C
Kontrowersja Syjonu
Douglas Reed


strona 311 312 313 314 315 316 317 318 319 320 321 322 323 324

Rozdzial 37

 

KIEROWNICY, MESJASZE I MASY

Dwa kolejne dni (4 i 5 marca 1933 roku), były w Waszyngtonie i Berlinie świadkiem tryumfalnych uroczystości, towarzyszących narodzinom dwu reżymów, które po dwunastu latach miały zakończyć się niemal równocześnie w 1945 roku. Dzisiaj bezstronnemu historykowi trudno zdecydować, który z nich przyniósł ludzkości większe nieszczęście. U ich kolebki obaj mężowie wstępujący na centrum sceny światowej, powitani zostali jako Mesjasze. W Ameryce rabin Rosenblum opisywał prezydenta Roosevelta jako ‘boskiego posłańca, wybrańca Opatrzności, przyszłego Mesjasza Ameryki’ - słowami, jakich polityczny pochlebca używa dla ‘przekonania mas’. W 1937 roku, w zagrożonej przez Hitlera Pradze, znajomy Żyd opowiadał mi o rabinie, zachwalającym w synagodze Hitlera jako ‘żydowskiego Mesjasza’ (musiał to być pobożny kapłan, usiłujący nadać wydarzeniom interpretację proroctwa Lewitów). W latach tych, w obu krajach (w istocie, także i w Rosji), masy zyskały swoich osobliwych ‘premierów-dyktatorów’, zaprezentowanych im jako ‘Wielki Brat’, ‘Ojczulek’, ‘Wujaszek’, ‘Ukochany Przywódca’, czy ‘Przyjaciel’ - domator. Zarówno Mr Roosevelt jak i Herr Hitler, z przeciwległych pozycji promowali ‘niszczycielską misję’ w jej trzech znanych formach: rewolucyjnego komunizmu, rewolucyjnego syjonizmu i wynikającego z nich ‘światowego rządu walki o pokój’.

Rządy Mr Roosevelta zaczęły się od znamiennej mistyfikacji. Poruszał się on przy pomocy wózka inwalidzkiego, lecz ani w rzeczywistości ani na zdjęciu, masom nigdy nie pozwolono go oglądać, dopóki go z niego nie podniesiono. Choć kalectwo jego było powszechnie znane, jakaś nadrzędna inteligencja orzekła, że masom należy aż do ostatnich jego dni ukazywać jego fałszywe oblicze jako krzepkiego mężczyzny (a nawet i potem, gdyż tak polecono go przedstawić rzeźbiarzowi jego pomnika w Londynie).

Roosevelt stworzył precedens, poruczając zaprzysiężenie swojego gabinetu wybitnemu Żydowi syjoniście, sędziemu Cardozo, który w 1918 roku oddał się do dyspozycji Mr Braidesa i rabina Stefana Wise, mówiąc z rezygnacją: ‘róbcie ze mną, co chcecie’. Potem, na życzenie rabina Wise, otrzymał on stanowisko sędziego Sądu Najwyższego, najpierw od gubernatora Al Smitha, a następnie od prezydenta Hoovera. W ten sposób od początku, nad administracją Roosevelta zaciążył cień ‘podwójnej lojalności’ (podobnie jak w wypadku prezydenta Wilsona i Mr Brandeisa).

Po epizodzie rządów republikańskich w latach 1921-1933, Rooseevelt wznowił politykę Wilsona i zgodnie z jej duchem ustosunkował się do najważniejszego problemu dnia, mającego stanowić o przyszłości Ameryki: mianowicie, czy rządzić nią będą siły reprezentujące masową imigrację żydowską z Europy Wschodniej, narosłą w ciągu sześćdziesięciu lat po Wojnie Cywilnej. Kompetentni obserwatorzy, zazwyczaj z nutą przestrogi komentowali nagłe wtargnięcie nowego problemu w życie Ameryki, opisując skutki przesadzenia na ziemię amerykańską masy ludzkiej, która pod kierownictwem swych przywódców religijnych

312

odrzucała koncept ‘wtopienia się’ i ‘asymilacji’. Problem ten poruszył Mr James Truslow Adams w swojej książce Epic of America (Epos Amerykański), a mieszkający w Nowej Anglii w latach 1890. Kipling pisał:

‘Kraj wyzbywał się swoich zasiedziałych mieszkańców, których miejsca nie zdążyła jeszcze zapełnić zrujnowana Europa Wschodnia... Co roku milion imigrantów przybywało do Stanów.... Pozostający w cieniu, lecz nie zdający sobie z tego sprawy, nie posiadający władzy ani wpływów ‘typowy’ Amerykanin od trzech czy czterech pokoleń, nie wierzył, że ..... ten obcy element może być wkrótce zasymilowany, zasilając szeregi ‘porządnych Amerykaninów’. Nikt jednak nie zwracał uwagi na jego zdanie..... Co mnie uderzyło,.... to oczywiste zniweczenie i zmarnowanie wysiłków poprzednich pokoleń, w obliczu tego obcego najazdu. Wtedy dopiero zacząłem się zastanawiać, czy aby Lincoln nie wybił zbyt wieku autochtonicznych Amerykanów w Wojnie Cywilnej, na korzyść swoich śpiesznie importowanych zwolenników z Kontynentu. Założenie to pachnie herezją, lecz słyszałem je od wielu mężczyzn i kobiet. W dawnych czasach najsłabsi imigranci bywali przesiani, lub zahartowani przez długą podróż morską. Sytuację zmieniły statki parowe, które na przełomie lat sześćdziesiątych - siedemdziesiątych poczęły dostarczać w ciągu dwu tygodni ładunki ludzkie z wszystkimi ich ułomnościami. A w międzyczasie, milion mniej lub więcej zakalimatyzowanych Amerykanów zostało wybitych.’

