C
Kontrowersja Syjonu
Douglas Reed


strona 283 284 285 286 287 288 289 290

Rozdzial 33

 

LIGA WALKI O POKÓJ

W 1917 roku, równolegle z ujawnieniem się dwu pokrewnych sił poczętych w Rosji – rewolucyjnego komunizmu i rewolucyjnego syjonizmu, ujawnił się także trzeci sekretny cel wojny, którego te dwie siły były instrumentem. Był nim projekt poddania ‘spraw ludzkich’ pod arbitralny zarząd ‘światowej federacji’.

W tym czasie (podobnie jak dwadzieścia pięć lat później w latach II Wojny Światowej), masy podbechtywano do zgładzenia ‘szaleńca w Berlinie’ właśnie dlatego, że dążył on do opanowania przemocą świata. W Anglii jeden z proroków, jakich można będzie także znaleźć w następnej wojnie, Mr Eden Philpotts grzmiał:

‘Zamierzałeś zawładnąć światem, lecz zostanie ci jedynie korona spleciona z jego przekleństw...’. Tego typu okrzyki były powszechne. Tym niemniej, tajemny plan przygotowywany na Zachodzie miał także na celu ‘opanowanie siłą świata’ i ustanowienie nad nim nowych ‘panów wojny’.

Była to ta sama treść ubrana w inne słowa. To, co w Niemczech było reakcyjnym militaryzmem pruskim, w Waszyngtonie uznane było za jedną z ‘postępowych’ idei Mr House’a; to, co u Kaisera nazwane było megalomanistyczną ambicją, w Londynie było oświeconą ideą ‘nowego porządku światowego’. Zachodni politycy stali się zawodowymi krętaczami. W 1832 roku nawet Disraeli nie był w stanie przewiedzieć (‘Praktyki polityczne na Wschodzie można określić jedym słowem: krętactwo’), że w XX wieku definicja ta będzie odnosić się równie dobrze do Zachodu. Tak się jednak stało w momencie, gdy przez poparcie syjonizmu i rewolucji światowej, przywódcy Zachodu ulegli presji Azjatów i zastąpili swą narodową otwartość azjatycką obłudą.

Co dziwne, najbardziej uległy z nich Mr Wilson początkowo buntował się i irytował zakulisowymi próbami okiełzania go. Jak wspomnieliśmy, usiłował twierdzić, że ‘przyczyny i cele wojny są niejasne’; a po reprymendzie pułkownika House’a pozwolił sobie jeszcze na stwierdzenie, że obie strony wojujące dążą do ‘tych samych’ celów. Na początku swej prezydentury posunął się nawet dalej, pisząc: ‘Niedopuszczalnym jest, aby rząd Republiki tak dalece wymknął się z rąk narodu i służył partykularnym, a nie ogólnym interesom. Świadomi jesteśmy, że jakiś czynnik stoi między narodem Stanów Zjednoczonych, a kontrolą jego własnych interesów w Waszyngtonie’. Prawdopodobnie odkrył charakter tych ‘interesów’ i owej ‘kontroli’, za co musiał zapłacić własnym upadkiem (podobnie, jak w następnej generacji Mr Roosevelt).

Tym niemniej, posłużono się nim w wylansowaniu planu ‘federacji światowej’, opartej na przemocy. Ideę tą ‘wpojono mu w mózg’ – według wyrażenia użytego przez biografa Mr House’a w opisie, jak manipulował on ludzmi (i jak sam był nieświadomym objektem manipulacji). W listopadzie 1915 roku, gdy naród amerykański z zapałem popierał politykę

284

prezydenta trzymania się z dala od wojny, Mr House pouczał go:

‘Musimy zaprzęgnąć dążenia narodu do planu, zapewniającego wywiązanie się z międzynarodowych zobowiązań i utrzymanie ‘pokoju światowego’.

