C
Kontrowersja Syjonu
Douglas Reed

strona 470 471 472 473 474 475 476 477 478

Rozdzial 44

 

INSTRUMENT ŚWIATOWY

Poza wtargnięciem rewolucji do Europy i ustanowieniem przemocą państwa syjonistycznego, trzecim rezultatem II Wojny była powtórna próba zbudowania struktur ‘rządu światowego’, na którego ołtarzu poświęcone miały zostać narody Zachodu. Takim jest ostateczny cel, do którego spełnienia wiodą równolege dwa procesy - komunizmu i syjonizmu. Jego idea po raz pierwszy objawiona została w papierach Weishaupta, poczęła nabierać rozpędu w XIX wieku, a pełne jej szczegóły ujawniły Protokóły z 1905 roku. Podczas I Wojny Światowej tą kluczową ideę ‘wsublimował w umysł’ prezydenta Wilsona pułkownik House ze swoimi wspólnikami, starając się go przekonać, że jest ona ‘jego własną’. Przybrała najpierw kształt ‘Ligi Walki o Pokój’, a pod koniec wojny nazwana została ‘Ligą Narodów’.

Podobnie jak wszystkie inne podporządkowane jej koncepcje, jej pierwsza i częściowa realizacja odbyła się w okresie zamętu wielkiej wojny – tj. w jej późniejszym etapie i krótko po niej. Przed wojną nie została przedstawiona zamieszanym w nią narodom; nie ujawniono im też jej natury ani celów – w warunkach ‘stanu wyjątkowego’ ‘premierzy-dyktatorzy’ mogli obejść się bez ich akceptacji. Dopiero po rozwianiu się dymów wojny doszła do głosu opinia publiczna, dając wyraz swemu niezadowoleniu odrzuceniem idei przez Kongres Stanów Zjednoczonych.

Dwadzieścia lat międzywojennych wykazało, że ’Liga Narodów’ nie jest w stanie narzucić ani utrzymać pokoju, oraz że narody nie zrzekną się doborowolnie swej suwerenności na jej rzecz. Tym niemniej, w przededniu II Wojnej Światowej jej rzecznicy znów podjęli ideę ustanowienia jakiegoś rodzaju ‘rządu światowego’; opanowani wspólnym przekonaniem, że ‘narody’ powinny wyrzec się swej suwerenności. Według biografa Barucha, Morrisa V. Rosenblooma, Roosevelt po ataki paraliżu w 1923 roku wykorzystał okres rekonwalescencji na opracowanie ‘planu zachowania pokoju’, który wykończył już jako prezydent i nadał mu nazwę ‘Narodów Zjednoczonych’

Podobnie i w Anglii w 1936 roku, Winston Churchill - orędownik nacjonalizmu brytyjskiego, zostawszy prezesem brytyjskiej sekcji międzynarodowego towarzystwa zwanego ‘The New Commonwealth Society’, które zalecało utworzenie ‘sił policji światowej dla utrzymania pokoju’ (połączenie słów ‘walka’ z ‘pokojem’ przebija się ze wszystkich tych programów i oświadczeń), publicznie stwierdził (26 listopada 1936 roku), że w odróżnieniu od innych ‘agencji pokojowych’, jego własna ‘zaleca w obronie prawa użycie siły przeciw agresorowi’. Mr. Churchill nie wyjaśnił, o jakie lub czyje prawo tu chodzi, tym niemniej dla utrzymania pokoju proponował użycie przemocy’.