Jedynie w Ameryce problem ten był nowością – znała go najwcześniejsza historia, i jak odnotowaliśmy, powtarzał się on w ciągu wieków w wielu krajach, gdziekolwiek imigracja żydowska osiągnęła punkt krytyczny. Daje temu świadectwo dr Weizmann, wspominając o osaczonym przez siebie urzędniku brytyjskm Sir Williamie Evansie Gordonie, który zmagał się z tą kwestią w Anglii dwadzieścia lat wcześniej, nim zaalarmowała ona Kongres Stanów Zjednoczonych. W 1906 roku Sir William próbował ją rozwiązać za pomocą Ustawy o Cudzoziemcach (podobnie jak uczynił to 67 i 68 Kongres Stanów Zjednoczonych, ustanawiając limity imigracyjne). Jak pisze dr Weizmann, oficjalną inicjatywę Sir Williama (podobnie jak, senatora Pata McCarrana i posła Francisa E. Waltera) w Ameryce w latach 1950.) ‘uznano powszechnie za przyczynę wszelkich utrudnień na drodze imigracji żydowskiej do Anglii’. Dr Weizmann pisze dalej:

‘W krajach, gdzie liczba Żydów osiąga punkt krytyczny, następuje przeciw nim reakcja negatywna..... Anglia osiągnęła już punkt, w którym nie może absorbować więcej Żydów..... Tego rodzaju reakcję nie może uważać za anty-semicką w zwykłym czy wulgarnym tego słowa znaczeniu; jest ona powszechnym zjawiskiem społeczno-ekonomicznym, towarzyszącym imgiracji żydowskiej i nic nie możemy na to poradzić. Sir William nie był szczególnie uprzedzony do Żydów. Działał on ..... w sposób jak najbardziej oględny w interesie własnego kraju.... Przekonany był, że fizyczną niemożliwością było dla Anglii naprawienie krzywd wyrządzonych żydowskiej ludności przez Rosję... Jestem pewien, że tak samo oponowałby przeciw masowemu napływowi innego obcego element; tak się jednak złożyło, że żaden inny

313

obcy element nie napierał na przyjęcie w takiej sile’. (Czterdzieści lat póżniej dr Weizmann podobnie przemawiał do Żydów amerykańskich: ‘Niektóre kraje mogą tolerować jedynie określoną ilość Żydów – po przekroczeniu tej granicy musi się wydarzyć coś drastycznego; Żydzi muszą się wynosić’)

Ten rzeczowo sformułowany słuszny argument dr Weizmanna przeciw niekontrolowanej imigracji żydowskiej, był adresowny głównie do Żydów i miał utwierdzić w nich talmudystyczne przekonanie o niemożności asymilacji Żydów. Wiara ta, niekoniecznie uzasadniona, była podstawową przesłanką idei syjonistycznej. Jak cytowaliśmy wcześniej, jeszcze w 1906 roku jeden z wpływowych polityków mogł się zdobyć na oświadczenie, że jego kraj nie jest w stanie zdośćuczynić ‘krzywdom’, rzekomo wyrządzonych Żydom w innym kraju, i że będzie się kierował interesem własnego kraju. W następnych dziesięcioleciach wszyscy zachodni ‘premierzy-dyktatorzy’ wykorzystywali politykę państwową dla wynagrodzenia tych rzekomych krzywd wyrządzonych przez jeden kraj kosztem innego, niezwiązanego z tą sprawą. Absurd takiego postępowania ilustruje ostatnia zacytowana wypowiedz dr Weizmanna, że jeśli liczba Żydów w jakimś kraju przekroczy krytyczny punkt; Żydzi muszą się wynosić’. W Ameryce on sam i jego poplecznicy przez pół stulecia mobilizowali wysiłki w kierunku wywalczania nieskrępowanej imigracji Żydów – czyli - jego własnym zdaniem, świadomie prowadzili Żydów ku katastrofie. W świetle tej wypowiedzi, przyszłość powinna zgotować podobny los rządom innych państw, gdy pod presją będą zmuszone przyjąć masy ‘prześladowanych’ Żydów z Ameryki.

Tak wyglądał klimat polityczny, dominujący życie Ameryki w chwili obejmowania władzy prezydenckiej przez Mr Roosevelta. W latach 1881 – 1920 Ameryka przyjęła oficjalnie ponad trzy miliony imigrantów z Rosji, w większości Żydów. Według statystyk Biura Ludności Stanów Zjednoczonych, w latach 1871 – 1926 liczba Żydów wzrosła z 230,000 do 4,500,000. Są to jedynie ‘oceny’, gdyż przywódcy żydowscy byli przeciwni procedurze klasyfikacji imigrantów – tak że według powszechnej opinii, liczby te są znacznie zaniżone. W następnym dziesięcioleciu statystyki te wymknęły się całkowicie spod kontroli; głównie dzięki zmianom klasyfikacji imigrantów, zarządzonym przez prezydenta Roosevelta. W rezultacie, nawet eksperci nie byli w stanie ocenić liczby niezarejstrowanych i nielegalnych imigrantów (kompetentni obserwatorzy oceniają obecną liczbę Żydów w Ameryce na około 10 milionów). Tak czy inaczej, w wyniku napływu Żydów w przeciągu dwóch ostatnich pokoleń, największe ich skupisko znajduje się obecnie w Republice Amerykańskiej.

Nawet według najbardziej zawyżonych szacunków, nie sięgają oni dziesięciu procent ludności Ameryki. Stanowią więc stosunkowo znikomą grupę, lecz zdolną poprzez swoją organizację polityczną przeważyć szalę władzy. Problem ten nie pozostał niezauważony i w 1921 roku Komitet Kongresu do Spraw Imigracji oświadczył:

‘Proces asymilacji i mieszania się jest powolny i trudny. Stojąc w obliczu coraz większego napływu ludności z rozbitej Europy, czyż nie powinniśmy

314

hamować go doraźnymi środkami, wyprobówując w międzyczasie nowe metody legalizacji przepisów imigracyjnych?’

Wprowadzone wtedy prawa kwot ograniczały liczbę narodowości wpuszczanych do Stanów Zjednoczonych do trzech procent ogółu obywateli urodzonych poza Ameryką, zamieszkałych w tym kraju od 1910 roku. Następny Kongres jeszcze bardziej zaotrzył ton powyższego ostrzeżenia, sygnalizując istotę niebezpieczeństwa. Ten sam Komitet stwierdzał:

‘Jeśli mamy zachować zasady indywidualnej wolności, zabezpieczone przez rząd konstytucyjny, a stworzone na tym kontynencie niemal półtora stulecia wcześniej, musimy utrzymać podstawowe morale naszego społeczeństwa i własne standarty ekonomiczne.... Naród amerykański nie zgodzi się na ustąpienie swoich praw na korzyść jakiejś obcej grupy....która miałaby dyktować mu charakter własnego prawodawstwa’.

Następne lata ukazały skutki prezydentury Roosevelta, prowadzące do złamania powyższych zasad, przemiany ‘podstawowych morali’, i umożliwienia ‘obcej grupie’ dyktat polityki państwowej.

