roli prezydenta ‘republikańskiego’. W rzeczywistości, wkrótce po inauguracji ‘jego scysje z potężnym prawicowym blokiem partii’ (czyli z tradycyjnymi Republikanami, popierającymi senatora Tafta), ‘osiągnęły takie rozmiary, że przez długi czas nosił się z zamiarem utworzenia nowej partii politycznej w Ameryce, mogącej zjednoczyć ludzi o podobnych mu poglądach, niezależnie od ich przynależności partyjnej.... Zaczął sondować swych najbliższych współpracowników, czy nie należałoby pomyśleć o założeniu takiej partii. W jego założeniu miałaby to być jego własna partia. Reprezentowałaby ona połączenie doktryn międzynarodowych z lokalnymi, jakie uważał za najlepsze dla Stanów Zjednoczonych, a także dla świata.’ [54]

Porzucił tą myśl dopiero, gdy śmierć senatora Tafta pozostawiła Partię Republikańską bez przywódcy, i gdy za jego osobistą zachętą Senat

537

poddał krytyce senatora Josepha MacCarthego ze stanu Wisconsin za jego zapalczywe ataki na komunistyczne wtyczki w rządzie. Ogólne oburzenie społeczeństwa, spowodowane ujawnieniem penetracji komunistycznej w administracji Roosevelta i Trumana, było jedną z głównych przyczyn zwrotu wyborców ku Partii Republikańskiej (i Eisenhowerowi) w 1952 roku.

Tak więc pod koniec 1955 roku, w zbliżającej się kampanii prezydenckiej, dominująca potęga Ameryki znalazła najbardziej sprzyjające sobie warunki: niedomagającego prezydenta, ubiegających się o ‘głosy żydowskie’ polityków partyjnych, stan wojny na Środkowym Wschodzie i konflikt w Europie. W podobnych okolicznościach ‘wewnętrzna presja polityczna’ w najbogatszym i najlepiej uzbrojonym kraju świata może mieć nieobliczalne następstwa. Zdesperowani aparatczycy Partii Republikańskiej, pragnący przynajmniej utrzymać nominalnego republikanina w Białym Domu, jeśli utracą większość w Kongresie, oblegali schorowanego prezydenta, nalegając aby się zgodził na powtórną kandydaturę [55]

Jak zwykle, prawdziwa kampania rozpoczęła się na rok przed właściwymi wyborami. We wrześniu 1955 roku, rząd Egiptu pod kierownictwem prezydenta Gamela Abdela Nassera zawarł ze Związkiem Sowieckim kontrakt o dostawę broni. ‘Deklaracja Trzech’ (Ameryki, Anglii i Francji) z 1950 roku przewidywała możliwość kupna broni na Zachodzie przez Izrael i państwa arabskie. Usprawiedliwując swoje posunięcie, prezydent Nasser oświadczył (16.XI.1955), że ‘ w ciągu trzech lat nie udało mu się zakupić ani jednej sztuki broni od Stanów Zjednoczonych’, i zarzucił Stanom Zjednoczonym ‘rozmyślne pozostawienie Arabów na wiecznej łasce Izraela i w obliczu jego gróźb’.

Egipskie zakupy broni w Sowietach natychmiast wywołały wrzenie

538

w Waszyngtonie i w Londynie na skalę podobną do ‘procesu lekarzy żydowskich’ w latach 1952-53. Prezydent Eisenhower zaapelował do Związku Sowieckiego o wstrzymanie transportów broni do Egiptu (które w większości pochodziły z zakładów Skody w Czechosłowacji, wydanych Sowietom na mocy układów Jałtańskich z 1945 roku, i z których przyszła broń, umożliwiająca w 1948 roku ustanowienie państwa Izrael. Sowiety obwołane zostały wtedy ‘zbawcą’ Izraela). W Londynie tego samego dnia (9.XI.1955), Sir Anthony Eden oskarżył Związek Sowiecki o stwarzanie na Środkowym Wschodzie napięć grożących wojną; brytyjski Minister Spraw Zagranicznych Harold Macmillan ubolewał nad wprowadzeniem ‘w tą delikatną sytuację nowego zakłócającego czynnika’. Dla Arabów te słowa Zachodu oznaczały zawsze to samo: Izrael otrzyma broń, którą odmawia się Arabom.

Odtąd podobnie jak w latach 1952-53, z dnia na dzień wzmagała się kampania propagandowa, aż po kilku tygodniach świat zapomniał o trzyletnich atakach Izraela na kraje arabskie i o potępieniu ich przez Narody Zjednoczone. Zamiast tego wbijano w umysł czytelnika, że z winy Zachodu bezbronny Izrael porzucony został na pastwę Egiptu, uzbrojonego po zęby przez ‘czerwonych’. Na tym początkowym etapie, jedynie raz rozległ się publiczny głos prawdy: komentując dostawy broni amerykańskiej do Izraela, czołowy ekspert od spraw militarnych, Hanson W. Baldwin powiedział: ‘Usiłujemy utrzymać kłopotliwą ‘równowagę’ między Izraelem, a Arabami. Ani obecnie, ani w przewidywalnej przyszłości nie jest to równowaga w sensie parytetu militarnego obu stron. Dzisiaj Izrael ma wyraźną przewagę nad Egiptem, a nawet nad połączonymi siłami Egiptu, Joradanii, Arabii Saudyjskiej, Libanu, Syrii i Iraku’ (New York Times, 11.XI.1955).

Jak zwykle, przez następne jedenaście miesięcy prawda ta nie zdołała dotrzeć do czytelników masowej prasy – przynajmniej z moich obserwacji. [56] Ogłupiano ich rosnącym wrzaskiem o ‘Czerwonej Broni dla Arabów’, który nadał ton zbliżającej się kampanii wyborczej do Senatu i urzędu prezydenta [57]. Demokratyczni kandydaci na prezydenta (Estes Kefauver, gubernator stanu Nowy Jork Harimann, Stuart Symington i Adlai Stevenson) wygłaszali podjudzające mowy[58]. Był moment, gdy komitet Amerykańskich Syjonistów planował ‘marsz na Denver’ i odwołał go jedynie ze względu na pobyt prezydenta w szpitalu po apopleksji – zamiast tego zwrócił się do wszystkich kandydatów obu partii z żadaniem podpisania ‘politycznej deklaracji’ przeciw dostawom broni do jakiegokolwiek państwa arabskiego. Z miejsca podpisało ją 120 kandydatów do Kongresu, a ostatecznie 102 Demokratów i 51 Republikanów (New York Times, 5.IV,1956). Ta przewaga podpisów ze strony Demokratów znalazła wyraz w oświadczeniu złożonym 26-go kwietnia na Światowym Kongresie Syjonistów w Jerozolimie przez czołowego polityka i byłego ministra Izraela, Yishaka Gruenbauma:

539

‘Dopóki Republikanie rządzą, Izrael nie może liczyć na poparcie Stanów Zjednoczonych’. Oznaczało to wezwanie ze strony Izraela do głosowania za Demokratami. W tym wypadku wiara amerykańskich aparatczyków partyjnych w potęgę ‘głosów żydowskich’ utwierdzona została sukcesem Demokratów w wyborach do Kongresu, zgodnie z pragnieniem Gruenbauma w Jerozolimie.

Wybory prezydenckie rozpoczęły się w obliczu ‘presji’ wywieranej przez aparatczyków partyjnych na schorowanego prezydenta, i jeszcze jednej z serii kampanii o ‘prześladowaniu Żydów’ (tym razem z Izraela). Od początku, doświadczeni obserwatorzy zorientowali się, że podobnie jak jak wcześniejsze kampanie, ta również została specjalnie zainicjowana w roku nasilającego się kryzysu, mogącego przerodzić się w powszechną wojnę. Podstawą tych kalkulacji była ‘presja na politykę wewnętrzną’, jaką można było wywierać na rząd amerykański i na jego poczynania.

W świecie realnym, rok rozpoczął się streotypowo od jednego jeszcze ‘potępienia’ Izraela (19.I.1956) za ‘rozmyślny notoryczny atak’ na Syrię w dniu 11 grudnia 1955. Było to już czwarte poważne potępienie na przestrzeni dwu lat i wypadło akurat w czasie, gdy na Zachodzie została już rozkręcona do szczytu kampania propagandowa o ‘bezbronności Izraela i o ‘agresji’ arabskiej. W tym samym czasie Izrael ogłosił ‘stan wyjątkowy’ w kraju.

Atak syjonistów zwrócił się wtedy na grupę odpowiedzialnych urzędników amerykańskiego Departamantu Stanu, którzy (podobnie jak wcześniejsi o jedną generację urzędnicy Brytyjskiego Urzędu do Spraw Kolonii i ministerstwa Spraw Zagranicznych) próbowali zneutralizować niebezpieczne ‘zobowiązania’ wobec Izraela. W listopadzie 1955 roku największa na świecie religijna organizacja syjonistyczna -Mizrachi Organization of America – ogłosiła w Atlantic City, że w Departamencie Stanu USA ‘klika’ anty-izraelskich elementów ‘blokuje skutecznie pomoc Stanów Zjednoczonych dla Izraela’ (zgadzało się to co do słowa z treścią skarg Dr Chaima Weizmanna na urzędników brytyjskich o trzydzieści lat wcześniej – w latach 1914-47).

W wyborach prezydenckich roku 1956 ciężar ten spadł na barki Sekretara Stanu Johna Fostera Dullesa. W styczniu, zaraz po ‘potępieniu’ Izraela przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, Dulles oświadczył, że będzie próbował osiągnąć porozumienie z czołowymi politykami demokratycznymi w sprawie wyłączenia kwestii izraelsko-arabskiej z ‘debat prezydenckiej kampanii wyborczej’ (24.I.1956). New York Herald Tribune komentował, ‘jak wiadomo, Mr. Dulles uskarżał się, że urzędnicy ambasady izraelskiej

540

próbowali namawiać kandydatów do Senatu do zajęcia stanowiska przychylnego Izraelowi..... Sekretarz pragnie uniknąć zagmatwania delikatnych negocjacji w sprawie Środkowego Wschodu przez wygrywanie w kampanii prezydenckiej kwestii Izraela dla korzyści osobistych lub partyjnych. Szczególnie obawia się, aby nie padły w kampanii prezydenckiej uwagi, mogące skłonić Izrael do przekonania, że Stany Zjednoczone akceptują jego inwazję terytorium arabskiego, lub że w niej uczestniczą’.

Tak więc Dulles uskarżał się na tą samą ‘presję polityczną’, jaką odnotował we swych wspomnieniach prezydent Truman [59]. W 1956 roku próbował dokonać tego samego, co w 1947 roku Forrsetal przypłacił dymisją, załamaniem psychicznym i samobójstwem. Natychmiast dostał się pod ostrzał prasy (zarówno amerykańskiej, jak i brytyjskiej), podobnie jak Bevin i Forrestal w latach 1947-48. ‘Od grupy kongresmanów republikańskich’ otrzymał list pełen wyrzutów, na który pojednawczo odpowiedział (7.II.1956): ‘Utrzymanie Izraela jest jednym z punktów polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych..... Nie wykluczamy możliwości sprzedaży broni Izraelowi’. W międzyczasie jednak popełnił następny grzech, bowiem gazeta Jerusalem Post, będąca w 1956 roku swego rodzaju Court Gazette w stolicach Zachodu, zarzuciła mu ‘popełnienie drobnego, lecz nieprzyjaznego uczynku.... przyjęcie na 45 minutowej audiencji delegacji Amerykańskiego Komitetu za Juadizmem’. [60]

Amerykański Komitet Syjonistyczny natychmiast wystosował ‘protest’ przeciw propozycji Dullesa, aby podczas kampanii prezydenckiej sprawę Palestyny ‘wyłączyć z dyskusji’; niejaki rabin Irving Miller określił ją mianem ‘błędnego poglądu postulującego, że można wyłączyć jakikolwiek aspekt polityki zagranicznej z obrębu wolnej i nieskrępowanej dyskusji publicznej’. Co do ‘nieskrępowanej’ dyskusji, w tym samym czasie pojawiły się w prasie amerykańskiej rzadko spotykane aluzje do aktualnego stanu rzeczywistego: ‘Konflikty Izraela z jego sąsiadami przeniknęły w każdą sferę życia politycznego Ameryki – wystarczy oświetlić sprawę z punktu widzenia arabskiego, aby narazić się na koniec kariery zawodowej’ (Miss Dorothy Thompson); ‘Polityka pro-egipska nie przysporzy głosów Republikaninom w New Jersey, Connecticut czy Massachusetts – wiele na ten temat można

541

usłyszeć od zawodowych polityków’ (George Sokolsky); ‘Eksperci polityczni twierdzą, że dla pozyskania głosów żydowskich w stanach takich jak Nowy York, Massachusetts, Illionois, New Jersey i Pensylwania, Stany Zjednoczone powinny wystąpić całym frontem przeciw Arabom’ (John O’Donnell).

Następną z serii wydarzeń była informacja zamieszczona w New York Times (21.II.1956), że Dulles’a oczekuje ‘śledztwo w sprawie polityki zagranicznej’, zarządzone przez Senacką Komisję Stosunków Zagranicznych w celu wyjaśnienia ‘skrętów i zwrotów w polityce dostaw broni na Środkowy Wschód’. Gdy Mr. Dulles posłusznie stawił się przed obliczem Komisji (24.II.1956), wydarzył się znamienny incydent. Normalnie w Ameryce i w Anglii masy nie mają szansy na wyrażanie krytycznych poglądów o wydarzeniach w Palestynie, których koszta muszą ponosić; w wyborach kandydaci nie mogą liczyć na nominację partyjną, o ile nie dostosują się do linii polityki syjonistycznej; także prasa nie może pisać w innym duchu. Tym razem jednak zebrani, stłoczeni do granic możliwości w miejscu zarezerwowanym dla publiczności, zgotowali ministrowi owację w chwili gdy wchodził, oklaskiwali go gdy przemawiał i podobnie go żegnali .

Powód tego był prosty; incydent był sprawdzianem reakcji społeczeństwa na szczerą wypowiedz przywódcy politycznego w powyższej kwestii. Między innymi, Dulles powiedział: ‘jedną z największych trudności, stojących przed Stanami Zjednoczonymi jako mediatorem między Arabami a Izraelczykami, jest przekonanie świata arabskiego, że polityka Waszyngtonu zawsze jest wynikiem wewnętrznej presji politycznej’ . Istnieje niebezpieczeństwo, że Izraelczycy mogą ‘pochopnie zangażować się w to, co nazywamy wojną prewencyjną’. W takim wypadku Stany Zjednoczone ‘nie staną po stronie Izraela’ , ponieważ zgodnie ze swymi zobowiązaniami wobec sojuszników powinni przeciwstawić się każdemu państwu, winnemu ‘agresji’ na Środkowym Wschodzie’. ‘Kilkakrotnie zwrócił uwagę na fakt wywierania ‘wewnętrznej presji politycznej’ na rząd, aby zmusić go do popierania na Środkowym Wschodzie niestosownej i nierozważnej polityki pro-izraelskiej’.

Jasnym jest więc, dlaczego oklaskiwano Dullesa. Po raz pierwszy wyraził on oficjalnie aluzję do oków, wiążących świat zachodni. Przychylna demonstracja publiczna nie zmniejszyła ‘presji’, na którą uskarżał się Dulles. Kilka tygodni później (12.IV.1956) wezwany został przez liderów Kongresu do przedstawienia sytuacji na Środkowym Wschodzie, gdzie powiedział: ‘Obawiam się, że jest już za późno na pokojowe rozwiązanie’. Wskazał na dwa ‘sprzeczne sobie węzłowe punkty’ polityki Stanów Zjednoczonych – ‘utrzymanie w tym rejonie niezmiernych zasobów ropy naftowej dla potrzeb militarnych i gospodarczych Europy Zachodniej,’ (znajdujących się obecnie w posiadaniu Arabów) i ‘zachowanie Izraela jako narodu’. Lider partii Demokratycznej John McCromack zapytał go apodyktycznie: ‘Która z tych linii jest najważniejsza – zachowanie Izraela, czy utrzymanie zasobów ropy?’ Odpowiedz Dullesa: ‘Staramy się utrzymać obie’, uwidoczniła silniejsze niż kiedykolwiek uwięzienie Zachodu w pułapce nierozwiązywalnego dylematu,

542

zapoczątkowanego przez zaangażowanie się Wielkiej Brytanii w sprawę syjonizmu.

Starając się napróżno utrzymać ‘obie’, Dulles pogorszył jeszcze sytuację. Najwidoczniej nie żywił nigdy nadziei na sukces swoich propozycji; gdy go zapytano na konferencji prasowej, czy naprawdę wierzy w możliwość wyłączenia konfliktu arabsko-izraelskiego z kampanii wyborczej, ‘roześmiał się sardonicznie’. W tym samym czasie, gdy przemawiał przed Komisją Senacką (zyskując owację zebranych), trwały prace nad metodą, pozwalającą Ameryce przedstawić swą politykę nie dostarczania w ogóle ‘broni na Środkowy Wschód’, a jednocześnie zapewniającą, że Izrael broń tą otrzyma dla wzniecenia ‘wojny prewencyjnej’, której ‘obawiał’ się Sekretarz Stanu. Była to taktyka podobna, jak w wypadku ‘reparacji’ Niemiec Zachodnich, wymuszonych przez Stany Zjednoczone i zapewniających dopływ funduszy i towarów do Izraela bez uwidocznienia ich w amerykańskim budżecie.

Bezpośrednio po oświadczeniach Dullesa przed Komisją Senacką i jakby w jego odpowiedzi na nie, wojska izraelskie dokonały ‘zaplanowanego’ ataku na Egipcjan w rejonie Gazy, zabijając trzydzieści osiem osób (27.II.1956). Za tą ‘brutalna agresję’ Izrael został potepiony przez U.N.M.A.G. W kilka tygodni potem dziennikarze poczęli czynić aluzje do nowej metody dostarczania broni dla Izraela: ‘Dostawy broni do Izraela przez Stany Zjednoczone mogłyby spowodować ponowny napływ broni dla Arabii z krajów komunistycznych.... uważa się powszechnie, że można tego uniknąć przez zapewnienie dostaw do Izreala przez Wielką Brytanię, Francję i Kanadę....Można założyć, że jeśli Alianci podejmą się zaopatrywania Izraela w broń, Stany Zjednoczone zdołają zachować pozory bezstronności’.

