C
Kontrowersja Syjonu
Douglas Reed


strona 333 334 335 336 337 338

Rozdzial 39


ZBROJENIA SYJONU

Przez sześć lat wojujące masy przewalały się poprzez trzy kontynenty; tym, którzy w końcu uznali się za zwycięzców, dalej było do Świętego Graala, niż na początku wojny. Nad pertrakcjami zwycięskich polityków unosiło się echo drugiego piania koguta. Rzeczywistość przyznała rację spostrzeżeniu Wilsona sprzed lat trzydziestu: ‘przyczyny i cele wojny nie są jasne.... cele polityków obu stron są praktycznie identyczne’. Wtedy przywódcy niemieccy ‘podżegali’, a Mr House ‘popierał’ rewolucję swiatową; syjoniści utrzymywali swoją główną kwaterę w Berlinie tak długo, dopóki wierzyli że zyskają ‘Dom Żydowski’ w Palestynie dzięki zwycięstwu Niemiec. Przenieśli ją, gdy zorientowali się że zwycięstwo należeć będzie do Zachodu.

Druga Wojna Światowa ponownie potwierdziła prawdę ocenzurowanego wtedy spostrzeżenia Wilsona. Nie mogłaby ona wybuchnąć bez zmasowanego ataku sił rewolucji światowej na nowego ‘szaleńca w Berlinie’; gdyby nie ta agitacja, podbite później narody nie spostrzegłyby różnicy między opresją ze strony komunistów, a nazistów. Gdy ostatecznie te dwa reżymy zderzyły się, Mr Hopkins (grający teraz rolę Mr House’a) stał się ponownie orędownikiem rewolucji światowej, w wyniku czego zwycięska wojna nie przyniosła ‘wyzwolenia’. Podobnie jak Hitler pragnął odwrócić proces asymilacji Żydów; tak w Ameryce Mr Brandeis autorytatywnie twierdził: ‘Żydzi muszą opuścić Niemcy’. Churchill życzył sobie przeprowadzki ‘trzech do czterech milionów Żydów’ do Palestyny; a pierwszy ich kontygent dostarczył nominalnie ‘antysyjonistyczny’ rząd komunistyczny.

Gdy rozwiał się dym bitewny, realizacji doczekały się jedynie trzy cele, z których żaden nie został ogłoszony na początku wojny – rewolucja światowa wspomagana orężem Zachodu dotarła do centrum Europy; syjonizm otrzymał uzbrojenie niezbędne do opanowania Palestyny przemocą; dzięki dwóm zbieżnym siłom ustanowiony został, tym razem w Nowym Yorku, zalążek ‘rządu światowego’. Prawdziwa wojna toczyła się poza kulisami; dla spełnienia jej celów wykorzystane zostały środki materialne i ludzie oraz majątek Zachodu. Rozwiewająca się mgła wojny wyraźnie odsłoniła zarysy ‘wielkiego planu’, zapoczątkowanego przez Weishaupta, a potem wyjawionego w Protokółach.

W chwili wybuchu wojny, oficjalna polityka brytyjska mająca sankcję parlamentu, skłaniała się ku zakończniu nierealnego ‘Mandatu’ i wycofaniu się z Palestyny po zapewnieniu jej reprezentacyjnego rządu. Dla syjonistów stało się jasnym, że żadnego przyszłego rządu brytyjskiego nie uda się skłonić do aktu gwałtu – do wypędzenia Arabów siłą z ich własnego kraju. Dlatego użyli wojny jako pretekstu do zdobycia uzbrojenia na własną rękę.

Ledwo zaczęła się wojna, naatychmiast w biurze Churchilla pojawił się dr Weizmann. Ten niezwykły człowiek nieznany szerszej publiczności,

334

od trzydziestu trzech lat (począwszy od spotkania z Balfourem) trzymał w garści angielskich i amerykańskich polityków. Nie mógł wywierać takiego wpływu jako osoba prywatna; musieli więc widzieć w nim przedstawiciela siły, którą dr Kastein nazywał ‘międzynarodówką żydowską’, a Neville Chamberlain – ‘międzynarodowym żydowstwem’.