Oczywiście Mr Roosevelt (podobnie jak Mr Wilson, Lloyd George i generał Smuts) musiał być z góry aprobowany, zanim został wybrany. Jak pisze Mr Howden, Mr House ‘wyselekcjonował Roosevelta jako naturalnego kandydata na prezydenta daleko wcześniej, nim uczynili to wpływowi politycy’; w 1913 roku załatwił mu stanowisko wiceministra Marynarki, a przez następne lata przygotowywał go do objęcia prezydentury, zamierzając kierować nim tak jak uprzednio prezydentem Wilsonem. W międzyczasie jednak coś przeszkodziło. Początkowo Mr House był pewien lojalności Roosevelta, lecz wkrótce zauważył, że ‘pewni ludzie nie życzą sobie, aby był on mu posłuszny’. Najwidoczniej ‘ci ludzie’ byli zbyt potężni, gdyż Mr House bez ceregieli został od niego odsunięty i w tym momencie (w 1933 roku) zniknął ze sceny.

Można się jedynie domyślać powodów tego stanu rzeczy. W wieku siedemdziesięciu pięciu lat Mr House począł inaczej patrzeć na Philipa Dru z 1912 roku, uważającego konstytucję amerykańską za ‘przestarzałą i groteskową; przechwytującego siłą władzę i rządzącego na mocy dekretów. Co do Roosevelta, miał bardziej rzeczowe i demokratyczne plany i z oddali z zaniepokojeniem śledził koncentrację nieodpowiedzialnej władzy w ręku Mr Roosevelta. Choć pierwszym formalnym aktem Mr House’a było skłonienie prezydenta Wilsona do wpisania w Konstytucję (jako szesnastą poprawkę) głównej destruktywnej zasady, proponowanej przez Karola Marksa w jego Manifeście Komunistycznym z 1848 roku – ‘podatku progresywnego’, w latach 1930-tych zaalarmowała go kompletna nieskrępowana komtrola skarbu narodowego przez sobowtóra jego ‘Rocklanda’

Być może, odsunięcie Mr House’a miało związek z jego odstąpieniem od wcześniejszych idei, które już od dwunastu lat nadawały kierunek polityce Roosevelta. Był on zwolennikiem rewolucji światowej – pierwszym jego aktem politycznym było uznanie komunistycznego rządu sowieckiego,

315

a w następnej wojnie światowej wznowił politykę ‘bezwarunkowej pomocy’ House-Wilsona. Popierał rewolucyjny syjonizm. Ostatecznie, podjął dawną ideę ‘ligi walki o pokój’ i narzucił ją Zachodowi pod nową nazwą ‘Narodów Zjednoczonych’.

Były to idee ‘Philipa Dru’, wprowadzane teraz w życie przez prezydenta Roosevelta. O prezydencie Wilsonie, jego wcześniejszy sekretarz Stanu Franklin K. Lane wyraził zdanie: ‘Spełnia się wszystko, co zapowiedział Philip Dru – prezydent w końcu zmienia się w Philipa Dru’. Podobnie dwadzieścia lat później mówił o prezydencie Roosevelcie jego biograf Mr Howden: ‘Trudno nie dostrzec podobieństwa między prawodawstwem proponowanym przez Philipa Dru, a wprowadzonym teraz przez Roosevelta’.

Oto obrazowy przykład ciągłości idei w łonie grupy rządzącej z pokolenia na pokolenie. Idee Mr House’a były ideami rewolucjonistów z roku 1848, którzy z koleji przejęli je od Weishaupta i rewolucjonistów 1789 roku, a ci oddziedziczyli je z jeszcze starszego źródła. Gdy odsunął się od nich Mr House, gładko przeszli do rządzącej grupy skupionej wokół drugiego prezydenta, pozostawiając na boku człowieka, któremu zachciało się modyfikować te idee.

Mr House był jedyną ofiarą w tym wewnętrznym kółku. Mr Bernard Baruch był doradcą Roosevelta jeszcze przed jego wyborem na prezydenta. Pani Eleonora Roosevelt relacjonuje, że ‘Mr Baruch był zaufanym doradcą mojego męża zarówno w Albany, jak i w Waszyngtonie’, tj. w ciągu jego czteroletniego stażu jako gubernatora Stanu Nowy York przed uzyskaniem nominacji na prezydenta. Według jednego z biografów Barucha, Morrisa V. Rosenblooma – mimo odrzucenia Ligi Narodów przez Amerykę, Roosevelt w swym przed-prezydenckim okresie naszkicował plan nowej organizacji, mającej się nazywać Narodami Zjednoczonymi. Rabin Stefan Wise i Mr Brandeis, poprzednio popierający prezydenta Wilsona, przeszli teraz do grupy otaczającej prezydenta Roosevelta. (Ówczesne anty-żydowskie ustawy Hitlera w Niemczech ożywiły pragnienia Brandeisa, aby wyrzucić Arabów z Palestyny).

Na początku dwunastoletniej kariery Roosevelta mogli oni mieć jeszcze pewne wątpliwości co do jego uległości, tak że należało znależć sposoby jej zapewnienia (czytelnik przypomni sobie próby zdobycia niezależności przez Rocklanda w 1912 roku i radosny tryumf konspiratorów z jego kapitulacji). Wyjaśniałoby to dziwny fakt odmowy poparcia Rooseevelta w wyborach w roku 1932 ze strony rabina Wise, który pomógł mu w kampanii senatorskiej w 1914 roku, i w wyborach na gubernatora Stanu Nowy York w 1928 roku. W międzyczasie zdarzyło się coś, co przywróciło rabinowi wiarę w niego - natychmiast po elekcji Roosevelta oświadczył, że nowy prezydent ‘odzyskał jego bezgraniczną sympatię’ i w 1935 roku znów znalazł się w najbliższym otoczeniu Białego Domu.

316

W świetle powyższych faktów, charakter otoczenia prezydenta Roosevelta wskazywał jasno na jego przyszłą politykę. Dał on jej dobitny wyraz, poszerzając grono swych żydowskich doradców. W 1933 roku miało to specjalny wydzwięk. W 1913 roku, w odczuciu opinii publicznej żydowscy doradcy Wilsona byli po prostu Amerykaninami, wyznającymi wiarę żydowską. W 1933 roku kwestia ich lojalności stała się problematyczna w wyniku syjonistycznej awantury w Palestynie. Co więcej, po roku 1913 wyłoniło się także zagadnienie rewolucji światowej i rządu światowego, rzutujące na interes narodowy Ameryki. Stosunek najbliższego otoczenia prezydenta do tych spraw nabrał pierwszorzędnego znaczenia.