Tak w praktyce miała wyglądać polityka ‘obu rozwiązań’. Rabin Hillel Silver (lider syjonistyczny, który odprawiał modly przy inauguracji prezydenckiej) stwierdził w Izraelu, że ‘rząd Eisenhowera nie wypowiedział jeszcze ostatniego słowa w sprawie dostaw broni do Izraela’ (New York Times, 4.IV.1956). Po powrocie do Waszyngtonu, odbył ‘bardzo szczerą i przyjazną rozmowę’ z prezydentem. Okazało sie potem, że Stany Zjednoczone ‘zachęcały dyskretnie rządy francuski i kanadyjski do sprzedaży broni dla Izraela.’ (New York Times, kwiecień 1956). Jak okazało się później, była to broń pochodzaca z Ameryki – 12 maja 1956 roku rząd francuski oficjalnie oświadczył, że rząd amerykański ‘zgodził się na zwłokę, pozwalającą Francji na szybką dostawę ostatniej partii dwunastu myśliwców Mystery IV do Izraela’. Były to francuskie samoloty, użyte pięć miesięcy później w ataku na Egipt; w maju jeszcze nie ujawniono, że siły lotnicze Francji także wezmą w nim udział. [61]

543

Wyjaśnienie: Rząd amerykański finansował sprzedaż broni dla aliantów NATO, składając zamówienia w firmach zagranicznych. Te finansowane przez Amerykę dostawy kierowane były za jej ‘zachętą’ do Izraela. W ten sposób Pakt Północno-Atlantycki, zamierzony jako sojusz Zachodu przeciw ‘agresji sowieckiej’ i ‘komunizmowi’, wykorzystany został dla celów syjonizmu. Pakt ten, podpisany w 1949 roku, z założenia przewidywał że jego członkowie (Ameryka, Kanada, Anglia, Francja oraz dziesieć innych krajów europejskich) traktować będą atak na jednego z nich jako na wszystkich i udzielą pomocy zatakowanemu.

Stąd też rząd amerykański, choć pietnując Związek Sowiecki za dostarczanie Egiptowi broni i przyrzekając, że sam nie wciągnie się w ‘wyścig broni’ na Środkowym Wschodzie przez dostawy dla Izraela, w rzeczywistości dostarczał mu ilości broni, wystarczających do utrzymania jego przewagi nad wszystkimi siedmioma państwami arabskimi. W tym wypadku Dulles działał z makiawelskim sprytem, dolewając oliwy do ognia. Fakt dostaw nie był nawet trzymany w tajemnicy; powyższe cytaty zaświadczają, że czynione były one ostentacyjnie dla pozyskiwania głosów w kampanii wyborczej, która według apeli Dullesa miała trzymać się z daleka od kwestii izraelsko-arabskich.

Ciekawym efektem ubocznym machinacji Zachodu był fakt, że na ich tle oświadczenia notorycznie cynicznych władców Moskwy wydawały się uczciwe. I tak na przykład, gdy na Zachodzie rozpoczęła się wrzawa przeciwko ‘uzbrajaniu Egiptu’, rząd sowiecki wystosował do rządów Ameryki, Wielkiej Brytanii, Egiptu i Czechosłowacji notę o następującej treści: ‘Rząd sowiecki uważa, że każdemu państwu przysługuje niezaprzeczalne prawo do umacniania swej obronności i do zakupu broni od innych państw na zasadach handlowych. Państwa postronne nie mają prawa wtrącać się w te sprawy’. Z punktu widzenia legalnego, a nawet moralnego, oświadczenie to było bez zarzutu, i podobne stanowisko zajął Izrael – podczas gdy na Zachodzie gardłowano, ówczesny minister Spraw Zagranicznych Izraela, Moshe Sharett oświadczył w Nowym Joku (10.II.1955): ‘Jeśli zostaniemy przyparci do muru i nasza egzystencja zostanie zagrożona, będziemy szukać broni gdzie się da i przyjmiemy ją od każdego’ (w odpowiedzi na pytanie, czy Sowiety oferowały broń Izraelowi). Tak więc oburzenie Zachodu sprowadzało się do stwierdzenia, że broń sowiecka nie powinna znaleźć się u Arabów; a na taki argument nie spodób znaleźć moralnego czy legalnego uzasadnienia.

W takich okolicznościach ‘bezbronny Izrael’ (słowa Ben-Guriona) zorganizował 16 kwietnia !956 roku doroczną paradę , demonstrując amerykańskie, brytyjskie i francuskie samoloty i czołgi (New York Times, 17.IV). Brak w niej było broni sowieckiej, prawdopodobnie dla podtrzymania stanowiska propagandy zachodniej. W Jerozolimie 24 kwietnia Ben Gurion raz jeszcze dał wyraz nacjonalistyczno-zaborczym celom Izraela: ‘Ściągnięcie wychodzców jest nadrzędnym zadaniem Izraela i podstawowym warunkiem spełnienia mesjanistycznej misji, dzięki której jesteśmy narodem nieśmiertelnym’.

544

Wybiegi, umożliwiające Stanom Zjednoczonym dostarczanie broni Izraelowi wbrew oficjalnym odmowom (‘Nasza decyzja wstrzymania sprzedaży broni Izraelowi przy jednoczesnej zachęcie naszych sojuszników do tego uczynku i udostępnieniu im potrzebnych środków, nikogo specjalnie nie zachwyca’ – New York Times, 19.V.1956), nie na wiele pomogły amerykańskiemu prezydentowi. Przez brak otwartej uległości zwrócił przeciw sobie gniew syjonistów. Bezpośrednio przed jego powtórnym problemem zdrowotnym (wczesnym latem musiał się poddać operacji wątroby) poczęto go wykpiwać jako ‘part-time prezydenta’. Inicjatorką tych kpin była czołowa syjonistka Agnes Meyer, która na żydowskim zebraniu w Nowym Jorku oświadczyła, że w chwili krytycznej dla ‘bastionu demokracji’ (Izraela), ‘prezydent gra w golfa w Augusta, zamiast trwać na posterunku w Waszyngtonie’, i ‘kazała mu zastanowić się’, czy naród może pozwolić sobie na part-time prezydenta’. Te ataki chwilowo ustąpiły z chwilą choroby Eisenhowera, lecz wystarczyły, aby zrozumiał że w każdej chwili może zwrócić się przeciwko niemu potężna propaganda Syjonu, jeśli wykroczy poza linię przyjętą przez jego poprzedników.

Po drugiej stronie Atlantyku inny premier poddany był podobnym udrękom ze strony Syjonu. W innej epoce Sir Anthony Eden miałby szansę zostać prawdziwym mężem stanu, lecz oddziedziczone przez niego ‘zobowiązanie’ od początku urzędowania stało się jego kamieniem młyńskim u szyi.

Gdy w 1955 roku obejmował swój urząd, żaden ówczesny polityk nie mógł się z nim równać co do kwalifikacji i doświadczenia. Wyrósł z pokolenia I Wojny Swiatowej i na zawsze zachował w pamięci wspomnienia pól bitewnych Flandrii, które ukształtowały jego dorosłe życie, całkowicie poświęcone polityce. Był potomkiem starej rodziny, po której oddziedziczył poczucie obowiązku; był utalentowany i towarzyski. Jako młody człowiek doszedł do rangi ministra i przez lat dwadzieścia z krótkimi przerwami zajmował wysokie stanowiska, kóre pozwoliły mu zetknąć się z wszystkimi dyktatorami i politykami parlamentarnymi Europy i Północnej Ameryki. Był więc dobrze przygotowany na późniejsze przełomowe lata; na całym świecie jedynie Winston Churchill posiadał podobny zakres kontaktów, umiejętności negocjownia i doświadczenia w tym, co kiedyś uważano za sztukę polityki.

Był jeszcze młody, gdy Sir Winston z racji swego podeszłego wieku przekazał ‘pochodnię’ temu człowiekowi, ktorego określił jako ‘żywotną nadzieję narodu brytyjskiego’ (1938). W 1938 roku Eden stał się opoką nadziei swego pokolenia, rezygnując z udziału w rządzie brytyjskim jako wyraz protestu przeciw zaspakajaniu żądań Hitlera, co jego (słusznym) zdaniem nieuknienie prowadziło do wojny. Dla jego współczesnych, wydarzenia października 1956 roku były tym trudniejsze do przełknięcia z uwagi na to, że firmował je własnym nazwiskiem.

W latach prowadzących do II Wojny Światowej znałem Edena tyle, o ile korespondent zagraniczny może poznać polityka. Wspólne odczucia tych ciemnych lat skłoniły mnie później do pisania do niego w chwilach, gdy zdawał się tracić kontakt ze swoim pokoleniem; odpowiadał serdecznie, wspominając naszą wcześniejszą znajomość i lekturę moich książek.

545

Pamiętam jego zafrasowaną twarz po pierwszej rozmowie z Hitlerem w 1935 roku, gdy ten oznajmił mu złowieszczym tonem, że niemieckie lotnictwo (oficjalnie nieistniejące) potężniejsze jest od angielskiego. Towarzyszyłem mu w jego wizycie do Moskwy i uzyskałem od niego potwierdzenie pogłoski, jaką słyszałem o jego pierwszym zetknięciu ze Stalinem: jak gruziński bandyta, wskazawszy na mały punkt na mapie, przedstawiający Anglię, wyraził zdziwienie, iż tak mały kraj może decydować o pokoju światowym (co wtedy było prawdą). Mając tak osobiste wspomnienia, tym bardziej byłem zaskoczony posunięciem, na jakie dał się nabrać w październiku 1956 roku.

Począwszy od maja 1955 roku rutynowani obserwatorzy mogli zauważyć, że w istocie pełni on nie tyle funkcję premira, co ministra do spraw żydowskich, reprezentowanych w jego pokoleniu przez państwo syjonistyczne i jego ambicje. Wyglądało więc, że cień ich przesłoni całą jego kadencję, a wyznacznikiem jego kariery politycznej nie będą sprawy wewnętrzne kraju, lecz jego stosunek do syjonizmu. Stało się to jasnym na początku jego premierostwa, gdy przez kilka następnych tygodni pełnił jeszcze funkcję ministra Spraw Zagranicznych. Dla zabezpieczenia swych interesów na Środkowym Wschodzie i niezbędnych źródeł ropy naftowej dla Wspólnoty Brytyjskiej, rząd brytyjski zawarł układ z Iranem i Turcją. W debatach Izby Gmin aspekt ten został całkowicie pominięty – istotnym przedmiotem dyskusji były konsekwencje układu w odniesieniu ‘do Izraela’. Spośród 625 członków parlamentu, jedynie dwóch zaprotestowało: ‘Nie debatujemy tu o sprawach Palestyny; minister Spraw Zagranicznych powinien pilnować interesów ogólno-światowych i brytyjskich, nawet jeśli są one w kolizji z interesami jakiegoś postronnego państwa’ (Mr. Thomas Reid); ‘Sądząc z wypowiedzi prawie wszystkich szanownych członków Izby z obu partii, można odnieść wrażenie, że debata to obraca się wokół zagadnienia, jakie skutki może układ przynieść Izraelowi, ignorując sprawę umocnienia obronności świata przed imperializmem rosyjskim’ (Mr. F.W. Bennet).

Riposta żydowskiego posła socjalistycznego brzmiała: ‘A czemu nie?’ Odtąd prawie żadna istotna debata parlamentarna nie mogła uniknąć implikacji interesów Izraela i taka sytuacja utrzymywała się przez cały czas kadencji Sir Anthonego.

Pozostałe miesiące 1955 roku upłynęły mu na zmaganiu się z ‘Kwestią Środkowego Wschodu’. Najpierw proponował ustanowienie międzynarodowych sił zbrojnych między Izraelem, a państwami arabskimi (przy objekcjach Stanów Zjednoczonych); potem zasugerował, aby Izrael zaakceptował nieznaczne zmiany granic wynikłe z zagarnięcia w 1948 roku terytoriów nie ‘przydzielonych’ mu przez Narody Zjednoczone (co w gazetach nowojorskich wywołało gwałtowne ataki syjonistów za ‘przejście Wielkiej Brytanii do obozu wrogów Izraela’).

Następny rok przyniósł wybory prezydenckie i początek kryzysu Sir Anthonego. Machina syjonistyczna została wprawiona w pełne obroty, wykorzystując swe czterdziestoletnie doświadczenie w wygrywaniu Londynu przeciw Waszyngtonowi

546

i vice versa. Marzec był świadkiem znamiennego incydentu, który dla uważnego obserwatora powinien stanowić niechybną zapowiedz ataku na Egipt.

W przedzień żydowskiego święta Paschy konspiracyjny Głos Ameryki nadał audycję poświęconą tej rocznicy, wypełnioną drażliwymi aluzjami do ‘ucieczki Żydów z niewoli egipskiej’. Na tle zaciekłej propagandy anty-egipskiej w Waszyngtonie i Londynie, była to wyraźna zapowiedz radykalnych posunięć przed upływem następnej Paschy. Naród amerykański z zasady nie słucha Głosu Ameryki, ani nie wie, do kogo on przemawia. Nawet moje usiłowania nie zdołały ustalić, jaki wydział rządowy nadzoruje działalność tego ‘Głosu’, który przez dalekich słuchaczy uważany jest za wyrażający intencje rządu amerykańskiego. Udało mi się dowiedzieć, że jego budżet jest ogromny i że zatrudnia przeważnie Żydów ze Wschodu. Działalność jego otoczona jest tajemnicą i nie wydaje się on być odpowiedzialny. [62]

Od tej chwili cała potęga propagandy zachodniej zwróciła się przeciw Egiptowi. Wydarzenia, jakie później nastąpiły, można rozpatrywać w świetle notatek Sekretarza Wojny Henry Stimsona z czasów poprzedzających atak na Pearl Harbour, kiedy to celem administracji Roosevelta

547

było sprowokowanie Japończyków do ‘oddania pierwszego strzału’. Wszystkie następujące wydarzenia zdawały się zmierzać ku wmanewrowaniu Egiptu w pozycję agresora. Egipt nie dał się na to nabrać. Tym niemniej świat uznał, że dla przyklejenia komuś etykietki agresora niekoniecznym jest oddanie przez niego pierwszego strzału; można równie dobrze potępić jako agresora kraj broniący się właśnie przed inwazją, a nawet jeszcze wcześniej – do takiej perfekcji doszła propaganda wieku XX. Liczne ‘potępienia’ Izraela za jego agresje nie miały w tym żadnego znaczenia.

Okres kryzysu zapoczątkowała 7 marca 1956 roku (bezpośrednio przed audycją ‘Głosu Ameryki’ o niewoli egipskiej’) kolejna konfrontacja Anthonego Edena z Izbą Gmin w tej nieśmiertelnej sprawie. Teraz jego przeciwnicy socjaliści (mimo licznych ‘potępień’ Izraela) zaciekle domagali się broni dla Izraela i ‘nowych gwarancji dla Izraela’; podobnie jak politycy nowojorscy, upatrywali nadzieję na utrzymanie się przy władzy w poddaniu się Syjonowi. Premier ‘obrzucony został obelgami i złorzeczeniami niesłyszanymi w Izbie Gmin od czasu ostatnich dni urzędowania Neville Chamberlaina’ (New York Times); ‘wydaje się, że scena ta przejściowo zaszokowała nawet krzykaczy; sam marszałek musiał interweniować, apelując o wysłuchanie mowy premiera’ (Daily Telegraph). Na próżno protestował Sir Anthony, wskazując, że jak dotąd ‘przez ponad trzydzieści lat’ Izba taktownie pozwalała mu się wypowiedzieć. W tym momencie mógł zapewne liczyć na poparcie Ameryki, gdyż tego samego dnia prezydent Eisenhower oświadczył, że ‘próżno liczyć na utrzymanie pokoju na Środkowym Wschodzie przez uzbrajanie Izraela z jego 1,700,000 mieszkańcami w porównaniu z 40,000,000 Arabów’ (co prawda, amerykańskie dostawy broni dla Izraela były już w toku).

W Anglii Sir Anthony znalazł się w obliczu zwartej opozycji. Co prawda, w swych doniesieniach prasowych, Daily Telegraph (oficjalnie organ jego własnej partii) wydawał się być zaszokowany takim potraktowaniem premiera przez Izbę, lecz w artykułach wstępnych utrzymywał, że sprawa dostaw broni dla Izraela jest ‘bezkontrowersyjna’ – wyrażenie, które zawsze zastępuje brak uzasadnienia. W swej gorliwości obalenia go dla sprawy Izraela, socjalistyczni oponenci zatracili wszelki umiar. Czołowy organ lewicowy New Statesman, w dwu kolejnych wydaniach skonstatował, że Anglia nie ma potrzeby, ani środków na prowadzenie jakiejkolwiek wojny i powinna się rozbroić (‘Nie stać nas na skuteczną obronę, tak że jedyną alternatywą całkowitego zniszczenia jest rozbrojenie’, 10 marzec), oraz że Anglia powinna uzbroić Izrael i być gotowa do wojny w jego sprawie (‘Łatwiej uniknąć wojny, jeśli się uzbroi Izrael w nowoczesną broń – Partia Pracy ma słuszność, domagając się jej dla Izraela.... Problem nie tyle polega na stosowności zagwarantowania granic Izraela, które nie są jeszcze formalnie zatwierdzone,.... co na rozwiązaniu militarnej kwesti sformowania i zapewnienia potrzebnych sił.... Czy wystarczające są siły naszej marynarki wojennej na wschodzie Morza Śródziemnomorskiego? Czy Mr. Gaitskell’ (przywódca Socjalistów) ‘jest dostatecznie pewny, że brytyjska opinia publiczna poprze go w razie wejścia do wojny w obronie Izraela, nawet bez aprobaty Narodów Zjednoczonych?’ (17 marzec).