Mr Churchill, po raz pierwszy od dziesięciu lat przywrócony do rządu jako Pierwszy Lord Admiralicji, powinien być zajęty sprawami wojny morskiej, lecz dr Weizmann zaprzątnięty był innymi sprawami. Jak wspomina, na jego oświadczenie: ‘po wojnie chcielibyśmy widzieć w Palestynie trzy – cztero-milionowe państwo żydowskie’, Churchill odpowiedział: ‘najzupełniej się z panem zgadzam’. Dokładnie rok wcześniej Churchill nawoływał do udzielenia Arabom ‘solennej gwarancji’ co do uregulowania i ograniczenia imigracji syjonistycznej. Jeśli nawet obecnie (w 1956 roku), przy 1.6 milionowej ludności żydowskiej w Palestynie, świat arabski znajduje się w stanie permanentnej wojny, łatwo przewidzieć skutki przyszłego podwojenia się jej lub potrojenia. W 1939 roku Churchill musiał zdawać sobie z tego sprawę.

Decyzje w sprawie Palestyny nie należały wtedy do Churchilla, lecz dr Weizmann musiał już widzieć w nim przyszłego premiera. Potem pojechał do Ameryki, gdzie przedstawił swój plan prezydentowi Rooseveltowi. Ten okazał ‘zainteresowanie’, lecz także rezerwę w obliczu zbliżającej się trzeciej kampanii prezydenckiej. Dr Weizmann wrócił do Anglii, gdzie w międzyczasie Churchill zajął fotel premiera po usunięciu Mr Chamberlaina.

Powtórzyła się w nieco zmienionej wersji sceneria z roku 1916. Wtedy zażądano od Mr Lloyd George przesunięcia armii brytyjskiej do Palestyny w celu zdobycia ziemi obiecanej, co uczynił. Teraz żądano zgody Churchilla na uzbrojenie syjonistów, aby mogli się tam usadowić. W istocie, do czasu następnego spotkania z dr Weizmannem w pięć miesięcy później, Churchill uczynił wiele w tym kierunku, jak pisze o tym w dodatku do swoich wspomnień wojennych.

Objął urząd premiera 10 maja 1940 roku w chwili upadku Francji, gdy wyspy Brytyjskie po utracie armii we Francji stały osamotnione, bronione jedynie przez resztki lotnictwa i marynarkę wojenną. 23 maja poinstruował sekretarza Kolonii lorda Lloyda, aby z Palestyny wycofano oddziały brytyjskie i ‘zostawiono broń Żydom dla obrony oraz jak najszybciej ich zorganizowano’. Polecenie to powtórzył 29 maja (w czasie ewakuacji z Dunkierki) i 2 czerwca. 6 czerwca uskarżał się na opozycję wojskowych wobec tego planu , a pod koniec czerwca – na trudności ze strony dwóch odpowiedzialnych ministrów, szczególnie lorda Lloyda (‘który był przekonanym anty-syjonistą i pro-arabski; ja zaś chciałem uzbroić kolonistów żydowskich’).

Tak więc zamiast narodowego interesu, przedmiotem dyskusji stały się różne ‘za’ i ‘przeciw’, podobnie jak na wiecach propagandowych. Mr Churchill podtrzymywał ten ton, oświadczając lordowi Lloydowi, iż obecna potrzeba utrzymania silnej armii w Palestynie jest ‘ceną, jaką musimy zapłacić za anty-żydowską politykę ostatnich lat’ (czyli za jego własną politykę White Paper z 1922 roku).

335

Gdyby Żydzi byli dostatecznie uzbrojeni, - ciągnął – możliwym byłoby przesunięcie oddziałów brytyjskich na inne miejsce, ‘i nie istniałoby niebezpieczeństwo, że Żydzi zaatakują Arabów’. Nie pozwolił ministrowi na zaprezentowanie parlamentowi jego punktu widzenia: ‘Nie mogę się zgodzić z opinią, jaką mi pan przedstawił’.

Był to moment, gdy dla Anglii broń cenniejsza była od diamentów. Uratowane z Francji oddziały były pozbawione broni i zdezorganizowane. Mr Churchill notuje, że na całej wyspie było jedynie 500 armat i 200 czołgów różnego rodzaju. Jeszcze miesiąc później apelował do prezydenta Roosevelta o dostawę 250,000 karabinów, brakujących ‘zmobilizowanym żołnierzom’. W tym czasie ja sam przetrząsałem okolicę, aby zdobyć w końcu czterdziestoletni jednostrzałowy pistolet. Nie wzruszały mnie podniosłe słowa Churchilla o nieustępliwych walkach na plażach i ulicach, gdyż wiedziałem że w razie udanej inwazji są one bez pokrycia: nie można walczyć z czołgami gołymi rękoma. Kraj był beznadziejnie bezbronny. Nie uwierzyłbym gdyby mi powiedziano, że w takiej sytuacji Churchill nalega na uzbrojenie syjonistów w Palestynie.