Twierdzenie, że plan zapewni ‘utrzymanie pokoju na świecie’, było zwykłą propagandą. Od dłuższego czasu plan ten był przedmiotem dyskusji między Mr House, a Sir Edwardem Grey (sekretarzem Spraw Zagranicznych rządu Asqith’a, który miał stracić wzrok w 1914 roku, lecz w chwili duchowego olśnienia użył słów dotąd prawdziwych: „Światła zgasły nad całą Europą’). Sir Grey był urzeczony ‘planem’ i pisał do Mr House’a: ‘Jak dotąd, prawo międzynarodowe nie miało sankcji; lekcja tej wojny uczy nas, że mocarstwa powinne zobowiązać się do nadania mu tej sankcji’. Określenie ‘sankcja’ było eufemizmem jakim posługiwali się krętacze, aby nie alarmować mas widmem ‘wojny’, czy ‘przemocy’. W tym kontekście, według słownika określenie to oznacza ‘środki przymusu’; a w stosunkach między narodami, jedynym efektywnym środkiem przymusu jest wojna. Żadna sankcja nie potrafi być skuteczna, jeśli nie stoi za nią groźba wojny. Stąd też według koncepcji Mr Grey’a, wojny można wyeleminować wypowiadając im wojnę. Był on człowiekiem prostolinijnym, lecz najwidoczniej obałamuconym. Inicjatorzy wielkiej ‘idei’ wiedzieli, co należy przez nią rozumieć (w naszych czasach wszyscy o tym wiedzą).

W 1916 roku Mr Wilson został już należycie pouczony przez pułkownika House o swych obowiązkach, tak że w maju na meetingu nowej organizacji, zwanej oficjalnie „Ligą Walki o Pokój’, publicznie zadeklarował swe poparcie dla ‘planu’. Mr Wilson nie wiedział nic o jego charakterze - ‘nie wydaje się, aby poważnie przestudiował on program Ligi Walki o Pokój’ (Z Prywatnych Dokumentów Mr House’a).

Było to wskrzeszenie wcześniejszej ‘ligi walki o pokój’, która (jak to Lord Robert Cecil określił w liście do Mr House) ‘w rzeczywistości stała się ligą utrzymania tyranii’. W 1916 roku opinia Ameryki przejrzała grę zakamuflowaną tym określeniom i nie dała się wciągnąć w tak oczywistą pułapkę. Senator George Wharton Pepper wspomina: ‘Ciesząca się znacznym wsparciem organizacja finansowym, trafnie mieniąca się ‘Ligą Walki o Pokój’, sama ułatwiła nam zadanie podkreślając, że zgodnie ze swoją nazwą ta Konwencja’ (Ligi Narodów) ‘zamierza działać przemocą... W przeciwieństwie do niej, stale kwestionowaliśmy uciekanie się do przemocy, uważając ją za bezskuteczny i niebezpieczny środek....Oczywistej daremności posługiwania się międzynarodową przemocą, przeciwstawiałem bardziej realne i skuteczne koncepcje konferencji międzynarodowych i deklarowałem się jako ich zwolennik, nieodmiennie oponując ideom ligi opartej na sile’.

Choć obłudni politycy wkrótce porzucili nazwę ‘Ligi Walki o Pokój’, zrodzona z ‘planu’ ‘Liga Narodów’ była jego oczywistą kontynuacją – celem jej było poddanie narodowych sił zbrojnych pod kontrolę organizacji ponad-narodowej i użycia ich do ‘kierowania ludzkimi sprawami’ w sposób odpowiadający jej własnym celom. Ten stan rzeczy utrzymuje się do dnia dzisiejszego. Podobnie jak wcześniej w kwestii syjonizmu, tak i teraz prezydent
Wilson

285

urobiony został na długo przed momentem krytycznym (publicznym oświadczeniem z maja 1916 roku); a z chwilią przystąpienia Ameryki do wojny (w kwietniu 1917 roku) zadeklarował jej zaangażowanie w dążeniu do ‘nowego porządku międzynarodowego’. Oświadczenie to zbiegło się z momentem wybuchu rewolucji rosyjskiej i z Deklaracją Balfoura.

W ten sposób Zachód stał się świadkiem realizacji trzech wielkich ‘planów’, z których ostatni był ukoronowaniem dwu poprzednich. Jego myślą przewodnią było zniszczenie państw narodowych, w czym odbija się ubrany w nowoczesną formę stary konflikt między Starym, a Nowym Testamentem; między Prawem Lewitów, a przesłaniem Chrześcianizmu. Jedynym znanym oryginalnym źródłem idei ‘zniszczenia narodów’ jest Tora-Talmud. Co prawda, według Mr House’a niemożliwym jest dotarcie do źródeł jakiejkolwiek idei, lecz w tym wypadku ślady jej - niezatarte przez dwadzieścia pięć stuleci, prowadzą wyraźnie do roku 500 BC. Przyjmując nawet, że jakieś wcześniejsze wyznanie wiary mogło być oparte na podobnej ‘destruktywnej idei’, próżno szukać jego śladów w historii. Natomiast w Torze i Talmudzie idea ta przetrwała niezmieniona przez pokolenia. Nowy Testament jest jej zaprzeczeniem – mówi o ‘zaślepieniu narodów’, lecz nie o ich zniszczeniu. Objawienie przepowiada dzień, w którym nastąpi kres zwodzenia narodów. Ktokolwiek chciałby interpretować to proroctwo, może dopatrzyć się w Lidze Walki o Pokój i w jej pochodnych narzędzia owego ‘zwodzenia’ i jej ostateczny upadek.