Logicznym więc biegiem rzeczy, na spotkaniu z prezydentem Rooseveltem

471

w sierpniu 1941 roku, które zaowocowało jałową Kartą Atlantycką, mógł Churchill (według jego własnej relacji) oświadczyć mu, że ‘opinia angielska byłaby rozczarowana brakiem inicjatywy zmierzającej do ustanowienia po wojnie międzynarodowej organizacji pilnującej pokoju’. Przebywałem w tym czasie w Anglii i byłem niemile uderzony tą aluzją Churchilla, jako że w ówczesnej Anglii trudno było mówić o ‘opinii publicznej’ - brak było jakiejkolwiek bazy informacyjnej dla jej ukształtowania. Ideę tą propagował Churchill z własnej inicjatywy, podobnie jak Roosevelt: ‘Roosevelt miał całkowicie wolną rękę w omawianiu i podejmowaniu decyzji we wszystkich sprawach.... ja, jako przedstawiciel Wielkiej Brytanii cieszyłem się prawie taką samą swobodą. W ten sposób łatwo było dojść do porozumienia; nieocenioną korzyścią było zaoszczędzenie czasu i ograniczenie liczby ludzi wtajemniczonych w te sprawy’ (tak opisuje Churchill ‘zasadnicze negocjacje między dwoma krajami, prowadzone faktycznie na zasadzie prywatnych kontaktów’ między nim a Rooseveltem, ‘w atmosferze idealnej zgody’).

W rezultacie pod koniec wojny, z pominięciem opinii walczących mas, głównym przedmiotem prywatnych dyskusji tych dwóch polityków, generała Smuts’a z Afryki Południowej oraz innych premierów Wspólnoty Brytyjskiej stała się ‘sprawa Organizacji Światowej’ (Mr. Churchill). W tym czasie (rok 1944) Mr.Churchill zaczął używać określenia ‘Instrument Światowy’, Podobnie jak w kwestii jego wcześniejszej aluzji do ‘prawa’, wyłoniło się pytanie, w czyich rękach znajduje się ten instrument? Zwrot ‘zapobieganie przyszłym agresjom’ stał się utartym powiedzeniem w tych dyskusjach. Trudniejszym problemem okazała się identyfikacja agresora, jak to wykazały epizody hawański z 1898 roku i w Pearl Harbour z 1941 roku. Nie sięgając dalej, najbardziej hojnie obdarzonym uczestnikiem II Wojny Światowej miało się stać po jej zakończeniu państwo sowieckie – jeden z agresorów, odpowiedzialny za jej wybuch. Trudno więc było brać poważnie te wszystkie rozmowy o zapobieganiu ‘agresji’. Jasnym było, że ustanowienie ‘instrumentu światowego’ będzie faworyzować tego, kto potrafi osiągnąć nad nim kontrolę. Lecz przeciwko komu miał być on użyty? Odpowiedz na to dali propagatorzy tej idei: jedyną zgodnie atakowaną przez nich sprawą, była ‘suwerenność narodów’. Ergo, ‘instrument’ ten miał służyć do niszczenia odrębnych narodowości (co prawda, tylko na Zachodzie). Któż jednak miał nim władać? Odpowiedzi na to pytanie dostarczyły dwie wojny światowe.

Takie było tło ustanowienia w 1945 roku ‘Organizacji Narodów Zjednoczonych’. Dwa następne lata (podczas panującego jeszcze zamętu powojennego), ujawniły prawdziwą naturę ‘rządu światowego’ i ‘instrumentu światowego’. Po raz pierwszy narody mogły się przekonać, co je czeka w razie pełnej realizacji tej idei. Wtedy jeszcze nie zdawały sobie z tego sprawy i wkrótce o tym zapomniały, lecz pozostał dowód - niezniszczalny dokument dla dzisiejszych badaczy, a także przyszłych, jeśli idea ‘supernarodowej władzy’, wyrażnie przepowiedziana w Protokółach z 1905 roku, nie przestanie być propagowana przez wpływowych ludzi działających poza kulisami

472

polityki międzynarodowej. W tym miejscu po raz pierwszy pojawia się postać Bernarda Baucha, którego wyjście z pozaukulisowej roli doradcy na pełne światło daje okazję do zastanowienia się nad jego długoletnią rolą w kształtowaniu wydarzeń obecnego wieku.