W tym układzie szczególnie aktualnym wydawało się oświadczenie Kongresu z 1924 roku, odmawiające ‘obcym ugrupowaniom’ prawa do ‘decydowania o charakterze naszego prawodawstwa’. Wielu z ‘doradców’ prezydenta było ‘obcego pochodzenia’ lub też praktycznie stało się ‘cudzoziemcami’ przez poświęcenie się idei syjonizmu, rewolucji światowej i rządu światowego. W tym sensie wokól prezydenta utworzyła się ‘obca grupa’, reprezentująca masową imigrację ubiegłych stu lat, która ‘kierowała’ biegiem wydarzeń. Następne dwanaście lat uwidoczniło, że ‘rady’ udzielane prezydentowi zawsze sprzyjały niszczycielskiej zasadzie, zawierającej się w trzech spokrewnionych ze sobą formach: komunizmu, syjonizmu i rządu światowego.

Poza trzema wspomnianymi wyżej notablami, wśród doradców prezydenta wyróżniał się urodzony w Wiedniu profesor Feliks Frankfurter. Biograf pułkownika House’a i rzecznik jego poglądów, Mr Howden uważa go za najbardziej wpływowego: ‘wobec Roosevelta profesor Frankfurter.........odgrywał rolę najbardziej zbliżoną do roli pułkownika House’a przy Wilsonie’. Trudno jednak określić rolę nieoficjalnych doradców, tak że być może, profesor Frankfurter został tu przedstawiony zbyt wysoko w hierarchi. Tym niemniej, trudno zaprzeczyć jego znaczenia (zaczął on także karierę od doradcy prezydenta Wilsona).

Idąc śladem panów Brandeisa i Cardozo, został on sędzią Sądu Najwyższego i nigdy oficjalnie nie pojawił się na scenie politycznej Ameryki. Tym niemniej, ślady jego wpływów są o wiele wyraźniejsze niż jego kolegów i łatwiejsze do prześledzenia. W latach trzydziestych był on kierownikiem Akademii Prawniczej w Harwardzie i wychowawcą całego pokolenia młodzieży, która miała później decydujący wpływ na wydarzenia lat 40-50. Miała ona zapewnioną karierę i dostęp do najwyższych stanowisk.

Jej znamiennym przedstawicielem był Mr Alger Hiss, ujawniony i zasądzony przez sąd jako agent komunistyczny (na przewodzie sądowym sędzia Frankfurter dobrowolnie zgłosił się jako poręczyciel jego charakteru), oraz Dean Acheson, który jako amerykański sekretarz stanu oświadczył, że nie ‘odrzeknie się’ Mr Hissa i jemu podobnych. Mr Hiss odegrał ważną rolę na Konferencji Jałtańskiej, gdzie pół Europy rzucono na pastwę rewolucji. Okres urzędowania Mr Achesona zbiegł się z wydaniem Chin siłom rewolucji.

317

Poza tą ściśle określoną grupą młodzieży, wytrenowaną we wczesnych latach prezydentury Roosevelta dla opanowania departamentu Stanu, prezydent otoczony był grupą doradców żydowskich najwyższego szczebla. Mr Henry Morgentau junior (czołowy syjonista, którego ‘Morgentau Plan’ z 1944 roku stał się podstawą podziału Europy w 1945 roku), był jego sekretarzem Skarbu przez jedenaście lat. Innymi zaufanymi współpracownikami byli senator Herbert Lehman (wybitny syjonista, odgrywający ważną rolę w promowaniu ‘drugiego eksodusu’ z Europy w latach 1945-46, kulminującego się w wojnie palestyńskiej); sędzia Samuel Rosenmann (zaufany lokator Białego Domu, który pisał przemówienia dla Roosevelta); Mr David Niles (urodzony w Rosji, długoletni doradca Roosevelta i jego następcy w sprawach żydowskich); Mr Benjamin Cohen (projektant Deklaracji Balfuora z 1917 roku, a poza tym wybitny syjonista), oraz trzech Żydów z Rosji – Sidney Hillmann, Isador Lubin i Leo Paswolsky.

Te czołowe nazwiska w osobistym otoczeniu prezydenta przedstawiają jedynie szczyt budowli, rozciągający się nad życiem politycznym Ameryki. Raptowny wzrost poza-kulisowych wpływów na rząd nie był oczywiście naturalym, czy spontanicznym zjawiskiem. Selekcja byla ostra: wyłączeni z niej były Żydzi anty-syjoniści, anty-rewolucjoniści i przeciwnicy rządu światowego. Choć ta ‘pałacowa gwardia’ nie cieszyła się popularnością, nieoficjalni doradcy nie byli łatwym celem dla konkretnych ataków, tak że Roosevelt nie przejmował się protestami i pod jej ochroną przetrwał trzy kadencje prezydenckie. W tym samym czasie, jako symbol powtarzających się z matematyczną precyzją prześladowań żydowskich, pojawił się Hitler, który w kalklulacji doradców Roosevelta miał odegrać rolę, jaką dwadzieścia lat wcześniej spełniał car wobec doradców Wilsona.

Swą długą kadencję prezydencką zawdzięczał Roosevelt mistrzowskiej strategii wyborczej, opracowanej przez Mr House’a. Polegała ona na wykorzystaniu sloganu ‘dyskryminacji’ dla przyciągnięcia ‘niezdecydowanych głosów’. Hasło to apelowało do wyborców murzyńskich i służyło jako pretekst do zgniecenia opozycji skierowanej przeciw nadmiernym wpływom ‘obcych grup’, reprezentowanych przez ‘gwardię pałacową’. [19]

Podobny cel miał spełniać apel do uboższych warstw, przyrzekający złupienie bogaczy. Strategia ta okazała się tak skuteczną, że Republikanie w panice poczęli współzawodniczyć z Demokratami o względy ‘obcej grupy’, uznanej za decydujący czynnik wyborczy. W ten sposób zakulisowe rządy zyskały stałe oparcie, a wyborcy stracili możliwość wyboru między partiami politycznymi. Mr Roosevelt umocnił swoją pozycję polityką ‘wydatków deficytowych’, ignorującą wysokość długu narodowego argumentem, że państwo jest własnym dłużnikiem. Odtąd naród amerykański bezpowrotnie utracił kontrolę nad finansami państwa, a władcy Białego Domu jednym pociągnięciem pióra mogli zatwierdzać wydatki, jakie wcześniej pokryłyby roczny budżet kilku

318

mniej rozrzutnych stanów. Prerogatywy te uzyskał Roosevelt pod pozorem zwalczenia ‘Kryzysu’, ustanawiając Permamentny Stan Wyjątkowy, dotąd obowiązujący.