Powziąwszy decyzję o konieczności ustanowienia ‘nowego porządku międzynarodowego’ i skłoniwszy prezydenta Wilsona do jej zadeklarowania, Mr House (jak podaje Mr Howden) powołał organizację dla opracowania projektu o nazwie ‘Inquiry’. Jej prezesem został jego szwagier dr Sidney Mezes (ówczesny kanclerz nowojorskiego College), a sekretarzem Mr Walter Lippman (dziennikarz The New Republic). Dr Izajasz Bowman (dyrektor Amerykańskiego Towarzystwa Geograficznego) miał służyć jako ‘osobisty konsultant’.

Jak widać, grupa ludzi postawiona na czele ‘Inquiry’ była przeważająco pochodzenia żydowskiego (choć bez udziału Żydów Rosyjskich, co wskazywałoby na prawdziwy charakter nadrzędnej władzy, określonej przez dr Kasteina jako ‘Międzynarodówka Żydowska’). Stąd też inspiracja żydowska wyraźnie przebija w opracowanym przez nią planie. Tak wyglądał według Mr. Howdena plan ‘Konwencji dla Ligi Narodów’, do którego Mr House przyłożył pióro w lipcu 1918 roku. ‘Prezydent Wilson nie był autorem, ani też nie pretendował do autorstwa Konwencji’. Takie były początki Ligi Narodów.

Równolegle ze zbliżającą się Konferencją Pokojową, Mr House przygotowywał się do wylansowania owego ‘nowego porządku światowego’. Już jej pierwsze akty wskazywały na tożsamość grupy kontrolującej rządy zachodnie. Od początku do końca jednym z głównych, jeśli nie najważniejszym tematem konferencji była sprawa syjonizmu i Palestyny (kwestie w ogóle nie znane szerszej publiczności przed wybuchem wojny 1914-18 roku).

286

Tym prawdopodobnie można tłumaczyć u prezydenta Wilsona momenty egzaltacji, przerywające jego długie okresy przygnębienia. Siedzący przy jego boku rabin Stephen Wise tak potrafił przedstawić mu sprawę Palestyny, iż zachwycony prezydent mamrotał do siebie: ‘Pomyśleć tylko, że ja, syn pastora, mogę się przyczynić do przywrócenia Ziemi Świętej jej ludowi’. Przeglądającemu się w zwierciadle historii prezydentowi wtórował nieodłączny rabin, porównując go do ‘perskiego króla Cyrusa, który umożliwił Żydom swojego królestwa powrót do Jerozolimy’. Król Cyrus po pięćdziesięciu latach wygnania pozwolił rdzennym Judajczykom na powrót do Judy; zadaniem prezydenta Wilsona miało być przetransplatowanie zjudeizowanych Chazarów z Rosji do kraju, który prawdziwi Żydzi opuścili osiemnaście wieków wcześniej.

Po drugiej stronie Atlantyku, dr Weizmann przygotowywał się do Konferencji Pokojowej. Był on w tym czasie jednym z najbardziej wpływowych ludzi na świecie, potentatem (czy też emisarjuszem potentatów), przed którym płaszczyli się ‘premierzy-dyktatorzy’ Zachodu. W 1918 roku, gdy los Anglii zawisł na szali walącego się Frontu Zachodniego, król angielski wstrzymał wszystkie audiencje. Jednakże na naglące użalania się Weizmanna, Balfour natychmiast restytuował jego audiencję. Gdyby nie to, że odbyła się ona w Pałacu Buckingham, można by sądzić, iż to dr Weizmann udziela audiencji monarsze. Podczas II Wojny Światowej zachodni politycy próbowali wytumaczyć dyktatorowi sowieckiemu Stalinowi znaczenie Watykanu w świecie. Zapytał wtedy obcesowo: ‘Ile dywizji ma Papież?’ Tak przynajmniej głosiła anegdota, popularna w klubach i barach, wydająca się prostemu ludowi kwintesencją prawdy zawartej w kilku słowach. Sprawa dr Weizmanna wskazuje na fałszywość podobnego pytania. Bez jednego żołnierza, on sam, z reprezentowaną przez siebie międzynarodówką, potrafił wymusić kapitulację, do której dotąd niezbędne były zwycięskie armie.