Jak widzieliśmy, zainterweniował on rozstrzygająco w 1947 roku na korzyść państwa syjonistycznego, zmieniając ‘krańcowo’ (dr Weizmann) swą pierwotnie wrogą postawę wobec syjonizmu i radząc odpowiedzialnemu członkowi rządu, Jamesowi Forrestalowi, aby zaniechał opozycji. Jest to pierwszy widoczny przejaw wpływu Barucha na politykę państwową, a zarazem wymowny - studzący nadzieje tych, którzy wierzyli we ‘wtopienie się Żydów w ludzkość’. Jak dotąd był on przykładem (a przynajmniej za takiego chciał uchodzić) całkowicie zasymilowanego Amerykanina, stanowiącego wzór emancypacji – wysokiego, przystojnego, sympatycznego i doskonale dającego sobie radę w życiu.

Jeśli ‘zmiana’ Barucha była istotnie tak nagła, jak sugeruje to dr Weizmann, była ona przykładem jedngo z jeszcze bardziej gwałtownych i radykalnych epizodów w tym okresie. W Ameryce jednym z najbardziej krańcowych szowinistów syjonistycznych był Ben Hecht, który ongiś publicznie oświadczył:

‘Jednym z najświetniejszych uczynków tłumu było ukrzyżowanie Chrystusa. Pod względem intelektualnym był to wspaniały gest. Ale po tłumie zawsze można się spodziewać, że coś sknoci. Gdybym ja był odpowiedzialny za egzekucję Chrystusa, załatwiłbym to inaczej. Otóż wysłałbym go do Rzymu na pożarcie lwom. Z takiej miazgi nigdy nie udałoby się zrobić zbawiciela’.

W okresie gwałtownych zamieszek w Palestynie, kulminujących się w pogromie w Deir Yassim, tenże Mr Hecht zamieścił reklamę w wielu największych gazetach Ameryki. Adresowana ona była to ‘terrorystów palestyńskich’ i zawierała następujący odzew:

‘Amerykańscy Żydzi są z wami. Jesteście ich orędownikiem.... Za każdym razem, gdy wysadzacie w powietrze brytyjski arsenał, czy wyprawiacie do nieba brytyjski pociąg; gdy rabujecie bank brytyjski, lub kierujecie broń i bomby na zdrajców brytyjskich - najeźdzców waszej ojczyzny, Żydzi amerykańscy świętują te wydarzenia w swoich sercach’.

Mr Baruch uznał za stosowne odwiedzić autora (według jego własnej autobiografii) tego ogłoszenia i wyrazić mu swoje uznanie i poparcie:

‘Pewnego dnia drzwi mojego pokoju otworzyły się i wkroczył do niego wysoki, siwy mężczyzna. Był to Bernard Baruch, mój pierwszy żydowski gość na gruncie towarzyskim. Usiadł, przez chwilę przypatrywał mi się, po czym powiedział: ‘Jestem po waszej stronie; jedynie walką mogą Żydzi coś osiągnąć. Może mnie pan uważać za jednego z bojowników żydowskich, ukrytego w zaroślach ze sztucerem. Zawsze w ten sposób osiągam najlepsze rezultaty - niewidzialny dla innych’.

Ten rewelacyjny ustęp (na tle interwencji Barucha w sprawie Forrestala) odsłania zagadkę osobowości Bernarda Barucha. Jeśli przyjąć za prawdę, że w swej trzydziestopięcio-letniej roli ‘doradcy sześciu prezydentów’ tym sposobem osiągał on najlepsze rezultaty (‘jako żydowski bojownik ukryty w zaroślach ze sztucerem....niewidzialny dla innych’), zrozumiałym

473

staje się kierunek polityki amerykańskiej i bieg wydarzeń światowych XX wieku. Czytelnik ma pełne prawo przyjąć te wynurzenie za prawdziwe i w tym świetle oceniać wpływ Barucha na sprawy Ameryki i świata. Rzutuje ono także na jedyną poważną publiczną interwencję Barucha w sprawach światowych, jaka wydarzyła się w tym czasie. Był to ‘Plan Barucha’, zmierzający do ustanowienia despotycznej władzy opartej na niszczycielskiej sile. Cytowane powyżej słowa usprawiedliwiają podejrzenia co do celów, w jakich ten ‘instrument światowy’ miałby być użyty. Dla treści niniejszej książki ‘Plan Barucha’ jest na tyle istotny, że warto poświęcić nieco uwagi życiu i działalności Barucha.