Prezydentura jego podążała z góry zaplanowanym szlakiem - jedynie jej wcześniejszy koniec byłby w stanie zmienić bieg wydarzeń i wizerunek obecnego świata. Jednakże tak sprawnie działał uktryty mechanizm i tak silne były kleszcze jego mentorów, że zdołał on utrzymać władzę przez trzy kadencje. Raz tylko niespodziewana przeszkoda zdolna zniweczyć plany, zagroziła jego władzy.

W południowym stanie Luizjany pojawił się politykier pokroju Roosevelta. Był to Huey Long, młody demagog o mięsistej twarzy i kręconych włosach, pochodzący z ubogiej rodziny, który podobnie jak Wilson i Roosevelt zdobył popularność atakując ‘interesy’ (w tym wypadku partykularne – przemysłu naftowego, a szczególnie Standard Oil). Jako idol białej biedoty zostal w 1928 roku wybrany gubernatorem i rozpoczął rządy od nałożenia podatku na ropę naftową dla finansowania budowy szkół. Z tego powodu przy otwarciu Izby Ustawodawczej Luizjany niejaki rabin Walter Peiser odmówil mu błogosławieństwa, nazywając go ‘niegodziwym gubernatorem’.

Wzrastająca popularność Mr Longa doprowadziła go do Senatu, gdzie w marcu 1935 roku wygłosił przemówienie skierowane głównie przeciwko Barnardowi Baruchowi, w którym upatrywał pryncypialnego przedstawiciela ‘interesów’ (jednym z zarzutów, nigdy nie wysuwanych przeciw panu Long mającemu wielu przyjaciół Żydów, był ‘antysemityzm’). Mr Long, który w kraju stawał się siłą polityczną, napisał książkę p.t. Mój Pierwszy Dzień w Białym Domu. Towarzyszące jej ilustracje ukazywały Roosevelta takiego, jakim później wyglądał w Jałcie, pokornie wysłuchującego mądrości masywnego i energicznego Huey Longa.

Mr Long postawił sobie za cel unicestwienie Roosevelta,

319

prześcigając go w jego własnych dziedzinach: hojności wydatków i hojności obietnic. Czynił to bardzo zręcznie (był widocznie jeszcze większym szarlatanem od Roosevelta). Szermując programami p.t. ‘Podziel się Bogactwem’ i ‘Każdy jest Królem’, zdobył kontrolę nad machiną polityczną w Luizjanie. Napływające do Stanu rooseveltowskie finanse (na różnego rodzaju kryzysowe ‘przedsięwzięcia’, zdobywające głosy) Mr Long spokojnie obracał na własne cele. Przeprowadził w Izbie Ustawodawczej Luizjany prawo zabraniające lokalnym samorządom przyjmowania funduszy z Waszyngtonu bez zezwolenia władz stanu Luizjany. Ponieważ sam je kontrolował, mógł przechwytywać ten strumień złota i używać funduszy na zwiększenie własnej popularności, zamiast Roosevelta. Wykorzystwywał pieniądze publicznie dokładnie tak jak Roosevelt, lecz dla własnych celów politycznych.

W 1935 roku zbliżała się druga kampania prezydencka Roosevelta. Jego doradcy nagle zorientowali się, że popularność Langa wykracza daleko poza granice stanu Luizjany i że stał się on postacią narodową. Narodowy Komitet Partii Demokratycznej ‘zaskoczony został wynikami nieoficjalnej ankiety, wskazującej że jako niezależny kandydat Mr Long mógłby liczyć na trzy do czterech milionów głosów, a jego program ‘Podziel się Bogactwem’ znacznie nadwyrężył pozycje Demokratów w stanach przemysłowych i rolniczych’ (Mr John T. Flynn).

Tak więc Mr Long, choć sam nie miał szans zwycięstwa w wyborach, mógłby jednak przeszkodzić re-elekcji Roosevelta i w oczach kliki rządzącej stał się potencjalnym zagrożeniem jej władzy. Jednakże, jak pisze Mr Flynn, ‘los stał po stronie Demokratów i pozostał przy nich’; 8-go września 1935 roku Mr Long został zastrzelony w siedzibie Kongresu Luizjany przez młodego Żyda, dr Carla Austina Weissa. Nigdy nie odkryto motywów zabójstwa, bowiem dr Weiss, który mógłby je wyjaśnić, został z kolei zastrzelony przez ochroniarza Longa.[20]

Politycznie problem został rozwiązany – ponowny wybór Roosevelta był zapewniony. Opinii publicznej podsunięto stereotypowy obraz ‘szaleńca’, rozpatrywano także inne motywy. Nie przeprowadzono otwartego śledztwa, jak zresztą w innych zabójstwach politycznych ostatnich stu lat. Śledztwa, które wszczęto (np. w sprawie prezydenta Lincolna, arcyksięcia Ferdynanda i króla Jugosławii Aleksandra), nigdy nie potwierdziły sugerowanej teorii samotnego ‘szaleńca’, lecz ujawniły poparcie potężnych organizacji. Usunięcie Mr Longa, zapewniające utrzymanie status quo na następne dziesięć lat, było w rezultacie tyleż warte, co zabójstwo o wiele wyżej postawionej osobistości.

Mr Roosevelt ponownie wygrał wybory w 1936 roku. Przydzielona mu misja zakładała kontynuację polityki panów House’a i Wilsona ‘zagranicznych uwikłań’,

320

od których, podobnie jak Wilson, obiecywał przed każdą elekcją trzymać się z daleka. W międzyczasie wzmagała się wrzawa wokól Hitlera, którego prześladowanie obywateli wysublimowało się teraz w ‘prześladowanie Żydów’. Na dwa lata przed wybuchem wojny Roosevelt wystąpił z publicznym, choć niezbyt przejrzystym oświadczeniem, które dla wtajemniczonych brzmiało jak zobowiąznie wejścia do wojny i prowadzenia jej zgodnie z celami gwardii pałacowej. Podobne publiczne oświadczenie Mr Wilsona z akcentami grożby pod adresem Rosji, złożone zostało w grudniu 1911 roku, czyli na trzy lata przed wybuchem I Wojny Światowej. Oświadczenie Roosevelta z października 1937 roku, zawierało grożbę pod adresem Niemiec i wyprzedziło II Wojnę Światową o dwa lata. Oba oświadczenia identyfikują sprawę Ameryki z fałszywie pojętą przez syjonistów sprawą Żydów.