W czasie następnego spotkania Churchilla z Weizmannem w sierpniu 1940 roku, groźba inwazji stała się mniej realna. Weizmann zaproponował utworzenie przez syjonistów pięćdziesięciotysięcznej armii, a we wrześniu zaprezentował Churchillowi ‘pięcio-punktowy’ program, którego najważniejszym tematem było ‘zwerbowanie jak największej liczby Żydów palestyńskich do wojska’. Jak pisze, Churchill ‘wyraził zgodę’.
Podobnie jak przedtem Sir William Robertson, Mr Edwin Montagu i wielu innych, lord Lloyd robił co mógł, aby odwrócić tą decyzję. Przedwcześnie dosięgnął go ten sam los, jaki był udziałem jego poprzedników, starających się wypełnić obowiązek obywatelski: umarł w 1941 roku w wieku 62 lat. Niemniej jednak, wielu odpowiedzialnych urzędników i wojskowych w dalszym ciągu próbowało powstrzymać ‘elitę władzy’ od tego kierunku polityki. Dr Weizmann uskarża się, że mimo poparcia Churchilla, ‘ we wrześniu 1944 roku minęły dokładnie cztery lata, zanim udało się utworzyć oficjalnie Brygadę Żydowską’ i przypisuje tą zwłokę upartemu oporowi ‘ekspertów’ (jak ich określa). Podobnie ubolewa Churchill: ‘Chciałem uzbroić Żydów w Tel-Awiwie... Ze wszystkich stron napotykałem na opozycję’ (w lipcu 1940 roku, akurat w przededniu ataków lotniczych na Wlk Brytanię).

Najwidoczniej dr Weizmann sądził iż nadszedł czas na stłumienie opozycji przez ‘nacisk’ z innej strony, gdyż na wiosnę 1941 roku ponownie udał się do Ameryki. Podobnie jak w I Wojnie Światowej, był nominalnie jako naukowiec zaangażowany w ‘wysiłku wojennym’ Wlk Brytanii – tym razem w dziedzinie isopranu. Jak powiada, był ‘pogrążony w pracy’, co nie przeszkodziło mu uwolnić się od niej. Nie na darmo był Weizmannem – nawet w warunkach wojennych Atlantyk nie stanowił dla niego przeszkody.

W Ameryce grunt przygotował mu rabin Stephne Wise,

336

który pouczył prezydenta Roosevelta (tak jak dawniej ś.p. prezydenta Wilsona) o jego obowiązkach względem syjonizmu: ’13 maja 1941 roku uznałem za stosowne przesłać prezydentowi bezpośredni raport z Palestyny’ (podobny raport rabina o ‘zasłyszanych’ pogromach w 1933 roku był powodem bojkotów w Nowym Jorku) ‘i donieść mu o niebepiecznej sytuacji nieuzbrojonych Żydów ....Rządowi brytyjskiemu należy dać do zrozumienia , jak poważnym i dotkliwym szokiem dla sprawy demokracji byłaby masakra, umożliwiona jedynie brakiem dostatecznego uzbrojenia Żydów oraz brakiem dział, czołgów i samolotów dla obrony Palestyny’.

Prezydent odpowiedział: ‘Mogę jedynie zwrócić uwagę Wlk Brytanii na nasze głębokie zainteresowanie obroną Palestyny i jej ludności żydowskiej; zrobię co mogę, aby dostarczyć brytyjskim wojskom sprzętu, mogącego zapewnić skuteczną obronę Palestyny’. Z listem tym (podobnie jak ongiś dr Weizmann ze swoim sprawozdaniem naszkcowanym na firmowym papierze brytyjskiego min. Spraw Zagrnaicznych) rabin Stephen Wise ‘pojechał następnego dnia do Wasztyngtonu, gdzie w wyniku konferencji z wysokimi urzędnikami rządowymi upewnił się, że Brytyjczycy otrzymają odpowiednie wskazówki odnośnie wyposażenia naszych ludzi w Palestynie (w działa, czołgi i samoloty).... Prawdopodobnie też dzięki interwencji Mr Roosevelta, w dużej mierze zbagatelizowano sprawę ‘parytetu’ ( t.j. równego rozdziału broni między Arabów i Żydów w Palestynie, na co nalegała brytyjska administracja – nawet Churchill nie czuł się na siłach protestować przeciw temu).