548

Podobne cytaty wskazują na niezmierzone konsekwencje, jakie wypłynęły z początkowego drobnego zobowiązania wobec Syjonu. Jak się wydaje, w tym konflikcie Sir Anthony Eden razem usiłował ze Stanami Zjednoczonymi powstrzymać tą obłąkaną presję, lecz jednocześnie wystosował nieuzasadnione i , jak się później okazało, złowieszcze w skutkach ‘ostrzeżenie’ pod adresem Egiptu. W tym czasie zarówno rząd brytyjski, jak i amerykański starały się (oficjalnie) pozyskać przyjaźń Egiptu dla zapewnienia pokoju na Środkowym Wschodzie. W tym celu, ‘pod presją Ameryki’ Anglia przygotowywała się do wycofania swych oddziałów z Kanału Suezkiego. [63]

Na pytanie, dlaczego Sir Anthony Eden pochopnie ustąpił wobec tej presji i zrezygnował z tego, co później nazywano ‘żywotnym organem’ Wspólnoty Brytyjskiej, politycy dotąd nie potrafią odpowiedzieć. W ciągu ostatnich czterdziestu lat waszyngtońska ‘presja’ w sprawach Środkowego Wschodu zawsze miała podłoże syjonistyczne; a właśnie w tym czasie premier Izraela, jego minister spraw zagranicznych i minister pracy zgotowali serdeczne przyjęcie egipskiemu dziennikarzowi Ibrahimowi Izzat, zapewniając go, że ‘Izrael i Egipt złączone są wspólnym celem przeciwstawienia się wpływom Wlk. Brytanii na Środkowym Wschodzie’ (Ros el Youseff, Maj 1956; New York Times, 20.V.1956).

Wkrótce wyszły na jaw konsekwencje poddania się tej presji – wojna, przynosząca Anglii upokorzenie i niepowodzenie. Wycofanie się Wielkiej Brytanii miało być połową obszerniejszego planu angielsko-amerykańskiego, zmierzającego do ‘pozyskania przyjaźni Arabów’, a Ameryka miała w nim odegrać swą rolę później. Chodziło tu o wspólne finansowanie razem z rządem brytyjskim i Bankiem Światowym budowy tamy na Nilu koło Aswanu w wysokości 900,000,000 dolarów (oferta ta została przedstawiona Egiptowi w grudniu 1955).

Także w tym wypadku ważna jest chronologia wydarzeń. Zgodnie z przyrzeczeniem, w czerwcu 1956 roku brytyjskie oddziały wycofały się z Kanału Suezkiego. 6 lipca 1956 roku rzecznik Departamentu Stanu oznajmił prasie, że oferta finansowania budowy tamy w Aswan jest ‘ciągle aktualna’. Kilka dni póżniej ambasador egipski w Waszyngtonie oświadczył, że Egipt ‘jest definitywnie zdecydowany skorzystać z pomocy Zachodu’. 19 lipca złożył wizytę Dullesowi, aby go powiadomić o przyjęciu oferty. Dowiedział się wtedy, że rząd Stanów Zjednoczonych zmienił zdanie. Dzień wcześniej w Londynie rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych oświadczył, że oferta brytyjska jest ‘ciągle aktualna’. 19 lipca ten sam rzecznik poinformował prasę (lecz nie ambasadora egipskiego), że oferta brytyjska także została cofnięta. Odmówił podania powodów, lecz przyznał, że ‘Whitehall jest w ciągłej konsultacji z Waszyngtonem’.

Tak więc ‘presja’, obliczona na rozwścieczenie Egipcjan tym upokarzającym afrontem przyszła z tego samego źródła, które wcześniej naciskało na ugłaskanie ich decyzją wycofania Wlk Brytanii z Kanału Suezkiego. Rząd brytyjski

549

postawiony został w krytycznej sytuacji; o ile początkowo ustąpił polegając na zapewnieniu prezydenta Eisenhowera w lutym (że pragnie ‘położyć kres pogorszeniu stosunków Stanów Zjednoczonych z krajami arabskimi’ i ‘przywrócić zaufanie Arabów i ich wiarę w Amerykę’), o tyle zmiana frontu w sprawie tamy asuańskiej powinna była stanowić dla niego ostrzeżenie, pozwalające oprzeć się drugiej ‘presji’ i uniknąć niebezpieczeństwa.

Nie pamiętam bardziej cynicznej i obraźliwej prowokacji wobec rządu, o którego przyjaźń ‘Zachód’ oficjalnie zabiegał. Jedynie fakt poddania się jarzmowi Syjonu może wytłumaczyć podobne zachowanie się rządów waszyngtońskiego i londyńskiego. Wycofanie oferty amerykańskiej i sposób, w jakim się odbyło (nie mówiąc już o imitacji tego posunięcia za strony bytyjskiej) stanowiły jasną zapowiedz kryzysu wojennego 1956 roku. Pierwotne źródło ‘presji’ nie pochodziło jednak z Ameryki. Jak dyskretnie skomentował cofnięcie oferty egipskiej New York Times: ‘Niektórzy kongresmeni obawiali się narazić syjonistom’. Był to rok wyborów.

Nim upłynął tydzień, prezydent Nasser znacjonalizował Kanał Suezki i natychmiast atmosfera wypełniła się wrzawą wojenną, podobną do tej, jaka nastąpiła w latach 1952-3 podczas afery ‘doktorów żydowskich’. Od tej chwili prezydent Nasser zaczął być traktowany jako ‘potwór’, co jest nieodmiennym sygnałem do wojny. W swoim życiu widziałem wielu tak spreparowanych ‘potworów’ i zaobserwowałem, że tego rodzaju propaganda potrafi wybuchać i zamierać jak za pociśnięciem guzika, i skutecznie zatruwa umysły społeczeństwa:

…z flaszką zawierającą blekotowe krople
i wlał mi w ucho ten zabójczy rozczyn...

Moje wczesne dzieciństwo zakłócały takie potwory, jak Szalony Mulla (przywódca muzułmański, teraz kompletnie zapomniany) i czcigodny staruszek Bur o nazwisku Paul Kruger. Teraz widzę, że prawie wszystkie te figury Gabinetu Okropności, jakie w ciągu mojego życia tam postawiono, nie były ani mniej, ani więcej potworne od ich twórców.

Zanim jeszcze doszło do epitetów ‘potwora’ i na długo przed bezprzykładną prowokacją z 19 lipca (na którą Egipt nie odpowiedział krokami wojennymi), prezydent Nasser już uznany został za agresora w wojnie, która się jeszcze nie zaczęła. W marcu w Tel-Avivie Mr. Ben Gurion oświadczył, że jedynie bezwłoczne dostawy broni do Izraela mogą zapobiec ‘atakowi państw arabskich, szykującemu się w najbliższych miesiącach’, dodając, że ‘agresorem będzie egipski dyktator Nasser’. 13 kwietnia, będący od roku na emeryturze Sir Winston Churchill wynurzył się ze swego zacisza, aby na zebraniu Primrose League poinformować zebranych, iż ‘rozsądek i honor’ wymaga od Wielkiej Brytanii, aby pospieszyła z pomocą Izraelowi, jeśli zostanie zaatakowany przez Egipt. Sir Winston pośrednio, lecz przejrzyście zsolidaryzował się z żądaniami ‘aktywistów izraelskich’, aby Izrael zaatakował Egipt: ‘Jeśli odradza się Izraelowi użycia całej siły swej rasy dla odparcia Egipcjan, zanim ci nauczą się używać broń dostarczoną przez Rosjan i zaatakują,

550

należałoby w imię rozsądku i honoru zapewnić, aby zwłoka ta nie przyniosła im klęski’. Potem w maju nastąpił atak Izraela na oddziały egipskie w rejonie Gazy, gdzie zginęło lub zostało rannych 150 mężczyzn, kobiet i dzieci. Nie przeszkodziło to jednak narastaniu wrzawy na Zachodzie o ‘potworze’ i agresji egipskiej.

Dno służalczości, na jakie stoczyła się Anglia, ilustrują dwa symboliczne epizody. W czerwcu 1956 roku na bankiecie w Guildhall, upamiętniającym ‘trzystolecie powrotu Żydów na wyspy brytyjskie’, małżonek królowej, Diuk Edinbugha pojawił się zgodnie z życzeniem gospodarzy w jarmułce. We wrześniu ‘Stowarzyszenie Cromwella’ obchodziło uroczystości pod pomnikiem królobójcy i rzeźnika z Drodgheda dla uczczenia podobnej fikcji (wprowadzenia przez Cromwella Żydów do Anglii trzysta lat temu). Prezydent Stowarzyszenia Mr Izaac Foot zaproponował, aby młody książe Karol po objęciu tronu przyjął imię ‘Oliwiera II, ‘ponieważ nie chcemy Karola III’ [64]

Po przejęciu przez Nassera Kanału Suezkiego, wrzawa wojenna przybrała na sile. W 1956 roku ‘nacjonalizacja’ nie była na tyle niezwykłym wydarzeniem, aby usprawiedliwić jej natężenie. Ameryka pogodziła się już z zaborem obco-kapitałowych pól naftowych przez Meksyk, który (podobnie jak Nassser) oferował za nie rynkową cenę kompensaty; w samej Ameryce Tennesse Valley Authority otworzyła tą wydeptaną ścieżkę wiodącą do zubożenia; w Anglii rząd socjalistyczny znacjonalizował koleje i kopalnie. Trudno więc było znaleźć prawne czy moralne podstawy do tak gwałtownej kampanii potępienia, przyjmując nawet, że posunięcie Nassera wykraczało nieco poza ramy dotychczasowych wzorów, i że było ono raczej wyrazem protestu, a nie racjonalnej polityki.

Tym niemniej, jeśli czyn ten był nie do strawienia, jedyną skuteczną odpowiedzią powinna być natychmiastowa re-okupacja Kanału; a tego nie uczyniono. Zamiast tego wszystkie źródła propagandy zaczęły przyklejać Nasserowi etykietkę ‘Hitlera’. Premier Ben-Gurion zaczął od ‘dyktatora’, co wkrótce urosło do miana ‘faszystowskiego dyktatora’, a za sprawą francuskiego premiera (M. Guy Molleta) zamieniło się w ‘Hitlera’. Dalej kampania potoczyła się torem podobnym, jak w wypadku Stalina w latach 1952-3. Według jasnego skojarzenia: ‘dyktator-faszysta, dyktator-Hitler’, prezydent Nasser miał być potępiony i o ile możliwe ukarany, jako wróg Żydów.

Gdy 9 sierpnia 1956 roku Anthony Eden stanął przed Izbą Gmin, aby uporać się ze swoim koszmarem – ‘kwestią Środkowego Wschodu’,

551

przywódca Socjalistów Hugh Gaitskell powiedział:

‘Co za upiorne wspomnienie..... Dokładnie tak samo było z Mussolinim i Hitlerem przed wojną’. Inny mówca socjalistyczny, Mr Paget, wybitny adwokat, podżegał go: ‘Podobną technikę, jak tego weekendu, zaprezentował nam Hitler. Czy zdaje sobie Pan sprawę z konsekwencji, jeśli nie odpowiemy siłą na siłę, zanim nie będzie za późno?’

Przy pomocy takich urągliwych aluzji do jego przeszłości politycznej, socjaliści rozmyślnie podjudzali Sir Anthonego do użycia siły (gdy to uczynił, wołali na niego ‘Morderca!’). On to w 1938 roku podał się do dymisji w proteście przeciw ugłaskiwaniu Hitlera, a słuszność jego decyzji niebawem potwierdziła inwazja Austrii. Wtedy była to istotnie ‘siła’, którą od dawna przewidywano; tak że w 1938 roku Eden miał rację. W 1956 roku syutacja była całkiem inna i trudno było czynić podobne porównania. Egipt nie był potężną siłą militarną, lecz słabym państwem. Po wycofaniu się Wlk Brytanii, Egipt nie spotkał się z ‘ustępstwami’, lecz z prowokacyjnym publicznym upokorzeniem. Egipt nie był oczywistym agresorem, lecz ofiarą dwóch inwazji, a Izrael zapowiadał przeciw niemu wojnę.

Tak więc absurdem było porównywać Egipt z ‘Hitlerem’, chyba jedynie w celu ogłoszenia go za wroga Syjonizmu. Tym niemniej, Sir Anthony musiał poddać się tej fikcji (być może przez przemożną pamięć roku 1938), gdyż określił Nassera jako ‘faszystowskiego rozbójnika, którego apetyt wzrasta w miarę jedzenia’. On sam i Churchill słusznie używali takiego języka osiemnaście lat wcześniej w odniesieniu do Hitlera. Muszę tu dodać, że osobiście nie byłem w stanie odnaleźć dokładnego tekstu jego przemówienia, lecz w takiej formie podał je ‘publice’ New York Times; a to, jak każdy premier powinien wiedzieć, najbardziej się liczy. W pozostałej części przemówienia Sir Anthony oparł swój atak na prezydenta Nassera na argumencie, że Kanał Suezki ‘jest witalną arterią dla wszystkich państw świata.... sprawą życia i śmierci dla nas wszystkich..... tak jak dawniej, kanał musi być sprawnie prowadzony i otwarty dla statków wszystkich państw, jako wolny i bezpieczny szlak międzynarodowy....’

Lecz przecież Nasser nie zamknął kanału - jedynie go upaństwowił. Pozostał on ‘otwarty’ dla statków wszystkich państw, z jednym wyjątkiem. Cała tajemnica zawiera się w tych trzech słowach. Jedynym krajem, do którego stosowało się ograniczenie wolności przepływu, był Izrael, z którym Egipt był technicznie w stanie wojny. Egipt zatrzymywał i rewidował statki płynące do Izraela, w poszukiwaniu broni. Było to jedyne ograniczenie; ergo – Sir Anthony był rzecznikiem tylko tej sprawy, a nie interesów brytyjskich. Jednakże, w zakończeniu stwierdził on: ‘Przyjaciele, nie mamy zamiaru szukać rozwiązania przy użyciu siły’.

Następne tygodnie upłynęły w poszukiwaniu ‘rozwiązania’ na różnch konferencjach w Londynie i Waszyngtonie. Prasa informowała, że ‘Egipcjanie’ nie potrafią sprawnie prowadzić kanału; że wkrótce ruch na nim się załamie. W istocie okazało się, że są w stanie utrzymać go w ruchu i że, z jednym wyjątkiem, żegluga nie napotykała na żadne przeszkody. Tak więc, jedynie sprawa Izraela mogła służyć rządowi Sir Anthonego

552

jako pretekst do coraz gwałtowniejszych protestów. Niebawem stało się to jasnym. 22 sierpnia 1956 roku przewodnicząca Żydowskiej Agencji do Spraw Palestyny, Rose Halprin stwierdziła w New York Times, że ‘w myśl konwencji z 1988 roku, jedyną podstawą prawną zarzutów państw zachodnich wobec Egiptu jest ogranicznie przepływu statków izraelskich i przepisy dotyczące statków płynących do Izraela’.

Asercja pani Halprin co do sytuacji prawnej była poprawna. Z punktu widzenia czysto prawnego, jedyną sporną kwestią była sprawa Izraela, a fakt ten mógł przenieść całą dysputę na legalność utworzenia państwa Izraela i na nierozstrzygnięty stan wojny między Izraelem a Egiptem. Stąd też jakikolwiek rząd, włączający się do nagonki na prezydenta Nassera, mógł to czynić jedynie w imieniu Izraela, przesądzając wszelkie kwestie prawne na korzyść Izraela.

W październiku Sir Anthony Eden uczynił następny krok w przypisywaniu Egiptowi roli agresora. Nie mam oryginalnego tekstu jego przemówienia, lecz jego wersję podaną przez Associated Press i rozpowszechnioną przez tysiące gazet na świecie, która informuje: ‘Premier Eden prognozuje dzisiaj, że jeśli Egiptowi ujdzie na sucho zagarnięcie Kanału Suezkiego, jego następnym krokiem będzie zaatakowanie Izraela. Sir Anthony dał do zrozumienia, że w razie konieczności Wielka Brytania udzieli Izraelowi zbrojnej pomocy’ (13.IX.1956).

W ten sposób brytyjski premier znalazł się na śliskiej ścieżce. W przeciągu sześciu tygodni temat ‘witalnej arterii’ i ‘kwestii życia i śmierci’ stał się drugorzędny, a świat stanął w obliczu groźby wojny, uwarunkowanej potencjalnym posunięciem egipskiego prezydenta w rekcji na coś, co może się zdarzyć. Odtąd ‘motłoch’ poczęto karmić nowinami o spodziewanym ataku Egiptu na Izrael (‘tezę o przeszkodach w międzynarodowej żegludze’ zarzucono, gdyż nie można było jej podtrzymać). Z czasem propaganda ta stała się tak natarczywa, że przeciętny czytelnik prasy mógł sądzić, iż Egipt już zaatakował Izrael. Podaję tu jeden z wielu przykładów (z londyńskiego Weekly Review we wrześniu 1956 roku, na kilka tygodni przed inwazją Izraela na Egipt): ‘Możemy być absolutnie pewni, że Arabowie, zachęceni przez Rosję, zaatakują Izrael. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości i powinniśmy się z tym liczyć’.

Piszę tą książkę głównie w intencji zobrazowania przyszłemu czytelnikowi, żyjącemu - jak mam nadzieję - w bardziej racjonalnych czasach, zdumiewającej sytuacji, w jakiej znalazła się prasa w latach 50-tych. Napewno trudno będzie mu ją pojąć bez zrozumienia istoty stałego systemu dezinformacji i jej skrajności. Cytowana powyżej opinia pojawiła się w prasie po latach kolejnych ataków Izraela na sąsiednie kraje arabskie i po niezliczonych potępieniach tych ataków przez Narody Zjednoczone.