W przemówieniu z 5-go pażdziernika 1937 roku Roosevelt oświadczył: ‘Nie należy łudzić się, że Ameryka uniknie losu.... że nasza zachodnia półkula nie zostanie zaatakowana.... Gdy zaczyna się rozszerzać epidemia zarazy, społeczeństwo godzi się na poddanie kwarantannie wraz z innymi pacjentami, aby uchronić się od rozprzestrzenienia choroby’.

W tym wypadku autorzy przemówienia prezydenckiego nie byli dostatecznie ostrożni. Aluzja do ‘przyłączenia się do kwarantanny’ została zrozumiana przez opinię publiczną jako groźba wojny. Wywołała taką konsternację, że przez następne cztery lata aż do chwili wybuchu wojny, Roosevelt był zmuszony bez końca powtarzać, że ‘nie wyślemy waszych synów na obcą wojnę’. (W październiku 1937 roku musiał wiedzieć o zbliżającej się wojnie na jesieni 1939 roku; ja sam informowałem wtedy z Wiednia czytelników Times’a o tym fakcie, potwierdzonym ustami Hitlera i Goeringa. Prezydent Ameryki nie mógł być gorzej ode mnie poinformowany).

Rok 1937 był czwartym z kolei, przynoszącym fałszywy obraz wiadomości z Niemiec, opisanych w poprzednim rozdziale. Podałem tam kilka przykładów, oto następny: Rabin Stephen Wise relacjonuje, że natychmiast po dojściu Hitlera do władzy, Amerykański Kongres Żydów wszczął bojkot Niemiec na podstawie ‘telegramów’ wysyłanych z Niemiec o ‘planowanych masowych pogromach’ Żydów. [21Dalej rabin zdawkowo wspomina, że sygnalizowane pogromy ‘nie zrealizowały się’, lecz bojkot wprowadzono.[22]

321

Te rzekome pogromy w Berlinie stały się podstawą kampani propagandowej w Ameryce, prowadzącej do przemówienia prezydenta Roosevelta o ‘kwarantannie’. Syjonistyczne otoczenie prezydenta nie przejmowało się bynajmniej cierpieniami Żydów – odwrotnie, były one mu potrzebne dla celów politycznych w Ameryce i raczej obawiało się ich ustania. Była to kontynuacja talmudycznej polityki rewolucjonistów carskiej Rosji, którzy dla powstrzymania emancypacji Żydów uciekali się za zabójstw, jak ukazaliśmy wcześniej.

Tak też rabin Wise notuje, że wraz ze swoimi syjonistycznymi kolegami nie zwracał uwagi na protesty i apele Żydów niemieckich o zaprzestanie bojkotu. W gruncie rzeczy przerażała ich perspektywa porozumienia się Hitlera z Żydami niemieckimi, czemu dał wyraz rabin Wise informując wspólników o swoich największych ‘dwóch obawach’:

‘....że nasi bracia w Niemczech dadzą się namówić lub zmusić do rozejmu lub paktu, mogącego polepszyć czy załagodzić ich los.... że dla zapobieżenia ujemnych efektów swej polityki, reżym nazistowski może zdecydować się na łagodniejsze traktowanie Żydów, co osłabiłoby protesty światowego żydowstwa.’. (Drugą z tych możliwości określa mianem ‘poważnego’ niebezpieczeństwa).

Wyraźnie więc widać, że obawiali się oni zaprzestania ‘prześladowań’. Alternatywa ta wydawała się nowojorskiemu rabinowi Wise o wiele gorsza, niż perspektywa cierpień Żydów niemieckich: ‘Śmierć z ręki Niemca jest okrutnym losem; lecz dziesięć tysięcy razy gorsza jest możliwość przeżycia z jego łaski. Przetrwamy Nazizm, jeśli nie popełnimy niewybaczalnego błędu pertraktowania i targowania z nim jedynie w celu ocalenia kilku Żydów’ (z przemówienia na światowej Konferencji Żydów w 1934 roku). ‘Z góry odrzucamy z pogardą jakiekolwiek projekty, mogące zapewnić bezpieczeństwo części Żydów kosztem hańby wszystkich Żydów’ (rok 1936). Mieszkający w Waszyngtonie Mr Brandeis także stanowczo preferował męczeńską alternatywę w Niemczech: ‘Jakikolwiek układ, otwierający rynki światowe dla towarów niemieckich, oznaczałby wzmocnienie reżymu Hitlera...... Uśmierzenie kłopotów gospodarczych Hitlera, aby ocalić część Żydów niemieckich przez emigrację, byłoby..... polityką godną ubolewania’. [23]

322

Widmo pojednania Hitlera z Żydami stanęło przez syjonistami amerykańskimi w całej swej grozie w 1938 roku, gdy generał Smuts wysłał swego ministra Obrony, Oswalda Pirow do Niemiec z misją załagodzenia kwestii żydowskiej. Brytyjski premier Neville Chamberlain przyklasnął tej inicjatywie: powiedział Pirowowi, że największą przeszkodą w unormowaniu stosunków angielsko-niemieckich jest nacisk ze strony międzynarodowego żydowstwa, i że łatwiej byłoby mu oprzeć się temu naciskowi (‘nieodpartemu’ w określeniu Leona Pinskera), gdyby udało się utemperować Hitlera.

Z tym Mr Pirow udał się do Niemiec. Jak powiada, Hitler pozytywnie przyjął przedstawioną mu konkretną propozycję, i porozumienie wydawało się możliwe.

W tym momencie jednak zainterweniował los, podobnie jak w wypadku Huye Longa, hrabiego Stołypina, cara Aleksendra II i wielu innych zwolenników pokojowego rozwiązania. W Paryżu młody Żyd zastrzelił niemieckiego dyplomatę Herr von Rath’a. W Niemczech nastąpiły zamieszki, stanęły w ogniu synagogi, kładąc kres misji Pirow’a. Nie przeprowadzono żadnego śledztwa w sprawie morderstwa, czy stojących za nim organizacji; jeśli nawet wszczęto dochodzenie, nie przyniosło one żadnych rezultatów. Rabin Wise zaprezentował znajomy obraz (opisany także w książce Mr House’a) doprowadzonego do ostateczności ‘pół obłąkanego młodzieńca’.

Mr Roosevelt natychmiast zareagował: ‘Wiadomości ostatnich paru dni z Niemiec głęboko wstrząsnęły opinią publiczną w Stanach Zjednoczonych.... Trudno mi uwierzyć, że w cywilizowanym dwudziestym wieku mogą wydarzyć się podobne rzeczy.... Poinstruowałem naszego ambasadora w Berlinie, aby natychmiast powrócił na konsultacje’.