Ta ‘nieodparta presja na politykę międzynarodową’, wywierana przez syjonistycznych potentatów w różnych krajach, działała w doskonałej synchronizacji. Jeśli opierał się Londyn, otrzymywał ‘wskazówki’ z Waszyngtonu i odwrotnie. Mechanizm działał bez zgrzytu, tak że po przyjeździe dr Weizmann mógł z zadowolenioem stwierdzić, ze ‘czołówka przywódców politycznych’ okazuje ‘prawdziwą sympatię dla aspiracji syjonistów’.

Jednakże urzędników, zarówno w Londynie jak i Waszyngtonie, uważał za plagę: ‘Problemy zaczynały się zawsze, gdy miałem do czynienia z ‘ekspertami’ Departamentu Stanu’. Poniżej ‘czołówki politycznej’, waszyngtońscy ministrowie i dyrektorzy, a w Palestynie amerykańscy profesorowie, misjonarze i businessmeni usiłowali trzymać zagraniczną politykę Ameryki z dala od tego koszmaru. Epitet, jakim dr Weizmann obdarza wysokiego urzędnika waszyngtońskiego, identyczny jest z oceną lorda Lloyda przez Churchilla: ‘Szef Wydziału Wschodniego w Departamencie Stanu był notorycznym pro-arabskim anty-syjonistą’. Widać, z jakiego źródła ‘najwyższy szczebel’ czerpał swoje polityczne słownictwo.

Od tej chwili dr Weizmann uznał, że Waszyngton jest najodpowiedniejszym miejscem dla wywierani nacisku na Londyn i na początku 1942 roku przeniósł tam swoją kwaterę. Nie miał trudności z uwolnieniem się od pracy naukowej, która ‘absorbowała’ go w Anglii. Prezydent Roosevelt

337

odkrył, że jest on potrzebny w Ameryce dla badań nad syntetyczną gumą. Amerykański ambasador w Londynie John G. Winant wyczuł na co się zanosi, i ‘szczerze doradzał’ dr Weizmannowi, aby ‘trzymał się raczej chemii’. Mr Winant zalarmowany był potencjalnymi skutkami tych wszystkich machinacji i złe przeczucia odbiły się na jego zdrowiu - wkrótce zmarł tragicznie. Radę jego dr Weizmann skwitował słowami: ‘istotnie, poświęcałem tyleż czasu nauce, co syjonizmowi’. Jeśłi to prawda, ‘chemia’ wyszła na tym lepiej, niż można było przypuszczać znając dr Weizmanna.

Przed wyjazdem z Londynu ‘wpadł’ na Downing Street, gdzie był stałym gościem od prawie trzydziestu lat, aby jak pisze, pożegnać się z sekretarzem Churchilla. Jak można było się spodziewać, spotkał tam Churchilla, który powiedział mu (według relacji Weizmanna):

‘Po zakończeniu wojny chętnie ujrzałbym Ibn Sauda w roli czołowego przywódcy Środkowego Wschodu, jeśli dojdzie on z panem do porozumienia.... Oczywiście, pomożemy w tym panu. Proszę to zachować w tajemnicy, ale po przyjeździe do Ameryki może pan to przedyskutować z Rooseveltem. Nie ma dla nas rzeczy niemożliwych, jeśli razem z nim coś postanowimy’. (Po tej rozmowie dr Weizmann przekazał konfidencjalną notatkę sekretarzowi politycznemu organizacji syjonistycznej, z poleceniem dostarczenia jej szefowi, gdyby coś mu się stało. Później opublikował ją w swojej książce).