Grunt do krytycznych wydarzeń październikowych przygotowany został podczas pierwszych dziewięciu miesięcy prezydenckiej kampanii wyborczej. Po przejęciu Kanału Suezkiego

553

Sir Anthony Eden oświadczył, że ‘wszystkie dostawy broni do Egiptu zostały wstrzymane’, a w tym samych miesiącu (lipcu) Izrael otrzymał dwa brytyjskie niszczyciele. Pod ‘naciskiem’ Ameryki, Francja wiosną i latem dostarczała Izraelowi odrzutowce myśliwskie i inną broń. Z takich samych pobudek Kanada we wrześniu zgodziła się przesłać Izraelowi samoloty odrzutowe, przy czym rząd kanadyjski oświadczył, że ‘decyzja nastąpiła po konsultacji ze Stanami Zjednoczonymi’ (New York Times, 22.IX.1956).

W międzyczasie trwała wyborcza kampania prezydencka. W nadziei na powrót do Białego Domu, Demokraci przekroczyli wszystkie przeszłe rekordy podlizywania się o ‘głosy żydowskie’ (burmistrz Nowego Jorku domagał się wysłania broni do Izraela w ‘podarunku’); kandydaci republikańscy byli bardziej wstrzemięźliwi. Gdy jednak doszło do zjazdów nominacyjnych dwóch rywalizujących partii (oba w sierpniu - Republikanów w San Francisco, a Demokratów w Chicago), trudno było zdecydować, która z nich okazała się bardziej uległa (tak że Jerusalem Post mógłby powtórzyć – a może to uczynił – swą opinię z 1952 roku, że z punktu widzenia wyborcy żydowskiego, różnica między obuma kandydatami na prezydenta ‘była znikoma’).

W domenie ‘programu polityki zagranicznej’, jedynym ważnym punktem obu partii była kwestia Izraela; pozostałe sprawy zagraniczne zbyto banalnymi deklaracjami. Za to zobowiązania względem Izraela w obu wypadkach zostały szczegółowo określone.

Program partii Republikańskiej, której nieoponowanym kandydatem został Eisenhower, głosił: ‘Uważamy utrzymanie Izraela za podstawowy kanon amerykańskiej polityki zagranicznej. Jesteśmy zdecydowani bronić niepodległości państwa żydowskiego. Będziemy wspierać suwerenność Izraela przeciw zbrojnej agresji’.

Partia Demokratyczna oświadczyła: ‘Partia Demokratyczna będzie starała się zrekompensować niebezpieczne zakłócenie równowagi sił, jakie zaistniało wobec komunistycznych dostaw broni do Egiptu, przez sprzedaż lub dostawy broni defensywnej do Izraela; a także podejmie kroki niezbędne dla powstrzymania agresi i wojny w tym rejonie, m.in. takie jak udzielenie gwarancji bezpieczeństwa’. (Powyższe sformułowanie ‘niebezpieczne zakłócenie równowagi sił’ odzwierciedla fikcję ‘bezbronnego’ Izraela i potęgi krajów arabskich; w istocie - jak stwierdził cytowany już Mr Hanson Baldwin - siły zbrojne Izraela przeważały połączone sily siedmiu państw arabskich).

Te dwa oświadczenia, w połączeniu z deklaracjami rządu brytyjskiego, dają obraz jarzma, jakie narzucił światu syjonizm. Nie miały one żadnego związku z interesami Ameryki, lecz jedynie odzwierciadlały opanowanie maszyny wyborczej przez syjonistów, lub też przekonanie aparatczyków partyjnych o istnieniu tej kontroli. (W tym wypadku wydarzenia wydają się potwierdzać powyższą opinię: bardziej gorliwa Partia Demokratów opanowała Kongres, choć nominalnym prezydentem został ponownie Republikanin).

Jedynym dodatkowym ważnym czynnikiem w akcie nominacyjnym zjazdów,

554

nie mającym z pozoru związku z tematem niniejszej książki, lecz mogącym okazać swą wagę później, była powtórna nominacja Richarda Nixona na vice-prezydenta. Z powodu stanu zdrowia Eisenhowera, pozycja vice-prezydenta nabrała większego znaczenia, tak że szansa objęcia przez niego urzędu prezydenta w latach 1956-1960 stała się dla rządzących dzisiaj Ameryką przedmiotem niepokoju. Stąd wszelkimi siłami starano się utrącić jego nominację. W tym stuleciu nie jest to niespodzianką; natomiast niepodzianką stało się, że próby te zawiodły. Niewątpliwie wypłyną kiedyś ludzie, którzy uwolnią życie polityczne Ameryki i Wlk. Brytanii od jarzma kłamstwa; niepowodzenie to jest zapowiedzią przyszłej liberyzacji, nadając w obecnej dobie symbolicznego znaczenia osobie Nixona – choć i on, nawet jako przyszły prezydent, może okazać się niezdolny do przerwania tych więzów.

Powodem zaciekłej nienawiści do Nixona jest fakt, że nie jest on ‘internacjonalistą’. Nie tylko daleki jest od tej idei, lecz w przeszłości odegrał decydującą rolę w zdemaskowaniu i zasądzeniu Algera Hissa, sowieckiego agenta w otoczeniu Roosevelta. Właśnie z tego powodu miał przeciw sobie całą prasę, nie tylko w Ameryce, lecz na całym świecie zachodnim. Z tą czarną plamą na przeszłości uważany jest za potencjalne niebezpiecznego człowieka, który objąwszy najwyższy urząd może zbuntować się przeciw ograniczeniom narzuconym przed pięćdziesięcioma laty amerykańskiemu prezydentowi i premierowi brytyjskiemu, a które automatycznie zobowiązują także vice-prezydenta. [65]

Stąd też wszczęto zaciekłą i przebiegłą kampanię przeciw jego nominacji . Dla zorganizowania kampanii ‘precz z Nixonem’ oddelegowano członka z otoczenia prezydenta (i jego partii) i zwolniono go z innych obowiązków, oddając mu do dyspozycji lokale, plakaty i meetingi.

Działania te okazały się chybione, gdyż Nixon był popularny wśród wyborców. Potem, specjalnie w celu ukłucia Nixona, jego rywalka Partia Demokratyczna wprowadziła nową taktykę. Zamiast pozostawić zgodnie z tradycją decyzję nominacji vice-prezydenta mianowanemu kandydatowi (Adlai Stevensonowi), zdecydowano poddać jego wybór głosowaniu. Spośród kilku rywali, nominację na kandydata do urzędu vice-prezydenta otrzymał senator Estes Kefauver, wyjątkowo gorliwy syjonista.

Celem tego manewru było skłonienie partii Republikańskiej do pójścia za przykładem tej ‘demokratycznej procedury’ i powierzenia nominacji vice-prezydenckiego kandydata głosowaniu. Tak się też stało i kandydatury zarówno Nixona, jak i Eisenhowera zostały jednomyślnie zatwierdzone. Dzięki temu, a także sprawdzeniu się w roli prezydenta podczas choroby Eisenhowera, szanse Nixona na stanowisko przyszłego prezydenta są większe, niż kiedykolwiek oczekiwali jego przeciwnicy. Dotychczasowe dzieje Nixona napawają optymizmem (podobnie jak osoba Edena w 1938 roku)

555

i jako przyszły prezydent może on wywrzeć uzdrawiający wpływ na politykę i stosunki zagraniczne Ameryki.

Po nominacjach Ameryka odetchnęła z ulgą, gdyż powszechnie spodziewano się re-elekcji Eisenhowera, którego pozycję podbudowała prasa jako ‘człowieka, który trzyma nas z dala od wojny’. Określenie to mogło nasuwać reminiscencje z czasów Woodrow Wilsona (1916 rok) i Roosevelta (1940), lecz w 1956 roku spokój trzech ostatnich lat wydawał się dobrodziejstwem. Jakimkowiek ten ‘pokój’ nie był, zawdzięczano go Eisenhowerowi.

Będąc świadkiem tych wyborów i wcześniejszych w 1952 roku, zdawałem sobie sprawę, że w istocie wojna - lokalna czy powszechna – wisi w powietrzu. Czułem, że możliwe jest jej odroczenie, o ile dzień wyborów (6 listopada) przejdzie bez wybuchu nabrzmiewającego od miesięcy konfliktu na Środkowym Wschodzie (po wyborach presja syjonistyczna chwilowo traci na mocy). Pamiętam, jak 20-go października powiedziałem znajomemu Amerykaninowi, że jeśli następne siedemnaście dni minie w spokoju, groźba wojny odwlecze się o trzy lub cztery lata. [66]

Wojna nadeszła 29 października, na osiem dni przed wyborami, w najbardziej wygodnym momencie, obliczonym na wprowadzenie zamieszania w Waszyngtonie i Londynie. Od tej chwili wydarzenia porwała fala niekontrolowanych mocy, których owoce będzie mogła ludzkość ocenić dopiero w dalekiej przyszłości – co uległo zniszczeniu, a co ocalało. Dla Wlk. Brytanii i jej pozamorskiej rodziny narodów oznaczała ona prawie ruinę, łatwą do przewidzenia jako rezultat sojuszu z syjonizmem.

29 października 1956 roku Izrael ogłosił, że wszczął generalny atak na Egipt i że jego wojska ‘wtargnęły do egipskiej części półwyspu Synaj na głębokość 75 mil’. [67]

Ta wiadomość, poprzedzona serią wcześniejszych ataków na Arabów i ich ‘potępieniem’ przez Narody Zjednoczone, odbiła się w świecie szokiem oburzenia. W tym samym momencie Węgrzy zerwali się do narodowej walki z komunistyczną rewolucją i odnosili sukcesy. Obie niszczycielskie siły, zrodzone z rosyjskiej rewolucji pażdziernikowej 1917 roku, stanęły pod pręgierzem opinii, potępiającej ich brutalne agresje. Nie trzeba było nawet walczyć z nimi – same się uniecestwiały. Powszechna fala potępienia, jak się zerwała, przerastała ich siły. Nawet potęga ‘presji syjonistyczej’

556

w Nowym Jorku nie potrafiła nadać wydarzeniom piętna ‘agresji egipskiej’ i zmusić masy do uwierzenia w tą propagandę. Dla ‘Zachodu’ była to magiczna szansa, aby się wyzwolić z obu dylematów. Wystarczyło mu jedynie czekać i zostawić pole ‘opinii światowej’; gdyż w tym wypadku była to niekłamana opinia publiczna, ukształtowana przez fakty, a nie przez przemilczenia czy fałsze ‘prasy’.

Wystarczyło dwadzieścia cztery godziny, aby ta złota szansa została stracona. We wspólnym komunikacie rządy Francji i Wlk. Brytanii oświadczyły, że dokonają inwazji Kanału Suezkiego, ‘jeśli wojska izraelskie i egipskie nie zaprzestaną walki i w ciągu dwunastu godzin nie wycofają się na dziesięć mil od Kanału’. W wyniku takiego rozwiązania, wojska izraelskie pozostałyby na terytorium Egiptu prawie sto mil od wspólnej granicy, co oczywiście było nie do przyjęcia dla Egiptu. Tak więc brytyjskie i francuskie siły powietrzne zaczęły intensywne bombardowanie lotnisk egipskich, niszcząc lotnictwo egipskie i zapewniając zwycięstwo agresorowi.

Czytając te słowa, trudno będzie potomnym wyobrazić sobie uczucia Anglika, który tak jak ja, usłyszał tą wiadomość w Ameryce. Wstyd jest zbyt łagodnym określeniem, ale z braku innego muszę użyć tego słowa dla wyrażenia uczucia, które owładnęło mną jeszcze silniej, niż w czasie Monachium, gdy rzuciłem pracę w Times’ie jako jedyny możliwy środek protestu (teraz przyznaję, że niemądry). Na zawsze pozostanie mi w pamięci wyrozumiałość Amerykanów. Choć byli zdumieni, zaszokowani i zaskoczeni, żaden z nich nie pozwolił sobie na wyrażenie satysfakcji z tragedii Anglii, choć normalnie byłoby to ich instyktowną, choć irracjonalną reakcją. Niektórzy z nich zdawali sobie sprawę, że w dużej mierze za tą fatalną decyzję odpowiedzialna jest pokrętna i śliska polityka Ameryki, działającej pod ‘presją’, i podzielali moje poczucie wstydu. Rozumieli oni, że hańba służalstwa obarcza cały ‘Zachód’, a nie wyłącznie Anglię i Amerykę.

Tym niemniej, pomijając uczucie wstydu, wina leżała po stronie Wlk. Brytanii. Choć konsekwencje tego wydarzenia nie są jeszcze możliwe do oceny i wybiegają daleko w przyszłość, jedno jest pewne: znakomita okazja,

557

jaką stworzyły jednoczesne wydarzenia w Synaju i na Węgrzech, została zaprzepaszczona przez szereg oczywistych potknięć, jakie, jak myślę, nie miały precedensu w historii.

Chcę tu zwrócić uwagę na fakt, że ta czysto polityczna rozgrywka (bo nie można jej uważać za posunięcie godne męża stanu) przypomina grę hazardzisty, który stawia całą swą fortunę na konia wycofanego już z wyścigu. Ani Anglia, ani Francja nie miały najmniejszej szansy na wygraną, niezależnie od biegu wypadków.

Z trzech partii zaangażonych w tej rozgrywce, jedynie Izrael nie miał nic do stracenia, lecz wiele do zyskania; gdy Anglia i Francja wyrwały się do przejęcia roli agresora i zwycięzcy w tej wojnie, krytyczna uwaga świata odwróciła się od Izraela, który mógł pozostać na zajętym obszarze i cieszyć się swoim ‘podbojem’. Niestety, Francja także niewiele miała do stracenia - podobnie jak niewiasta w żołnierskiej piosence, która ‘znów naraziła swoją reputację’. Rewolucja wtrąciła Francję w stan permanentnych niepowodzeń, nie pozwalających się jej podnieść z marazmu. Podczas 160 lat próbowała wszelkich możliwych form rządu, nie znajdując odrodzenia ani wiary w żadnym. Jej premierzy zmieniali się tak często, że ludność nie mogła zapamiętać ich nazwisk; trudno było nawet z wyglądu odróżnić ich ciemne sylwetki. Politycy francuscy zyskali sławę tradycyjnie przekupnych. Komik amerykański powiadał, że pojechał do Londynu ujrzeć zmianę warty królowej, a do Paryża, aby ujrzeć zmianę rządu. Kraj obezwładniony przez szereg skorumpowanych rządów i niezdolny stawić na własnej ziemi czoła niemieckiemu najeźdzcy w 1940 roku, w 1956 roku sam w służbie Izraela najechał ziemię egipską. Lecz było to jedynie epizodem w żałosnej historii Francji od roku 1789 i nie mogło zaciążyć na jej przyszłości.

Co innego Anglia - przykład respektu i honorowej tradycji, nie poddającej się ani w złej, ani w dobrej passie. W takim towarzystwie rzucała ona na stawkę własną duszę, nie mając nic ziemskiego do wygrania. Anglia z rozwagą wyciągnęła wnioski z lekcji historii. Nie usiłowała petryfikować swojego imperium i powstrzymywać bagnetami fali zmian. Uznała ich nieuchronność i żeglowała na ich fali, najpierw przekształcając swe imperium kolonialne we Wspólnotę niezależnych krajów i kolonii, a gdy te ostatnie zaczęły zdobywać niepodleglość, w wielką rodzinę narodów związaną nie przymusem, lecz duchową więzią, która, jak unaoczniła to koronacja królowej Elżbiety w 1953 roku, nie osłabła lecz stała się jeszcze silniejsza niż uprzednio. Brak sztywnej struktury opartej na sile, otwarte drzwi na nowe formy współżycia między tymi bratnimi społeczeństwami, nadały rodzinie narodów zrodzonej z ‘Anglii’ i ‘Imperium Brytyjskiego’ charakter eksperymentu niespotykanego w historii i o niezmierzonych perspektywach. [68]

Ta pozorna słabość elastycznego procesu odniosła wybitny sukces, przeradzając się pod kryzysem w siłę; wyszła bez szwanku ustępując naporom,

558

jakie załamałyby sztywną organizację opartą na dogmatycznym kodeksie.

Tak więc, w 1956 roku Anglia postawiła na jedną kartę całą historię brytyjskich osiągnięć przez posunięcie, odchodzące w formie i treści od polityki i metod, które przyniosły jej uznanie i które w ogólnym rozrachunku wyszły jej na korzyść. W tym świetle należy spojrzeć na akcję rządu brytyjskiego z dnia 30 października 1956 roku.

Jeśli Kanał Suezki był dla niego tak ‘ważny’, dlaczego się z niego wycofał? Jeśli po wycofaniu zależało mu na ‘przyjaźni’ Egiptu, dlaczego w lipcu wyrządził mu afront? Jeśli statki brytyjskie miały wolny dostęp do Kanału, skąd wziął się zarzut, że nie jest on ‘otwarty’ i że zagrożona została ‘swoboda i bezpieczeństwo żeglugi międzynarodowej’? Jeśli narażone zostały żywotne interesy Wlk Brytanii, czemu zwlekała ona z zaatakowaniem Egiptu aż do czasu inwazji izraelskiej?

Z jakiekolwiek by strony nie patrzeć na te pytania, wyłania się ta sama odpowiedz . Podjęcie akcji nie mogło leżeć w interesie Anglii czy Francji – sam moment jej wszczęcia wskazuje, kto jest za nią odpowiedzialny. Nie nastąpiłaby, gdyby nie było Izraela; ergo, w jego sprawie naraziła się Anglia (i powiedzmy, Francja) na upokorzenie. Konsekwencje zangażownia się Balfoura w tej sprawie przed pięćdziesięciu laty teraz w pełni wyszły na jaw, a to ostatnie posunięcie zapewniło jej ciągłość w chwili, gdy zaistniała możliwość uwolnienia się od niej.

Są dowody, że akcja ta zaplanowana została na długo przedtem, przez przynajmniej dwie zainteresowane strony: Izrael i Francję. [69]

559

W Anglii (przynajmniej w chwili pisania tych słów) rząd odrzucił żądania dochodzenia w sprawie zmowy, której w wypadku Wielkiej Brytanii (w odróżnieniu od Francji) nie można udowodnić. Istnieje możliwość, że akcja brytyjska miała charkater doraźny i została podjęta spontanicznie w momencie uznanym za sprzyjający. Jeśli tak istotnie było, był to monstrualny błąd, gdyż w chwili wystosowania przez Wlk. Brytanię i Francję ‘ultimatum’, Stany Zjednoczone zwołały już nadwyczajne zgromadzenie Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych i przedstawiły rezolucję potępiającą atak izraelski i nakazującą wycofanie się Izraela z terytorium Egiptu (29.X).