Zwykło się go uważać za typ arystokraty żydowskiego, to jest potomka Sefaridów, wywodzących swe pochodzenie z Hiszpanii lub Portugalii, a mniej prawdopodobnie – z Palestyny. W rzeczywistości, jak sam oświadczył (7 lutego 1947 roku), jego ojciec był ‘polskim Żydem, przybyłym do Ameryki przed stu laty’). Zaliczałby się więc do grupy słowiańskich Aszkenazi – nie-semickich ‘Żydów Wschodnich’, którzy obecnie (według statystyk judajskich) stanowią niemal całość żydowstwa światowego.

Urodził się w 1870 roku w Camden w Karolinie Południowej. Jak się wydaje, jego rodzina przeszła dole i niedole nowego kraju – ojciec jego służył sprawie konfederatów jako lekarz, a sam Baruch urodził się w feralnych dniach ‘Rekonstrukcji’; jako dziecko widział Murzynów, rozpalanych przemówieniami narzuconych ‘przedstawicieki wyborczych’ i alkoholem, panoszących się po spokojnych ulicach miasteczek kraju plantacji. Jego starsi bracia czuwali ze strzelbami na poddaszach domów, a ojciec przybrał kaptur i szatę członka Ku Klux Klanu.

Tak więc już w dzieciństwie doświadczył niszczycielskiej działalności rewolucji (która rozpanoszyła się pod koniec Wojny Domowej i zaowocowała w dziele ‘Rekonstrukcji’), a później ujrzał nieprzemijające wartości wolnego społeczeństwa. Jednakże rodzina jego nie miała związków uczuciowych z Południem i wktótce pociągnął ją miraż Nowego Jorku. Tam Baruch, jeszcze przed ukończeniem lat trzydziestu zdobył bogactwo i nowe perspektywy, a jako niespełna czterdziestoleni mężczyzna był już zakuliową potęgą w polityce. Prawdopodobnie posłużył on za model ‘Thora’, mouguła finansowego w powieści pułkownika House. Wbrew silnej opozycji Mr House umieścił go otoczeniu prezydenta Wilsona.

Już wtedy jego życie obfitowało w afery finansowe, ‘granie na zniżkę’, ‘wykorzystywanie krachu giełdowego’, ‘sztuczna obniżka cen’, itp. Po dotknięciem jego ręki wszystko – złoto, kauczuk, miedz, siarka, zamieniało się w dolary. W 1917 roku na przesłuchaniu przed Komisją Kongresu dla zbadania fluktuacji rynku giełdowego, spowodowanych w 1916 roku przez rozpowszechnianie ‘pokojowych raportów”, zeznał on, że ‘w ciągu jednego dnia zarobił pół miliona dolarów, grając na ‘zniżkę’. Oświadczył, że zaczął popierać prezydenta Wilsona (do którego kampani wyborczej przysłużył się znacznymi sumami) od momentu, w którym Wilson jako profesor zaatakował ekskluzywne ‘bractwa’ na Uniwersytecie Princeton (wsławionym w 1956 roku

474

udzieleniem pozwolenia Algerowi Hissowi na wygłoszenie przemówienia w jednym z klubów studenckich). Oświadczenie to miało zaklasyfikować go do wrogów wszelkiej ‘dyskryminacji rasowej, klasowej czy wyznaniowej’; choć mało kto tak niewiele ucierpiał od ‘dyskryminacji’, jak Mr. Baruch.

Jego pojawienie się na Wall Street zostało nieprzychylnie przyjęte przez wielką finansjerę, która uważała go za ‘hazardzistę’ (taki zarzut pierwszy wysunął Mr. J. Pierpont Morgan). Przetrwał jednakże wszystkie ataki krytyki i sam mienił się ‘spekulatorem’. Podczas I Wojny Światowej prezydent Wilson mianował go szefem Komisji Produkcji Wojennej (ulegając naleganiom Barucha na jej jedno-osobowe kierownictwo). Później z racji swej roli Baruch sam mienił się najpotężniejszym człowiekiem świata. Po powrocie całkowicie zniedołężniałego prezydenta Wilsona z Wersalskiej Konferencji Pokojowej, Mr. Baruch ‘stał się jednym z grupy podejmującej decyzje w czasie choroby prezydenta..... zwanej Radą Regencyjną’. Prezydent Wilson wyzdrowiał na tyle, aby zdymisjonować swojego Sekretarza Stanu Roberta Lassinga za zwoływanie posiedzeń gabinetu w opozycji do owej ‘Rady Regencyjnej’.