Mylił się Churchill sądząc, że dr Weizmann przyczyni się do wyniesienia arabskiego ‘przywódcy Środkowego Wschodu’. Ta rola zastrzeżona była dla syjonizmu. Stąd też dr Weizmann nie przekazał prezydentowi Rooseveltowi uwagi Churchilla i rozmawiał z nim jedynie o swojej pracy naukowej. W rozmowie z innymi urzędnikami naciskał, aby ‘Ameryka wysłała możliwie największą ilość samolotów i czołgów na ten teatr wojenny’ (do Afryki, skąd najbliżej było do syjonistów w Palestynie). Nawiązał też wtedy ścisłą współpracę z Mr Henry Morgenthau juniorem, który jako członek najbliższego otoczenia prezydenta miał mu później służyć ‘szczególną pomocą’ w decydującym momencie.

Ponownie dr Weizmann napotkał na irytujące przeszkody: ‘Z czołowymi osobistościami nie mieliśmy żadnych problemów. Prawie zawsze rozumieli nasze aspiracje, a ich oświadczeniami dotyczącymi Narodowego Domu Żydowskiego można by wypełnić całą bibliotekę. Na zawziętą, podstępną i skrytą opozycję natrafialiśmy z reguły ‘za kulisami’, na niższych szczeblach..... Wszystkie informacje dochodzące do Waszyngtonu ze Środkowego Wschodu były nam nieprzychylne’.

W tym czasie mijało czterdzieści lat od chwili, gdy dr Weizmann rozpoczął swą własną ‘zakulisową’, podstępną i skrytą robotę, nie mającą precedensu w historii. W jednym z następnych zakulisowych spotkań z prezydentem Rooseveltem przekazał mu (jak pisze) przesłanie od Churchilla – co prawda przeinaczone: Churchill miał go zapewnić, że ‘koniec wojny przyniesie

338

zmianę w statusie Narodowego Domu Żydowskiego i unieważnienie White Paper z 1939 roku’. Ten ‘plan’ Churchilla różni się od wcześniej cytowanej jego uwagi, choć być może wyraża jego intencje. Co jest jednak znamienne, dr Weizmann zataił główną propozycję Churchilla uczynienia z Ibn Sauda ‘przywódcy Środkowego Wschodu... o ile dojdzie pan z nim do porozumienia’.

Dr Weizmann notuje, że odpowiedz prezydenta Roosevelta na plan Churchilla (w podanej mu formie) była ‘zdecydowanie pozytywna’, co w języku syjonistycznym oznacza afirmację państwa syjonistycznego (‘zmianę w statusie Narodowego Domu Żydowskiego’). Jak pisze Weizmann, prezydent sam potem wymienił nazwisko Ibn Sauda i zdawał się być obeznany z ‘problemem arabskim’. Jeśli wierzyć dr Weizmannowi, nie wyjawił on, że Churchill zalecał ‘porozumienie’ z Ibn Saudem. Wprost przeciwnie, dr Weizmann ‘był zdania, że nie możemy opierać naszej sprawy na zgodzie Arabów’.

To jednoznaczne sformułowanie stało w sprzeczności z planowanym przez Churchilla ‘rozwiązaniem’: oznaczało wojnę z Arabami przy pomocy Ameryki. W odpowiedzi Roosevelt jedynie ‘ponownie zapewnił mnie o swojej sympatii i o pragnieniu rozwiązania problemu’.

Nieco zagadkowa wydaje się rezerwa prezydenta Roosevelta w odniesieniu do ‘problemu arabskiego’, która mogła pociągnąć za sobą ważne konsekwencje, gdyby prezydent nie umarł dwa lata później, wkrótce po spotkaniu z Ibn Saudem. Tym niemniej, w 1943 roku jego ostrożne wypowiedzi i prywatne poglądy nie miały żadnego znaczenia, gdyż istotna decyzja została już powzięta. Za kulisami wojny w Europie szły transporty broni dla syjonistów i ten właśnie proces miał zadecydować o kształcie przyszłości. Od tego momentu ani protesty czołowych polityków, ani zapracowani urzędnicy nie potrafiliby powstrzymać syjonistów od podłożenia bomby zegarowej w Palestynie, która może jeszcze wybuchnąć pod koniec XX stulecia.

Tymczasem, w lipcu 1943 roku dr Weizmann powrócił do Londynu, upewniony że ‘presja’ z Waszyngtonu będzie działać.

Next Następny
Previous
Poprzednia
Home Dom
Contents Spis treści
Names Nazwy