Jedynym więc wynikiem ataku brytyjskiego i francuskiego było odwrócenie światowego potępienia Izraela na ich własne rządy. 7 listopada (po drugiej rezolucji wzywającej Izrael do wycofania się) przeważająca większość Zgromadzenia Ogólnego przerzuciła ciężar potępienia na ‘Wielką Brytanię i Francję’, a Izrael znalazł się jako trzeci na liście wzywającej do wycofania się. [70]

W tym czasie oczywistym już było fiasco tak militarne, jak i polityczne; przez pięć dni karmiono Anglików doniesieniemi o bombardowaniu Egiptu, Kanał Suezki zablokowany został zotopionymi statkami, prezydent Nasser stał się jeszcze bardziej popularny wśród Arabów, niż kiedykolwiek przedtem, a rząd brytyjski stopniowo schodził z pozycji ‘żadnego cofania’, przez ‘warunkowe wycofanie’, do ‘bezwarunkowego wycofania’.

Biegiem większości wydarzeń sterował prezydent Eisenhower wraz ze swoją administracją. Waszyngton doskonale wiedział, co się szykuje (podobnie jak w wypadku ataku na Pearl Harbour). Na kilka dni przed atakiem, rezydentom amerykańskim polecono opuścić zagrożoną strefę, a dwa dni przed nim prezydent Eisenhower dwukrotnie przestrzegał Ben Guriona – najpierw ‘usilnie’, a potem ‘z nutą groźby’. Jedyną odpowiedzią, jaką otrzymał – w samolocie lecącym z Floridy do Virginii , był komunikat radiowy o rozpoczęciu ataku przez Ben Guriona.

Co prawda, rząd brytyjski nie poinformował oficjalnie prezydenta (a nawet rządów swego Dominium) o swych intencjach, tak że Eisenhower mógł przybrać tragiczną maskę, pojawiając się przed kamerami telewizji: ‘Wierzymy, że nastąpiło to’ (atak) ‘przez pomyłkę, bo nie możemy akceptować użycia siły jako rozsądny czy właściwy sposób załatwiania konfliktów międzynarodowych’. Temu jak najbardziej poprawnemu oświadczeniu nic nie można by zarzucić,

560

pomijając aspekt współwiny (inspirowanych przez Amerykę dostaw broni do Izraela przez Francję, Wlk. Brytanię i Kanadę podczas lata). Jeśli rząd brytyjski liczył na skuteczność ‘presji syjonistycznej’ w Waszyngtonie, tym razem musiał się rozczarować. Sytuacja taka pozwala zawsze na margines błędu, a Eisenhower miał już zapewniony wynik elekcji; poza tym okazja do przypięcia łatki Wlk Brytanii oszczędziła mu konieczności potępienia Izreala (który i tak dostał to, co chciał). Co więcej, od czasu ‘bostońskiego incydentu herbacianego’, w Ameryce chętnie przyjmowano ostrzejsze uwagi pod adresem Anglii – czyżby rząd brytyjski nie był tego świadomy?

Akcja brytyjska da się wyjaśnić jedynie w kontekście pobożnych życzeń syjonistów. Zakładając, że była ona konieczna, jedyna nadzieja jej sukcesu leżała w w jak najszybszej skoncentrowanej operacji, pozwalającej na zagarnięcie nienaruszonego kanału i postawienia świata przed faktem dokonanym. Brytyjskie przedsięwzięcie od początku było ślamazarne i bardzo szybko dały się w nim wyczuć wahania. Po jego fiasku Times (16.XI) donosił z brytyjskiej bazy na Cyprze: ‘Decyzja rządu brytyjskiego co do interwencji w Egipcie powzięta została bez zasięgnięcia opinii najbardziej znaczących dyplomatów akredytowanych w tym rejonie. Akcja przeprowadzona została wbrew ich ostrzeżeniom, że może zaciążyć na przyszłych stosunkach Wlk Brytanii z narodami arabskimi.... Gdy do ambasad i poselstw brytyjskich w krajach arabskich dotarły szczegóły ultimatum brytyjskiego wystosowanego do Kairu, oraz wiadomość o decyzji interwencji militarnej przeciw Egiptowi, w większości ich reakcją było niedowierzanie i komentarze wyrażające obawę przed potencjalną katastrofą.... Z niedowierzaniem i zdumieniem zareagowano na okoliczności inwazji, wskazujące na utożsamienie się polityki brytyjskiej z celami Izraela i Francji’ (komentarz ten żywo przypominał mi reakcję ‘ambasad i poselstw brytyjskich’ w Europie w okresie kryzysu monachijskiego).

Tyle o decyzji politycznej; teraz – o jej wykonaniu z punktu widzenia militarnego. 17 listopada Times doniósł, że wśród dowódców wojskowych na Cyprze ‘panowało prawie jednomyślne przekonanie, że jeśli już trzeba, to najlepiej uporać się tym jak najszybciej. Fakt, że uniemożliwiono im dokonanie tego, wywołał frustrację i zamieszanie wśród oficerów i ich podwładnych’. Komentując tą ‘Chaotyczną Inwazję’, która ‘powinna wejść do programu szkoleniowego akademii wojskowych na świecie jako prominentny przypadek’, wybitny amerykański reporter militarny Hanson Baldwin stwierdził, że bezładne dyrektywy z Londynu ‘spowodowały krańcowe zmącenie definicji jej celów politycznych, psychologicznych i militarnych; wojsku nie przedstawiono jasnego planu, ani nawet określnego zadania, które mogłoby wykonać w tych niewdzięcznych warunkach’.

Wkrótce stało się jasnym, że istotnie jakiś czynnik hamuje i powstrzymuje rząd brytyjski i francuski w realizacji tego przedsięwzięcia. Dla Francuzów – jak zaznaczyliśmy powyżej – nie miało to większego znaczenia; lecz w wypadku Wspólnoty Brytyjskiej w grę wchodził honor, reputacja, pomyślność i spójność wielkiej rodziny narodów.

561

Po presją tych wydarzeń, premier kanadyjski ostrzegł, że akcja ta może doprowadzić do rozpadnięcia się Wspólnoty. Wraz z Izraelem i Francją, Brytania znalazła się pod pręgierzem opinii Narodów Zjednoczonych. W obliczu wrogich głosów, jedynie Australia i Nowa Zelandia pozostały lojalne; i to raczej z tradycji, niż z przekonania.

Co było przyczyną zahamowania i rozwiania się tego ryzykownego przedsięwzięcia, tak chełpliwie zareklamowanego? Napewno pierwsze wątpliwości Londynu pojawiły się z chwilą ‘stanowczego i niedwuznacznego’ protestu prezydenta Eisenhowera i rezolucji Narodów Zjednoczonych. Poza tym, do tej żałosnej gry wmieszał się przypadek. W chwili, gdy brytyjskie i francuskie bomby spadały na Egipt, Rosjanie wtargnęli na Węgry i rozpoczeli masakrę ludności. Na arenie Narodów Zjednoczonych przedstawiciele Wschodu i Zachodu obrzucali się nawzajem epitetami ‘agresora’; gdy samoloty brytyjskie i francuskie bombardowały Port Said, brytyjscy i francuscy delegaci oskarżali Sowiety o nieludzkie bestialstwo; gdy czołgi sowieckie masakrowały Węgrów, delegaci sowieccy oskarżali Brytyjczyków i Francuzów o otwartą agresję. Te wzajemne połajanki miały w sobie coś z obłudy przekupniów lewantyńskiego bazaru.

Widowisko stawało się coraz bardziej koszmarne. Sir Anthony Eden, który w 1938 roku jako młody człowiek zrezygnował z rządu, w 1956 roku musiał między innymi przyjąć dymisję innego młodzieńca Anthonego Nuttinga, który w roli ministra Spraw Zagranicznych ‘usilnie protestował przeciwko brytyjskiej interwencji w Egipcie’. Usiłując wzmocnić swą pozycję, Eden szukał protekcji u Sir Winstona Churchilla, który zaopiniował: ‘Wybuch Izraela został spowodowany prowokacją ze strony Egiptu... Nie wątpię, że wkrótce doprowadzimy naszą sprawę do sprawiedliwego i pomyślnego zakończenia. Naszym celem jest przywrócenie pokoju i porządku na Środkowym Wschodzie i jestem przekonany, że nam się to uda. W ostatecznym rozrachunku, zdecydowana akcja rządu napewno przyniesie korzyść pokojowi światowemu, Środkowemu Wschodowi i naszemu krajowi’.

Powyższe, prawdopodobnie ostatnie oświadczenie Sir Winstona Churchilla, musi zaczekać na osąd historii. Akcja brytyjska była bardzo w stylu Churchilla, a jego następca był zbyt z nim związany, aby zainicjować ją bez jego aprobaty. W tym samym czasie ten weteran polityki opublikował drugi tom swej Historii Narodów Angielskojęzycznych, o którym New York Times zaopiniował: ‘Autor dumny jest z faktu, że jego wysepka „małe królestwo mórz północnych”, liczące w czasach sięgających początku jego epopei jedynie trzy miliony mieszkańców, przyniosło cywilizację trzem kontynentom i oświeciło połowę globu’. Jedynie czas pokaże, czy brytyjska inwazja Egiptu była kontynuacją tradycji cywilizowania i oświecania globu, czy też hańbą Anglii.

Największym szokiem, wynikłym z akcji rządu brytyjskiego, była nota sowieckiego premiera Bułganina do Sir Anthonego Edena

562

i francuskiego premiera, otwarcie grożąca atakiem atomowym i rakietowym, jeśli nie ‘zaprzestaną oni agresji i rozlewu krwi’ (w Budapeszcie krew nie przestała się lać, a fala uchodźców węgierskich przewalająca się przez gościnny front austryjacki przekroczyła sto tysiący osób; w samym Budapeszcie ‘główną wtyczką’ moskiewską po Rakoczym i Geroe został następca Ben Kuli z 1919 roku, Ferenc Munnich, który rozpoczął nowy terror). Co więcej, w liście do prezydenta Eisenhowera Bułganin zaproponował niezwłoczny wspólny amerykańsko-sowiecki atak na Wielką Brytanię i Francję. Rzecznik prasowy Białego Domu określił tą propozycję jako ‘nie do pomyślenia’.

Czy są w naszych czasach rzeczy ‘nie do pomyślenia’? Sojusz Hitlera ze Stalinem w 1939 roku (który niniejszy autor wraz z kilku innymi przewidział) także przedstawiany był masom jako ‘nie do pomyślenia’ do czasu, aż stał się faktem, prowadzącym do wybuchu II Wojny Światowej. W tym okresie New York Times cytował ‘wypowiedz prominentnego dyplomaty amerykańskiego o dużym doświadczeniu w sprawach arabskich, skłaniającego się do tej propozycji: ‘Odrzucenie przez nas oferty sowieckiej jako ‘nie do pomyślenia’, i bez rozważenia jej na forum Narodów Zjednoczonych, uważa się tutaj’ (w Jordanii) ‘za potwierdzenie faktu, że cokolwiek byśmy nie powiedzieli, i tak ostatecznie staniemy po stronie Zachodu i Izraela’.

Nie ma wątpliwości, że w tym czasie propozycja łącznego amerykańsko-sowieckiego ataku atomowego na Anglię była ‘nie do pomyślenia’. Tym niemniej, oba te kraje znalazły inny sposób pognębienia Anglii, nasilając na nią presję z obu stron. W swą burzliwą wyprawę Sir Anthony Eden wybrał się na kruchym kajaku. W stosunku do Europy, a szczególnie Anglii, Ameryka zachowała instynktowny podskórny uraz anty-macierzysty (choć nie łatwo go wyjaśnić, należy się z nim liczyć), który łatwo jest rozpalić przez podniesienie zarzutu ‘kolonializmu’. Nie zmienia tego fakt, że Ameryka jest największym kolonialnym mocarstwem na świecie (nie widzę istotnej różnicy między zamorskim, a lądowym ekspansjonizmem)[71]; ten irracjonalny odruch zawsze trzeba brać pod uwagę przed podjęciem przedsięwzięcia, które może zainteresować ‘opinię amerykańską’.

Jednakże, w dzisiejszych czasach ‘opinia’ jest towarem rynkowym i można ją produkować na zamówienie. O wiele ważniejszym faktem, którego nie należało przeoczyć, było to, że prezydent Eisenhower został wyselekcjonowany, nominowany i faktycznie wybrany przez grupę ‘internacjonalistów’, która przedtem zdominowała prezydentów Wilsona, Roosevelta i Trumana, oraz że pod jego kierunkiem polityka amerykańska zawsze popierała rewolucję, a w momentach kryzysowych przybierała charakter anty-brytyjski. Ostatecznym celem ambicji ‘internacjonalistów’

563

jest rząd światowy, a jego spełnienie ma się dokonać przy pomocy dwóch zbieżnych destruktywnych sił – rewolucyjnego komunizmu i rewolucyjnego syjonizmu. Dla osiągnięcia tego celu koniecznym jest skłócenie dwóch wielkich narodów angielsko-języcznych po obu stronach Atlantyku. Ta ambicja dominowała wydarzeniami II Wojny Światowej.

Prezydent Eisenhower po raz pierwszy wystąpił na arenę światową jako trzeci co do ważności członek grupy Roosevelt-Marshall-Eisenhower. Ukazaliśmy powyżej anty-brytyjski charakter posunięć Marshalla w czasie wojny. Był on faktycznie największym przeciwnikiem Churchilla i jemu należy zawdzięczać, że (jak w 1956 roku stwierdziła oficjalna histografia brytyjska) mimo światowej renomy i autorytetu Churchilla, w czasie wojny nie był on w stanie zrealizować ani jednej swej koncepcji strategicznej. Miarą oceny polityki Roosevelta-Marshalla-Eisenhowera jest końcowy wynik wojny. Jak wykazują dokumenty jałtańskie, w czasie tej szopko-konferencji dominującym pragnieniem Roosevelta było zaszkodzenie interesom Wielkiej Brytanii. [72]

Jak główny dowódca w Europie, generał Eisenhower był odpowidzialny za militarną decyzję, która w rezultacie wydała połowę Europy na pastwę rewolucji.

Przy takim bagażu doświadczeń, rząd brytyjski nie mógł liczyć na poparcie ze strony prezydenta Eisenhowera. W czasie wojny był on wykonawą polityki Roosevelta-Marshalla, a w siedem lat po jej zakończeniu, w opozycji do senatora Tafta został otwarcie wybrany przez potężnych popleczników, jako właściwe narzędzie kontynuacji polityki ‘internacjonalistów’. Czego jednak nie można było przewidzieć i trudno byłoby usprawiedliwić, to zawziętość, z jaką wtedy starał się publicznie upokorzyć Wielką Brytanię, zmuszając ją do ‘bezwarunkowego’ wycofania się w jak najbardziej niekorzystnych okolicznościach; ignorując jej ambasadora w Waszyngtonie i objawiając animozję przypominającą zachowanie się prezydenta Roosevelta w Jałcie.

Ta demonstracja nieżyczliwości (ekrany telewizyjne w całym kraju odnotowały jej karcący ton) pozbawiona była moralnego uzasadnienia. Zarówno ‘presja’ na wycofanie się Wielkiej Brytanii z Kanału Suezkiego, jak i następna ‘presja’, skłaniająca ją do wspólnej ze Stanami Zjednoczonymi prowokacyjnej obrazy Egiptu, będącej powodem kryzysu roku 1956, wyszła z Białego Domu.

Co więcej, wszystko to działo się w obliczu o wiele poważniejszego wydarzenia - masakry węgierskiej, wobec której amerykański prezydent wraz ze swoją administracją zdobył się jedynie na wyrazy współczucia, zachowując bierną postawę. Zachowanie to było zgodne z jego poprzednimi czynami, jak złamanie obietnicy ‘potępienia Jałty’ (1952) i zatrzymanie armii alianckich przed

564

Berlinem w 1945 roku. Przyświecał im wspólny cel: ‘poparcie sprawy rewolucji’ – dominująca zasada polityki amerykańskiej podczas dwóch wojen.

Wydarzenia października i listopada 1956 roku były ważną lekcją. Wykazały one, że tzw. ‘opinia światowa’ potrafi jednak znaleźć wyraz w kółkach dyskusyjnych rodzaju Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, o ile zostanie porządnie wstrząśnięta. W obu sprawach - inwazji egipskiej i masakry węgierskiej, wyraziła się ona powszechnym oburzeniem. Równocześnie okazały jednak całkowitą bezsilność Narodów Zjednoczonych we wprowadzeniu sankcji moralnych w życie. W poważniejszej z tych dwóch spraw – Węgier, nie mogły one nic uczynić wobec inicjatywy Sowietów, które działały na własnym podwórku, i przy bierności Stanów Zjednoczonych. W drugiej sprawie – egipskiej, nagłe rozwiązanie konfliktu było wynikiem jedynie łącznej akcji dwóch mocarstw; z których jedno zagroziło ‘sankcjami bliskimi wojnie’ (embargo naftowe), a drugie otwartą wojną.

W rzeczywistości, wycofanie się Wielkiej Brytanii z Kanału Seuzkiego nastąpiło w wyniku kolaboracji amerykańsko-sowieckiej. Ta groźba będzie konfrontowała świat tak długo, jak amerykańską machiną wyborczą kierować będą ‘internacjonaliści’. W układach obecnego stulecia pakt ‘Eisenhower-Bułganin’ nie jest bardziej ‘nie do pomyślenia’, niż pakt Stalina z Hitlerem z 1939 roku – w gruncie rzeczy oba wyszły z intencji ‘zgniecenia komunizmu’.

Poleganie na ‘syjonistycznej presji’ w Waszyngtonie (które spowodowało wycofanie się Wielkiej Brytanii z Palestyny i zaowocowało ustanowieniem państwa Izrael w latach 1947-4, w tym szczególnym momencie okazało się zawodne. Pominęło ono zagadnienie szoku spowodowanego atakiem Izraela i jeszcze większego, wynikłego z interwencji brytyjsko-francuskiej, które skierowało uwagę świata głównie na Wielką Brytanię i wzmocniło pozycję prezydenta Eisenhowera jako arbitra moralności.