Biograf Barucha twierdzi, iż był on w latach dwudziestych ‘doradcą’ trzech kolejnych prezydentów republikańskich, a Mrs. Eleanor Roosevelt potwierdza fakt, że był także doradcą prezydenta Roosevelta zarówno przed, jak i w czasie jego dwunastoletniej kadencji. W marcu 1939 roku Winston Churchill uznał za stosowne przekazać Baruchowi (mieszkającemu wtedy w swej posiadłości w Karolinie Południowej) informację: ‘Szykuje się wojna.... Będziesz tam kierował akcją’.

W tym czasie Mr. Baruch miał za sobą trzydziestoletni staż ‘doradzania’ prezydentom, lecz najbardziej dociekliwy badacz nie potrafiłby stwierdzić, jakie motywy nim kierowały i jaki był charakter jego ‘porad’; ani też ocenić wpływu jego doradctwa na politykę amerykańską i na wydarzenia światowe. Nic dziwnego - gdyż działał on zawsze ‘ukryty w zaroślach....z dala od widoku’. Nigdy nie był demokratycznie wybranym, ani mianowanym urzędnikiem państwowym, tak że jego działalność nie podlegała kontroli. Był on pierwszym z szeregu ‘doradców’ – nowych potentatów, przewidzianych na początku stulecia przez tak opluwane Protokóły z 1905 roku.

W jego ocenie opierać się można jedynie na poszlakach i wnioskach, składając rozsiane fragmenty obrazu. Po pierwsze więc - w swych publicznych wystąpieniach zawsze wypowiadał się za utrzymaniem ‘kontroli’. W Pierwszej i w Drugiej Wojnie Światowej jako uniwersalne lekarstwo na wszystko zalecał ‘kontrolę’, ‘dyscyplinę’, itp. W istocie chodziło tu zawsze o żądzę władzy nad ludzmi i scentralizowanie jej w jednym ręku. W dobrych kilka lat po II Wojnie Światowej podobne przesłanki znalazły wyraz w apelu, że w celu uniknięcia trzeciej wojny, ‘zanim zaczną latać kule....kraj musi akceptować takie ograniczenia, jak reglamentacja i kontrola cen’ (przed Komisją Senacką, 28 maja 1952 roku).

Zalecenia tego typu zawsze przedstawiano jako środek pognębienia jakiegoś ‘dyktatora’ (‘Kaizera’, ‘Hitlera’, ‘Stalina’). Zaplanowany

475

przez Barucha obraz kontrolowanego i zdyscyplinowanego świata ujawnia się w jego zeznaniu przed Komisją Kongresu w 1935 roku: ‘Gdyby wojna lat 1914-1918 potrwała rok dłużej, całe nasze społeczeństwo przezentowałoby się w tanich, lecz praktycznych uniformach....,wzory butów zostałyby ograniczone do dwóch lub trzech modeli.’. Oświadczenie to wzbudziło burzę protestów. Nie po to Amerykanie pomagali pokonać ‘zdyscyplinowane’ Niemcy, aby sami mieli się poddawać podobnej standartowej dyscyplinie w wypadku, gdyby wojna przeciągnęła się o ‘rok dłużej’. W rezultacie Baruch wyparł się zamiaru ‘skoszarowania narodu’, choć jego biograf notuje, że ‘podczas II Wojny Światowej powrócił on do swej dawnej koncepcji standaryzacji odzieży’. Na samą myśl o podobnej możliwości, czytelnikowi nasuwa się nakreślony w Protokółach obraz szarych, zniewolonych mas – mieszkańców byłych państw-narodów.