Słowa te odnosiły się do palenia synagog (o morderstwie Mr Roosevelt nie wspomniał ani słowa). Środkowe zdanie było oczywistą nieprawdą, jako że Mr Roosevelt i jego współcześni mieli okazję wcześniej obserwować rozmyślne niszczenie przybytków religijnych. Tyle, że nie były to synagogi. Mr Roosevelt ‘był świadkiem’ wysadzania dynamitem chrześcijańskich kościołów i katedr w skomunizowanej Rosji, co nie przeszkodziło mu rozpocząć swej prezydentury od niezwłocznego uznania rządu odpowiedzialnego za te czyny. Co więcej, na chwilę przed wygłoszeniem tego przemówienia wysłał serdeczny telegram aprobujący zajęcie Czechosłowacji przez Hitlera, nie dostrzegając w tym czynie nic sprzecznego z cywilizacją XX wieku. W tym właśnie momencie porzuciłem dziennikarstwo, nie mogąc dłużej znieść sytuacji, gdzie kłamstwo poczęło dominować nad ‘wiadomościami’.

Od tych właśnie deklaracji Roosevelta z 1937 i 1938 roku rozpoczęło się zaangażownie Ameryki w II Wojnie Światowej, a nie od daty Pearl Harbour. Od nich prosta linia prowadzi do jego późniejszego oświadczenia z 17 lipca 1942 roku, w którym otwarcie zapowiedział Niemcom zemstę wyłącznie za traktowanie Żydów. Ci, którzy skłonili go do wypowiedzenia tej groźby, od początku zaciekle oponowali przeciw ulżeniu losu Żydów w Niemczech.

Jak wywoływacz kliszy fotograficznej, czas wyłania prawdę: zamordowanie w Paryżu von Ratha było strzałem w Sarajewie, otwierającym drugą wojnę światową. W odróżnieniu od Wilsona, Roosevelt osobiście nie wierzył w zachowanie neutralności Ameryki

323

– w 1938 roku jego mentor Bernard Baruch oświadczył: ‘Załatwimy tego faceta Hitlera; nie ujdzie mu to bezkarnie’ (generał George C. Marshall). Jeśli sytuacja się nie zmieni - na co się nie zanosi – trzecia wojna światowa zastanie prezydenta amerykańskiego w kleszczach tych samych sił, które więziły jego poprzedników w latach 1914-18 i 1939-45.

Przez sześć lat prowadzących do ‘niepotrzebnej wojny’, obserwowałem nadchodzącą burzę z Berlina, Wiednia i innych metropolii, mających wkrótce pogrążyć się w mrokach nocy: z Pragi, Budapesztu, Belgradu, Bukaresztu, Sofii i Warszawy. Myślę, że jak każdy dostrzegałem buzujące żarem zarzewie wojny, lecz widziałem je wyraźniej z perspektywy wielu krajów, a nie z prowincjalnego partykularza. W Stammkneipen słyszałem wrzaski esesmanów; w prywatnych mieszkaniach ukradkowe, gorzkie rozmowy ich przeciwników i nerwowe szepty zbiegów, oglądająych się przez ramię. Widziałem podwójne oblicze motłochu, tego bezmózgiego dinozaura – w Berlinie rozpalone złudną nadzieją, a w Moskwie wynędzniałe i przepełnione beznadziejnym rozczarowaniem. Spotykałem się ze strachem na każdym szczeblu – od zamiatacza ulic do głowy państwa. W obu stolicach byłem świadkiem terroru.

Poznałem i widziałem wiele osobistości, z pozoru potężnych i hołdujących przeciwnym ideom, lecz wspólnie działających na rzecz zbliżającej się ‘niepotrzebnej wojny’. Rozmawiałem z Hitlerem, Goeringiem i Goebbelsem; nad spokojnym genewskim jeziorem jadłem obiad z pucułowatym Litwinowem, typowym przedstawicielem Cafe des Exiles, zastanawiając się co może ten minister spraw zagranicznych skomunizowanego kraju wiedzieć o Rosji, której był tak obcy. Spotkałem Mussoliniego i Ramseya Macdonalda, jedenego z tych premierów brytyjskich, którzy jak cień przesunęli się przez perspektywę lat. Spędziłem długie godziny na rozmowie z Edwardem Beneszem w starym zamku w Pradze; z kanclerzem Austrii, premierami Węgier, bałkańskimi królami i politykami. Przyglądałem się Lidze Narodów, z którą początkowo jako żółtodziób wiązałem wielkie nadzieje, aby póżniej zrazić się jej kompromitującym przebiegiem obrad, zakulisowymi intrygami i tłumem oblegających ją pieczeniarzy i intrygantów. Myślę, że trudno znaleźć entuzjastów Ligi Narodów wśród tych, którzy ją znali. Jako dziennikarz towarzyszący wzbijającemu się młodemu ministrowi o nazwisku Anthony Eden, pojechałem do Moskwy, gdzie ujrzałem dokładną kopię nazistowskiego reżymu niemieckiego, odróżniającego się od niego jedynie przewagą Żydów w sowieckim aparacie rządowym.

W wirze tego chaosu wybijał się oczywisty fakt: jeśli się nie powstrzyma Hitlera, wywoła on wojnę; wojna nastąpi, ponieważ nie można go powstrzymać. Jak wyjawił później jeden z brytyjskich premierów, Mr Stanley Baldwin (utrapienie zagranicznych korespondentów w Berlinie),

324

zataił on przed swoimi rodakami prawdę o wojennych planach Hitlera, aby nie przegrać wyborów. Jeśli nawet jego następca Mr Neville Chamberlain sądził, że polityką ustępstw ‘skieruje’ Hitlera przeciw Rosji (nie mam na to dowodów), to przynajmniej była to jakaś polityka, podczas gdy jego poprzednicy nie mieli żadnej. Była to jednak błędna polityka, gdyż wszyscy kompetentni obserwatorzy w Niemczech przewidywali, że nadchodzącą wojnę rozpęta Hitler w przemierzu ze Stalinem, a nie przeciwko niemu (tak też pisałem w moich przedwojennych książkach).

Już po dwóch pierwszych inwazjach Hitlera - na Austrię i Czechosłowację, byłem przekonany o nieuchronności ‘niepotrzebnej’ wojny. Czułem, że żyję w zwariowanym świecie, co wyjaśnia tytuł mojej książki, którą wtedy napisałem – Jarmark Szaleństwa. Jedyne, co mogłem wtedy dostrzec, to obłędny brak polityki. Po doświadczeniach osiemnastu następnych lat nie mogę wykluczyć możliwości, że nie wszędzie ta ‘niepotrzebna’ wojna była uważana za niepotrzebną.