Pogardzał kapitaluntami i scenami swoich tryumfów. Pisał do lady Crewe: ’Tak samo nienawidzimy antysemitów, jak i filosemitów’. Filosemitami takimi, w zrozumieniu dr Weizmanna byli Mr Balfour, Loyd George i wielu innych ‘przyjaciół’, którzy prześcigali się w usłużności wobec człowieka, który nimi pogardzał. Co do samej Anglii, w dwadzieścia lat później dr Weizmann, przypatrując się dzikim zwierzętom w Parku Krugera, zamruczał pod nosem: ‘Cudownie być zwierzęciem w południowo-afrykańskim rezerwacie - o wiele lepiej, niż być Żydem w Warszawie, czy nawet w Londynie’.

W 1919 roku dr Weizmann postanowił odwiedzić swoje przyrzeczone królestwo. W momencie jego przyjazdu do Palestyny rozpoczęła się właśnie niemiecka ofensywa we Francji, wykrwawione wojska brytyjskie były w odwrocie, a ‘większość alianckich oddziałów wycofywano z Palestyny dla wzmocnienia frontu we Francji’. W takim momencie Weizmann zażądał ceremonialnego podłożenia kamienia węgielnego pod Uniwersystet Hebrajski. Lord Allenby protestował, wskazując że ‘Niemcy stoją prawie u wrót Paryża’. Dr Weizmann zareplikował, że ‘to tylko jeden z epizodów’. Lord Allenby uparcie odmawiał; dr Weizmann nalegał. Doprowadzony do ostateczności lord Allenby zwrócił się do Balfoura, który natychmiast wysłał depeszę nakazującą mu ustąpić.

287

Z wielką pompą, przy udziale oficerów, oddziałów i gwardii honorowej, dr Weizmann przewodniczył ceremonii na górze Scopus, zakłócanej jedynie dalekim odgłosem toczącej się bitwy angielsko-tureckiej.

(Pamiętam te dnie we Francji. Nawet dodatkowe pół miliona żołnierzy brytyjskich mogłoby przeważyć szalę bitwy; zaoszczędzić tysiące istnień ludzkich; prawdopodobnie zakończyć wojnę wcześniej. Hekatomba wojsk franuskich i brytyjskich we Francji była okazją do syjonistycznego święta w Palestynie).

Po zakończeniu wojny, w dniu 11 listopada 1919 roku jedynym gościem na obiedzie u Lloyd George’a był nie kto inny, jak dr Weizmann, który zastał swego gospodarza ‘prawie we łzach, czytającego Psalmy’. Potem z okien siedziby premiera na Downing Street wódz syjonistów patrzał, jak zniknął on, uniesiony na ramionach rozentuzjazmowanego tłumu do Westrminster Abbey na dziękczynne nabożeństwo.
Masy i ‘kierownicy’ – czy ktokolwiek z tłumu zwrócił uwagę na wysoko sklepioną czaszkę, brodatą twarz i przysłonięte ciężkimi powiekami oczy, obserwujące z okna Downing Street Nr 10?

Potem dr Weizmann przewodniczył delegacji syjonistów na Konferencji Pokojowej 1919 roku, na której miano ustanowić ‘nowy porządek świata’. Poinformował dostojną Radę Dziesięciu, że ‘Żydzi najwięcej ucierpieli ze wszystkich narodów’. Politycy 1919 roku nie zareagowali nawet jednym słowem na tą zniewagę milionów poległych na wojnie. Znalazł sie wszakże jeden protestujący Żyd francuski, Mr Sylwain Lewi, który próbował przemówić im do rozsądku. Wskazał, że:

Po pierwsze – Palestyna jest małym ubogim krajem, liczącym 600,000 Arabów, których Żydzi cieszący się wyższym standartem życia nie omieszkają wydziedziczyć z ich posiadłości; po drugie – emigrantami do Palestyny będą przeważnie Żydzi rosyjscy, znani z wybuchowego temperamentu; po trzecie – utworzenie w Palestynie państwa żydowskiego wzbudzi u Żydów niebezpieczny precedens rozdwojonej lojalności.