Inne fragmenty wypowiedzi Barucha wskazują, że idea utworzenia kontrolowanego i zdyscyplinowanego świata urosła u niego do rangi obsesji. Opanowany był podobną folie de grandeur – megalomanią, jaka u Wilsonów i Lloyd Georgów, Rooseveltów i Churchillów objawiała się w krytykowaniu Kaizera i Hitlera. Jego biograf pisze o nim: ‘Baruch często powtarzał: Oczywiście, jesteśmy w stanie zmienić świat’. Później podczas II Wojny Światowej, ‘Baruch wraz z prezydentem Rooseveltem i innymi przywódcami zgodnie uważali, że należy ustanowić światową organizację w okresie, gdy sojusznicy są najbardziej zjednoczeni w prowadzeniu wojny’.

Słowa zaznaczone kursywą są bardzo istotne: nawiązują one do okresu zamętu w powszechnej wojnie, w którym ‘doradcy’ przedstawiają swoje plany, ‘premierzy-dyktatorzy’ je aprobują (nie mogąc potem zrozumieć, dlaczego), po czym dokonują się przewroty.

Tak wyglądają fragmenty rzeczywistości – nie pełne, lecz znamienne. Wkrótce po zakończeniu II Wojny Światowej, Mr. Baruch po raz pierwszy wypłynął na arenę światową jako autor planu dyktatury światowej, i to dyktatury (jak uważam) opartej na terrorze. Po raz pierwszy jego myśli i działalność stały się znane opinii publicznej. Sądzę, ze właśnie w związku z tym planem szczególnego znaczenia nabiera treść jego wynurzeń wobec Bena Hechta.

Jak pisze jego biograf, Mr. Baruch miał 74 lat, ‘kiedy zaczął przygotowywać się do przedsięwzięcia, które uważał za ukoronowanie swojego życia.... opracowania praktycznego planu międzynarodowej kontroli energii atomowej i narzucenia go Komisji Energii Atomowej Narodów Zjednoczonych, której był przedstawicielem ze strony Ameryki’. Sądząc z jego wieku, musiało to być w roku 1944 – czyli rok przed zrzuceniem bomby atomowej i gdy Organizacja Narodów Zjednoczonych jeszcze nie istniała.

Jeśli to prawda, Baruch musiał przewidzieć bieg wypadków na dwa lata przed ich zaistnieniem; problem ‘zadania’, do którego przygotowywał się w 1944 roku, został po raz pierwszy przedstawiony prezydentowi Trumanowi przez sekretarza Stanu Byrnesa w marcu 1946 roku (po konsultacji z Baruchem – siedem miesięcy po pierwszym wybuchu bomby). Prezydent Truman posłusznie zatwierdził jego nominację, dając

476

Baruchowi okazję do jego pierwszego publicznego wystąpienia w oficjalnej roli. Zabrał się wtedy do pracy nad ‘Planem Barucha’.

Według prawa regulującego członkowstwo Ameryki w Narodach Zjednoczonych, jej przedstawiciele zobowiązani są do przestrzegania kursu polityki wytyczonego przez prezydenta i realizowanego przez Sekretarza Stanu. Jak pisze jego biograf, Baruch zasięgnął informacji co do tej ‘polityki’, lecz prawdopodobnie jedynie dla zachowania formy, gdyż powiedziano mu, że powinien ją sam opracować. Tak więc, jeśli wierzyć temu przekazowi (opublikowanemu za jego zgodą), ‘Plan Barucha’ był dosłownie jego własnym dziełem. Opracowany został na ławce w Central Park przy udziale niejakiego Ferdynanda Eberstadta, asystenta Barucha w 1919 roku w Wersalu i jego ‘dynamicznego wychowanka’ z okresu II Wojny Światowej. Procedurę tą określić można jako XX- wieczne metody formułowania polityki państwowej; stąd też widocznie Baruch otrzymał przydomek ‘polityka ławkowego’.