Rząd brytyjski znalazł się z jednej strony w obliczu groźby ataku sowieckiego, a z drugiej – najwidoczniej nieprzewidzianej wrogości Białego Domu. ‘Witalna arteria’ została zablokowana, a wraz nią dostawy nafty do Wielkiej Brytanii. Oczywiście, w tej sprawie liczyła ona lojalnie na pomoc rządu amerykańskiego, lecz dowiedziała się że nie może jej oczekiwać, dopóki się ‘nie wycofa’. Cały ciężar imprezy spadł więc na barki Wielkiej Brytanii. Przedstawiciele brytyjscy w Waszyngtonie spotkali się z zimnym przyjęciem i dano im do zrozumienia, że poważne rozmowy o dostawach ropy naftowej mogą się zacząć jedynie po ‘wycofaniu się’ Wielkiej Brytanii. W publicznym upokorzeniu rządu brytyjskiego amerykański prezydent posunął się dalej, niż wymagała tego sytuacja. Zrozumienia jego motywów należałoby szukać w anty-brytyjskich sentymentach, jakie przedtem znalazły wyraz w czynach i słowach jego patrona prezydenta Roosevelta.

565

Na przybieranie maski oburzonego moralisty nie powinna mu pozwolić cała historia machinacji rządu amerykańskiego w tej kwestii podczas jego prezydentury.

Niestety, Wielka Brytania sama zasłużyla na własne upokorzenie. Jej atak na Egipt był katastrofalną decyzją w każdym jej aspekcie – stworzenia pozorów zmowy z Izraelem; podjęcia go w chwili niepowodzeń sowieckich na Węgrzech; i nieudolności w jego przeprowadzeniu. Załamany kryzysem i politycznie skończony, Sir Anthony Eden udał się do Jamajki na kurację. Był to początek ‘bezwarunkowego wycofania się’ Brytyjczyków i Francuzów (lecz nie głównego agresora – Izraela). Nad Kanałem Suezkim pojawiły się naprędce zebrane przez ONZ ‘międzynarodowe oddziały’, czekające w zawieszeniu na plan akcji. W świecie arabskim reputacja Nassera wzrastała; Kanał pozostał zablokowany; Egipt oświadczył, że nie odda ani cala swego terytorium; Izrael począł się uskarżać na ‘antysemityzm’ egipski.

Trzy tygodnie po inwazji, na przyjęciu w ambasadzie polskiej w Moskwie podpity Chruszczow drwił z ambasadorów Wlk. Brytanii i Francji: ‘Mówicie, że my chcemy wojny, a sami wplątaliście się w sytuację, którą uważam za idiotyczną.... W Egipcie daliście nam lekcję’. Któż może temu zaprzeczyć?

Tydzień później New York Times podsumował sytuację: ‘Wlk. Brytania i Francja zaryzykowały i jak się wydaje, sromotnie przegrywają..... Jak dotąd, Izrael wyszedł z kryzysu w lepszym stanie (25 listopad). [73]

W tym samym wydaniu ukazał się w czołówce reportaż komentujący wypowiedz członka parlamentu izraelskiego Michaela Hazani: ‘Mr. Hazani naświetlił swą teorię, że fiasko zdobycia Kanału przez Wielką Brytanię i Francję było szczęśliwym wydarzeniem dla Izraela.... Dzisiaj Izraelczycy czują się mniej wyobcowani, niż przed uderzeniem na Synaj z 29 października, które odstręczyło ich przyjaciół i rozjuszyło ich przeciwników na całym świecie.... Izraelczycy radują się z nowo nawiązanej przyjaźni z Francją, która dostarczyła im środków na pobicie Egiptu..... Kilka tygodni temu Izraelczycy żywili obawy, że mogą postawić świat na progu wojny termonuklearnej. Obawa ta rozwiała się – groźby tego rodzaju uważa się teraz za taktyczną wojnę nerwów.... Kilku członków Knessetu wyraziło opinię, że Izrael także może podjąć tą grę.... zadają oni pytanie, czemu Izrael nie miałby wykorzystać swej obecnej wichrzycielskiej opinii dla skłonienia mocarstw do wywarcia nacisku na Egipt i inne kraje arabskie w celu wynegocjowania pokoju’.

Powyższe zdania dają mało nadziei na pokój w świecie, dopóki nie ukróci się awanturnictwa syjonizmu. Ponieważ czeka go nieuniknione fiasko, musi ono być także udziałem wszystkich jego popleczników, choć obarcza ono głównie jego wspólników, a nie na autorów tej obłąkanej ambicji. Obecnie wciska się on we wszelkie racjonalne stosunki między narodami, antagonizując te, które nie mają żadnych powodów do kłótni;

566

mamiąc inne do przedsięwzięć nie mogących przynieść im korzyści; pchając jeszcze inne do zagrożenia wojną światową.

Porażka Anglii, ponownie wtrąconej przez ten wyczyn w bagno, z którego wyciągnął ją Ernest Bevin w latach 1947-48, była tak dotkliwa, że przyrównać ją można do wstąpienia na dwunasty stopień z trzynastu prowadzących do szubienicy; gorszym wynikiem mogła być dla Anglii jedynie totalna klęska. Ostrzeżenia przed całkowitym rozpadem Wspólnoty, jakie wcześniej nie miały najmniejszej podstawy, dochodziły teraz z najbardziej prominentnych miejsc z poza wysp brytyjskich. Wielka Brytania została wraz z Izraelem (i Francją) postawiona przed trybunałem i potępiona. Stała się nagle przedmiotem alarmujących gróźb ze wszystkich stron. Nie osiągnęła ani jednego z zapowiedzianych celów; jej siłom zbrojnym nie pozwolono nawet na doprowadzenie do końca odrażającego zadania; pozostała jej jedynie hańba. Ostatecznie, za zaangażowanie się w sprawę syjonizmu zapłaciła podniesiem podatków, zepsuciem moralnym i zubożeniem.

W tym wszystkim, jedno jest jasne: nie doszłoby do tego, gdyby nie państwo utworzone w 1948 roku. Jeśli kiedykolwiek dojdzie do wojny powszechnej, to z powodu Izraela; jeśli wyniknie ona z obecnej sytuacji (co w momencie pisanie tej książki jest możliwe), odpowiedzialność za nią obarczy Izrael.

Jeśli chodzi o mnie - gdyby zdołano by mnie przekonać, że atak brytyjski na Egipt był istotnie w interesie Anglii, mógłbym go akceptować wierząc, iż rząd brytyjski posiada informacje dla mnie niedostępne, które usprawiedliwiłyby to, co z pozoru wydawało się nie do przyjęcia i z góry skazane było na porażkę. Nie potrafię jednak w to uwierzyć. Uważam to za kolejny błąd w tragedii pomyłek, mających źródło w początkowym zaangażowaniu się Wielkiej Brytanii w sprawę syjonizmu w 1903 roku – omówiłem je wszystkie w niniejszej książce.

Sądzę, że potwierdzają to niedwuznacznie wypowiedzi przedstawicieli rządu w Izbie Gmin, reasumujące porażkę. Minister Obrony Mr Anthony Head nie szukał wymówki w obronie interesów brytyjskich, lecz w argumencie , że zapobieżono tu ‘okaleczniu Izraela, zbombardowaniu Tel-Avivu i zjednoczniu się świata arabskiego’ ( także i tutaj nie posiadam oryginalnego tekstu i cytuję za New York Times’em; uważam jednak, że politycy muszą odpowiadać za to, co w ich imieniu przekazuje się opinii światowej).

Tak więc, owocem założonych celów miało być skłócenie świata arabskiego, zbombardowanie Port Saidu i okaleczenie Egiptu (z czego zdołano jedynie wykonać bombardowanie). Czy takie osiągnięcia, jak skłócenie świata arabskiego lub okaleczenie Egiptu, leżało w sferze interesów brytyjskich? Jaki Anglik poparłby ten program, gdyby z góry przedstawiono by mu go w tym świetle? Czy wyborcy brytyjskiemu zaprezentowano go jako ‘spełnienie aspiracji syjonizmu’?

Nowoczesna medycyna potrafi w pewnych chorobach wykryć pierwotne źródło infekcji.

567

Pierwotnym źródłem tych wszystkich problemów, kuluminujących się w wydarzeniach z 29-30 października 1956 roku, był bezsprzecznie syjonizm; bez niego nie mogłyby one zaistnieć. Logicznym następstwem wszystkich wydarzeń, mających źródło w ruchu ukształtowanym około osiemdziesiąt lat temu w rosyjskich gettach, było zepchnięcie świata na krawędz wojny powszechnej, w której żadne państwo nie mogło przewidzieć, który z jego wczorajszych przyjaciół okaże się jutro wrogiem. Był to zaiste klasyczny przykład ‘zwodzenia narodów’.

Czy czas potrafi uleczyć tą sytuację? Napewno kiedyś to uczyni; jedynie dla nas obecnie żyjących jest ten zamęt trudny do zniesienia. Zaczynają się już pojawiać pierwsze oznaki zmiany na lepsze. Narody uwięzione w okowach rewolucyjnego komunizmu zaczynają je zrzucać; ludy wschodnio-europejskie zdolne będą uwolnić się własnym wysiłkiem, dając przykład reszcie zniewolonego Zachodu. Wierzę, że także światowe żydowstwo zaczyna już dostrzegać fałsze rewolucyjnego syjonizmu – bliźniaka drugiego destruktywnego ruchu, i włączy się w ogólnoludzki nurt jeszcze przed końcem obecnego stulecia. [74]

Wydarzenia października i listopada 1956 roku same w sobie stanowią stosowny temat dla rozdziału, podsumowującego tą książkę. [75] Myślę też, że przydają wagi jej argumentom.

 


36.
W 1952 złowiono w Oceanie Indyjskim rybę, uznaną za wymarłą przed milionami lat (co poważnie podważyło teorię Darwina, podobnie jak nieco poźniej znaleziona czaszka w Pitdown, która okazała się falsyfikatem). Podobnym zaskoczeniem było wynurzenie się na arenę polityczną synionizmu Lewitów w XX wieku.

37. Jego miejsce zajął przejściowo Grigori Maleńkow, lecz utracił je na korzyść tandemu Nikity Chruszczowa (szefa partii) i Nikolaja Bułganina (premiera). Świat nie potrafił odgadnąć, czy przejęli oni rzeczywstą w władzę w spadku po Stalinie, czy też są marionetkami innych polityków. Wywijający się ze wszystkich czystek i zmian Żyd Lazar Kaganowicz, pozostał pierwszym wicepremierem. W rocznicę rewolucji bolszewickiej w listopadzie 1955 roku powierzono mu przemowę, w której oświadczył światu ‘Idea Rewolucji nie zna granic’. W tym samym miesiącu, przy okazji wizyty Chruszczowa i Bułganina w Indiach, zapytani zostali oni przez dziennnikarza New York Timesa, kto rządzi w Rosji podczas ich nieobecności. Odpowiedzieli, że ‘Lazar M. Kaganowicz, czołowy weteran ruchu komunistycznego’. Kaganowicz był jednym z najstarszych i najbliższych współpracowników Stalina, co jednak nie przeszkodziło prasie zachodniej w atakowaniu Stalina pod koniec jego życia jako nowego ‘antysemitę Hitlera’.

38. Na Zachodzie harmider zaczął się dziesięć tygodni wcześniej - w przededniu wyborów prezydenckich w Ameryce, z powodu procesu praskiego, w wyniku którego powieszono jedenastu z czternastu oskarżonych o spisek syjonistyczny, do którego się oczywiście ‘przyznali’. Trzech skazanych nie-Żydów prasa zachodnia w ogóle nie zauważyła.

39. Zgodnie z obecnymi ‘ocenami żydowskimi’, było ich Rosji około dwóch milionów, czyli stanowili jeden procent ludości Sowietów (szacowanej w czerwcu 1956 roku przez sowiecki rocznik statystyczny na 200,000,000).

40. Eisenhower dodał jeszcze, że ‘matka wychowała go i jego braci na nauce Starego Testamentu’. Ta zagadkowa wzmianka odnosi się do chrześcijańskiej sekty Świadków Jehowy, których wyznawcami byli rodzice Eisenhowera.

41. Nie przestając proklamować polityki wyzwolenia, Mr. Dulles, sekretarz Stanu, odżegnał się od jakiejkolwiek odpowiedzialności Stanów Zjednoczonych za los powstania węgierskiego. Powiedział, że począwszy od roku 1952 on sam i prezydent niezmiennnie wyrażali opinię, że do wyzwolenia należy dążyć metodami pokojowymi i drogą ewolucji. (Oświadczenie z dnia 2 grudnia 1956 roku, złożone w Augusta, stanie Georgia)

42. Po jego stłumieniu nastąpił brutalny odwet, kierowany przez ‘straszliwą Frau Hilde Benjamin’ (The Times z 17 lipca 1953), która w tym celu mianowana została Ministrem Sprawiedliwości, wyróżniając się ferowaniem wyroków śmierci (jedną z ofiar był chłopiec rozprowadzający anty-komunistyczne ulotki), oraz szczególnym prześladowaniem Świadków Jehowy, duchowych wychowawców prezydenta Eisenhowera. W ogólnej opinii i zgodnie z opisem gazety nowojorskiej uważano ją za ‘Żydówkę’. Z dostępnych mi materiałów wynika, że choć zamężna za Żydem, sama nie jest z urodzenia Żydówką.

43. Ilustrujący przykład zamieszania spowodowanego wtargnięciem ‘kwestii żydowskiej’. Rokossowski, Polak z urodzenia, a marszałek sowiecki, zatrzymał swe oddziały u bram powstańczej Warszawy w 1944 roku, aby umożliwić siłom SS i Gestapo zmasakrowanie polskiej Armii Krajowej. Był stąd najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Polsce. Jednocześnie, prasa amerykańska wykreowała go na ‘anty-semitę’. Trudno teraz powiedzieć, która z tych emocji przesądziła o jego losie.

44. Najbardziej autentyczną relację tych wydarzeń, ze znanych sobie powodów, przedstawił komunistyczny dyktator Jugosławi, Tito, w przemówieniu radiowym z dnia 15 listopada 1956 roku. Między innymi, powiedział on: ‘Podczas wizyty w Moskwie oświadczyliśmy, że ani reżym Rakoczego, ani on sam nie posiadają niezbędnych kwalifikacji do przywódctwa, czy poprowadzenia narodu węgierskiego w kierunku zjednoczenia narodowego..... Niestery, towarzysze sowieccy nie wierzyli nam.... Gdy sami komuniści węgierscy zażądali ustąpienia Rakoczego, przywódcy sowieccy zdali sobie sprawę, że nie można tego dłużej ciągnąć i zgodzili się na jego usunięcie. Jednocześnie jednak popełnili błąd, nie usuwając przy tym Geroe i zwolenników Rakoczego..... Zgodzili się na usunięcie Rakoczego, pod warunkiem że Geroe pozostanie..... Ten zaś prowadził tą samą politykę co Rakoczy, i był tak samo winny..... Setki tysięcy demonstrantów, którzy byli wtedy prawdziwymi demonstrantami, nazwał motłochem’ (uczestnik demonstracji zeznał, że w istocie Geroe nazwał ich ‘plugawymi bandytami faszystowskimi i jeszcze gorszymi, nie nadającymi się do powtórzenia słowami’) ‘. ...Wystarczyło to, aby zdetonować beczkę z prochem..... Geroe wezwał na pomoc wojsko. Fatalnym błędem było wezwani armii sowieckiej w czasie, gdy demonstracje ciągle się odbywały..... Rozwścieczyło to naród jeszcze bardziej i wywołało spontaniczne rozruchy..... Nagy wezwał naród do broni przeciw Armii sowieckiej i zaapelował do Zachodu o interwencję....’

45. Rozprawienie się z kardynałem Mindszentym, którego szczególy opublikowano po jego uwolnieniu, miało wyraźne cechy akcji anty-chrześcijańskiej. Według jego oświadczenia, przez dwadzieścia dziewięć dni i nocy od czasu uwięzienia do procesu, był torturowany przez oprawców; rozebrany do naga; bity całymi dniami gumowym wężem; trzymany w zimnej, wilgotnej celi, choć był chory na płuca; kazano mu przypatrywać się wyuzdanym scenom; i przesłuchiwano go nieustannie, nie pozwalając na sen. (wywiad, który opublikowano w licznych gazetach i magazynach w grudniu 1956 roku).

46. Prawo Powrotu z 1953 roku stanowi między innymi: ‘Akcja pozyskiwania wychodźców wymaga zmoblizowania wysiłków ze strony rozproszonego ludu żydowskiego; stąd państwo izraelskie liczy na udział wszystkich Żydów, indywidualnie czy zbiorowo, w dziele rozbudowy państwa i wspieraniu masowej imigracji. Wszystkie gminy żydowskie powinny zjednoczyć się w realizacji tego celu’. Oczywistym warunkiem realizacji tego prawa jest permanentny stan ‘anty-semityzmu’ w świecie, a ponieważ największe skupisko Żydów znajduje się w Ameryce, można oczekiwać, że na jakimś etapie tego procesu pojawi się tam problem ‘anty-semityzmu’.