19. Rozgłośniona w świecie agitacja w sprawie amerykańskich Murzynów kierowana jest z Nowego Jorku prawie wyłącznie przez dwie największe organizacje żydowskie (Amerykański Komitet Żydowski i Ligę Anty-Zniesławiającą, dysponujące pokaźnym budżetem), i przez Narodowe Stowarzyszenie Popierania Ludów Kolorowych, od początku kierowane przez Żydów. W ruchu tym Murzyni odgrywają bierną rolę. Pragną oni jedynie równych szans rozwoju, a nie mieszania się z białymi. Organizacje żydowskie, roszczące sobie prawo do działania w ich imieniu, głównie kładą nacisk na integrację rasową, której nie życzy sobie żadna ze stron. Głównie wpływowi tych nie-murzyńskich organizacji należy zawdzięczać interwencję sądową, prowadzącą w 1955 roku do decyzji Sądu Najwyższego, unieważniającej obecny system oddzielnych szkół, i wprowadzającej przymus szkół mieszanych (niezbyt realny w stanach południowych bez uniknięcia wojny domowej i będący powodem wielu zamieszek, wymagających interwencji Gwardii Narodowej i czołgów przy wprowadzaniu mieszanych szkół). Miałem okazję zerknąć na budżet Amerykańskiego Komitetu Żydów na rok 1953, oceniany na 1,753,000 dolarów. Odnośnie Murzynów stwierdzał on: ‘W zakresie większości praw obywatelskich i politycznych, pozycja Żydów jest bezpieczniejsza niż innych grup – w szczególności murzyńskiej. Jednakże, w sytuacji pozwalającej na zagrożenie praw Murzynów, ciągle istnieje ryzyko naruszenia praw Żydów. Stąd też, więcej wysiłków skierowaliśmy ku zapewnieniu równości szans innych grup, niż naszej własnej..... Przykładem tego jest nasz stosunek do N.A.A.C.P, która zwróciła się do nas o pomoc w pewnych sprawach, w których jesteśmy bardziej kompetentni..... Interwencja sądowa jest skuteczną bronią..... Wsprawach sądowych interweniujemy bezpośrednio.... Droga sądową kierujemy atak na segragecję....w ten sposób walczymy z dyskryminacją Murzynów.’ Ponieważ Sąd Najwyzszy składa się z nominacji polityczych, a nie zawodowych prawników, może to doprowadzić do krytycznych sytuacji.

20. Mr Long przepowiedział swój los w lipcu, mówiąc w Senacie, że wrogowie planują jego zabójstwo przy pomocy ‘jednego człowieka, jednego rewolweru, jednej kuli’. Powiedział, że rozmowę zanotował dyktafon ukryty w pokoju hotelowym w Nowym Orleanie, gdzie naradzali się jego ‘wrogowie’. Autor Hodding Carter, który twierdzi, że był obecny na tym spotkaniu, pisze: ‘Plan ”spisku” nie wychodził poza pobożne życzenia w rodzaju: „chciałbym, żeby ktoś załatwił tego ......”’.

21. Naziści zawsze twierdzili, że jednodniowy bojkot Żydów w dmiu 1 kwietnia był odpowiedzią na prowokację nowojorską - ksiązka rabina Wise z 1949 roku potwierdza ten fakt.

22. Słowo ‘pogrom’ (oznaczające w języku rosyjskim ‘masakrę’) zajmuje poczesne miejsce w tej propagandzie. Służy ono do określenia jakichkolwiek zamieszek dotyczących Żydów i niesłusznie się z nimi do tego stopnia związało, że czytelnik skłonny jest podejrzewać błąd drukarski, czytając o ‘pogromie Rosjan’, czy ‘Arabów’. Choć dr Weizmann sam pisze, iż w jego rodzinnych stronach Rosji ‘nigdy pogromów nie było’, często używa tego słowa, wyjaśniając, że ‘niekoniecznie trzeba przeżyć pogrom, aby wiedzieć jak zatruty jest świat gojów’. Podjudzając brytyjskiego gubernatora wojskowego w Palestynie do zastosowania ostrzejszych środków wobec Arabów, dr Weizmann powiada, że ‘z licznych doświadczeń potrafi wyczuć atmosferę poprzedzającą pogrom’, choć wcześniej przyznaje, że nie przeżył żadnego. Zamieszki, w których pięciu czy sześciu Żydów zostało zranionych, określa jako pogrom; natomiast wydarzenia 1938 roku, w których straciło życie 69 Anglików, 92 Żydów i 1500 Arabów, określa mianem ‘terroru Arabskiego’. Wybitny oficer brytyjski sir Adrian Carton de Wiart, mieszkający w okresie międzywojennym w Polsce, pisze ‘Kwestia żydowska wydawała się nierozwiązalna.... Krążyły plotki o pogromach, lecz uważałem je za znacznie przesadzone, gdyż nigdzie nie było naocznych dowodów masakry tysięcy Żydów’.

23. W rzeczywistości syjoniści gotowi byli do ‘pertraktacji’ z Niemcami i wchodzili z nimi w układy finansowe tam, gdzie służyło to ich celom. Siedem lat później, w najgorętszym okresie wojny, ‘grupa funkcjonariuszy nazistowskich’ zaproponowała rabinowi Stephenowi Wise tranzakcję finansową, umożliwiającą emigrację Żydów z Polski na Węgry. Trudno zrozumieć dlaczego, skoro oba kraje były okupowne przez Niemców. Widocznie dr Weizmann miał jakieś ukryte powody (może związane z późniejszym ‘eksodusem’ do Palestyny), aby w warunkach wojennych zgodzić się na transfer Żydów z okupowanej Polski na okupowane Węgry, podczas gdy przed wojną zaciekle protestował przeciwko uwolnieniu ich z Niemiec. Zwrócił się do prezydenta Roosevelta o udostępnienie dolarów na łapówkę i złożenie ich na rachunku Nazistów w Szwajcarii. Prezydent natychmiast odpowiedział: ‘Nie namyślaj się i rób co trzeba, Stefanie!’

Wydał polecenie innemu wybitnemu syjoniście w ministerstwie Finansów, Henremu Morgentahu, tak że mimo protestów Departamentu Stanu i brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, pieniądze przekazane zostały Światowemu Kongresowi Żydowskiemu w Genewie, aby zasilić konto przywódców nazistowskich!


Next Następny
Previous
Poprzednia
Home Dom
Contents Spis treści
Names Nazwy