Mr. Baruch przedstawił swój Plan 14 czerwca 1946 roku na pierwszej sesji Komisji Energii Atomowej Narodów Zjednoczonych. Przemawiał tam głosem Jehowy Lewitów, oferującego ‘błogosławienstwa i przekleństwa’, nawiązywał do bomby atomowej jako ‘broni absolutnej’ (w kilka lat później produkowano o wiele potężniejsze bronie wybuchowe) i posługiwał się znanym argumentem fałszywych proroków, zapewniających ‘pokój’ w razie przyjęcia jego propozycji, a ‘zniszczenie’ w razie jej odrzucenia. Moim zdaniem, jego propozycja wydaje się sprowadzać do powszechnej dyktatury opartej na rządach terroru na skalę światową. Pozostawiam osąd czytelnikowi.

‘Musimy wybrać pomiedzy pokojem światowym, a zniszczeniem świata.... Musimy ustanowić mechanizm zapewniający użycie energii atomowej wyłącznie dla celów pokojowych, a zabraniający wykorzystanie jej w wojnie. W tym celu musimy ustanowić skuteczne i natychmiastowe sankcje karne wobec winnych pogwałcenia układów międzynarodowych. Kary są niezbędne, jeśli chcemy zapewnić pokój bardziej trwały, niż gorączkowe przerwy między kolejnymi wojnami. Narody Zjednoczone mogą także określić kryteria odpowiedzialności indywidualnej i kar, wzorując się na zasadach zastosowanych w Norymberdze przez Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich, Zjednoczone Królestwo, Francję i Stany Zjednoczone – na formule bezsprzecznie korzystnej dla przyszłości świata. W wypadku kryzysu będziemy reprezentatami nie tylko własnych rządów, lecz w szerszym kontekście - wszystkich narodów świata... Zgromadzone tutaj narody państw demokratycznych nie obawiają się internacjonalizmu, który je ochrania; nie pozwolą się nabrać na gadanie o ograniczonej suwerenności, która dzisiaj ma ten sam wydzwięk, co dawniej izolacja’.

Tak więc Mr. Baruch wystąpił tu nie jako przedstawiciel Stanów Zjednoczonych, lecz jako rzecznik ‘narodów świata’ i w tejże roli agitował za permanentnym Trybunałem Norymberskim, zbawiennym dla przyszłości świata (i prawdopodobnie wydającym wyroki w dniu Święta Pokuty).

W myśl powyższych zasad, zasugerował ‘kontrolę nad posiadaniem’ wszelkich rodzajów energi atomowej, potencjalnie zagrażających bezpieczeństwu światowemu; oraz prawo kontroli, inspekcji i koncesjonowania jej użycia.

477

Wobec niestosujących się do tej ustawy, zalecał ‘ustanowienie rychłych i skutecznych kar za (1) nielegalne posiadanie czy użycie materiałów atomowych, oraz za świadome przeszkadzanie w pracach Władzy’. Nastepnie przeszedł do punktu dotyczącego ‘kar’: ‘....sprawa sankcji karnych jest najważniejszym elementem naszego obecnego systemu bezpieczeństwa.... Statut przewiduje kary jedynie za zgodą wszystkich pięciu mocarstw.... Nie można pozwolić na prawo veta, broniące tego, kto narusza uroczyste porozumienia...... Bomba nie czeka na zwłokę. Zwłoka może oznaczać śmierć. Na każde wykroczenie trzeba reagować akcją zapobiegawczą lub karą – nie można marnować czasu na długotwałe debaty..... Takie rozwiązanie będzie napewno wymagało poświęcenia ambicji i pozycji, lecz lepiej ponieść taką ofiarę za cenę pokoju, niż śmierć za cenę wojny’.

Jak widzimy, dla Barucha jedynym środkiem ochrony świata przed ‘zagładą’ było ‘zabronienie użycia energii atomowej w celach wojennych’. Stąd proponował ustanowienie ‘Władzy’, mającej monopol na użycie energii atomowej i wolną rękę w zastosowaniu jej dla ukarania każdego, kto według niej na to zasługuje.