47. Miesiąc później, w kwietniu 1953 roku, okazało się, że w swej człobitności wobec syjonu Churchill był gotów pojść nawet dalej, niż wskazywałyby na to jego dotychczasowe wypowiedzi i otaczająca go legenda. Ostentacyjnie przyłączył się do propagandy syjonistycznej, kanonizującej oficera angielskiego Orde Wingate, znieważając tym naród angielski, a szczególnie wszystkich urzędników, oficerów i żołnierzy, którzy od trzydziestu lat pełnili lojalnie swe obowiązki w Palestynie. Wingate, brytyjski oficer wywiadu w Palestynie w latach międzywojenneych, tak dalece odszedł od szczytnych zasad bezstronności wobec Arabów i Zydów, bedącej dumą i obowiązkiem swych kolegów, że stał się nie tylko wrogiem Arabów, lecz także zdrajcą swego kraju i własnego powołania. Jego przewrotość wyszła na jaw po raz pierwszy z okazji poświecenia przez Ben-Guriana jego imieniu wioski dziecięcej Mount Carmel (po jego śmierci w II Wojnie Światowej) słowami: ‘Był gotów walczyć przeciw własnemu rządowi o sprawę Żydów’. Z chwilą ogłoszenia w 1939 roku White Paper przez rząd brytyjski, ‘przyszedł do mnie z planem walki przeciw polityce brytyjskiej’. Jedną z propozycji Wingete’a było wysadzenie w powietrze brytyjskiego rurociągu naftowego. W przemówieniu z okazji tej uroczystości, Churchill wyraził się o wiosce poświęconej Wingate’owi ‘jako o pomniku przyjaźni Brytyjsko-Izraelskiej, jaka na zawsze powinna łączyc te dwa kraje’. Jako symbol aprobaty rządu brytyjskiego, oddelegowano na tą uroczystość brytyjskiego mininstra.
Tak w państwie syjonistycznym uhonorowany został przez Brytyjczyków i premiera brytyjskiego zdrajca własnego narodu. Epokowa historia działalności armii Wingete’a opisana została w książkce dr Chaima Weizmanna. Dr Weizmann, życzliwie piszacy o staraniach Wingete’a, usiłującym zintegrować się z osadnikami syjonistycznymi przez wyuczenie się języka hebrajskiego, nazywa go ‘fanatycznym syjonistą’. W istocie Wingate był podobny prorokowi Monkowi z zeszłego stulecia, z tym, że był w stanie wyrządzić więcej szkody. Naśladował Monka i zapuścił długą brodę, starając się wyglądać jak judajski prorok. Znalazł swoje prawdziwe powołanie w ziemi Judasza. Był albo obłąkany lub beznadziejnie niezrówoważony, a w brytyjskiej armii miał opinię ‘zbyt niezrównoważonego, aby mógł dowodzić podwładnymi na jakimkolwiek odpowiedzialnym stanowisku’. Zwrócił się więc do dr Weizmanna, który poprosił czołowego lekarza londyńskiego (lorda Hordera – zaciekłego sympatyka syjonistów), aby ten wobec Medycznej Komisji Wojskowej zaświadczył o ‘przydatności Wingete’a i o jego poczuciu odpowiedzialności’. W rezultacie tej protekcji, Wingate ‘otrzymał przydział w służbie wywiadowczej w Palestynie jako kapitan’. Skutki tej nominacji opisaliśmy powyżej. Podczas II Wojny Światowej ten właśnie osobnik, wezwany zostal do Londynu w czasie konferencji w Quebec i uhonorowany przez Churchilla awansem na generała-majora. Dr Weizmann wspomina, że jego ‘gorącym pragnieniem’ było wkroczenie do Berlina na czele armii brytyjskiej. W zamyśle Weizmanna, awangardą tej armii miała być brygada żydowska pod dowództwem Wingate, co nadałoby wydarzeniu charakter ‘tryumfu’ Talmudu, a nie ‘zwycięstwa Brytyjczyków’. W konkluzji stwierdza, że ‘generałowie’ zapobiegli podobnemu despektowi - odmówli ‘stanowczo i nieodwołanie’.
Ten epizod ponownie rzuca światło na nierówny i enigmatyczny charakter Churchilla, szermującego głośniej niż ktokolwiek dotąd, honorem, obowiązkiem i lojalnością, i bez ogródek wywającego naród do poświęcenia tym odwiecznym zasadom daniny z ‘krwi i potu, wysiłku i łez’. Choć był on świadkiem zamordowania swojego ministra i symbolicznego powieszenia brytyjskich sierżantów ‘na drzewie’, obdarzył tego człowieka specjanymi względami za jego życia, a po śmierci wytypował go na bohatera. Jeszcze wcześniej, Churchill poniechał zamiaru napisania biografii swego sławanego przodka z powodu opublikowanego listu dowodzącego, że John Churchill, duke of Malborough zdradził plan ataku floty brytyjskiej na ówczesnego przeciwnika – Francję. Pisał wtedy: ‘Nie potrafiłem się uporać ze zdradą tej wyprawy na Brest’. Wstyd powstrzymywał go przed napisaniem biografii do czasu, gdy przekonał się, że list był sfałszowany. Tym niemniej, z treści jego książki trudno zorientować jak pojmuje on lojalność, gdyż w przedmowie przyjmuje jako rzecz naturalną, a nawet słuszną, pierwszy i udowodniony akt zdrady Malborough’a, gdy ten po wyjeździe z Londynu jako dowódca wojsk króla Jakuba, przechodzi na stronę nadciągających armii niemiecko- holenderskich Williama Orańskiego, umożliwiając inwazję Anglii bez jednego wystrzału.

48. Mieszane Komisje Rozbrojeniowe Narodów Zjednoczonych, które odtąd określać będziemy skrótem U.N.M.A.C., składały się z przedstawiciela Izraela, sąsiedniego państwa arabskiego, oraz Narodów Zjednoczonych. Po rozpatrzeniu sytuacji, rozstrzygały one głosowaniem o winie jednej ze stron. Ich werdykt nieodmiennie zwracał się przeciw Izraelowi do czasu, gdy podobnie jak pod zarządem brytyjskim w latach 1917-1948, zaczęto wywierać ‘presję’ na reprezentujące je rządy, aby wycofywały przedstawicieli objektywnie naświetlających stanowisko Arabów. Przynajmniej dwóch przedstawicieli amerykańskich, głosujących przecie Izraelowi, zostało w ten sposób wycofanych. Oczywiście wszyscy ci urzędnicy różnych narodowości świadomi byli losu hrabiego Bernadotte, a wielu innych dobrze go zapamiętało. Ogólnie, podobnie jak wcześniejsza administracja brytyjska, nie ulegali oni naciskom, utrzymując tym samym uderzający kontrast między zachowaniem się miejscowej władzy, a oddalonych rządów stolic Zachodu.

49. Od początku kampanii prezydenckiej, wszystkie czołowe gazety amerykańskie oraz wiele brytyjskich, przedstawiały ataki izraelaskie jako ‘działania odwetowe’, w wyniku czego machinie propagandowej udało się przekształcić ofiary agresji w napastników. Komentując ostatni atak, generał Burns oświadczył ONZ-owi, że Izrael ‘paraliżuje działania komisji nadzorczej’ przez bojkot Mieszanej Komisji Rozejmowej, gdy tylko głosuje ona przeciwko niemu. Dodał: ‘W obecnej sytuacji, jedna z partii porozumienia rozjemczego prowadzi własne dochodzenie, nie będące przedmiotem sprawdzenia przez objektywnych obserwatorów i ogłasza swoje własne wyniki, wyciąga z nich własne konkluzje i na tej podstawie podejmuje decyzje militarne’. Przyjmując izraelskie określenie ‘odwetu’, prasa brytyjska i amerykańska przedstawia przez cały czas fałszywy obraz wydarzeń, zgodny z linią syjonistów’.

50. Nawet już kończąc tą książkę, nie udało mi się ustalić losów apelu Jordanii. Zagubiony został pośród wydarzeń, jakie wkrótce nastąpiły. Być może, Narody Zjednoczone ‘potępiły’ agresję Jordanu w trakcie inwazji Egiptu.

51. Uzysk Żydów ze Stanów Zjednoczonych, choć niezbędny dla akcji ‘zbierania wychodźców’, będzie oczywiście późniejszą fazą tego procesu i zależeć będzie od jego powodzenia na obszarze sowieckim i krajów arabskich w Afryce. Choć dziś taka idea może Brytyjczykom i Amerykanom wydawać się nieprawdopodobną, doczekają się jeszcze propagandy ‘prześladowania Żydów’ w Ameryce, głoszonej metodą wypróbowaną w przeszłości kolejno na Rosji, Polsce, Niemczech, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. W październiku 1952 roku, przywódca Światowej Organizacji Syjonistycznej, dr Nahum Goldman powiedział słuchaczom w Izraelu, że sukces syjonizmu zależeć będzie od rozwiązania jednego problemu: ‘Jak skłonić do przyjazdu do Izraela Żydów z krajów, gdzie nie są prześladowani’. Stwierdził, że problem ten jest ‘szczególnie trudny w Stanach Zjednoczonych, ponieważ w tym kraju prześladowanie Żydów jest mniejsze, niż gdzie indziej i małe są perspektywy, że ‘prześladowanie się zwiększy’ (johannesburski Zionist Record, 24.X.1952). Czytelnik zauważy, że nie ma kraju, gdzie Żydzi nie byliby ‘prześladowani’; istnieją jedynie gradacje tego ‘prześladowania’ w różnych krajach.

52. Jest to niezbędnym warunkiem strategii elektoralnej, choć prawdopodobnie nie została ona wymyślona przez pułkownika House’a. Wynikający z niej problem ‘rzucania piasku w tryby’ doczekał się wielu aluzji, jakie cytowaliśmy wyżej: ‘..... Odmowa pójścia za syjonistmi może nas kosztować utracenie głosów Nowego Yorku, Pensylwanii i Kalifornii; pomyślałem, czy to nie najwyższy czas, aby ktoś zatroszczył się, że możemy utracić Stany Zjednoczone (Mr. James Forrestal); ‘Niles powiedział prezydentowi, że Dewey nosi się z zamiarem wygłoszenia mowy schlebiającej syjonistom – o ile prezydent nie uprzedzi go, utracimy stan Nowego Yorku na korzyść Demokratów’ (sekterarz Stanu, James J. Byrnes). ‘Partia Demokratyczna nie będzie skłonna wyrzec się korzyści głosów żydowskich’ ( gubernator Thomas E. Dewey).

53. Na pytanie, czy senator Taft nawet po wygraniu wyborów prezydenckich, byłby w stanie prowadzić wyraźnie aletrnatywną politykę, nie da się nigdy odpowiedzieć. Szczególnie w kwestii syjonizmu, stanowiącej podstawę skrytykowanego przez niego planu, okazał się on równie uległy jak pozostali politycy, i prawdopodobnie nie dostrzegał nierozerwalnego związku między nim, a ambicjami ‘panstwa światowego’, którego się obawiał. W 1945 roku mianował swym ‘sekretarzem wykonawczym’ czołowego syjonistę z Filadelfii, Mr. Jack Martina, którego pierwszym pytaniem było: ‘Panie senatorze, czy mogę Panu opowiedzieć o aspiracjach syjonizmu?’ Według relacji, Taft odpowiedział w duchu Balfoura i Wilsona: ‘Coż jest tu do wyjaśniania? Żydzi są prześladowani. Potrzebują ziemi i własnego rządu. Musimy pomóc im w dostaniu się do Palestyny. Przy okazji przyczynią się do pokoju światowego....’. Wyraźny jest kontrast pomiędzy tym typowym gadaniem poszukiwacza głosów, a powyższymi światłymi uwagi. Mr. Martin, opisany w wyżej cytowanym artykule (Jewish Sentinel, 10.V.1954), jako ‘alter ego’ i wychowanek senatora Tafta, po jego śmierci zaproszony został przez prezydenta Eisenhowera do pełnienia funkcji jego ‘asystenta, doradcy i łącznika z Kongresem’. Komentarz Mr. Martina: ‘prezydent Eisenhower zawsze gotów jest do wysłuchania czyjejś opinii i łatwo mu doradzać’.

54. To ważkie odkrycie pochodzi z książki pt. Eisenhower: The Inside Story (Historia zza Kulis) , opublikowanej w 1956 roku przez dziennikarza Białego Domu, Roberta J. Donovana, z oczywistą zgodą Eisenhowera, gdyż oparta została na protokółach posiedzeń rządu i innych dokumentach, dotyczących ściśle tajnych spraw najwyższego szczebla. Była to pierwsza tego rodzaju praca wydana w Ameryce; lecz jej autor nie wyjaśnia powodów tej inowacji. Cytowane tam wypowiedzi członków gabinetu prezydenta zapewnie w ich intencji nie były przeznaczone do wiadomości publicznej; jak naprzykład humorystyczna propozycja zrzucenia bomby atomowej na senatora Brickera i jego zwolenników (którzy naciskali na wprowadzenie poprawki do Konstytucji, ograniczającej prawa prezydenta do zawierania traktatów, a zatem poddająca go kontroli Kongresu).

55. Najbardziej znamiennym wydarzeniem pierwszej kadencji prezydenta Eisenhowera (zważywszy na fakt, że swój wybór w 1952 roku zawdzięczał głównie życzeniu społeczeństwa, aby ukrócić penetrację rządu przez komunistów i przeciwstawić się agresji komunistycznej) było potępienie najbardziej aktywnego investygatora senatora McCarthy’ego, przy zachęcie i zgodzie prezydenta; oraz orzeczenie Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych z 1955 roku, pozbawiające czterdzieści osiem stanów prawa do zwalczania działalności wywrotowej i przekazujące tą funkcję rządowi federalnemu. Jeśli prawo to wejdzie w życie, ograniczy poważnie kompetencje Republiki w walce z ‘elementem wywrotowym’ (Protokóły). Trzecim poważniejszym wydarzeniem była decyzja Sądu Najwyższego przeciw segregacji białych i czarnych uczniów w szkołach publicznych; wymierzona szczególnie przeciw stanom południowym, gdzie może stworzyć wybuchową sytuację. Warto zwrócić uwagę na szczególną sytuację Sądu Najwyższego w Ameryce, do którego nominacje mają charakter polityczny, a nie nagrody za długoletnią służbę w niezależnym sądownictwie. W tych okolicznościach, za prezydentury Eisenhowera Sąd Najwyższy począł upodabniać się do nadrzędnego organu politycznego (w rodzaju Politbiura), zdolnego unieważnić decyzje Kongresu. Radca Generalny Stanów Zjednoczonych, Simon Sobeloff, w 1956 roku stwierdził: ‘W naszym systemie Sąd Najwyższy nie jest rozjemcą w sprawach kontrowersyjnych, lecz raczej pełni funkcję formułowania polityki państwowej’ (cytat za New York Times,19.VII.1956).

56. Co prawda, trzynaście miesiecy później (4.I.1957) już po ataku na Egipt, Hanson Baldwin w swej korespondencji ze Środkowego Wschodu potwierdził utrzymującą się przewagę ‘bezbronnego’ Izraela: ‘Od 1949 roku Izrael jest najpotężniejszą lokalną siłą militarną na tym obszarze. W porównaniu z państwami arabskimi dzisiaj jest on silniejszy, niż kiedykolwiek dotąd’

57. Dzięki dostawom broni z sowieckiej Czechosłowacji, Żydzi w Izraelu i na całym świecie uważali Związek Sowiecki za ‘zbawiciela’ (johannesburski Jewish Times, 24.XII.1952).

58. ‘Jeśli zajdzie potrzeba obrony państwa izraelskiego, otrzyma ono przeważającą pomoc z zewnątrz’ (gubernator Harriman, New York Times, 23.III.1953)

59. W międzyczasie ukazała się książka Chesly Manly’ego pt. The U.N. Record, w której opisuje on, jak czterech dyplomatów amerykańskich, wezwanych z Środkowego Wschodu do Waszyngtonu na konsultacje w sprawie Palestyny podczas wyborów do Kongresu w 1946 roku, po przedstawieniu prezydentowi arabskiego punktu widzenia, otrzymało od niego odpowiedz: ‘Przykro mi, panowie, lecz muszę się liczyć z setkami tysięcy pragnących zwycięstwa syjonizmu; a nie mam wśród moich wyborców setek tysięcy Arabów’. Widzimy tu dwie twarze Trumana: uległego wobec syjonizmu jako prezydent, a uskarżającego się na niego jako emeryt.

60. Jest to przykład ‘zewnętrznej, czysto żydowskiej opozycji’ nowego pokolenia, na którą gorzko uskarżał się dr Weizmann za poprzedniej generacji. Komitet z obawą patrzył na angażowanie się Zachodu w syjonistyczny szowinizm i zwalczał go. Przywódcami jego byli Lessing Rosenwald, były szef wielkiego domu handlowego Sears, Roebuck, oraz rabin Elmer Berger. W tym czasie na meetingu w Chicago, Komitet zaopiniował, że wspomnienia Trumana ‘potwierdzają fakt, iż presja syjonistyczna – tak przez tych amerykańskich Żydów nazwana – przekracza wszelkie granice przyzwoitości’ i ‘czyni widowisko z obywateli amerykańskich, propagujących cele obcego nacjonalizmu’. W poprzednich rozdziałach czytelnik znajdzie dokładną kopię sytuacji w Anglii w latach 1914-17, reaktywowaną w Ameryce w latach 1947-48 i 1955-56.

61. Sześć miesięcy później, w przededniu wyborów prezydenckich i bezpośrednio po ataku Izraela na Egipt, New York Daily News zwrócił się do ‘wyborców żydowskich z dokładnym wyliczniem zasług Republikanów: ‘Z powodu różnych drażliwych kwestii, rząd Eisenhowera nie potrafił rozwiązać sprawy dostaw ciężkiej broni dla Izraela. Tym niemniej, w kwietniu i maju rząd pomógł Izraelowi w dostawie 24 odrzutowców Mystery z Francji, a w ostatnim miesiącu Kanada zgłosiła sprzedaż 24 odrzutowców typu Sabre dla Izraela. Izraelscy politycy uznali zasługę Dullesa w wywarciu wpływu przez rząd Stanów Zjednoczonych na dostawy samolotów francuskich i kanadyjskich.

62. W czasie powstania węgierskiego przeciw Sowietom w pażdzierniku-listopadzie 1956 roku, powracający z miejsca masakry korespondenci amerykańscy, a także uchodzcy węgierscy, przypisywali w dużej mierze odpowiedzialność za tragedię ‘Głosowi’. Amerykanie dowiedzieli się, że Węgrzy wierzyli w interwencję Ameryki i uskarżali się, że ‘Głos’, choć nie mówiąc otwarcie o rewolcie, zachęcał i podżegał ich do niej, roztaczając wizję pomocy amerykańskiej. W tym samym czasie prezydent Eisenhower oświadczył narodowi amerykańskiemu: ‘Nigdy nie doradzaliśmy narodom ujarzmionym zbrojnego powstania’. Podobne zarzuty wysuwano pod adresem ‘Radia Wolnej Europy’(Radio Free Europe), prywatnej organizacji amerykańskiej w Niemczech Zachodnich, działającej na licencji udzielonej przez tamtejszy rząd.
Jeden z pierwszych uchodzców węgierskich przybyłych do Ameryki uskarżał się, że Głos Ameryki i Radio Wolna Europa latami ‘podpuszczały nas’ do rewolty, a gdy wybuchło powstanie narodowe, pomoc z Ameryki nie nadeszła (New York Times, 23.XI.1956).
W rekacji na szerzące się zarzuty w prasie zachodnio-niemieckiej co do ich prowokacyjnej roli, jak np. skierowana do społeczeństwa węgierskiego w toku powstania audycja z 5 listopada 1956, informująca, że ‘nie należy oczekiwać zbrojnej pomocy Zachodu przed godziną 14 jutro’ (New York Times,8.XII.1956) – co zapowiadało nadchodzącą pomoc - rząd zachodnio-niemiecki zarządził dochodzenie w sprawie audycji Radia Wolnej Europy w czasie powstania węgierskiego (radiostacja znajdowała się w Monachium). Najpoważniejszą wskazówką co do jej prowokacyjnej roli było oświadczenie pani Anny Kethly, przewodniczącej Węgierskiej Partii Socjal-Demokratycznej, której udało się uciec z kraju podczas krótkiego okresu wolności. Powiedziała ona, że w czasie jej uwięzienia w 1952 roku, Radio Wolna Europa w swej audycji dla narodów uciemiężonych poinformowało, że ‘ja z więzienia prowadzę podziemny ruch wyzwoleńczy, i podało nazwiska kilku przywódców tego rzekomego ruchu. Wyprowadzono mnie po raz pierwszy od 1950 roku ze ścisłego odosobnienia i skonforontowano z setkami byłych bojowników Partii Socjal-Demokratycznej i związków zawodowych.. Wszyscy z nich poddani zostali torturom przez policję bezpieczeństwa dla przyznana się do udziału w niestniejącym spisku antykomunistycznym. Komunikat Radia Wola Europa był całkowicie fałszywy; od czasu aresztu przebywałam w kompletnej izolacji i z nikim się nie widziałam. Radio Wolna Europa poważnie zawiniło, zapewniając naród węgierski o zbliżającej się pomocy zbrojnej Zachodu, gdy w rzeczywistości nie była ona w ogóle planowana.’ (New York Times, 30.XI.1956) .
Tak więc Ameryka przemawiała podwójnym językiem – oficjalnym prezydenckim dla użytku opinii światowej, oraz ‘Głosu’, przekazujągo niebezpieczny apel do narodów świata ponad głową społeczeństwa amerykańskiego. W tym czasie New York Times tak oceniał oficjalną linię: ‘Prywatnie, wysokie osobistości polityczne jasno wyrażały intencje administracji do unikania pozorów utożsamiania się wyłącznie z polityką Izraela i pozostawiania krajów arabskich w obrębie wpływów sowieckich’. Gdyby nawet Arabowie mieli okazję usłyszeć owe prywatne wynurzenia, trudno byłoby im w nie uwierzyć w świetle aluzji ‘Głosu Ameryki’ co do wyzwolenia Żydów z ‘niewoli egipskiej’.

63. Faktem jest, że była to autentyczna ‘presja’. Prasa amerykańska odnotowywała ją powszechnie jako sukces Ameryki, np: ‘Sekretarz Stanu Dulles jest przekonany, że zaskarbi sobie przyjaźń Arabów nalegając na wycofanie się Wlk. Brytanii z Egiptu, nie narażając się przy tym Izraelowi (New York Times, 21.X.1956)

64. Podobny rozmyślnie dobrany epizod towarzyszył koronacji królowej Elżbiety w 1953 roku. Jednym z punktów uroczystości był przegląd przez świeżo ukoronowaną królową okrętów wojennych różnych krajów, zebranych w Spithead. W szeregu okrętów, wzdłuż których przesuwał się statek królowej, był jeden, który powtał ją milczeniem (jak później stwierdzono, przez pomyłkę). Był to okręt sowiecki Świerdłow, noszący imię mordercy rodziny Romanowych, którego imieniem uhonorowano także miejsce ich kaźni – miasto Ekatenburg.

65. Podczas kampanii prezydenckiej wysuwano przeciw niemu automatycznie także zarzut ‘antysemityzmu’, będącego synonimem ‘anty-komunizmu’. Znający go rabin wystąpił w jego obroni

66. Miałem tu na myśli ‘prawo Farleya’, jak je nazywają politycy amerykańscy. Nazwane od imienia wyjątkowo wnikliwego apartaczyka partyjnego Jamesa A. Farley’a, któremu przypisowano zwycięstwo wyborcze Roosevelta, ‘prawo’ to zakłada, że już w połowie października wyborcy amerykańscy zdecydowani są, na kogo głosować i jedynie śmierć kandydata lub jakiś poważny skandal może w międzyczasie zmienić ich zdanie. W dzień po inwazji Izraela na Egipt, John O’Donnell pisał: ‘Rzecznicy Departamentu Stanu, Pentagonu i obu partii zgodnie twierdzą, że Izrael rozpoczął atak na Egipt w przekonaniu, że Stany Zjednoczone nie podejmą żadnej akcji przcciw Izraelowi w przededniu wyborów.... W kołach politycznych mówi się, że amerykańscy syjoniści poinformowali Tel-Aviv, iż dla Izraela bardziej pożądane byłyby demokratyczne rządy Stevensona i Kefauvera, niż republikańskie pod kierownictwem Eisenhowera i Nixona’. (New York Daily News)

67. Dokładnie w chwili rozpoczęcia inwazji Egiptu nastąpiła masakra Arabów w Izraelu na granicy z Jordanem, daleko od frontu egipskiego. W wiosce Kafr Kassem zabitych zostało z premedytacją 48 arabskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Dla Arabów mieszkających w Izraelu i poza jego granicami, ten nowy Deir Yassin mogł być jedynie symbolicznym ostrzeżeniem o perspektywie ‘doszczętnej zagłady.... od męża aż do niewiasty , od małego aż do ssącego.... , żadnej duszy żywić nie będziesz.’, wiszącej nad znikomą resztką społeczeństwa arabskiego, które pozostało w Izraelu po masakrze w Deir Yassin i po utworzeniu nowego państwa. W sześć tygodni po dotarciu tego faktu do publicznej wiadomości (12 grudnia), czyn ten został oficjalnie potwierdzony przez premiera izraelskiego Ben Guriona i stał się przedmiotem protestów arabskich w Narodach Zjednoczonych (gdzie jak dotąd je zignorowano). Ben Gurion oświadczył parlamentowi Izraelskiemu, że mordercy ‘oczekują procesu’, lecz dla Arabów, mających w pamięci morderców z Deir Yassin, również ‘oczekujących procesu’, potem zasądzonych, a wreszcie zwolnionych i publicznie fetowanych, zapewnienia te nie były zbyt uspokajające. Jak dotąd (20 grudnia), wśród miliona słów wydrukowanych w prasie nie zauważyłem ani jednego, poświęconego losowi 215,000 uchodźców arabskich (Raport OZN z kwietnia 1956), zgromadzonych w strefie Gazy z chwilą najazdu izraelskiego na Egipt. Rząd izraelski oświadczył, że nie odda tego terytorium; wcześniej jeszcze zapowiedział, że pod żadnym warunkiem nie zezwoli na powrót uchodźców arabskich do Izraela. Tak więc, los ćwierci miliona ludzi, który dawniej wywołałby oburzenie świata i jego współczucie, został kompletnie zignorowany. Prawdopodobnie do nich odnosi się jedyna wzmianka, na jaką w tej kwestii natrafiłem – memorandum jedenastu krajów arabskich do Narodów Zjednoczonych z 14-go grudnia, stwierdzające, że ‘Setki mężczyzn, kobiet i dzieci zostało z premedytacją zamordowanych’; lecz wydaje się, że małe są szanse na bezstronne dochodzenie i wyświetlenie tej sprawy. Podobnie też brzmi memorandum arabskie: ‘Sprawa ta, ani rozmiar tragedii nigdy nie zostaną wyświetlone’. Co prawda, w wypadku Kafr Kassem fakty zostały oficjalnie udokumentowane.

68. Metoda ta jest dokładnym przcciwieństwem porządku, jaki miałby nastąpić po wprowadzeniu ‘rządu światowego’, postulowanego z Nowego Jorku przez Bernarda Barucha i jego ‘internacjonalistycznych’ adeptów. Ich koncept można by określić mianem ‘super-kolonializmu’, polegającego wyłącznie na sztywnej formie organizacyjnej, przemocy i stosowaniu sankcji. W przemówieniu z okazji poświęcenia pomnika ku czci prezydenta Woodrow Wilsona w katedrze waszyngtońskiej w grudniu 1956 roku, Baruch powrócił do swego projektu, przecząc własnym argumentom: ‘Po dwóch wojnach światowych ...... ciągle poszukujemy rozwiązania, które starał się znaleźć Wilson – rządów prawa opartego na zgodzie rządzonych..... takie rządy prawa możliwe są jedynie wtedy, gdy stoi za nimi przymus....... musimy więc bezwarunkowo dążyć do takiego układu o kontroli broni atomowej i o rozbrojeniu, który zawierałby niepodważalne prawo do inspekcji, kontroli i ukarania winowajcy’.

69. Korespondenci Times’a, Reutera i innych gazet i agencji donosili potem, że podczas inwazji widzieli francuskie samoloty i umundurowanych francuskich lotników na izraelskich lotniskach, a potem na ‘bankiecie zwycięstwa’ w Tel Awiwie, wydanym przez izraelskie siły powietrzne, na którym obecny był izraelski dowódca generał Mosze Dayan. Reporterzy ci zgodnie podkreślają ważny punkt: zadaniem francuskiego lotnictwa było zapewnienie ‘parasola ochronnego’ nad Tel Awiwem, w razie zaatakowania go przez samoloty egipskie. Przedstawiciel Reutera podawał, że niektórzy lotnicy francuscy przyznali się do atakowania czołgów egipskich podczas inwazji Synaju. Tak więc, w wypadku Francji, pretekst ‘lądowania’ jej oddziałów w Synaju celem ‘rozgraniczenia’ wojujących stron okazał się fałszem. Francuskich lotników i ich samoloty widziano w czasie bitwy w Izraelu i Synaju poza izraelską linią frontu. Korespondent Times’a nawiązał do ‘zobowiązania podjętego przez Francję w ramach Deklaracji Trzech w 1950 roku, że w wypadku wojny między Izraelem a Egiptem, uczyni ona wszystko co możliwe, aby nie dopuścić do agresji na Izrael, i że zapewni mu potrzebną broń’. W istocie deklaracja z 1950 roku zobowiązywała bezstronnie Francję do ‘przeciwstawienia się użyciu siły i zaistnieniu zagrożenia w tym rejonie. Jeśli okaże się, że którekolwiek z tych państw czyni przygotowania do pogwałcenia granic lub linii rozejmowej, trzy rządy ... natychmiast podejmią akcję..... w celu zaopobieżenia takim naruszeniom’.

70. Odtąd, idąc za przykładem prezydenta amerykańskiego, ciężar potępienia począł się przesuwać z ‘Izraela’ najpierw na ‘Izrael, Wlk. Brytanię i Francję’, potem na ‘Wlk. Brytanię i Francję’, aby skończyć na samej ‘Wlk. Brytanii’. Przypomina to transmutację z czasów represji hitlerowskich, które według propagandy zaczęły się od ‘prześladowania przeciwników politycznych’, przechodząc w ‘prześladowanie przeciwników politycznych i Żydów’, potem w ‘prześladowanie Żydów i przeciwników politycznych’, a skończyły się na ‘prześladowaniu Żydów’.
Charakterystycznym komentarzem z tego okresu jest uwaga pani Eleanor Roosevelt, którą ogólnie uważano za tubę jej zmarłego męża prezydenta. Trzy dni przed rozpoczęciem wyborczej kampanii prezydenckiej (jako mecenaska kandydata demokratycznego), oświadczyła na konferencji prasowej: ‘Nie uważam Izraela za agresora; działał on w obronie własnej.... Sądzę, że technicznie winnymi agresji są Wlk. Brytania i Francja’. (New York Times, 4.XI.1956).

71. Oczywiście, Stany Zjednoczone zagarnęły, czy to drogą podboju, czy zakupu, kolonie brytyjskie, holenderskie, francuskie i hiszpańskie, oraz duży szmat Meksyku i Rosji; jedynie dosłowne wytrzebienie przez Republikę Amerykańską tubylczych mieszkańców tych olbrzymich terytoriów, nadało jej odmienny charakter od dzisiejszych kolonii brytyjskich, holenderskich, francuskich i hiszpańskich, zamieszkałych przez miliony ‘ludów skolonizowanych’. Ameryka posiada niewiele zamorskich posesji, zdobytych drogą podboju czy zakupu. Strefa Kanału Panamskiego, pozostająca pod permanentnym zarządem Stanów Zjednoczonych jest oddzielną sprawą; jeśli porównać ją do kwestii Kanału Suezkiego i Wielkiej Brytanii, sprowadza się do korzyści wynikających z ‘tytułu własności’ i obecności militarnej.

72. ‘Prezydent oświadczył, że chciałby powiedzieć marszałkowi’ (Stalinowi) ‘coś niedyskretnego, co nie chciał uczynić w obecności premiera Churchilla.... Brytyjczycy są dziwnym narodem – chcą zjeść ciastko i zachować je.... Zaproponował ‘umiędzynarodowienie’ brytyjskiej kolonii w Hong-Kong i ustanowienie powiernictwa nad Koreą, z którego Wielka Brytania miałaby być wyłączona. Stalin dał do zrozumienia, że nie uważa ten pomysł za dobry i dodał, że „Churchill zamordowałby nas za to”. Przy omawianiu politycznych rozwiązań po wojnie, (Roosevelt) często zajmował stanowisko anty-brytyjskie’. (New York Times, 17.III.1955).

73. Dwa tygodnie później, już po zakończeniu niniejszego rozdziału, ta sama gazeta zdegradowała Wielką Brytanię do roli ‘drugorzędnego mocarstwa’.

74. Oznaką tego może być raport (jeśli jest prawdziwy) opublikowany 30 grudnia 1956 roku w New York Times, że ‘zaledwie 900 z 14,000 uchodzców żydowskich z Węgier zdecydowało się na osiedlenie w Izraelu’, podczas gdy ‘przeważająca większość’ wolała emigrować do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Co prawda, mogą oni podążyć śladem swoich poprzedników, zwiększając masę żydowstwa wschodnio-europejskiego, którego siedemdziesięcioletnia działalność doprowadziła do obecnej sytuacji. W poprzednim rozdziale podaliśmy cytaty ze źródeł żydowskich, wskazujące na ich podburzanie przeciw Ameryce.

75. W sprawie Suezu, właściwym odnośnikiem do tego rozdziału mogłaby być apelacja prezydenta Eisenhowera do Kongresu z 5 stycznia 1957 roku, o udzielenie mu bezterminowego upoważnienia do użycia sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych na Środkowym Wschodzie ‘w wypadku otwartej agresji jakiegokolwiek kraju kontrolowanego przez międzynarodowy komunizm’. Wynika z tego, że planował on podjęcie podobnej akcji, za jaką później ganił rząd Edena. Przykładem takiej ‘otwartej’ agresji miało być prawdopodobnie zatopienie okrętu Maine w porcie Hawany; eksplozja była ‘otwarta’ i przypisano ją Hiszpanom. Przed i po ataku na Egipt prasa międzynarodowa prowadziła kolejno nagonkę na kraje arabskie, oskarżając je o pozostawanie pod ‘kontrolą’ międzynarodowego komunizmu. Apel prezydenta Eisenhowera do Kongresu może wskazywać, że tak głośno reklamowana krucjata przeciw komunizmowi okaże się w końcu skierowana raczej przeciw krajom arabskim. Określenie ‘pod kontrolą komunizmu’ nie jest ściśle zdefiniowane jako dowód i wygodne jest dla celów propagandowych. Na przykład, 2 grudnia 1956 roku New York Times zamieścił zdjęcia ‘rosyjskiego czołgu zdobytego przez Izrael’ w czasie ataku na Egipt. Pod naporem sprostowań ze strony czytelników musiał przyznać, że w istocie był to czołg amerykański. Nie wiadomo, czy naprawdę został zabrany Egipcjanom - każdy może sfotografować czołg i opatrzyć zdjęcie dowolnym komentarzem. Choć Izrael zawdzięcza swe powstanie broni sowieckiej, nikt nie twierdzi, że jest ‘pod kontrolą międzynarodowego komunizmu’.
Na wystąpienie prezydenta Eisenhowera amerykańska giełda zareagowała znaczną zwyżką akcji izraelskich, a nowojorskie synagogi pochwalnymi kazaniami. Być może dlatego, że prezydent zobowiązał się do akcji militarnej jedynie na żądanie ‘kraju lub grupy krajów’ zaatakowanych. Jak dowolnie może być ta definicja interpretowana, świadczy przykład Egiptu, który zaatakowany w październiku 1956 roku, został powszechnie uznany za ‘agresora’. Gdyby słowa miały jakiekolwiek znaczenie, amerykańskie siły zbrojne powinny by na prośbę Egiptu, odeprzeć inwazję izraelską w paździeniku 1956 roku. Co prawda, trudno sobie wyobrazić podobną sytuację - oględnie mówiąc, nie sposób nawet pomyśleć o interwencji amerykańskiej na Środkowym Wschodzie na prośbę jakiegokolwiek kraju oprócz Izraela. Jednakże, czasy się zmieniają i wszystko jest możliwe.
.


Next Następny
Previous
Poprzednia
Home Dom
Contents Spis treści
Names Nazwy