Nawiązując wcześniej do tej propozycji nadmieniłem, że świat po raz pierwszy miał okazję poczuć przedsmak ‘rządu światowego’. Biograf Barucha powiada, że prezydent Truman ‘aprobował jego plan’, po czym opisuje jego starania o ‘pozyskanie głosów’ Komisji. Sześć miesięcy później (5 grudnia 1946 roku), zniecierpliwiony Baruch zaklinał Komisję, aby pamiętała ‘że zwłoka może oznaczać śmierć’. Ponieważ jednak okres zamętu już się kończył, nawet Komisja Narodów Zjednoczonych nie potrafiła się zdobyć na przełknięcie tego planu. 31 grudnia 1946 roku Baruch zrezygnował, a jego plan został zaszufladkowany i przekazany Komisji Rozbrojeniowej Narodów Zjednoczonych.

W styczniu 1947 roku Mr. Baruch oznajmił, że ‘wycofuje się z życia publicznego’ (w którym oficjalnie pojawił się dopiero przy tej okazji). Jego biograf dodaje: ‘nie zaalarmowało to zbytnio jego kibiców; można było się założyć, ze jeszcze przed upływem miesiąca Mr. Baruch znajdzie się znów w Białym Domu i na Kapitolu – i tak też się stało’. Później w 1947 roku interweniował on ‘skutecznie’ (choć nie publicznie) w sprawie Mr. Forrestala, i odbył znamienną rozmowę z Ben Hechtem. Sześć lat później jego biograf (najwidocznej pewny wyboru Eisenhowera na prezydenta), zrekapitulował dyrektywy, jakich nowy prezydent miał się spodziewać od swego ‘doradcy’. Obejmowały one wyłącznie przygotowania do mobilizacji wojennej – takie jak ‘kontrola’, ‘strategia globalna’, itp.

Do tego czasu Baruch zdążył już wyszczególnić nowe ‘agresje’, jakim jego propozycje miały przewdziałać– w 1952 roku oświadczył Komisji Senackiej, że w celu powstrzymania ‘agresji sowieckiej’, prezydent ‘powinien otrzymać jak najszersze pełnomocnictwa dla przeprowadzenia programu zbrojenia i moblizacji, łącznie z prawem kontroli cen i ustalania priorytetów’. Była to powtórka programu ‘jedno-władctwa’, jaki forsował podczas I i II Wojny Światowej. W istocie jednak, prywatnie musiał być mniej alarmistycznie i wrogo nastawiony do

478

tego ‘agresora’, niż wyraził to wobec Komisji Senackiej, gdyż w 1956 roku zwierzył się dziennikarzowi: ‘Kilka lat temu spotkałem na bankiecie Wyszyñskiego i powiedziałem mu: „Obaj jesteśmy osłami. Wy macie bombę i my mamy bombę..... Lepiej zabierzmy się do kontroli nad nimi, bo podczas gdy gadamy, inne państwa wcześniej czy później także ją dostaną’ (Daily Telegraph z 9 stycznia 1956). Sowieci także nie uważali Barucha za wroga; jak on sam potwierdził w 1951 roku, zaproszony został w 1948 roku do Moskwy na rozmowy z tamtejszymi dyktatorami i nawet już wybrał się w podróż, lecz zatrzymała go w Paryżu ‘nagła niedyspozycja’.

Ogłoszenie w 1946 roku jego planu ‘załatwienia świata’ dało przedsmak, czego może się świat spodziewać w przyszłości i po ewentualnej trzeciej wojnie; ‘plan globalny’ odsłonił to w pełni. Jak wyjawił Baruch w 1946 roku, jego ojciec ‘przybył do Ameryki sto lat temu’. Wydarzenie to rzuca znamienne światło na rezultaty, jakie Ameryce - a po przez nią światu, przyniosała ‘nowa emigracja’ XIX wieku. W sto lat później jego syn mógł się pochwalić prawie czterdziestoletnim stażem najpotężniejszego człowieka na ziemi, choć działał jedynie ‘z poza zarośli.....i niewidoczny’. Działalność tą miał rozwijać jeszcze przez następne dziesięć lat.


Next Następny
Previous
Poprzednia
Home Dom
Contents Spis treści
Names Nazwy