Te trzy ostrzeżenia, które sprawdziły się co do joty, spotkały sie z wrogą reakcją ze strony polityków-gojów, zebranych na Konferencji Pokojowej 1919 roku. Lewi’ego z miejsca osadził Mr Lansing, amerykański Sekretarz Stanu, zapytując Weizmanna: ‘Co pan rozumie przez żydowską ojczyznę?’. Dr Weizmann odpowiedział, że określenie to ma oznaczać przekształcenie Palestyny w kraj ‘tak żydowski, jak Anglia jest krajem angielskim’, przy zabezpieczeniu wszakże interesów obywateli nie-żydowskich. Mr Lansing uznał tą zdawkową odpowiedz za ‘absolutnie jasną’, akceptowała ją także Rada Dziesięciu, a pokonany Mr Lewi podzielił los spotykający żydowskich protestantów przez ostatnie dwadzieścia pięć wieków. (Wysłuchano go jedynie dla zachowania pozorów bezstronnej dyskusji. Rabin Wise, zaniepokojony ‘trudnościami, na jakie napotykamy w Paryżu’, już wcześniej postarał się o zapewnienie uległości prezydenta Wilsona. W prywatnej rozmowie powiedział mu: ‘Panie prezydencie, Światowe Żydowstwo liczy na pana w godzinie potrzeby i nadziei’, unieszkodliwiajac tym samym M. Lewiego i jego podobnych. Mr Wilson, położywszy mu rękę na ramieniu,

288

‘spokojnie i stanowczo odrzekł: ‘Proszę się nie martwić, Palestyna należy do pana.’)

Inny jeszcze człowiek próbował przeciwdziałać nieodpowiedzialnym czynom tych polityków. Pułkownik Lawrence miał wielką sympatię dla Semitów, wśród których mieszkał i których poprowadził w pustyni do walki przeciw władcom tureckim. Był także przyjacielem Żydów (dr Weizmann twierdzi, że ‘błędnie określano go mianem anty-syjonisty’) i uważał, że ‘kraj żydowski’ (w pojęciu ośrodka kulturalnego) mógłby stanowić część zjednoczonego Państwa Arabskiego, o którego powstanie walczył.

W Paryżu Lawrence przekonał się, że zamierzony plan sprowadzał się do zasadzenia wśród rozdrobnionych słabych panstw arabskich nacjonalizmu syjonistycznego na kształt bomby z opóźnionym zapłonem. Odkycie to załamało go. Wydawca jego Listów pisze: ‘Zwycięstwa, które Lawrence odniósł bez narażania życia angielskich żołnierzy, nie miały na celu powiększenie imperium brytyjskiego, lecz uwolnienie Arabów, wśród których mieszkał i których kochał, oraz odrodzenie ich cywilizacji’.

Tą wiarą, przekazaną mu przez ludzi którzy wysłali go do Arabii, powodował się Lawrence prowadząc swą ‘Pustynną Rewoltę’. Na początku Konferencji Pokojowej był on ‘całkowicie opanowany i normalny, jak każdy z nas’ (pisze Mr J.M. Keynes). Przybył na konferencję, wierząc w gwarancję Wilsona, wyrażoną w jego przemowie z 18-go stycznia 1918 roku, dotyczącą Czternastu Punktów: ‘Narodom pod panowaniem tureckim należy zapewnić absolutne bezpieczeństwo i nieograniczoną szansę niepodległości i autonomicznego rozwoju’. Lawrence nie mógł przewidzieć, jak fałszywe są te słowa Wilsona, pozyskanego skrycie przez otaczających go ludzi dla sprawy syjonizmu.

Odpowiedz dr Weizmanna na pytanie Lansinga i jej aprobata przez Radę Dziesięciu, otworzyły Lawrencowi oczy na zdradę. Jak pisze Mr Garnett, widoczne było jego ‘rozczarowanie, gorycz i świadomość porażki w wyniku Konferencji Pokojowej; przybywając na nią wierzył święcie, że prezydent Wilson zapewni samostanowienie narodom arabskim; wracał z niej kompletnie rozczarowany’. Sam Lawrence pisał później: ‘Przechodziliśmy rózne koleje losu w wirze walk’ (na pustyni) ‘nigdy się nie oszczędzając; lecz gdy zwyciężyliśmy i gdy nastał nowy świat, przyszli ci sami dawni ludzie, aby odebrać nam owoce zwycięstwa i przemodelować go na znajomy im kształt starego świata.... Zamierzałem utworzyć nowy naród, przywrócić mu utracony blask; dać dwudziestu milionom Arabów fundament, na którym mogliby zbudować wymarzony pałac swych narodowych ideałów’.

Załamany niepowodzeniem Lawrence był jedną z najbardziej popularnych osobistości na świecie. Gdyby przyłączył się do szereregu obłudnych polityków, nie ominęłyby go honory i zaszczyty. Zrzekł się jednak swojej rangi, odrzucił ordery i w poczuciu hańby próbował nawet zatrzeć własną tożsamość – zaciągnął się pod przybranym nazwiskiem jako prosty żołnierz w szeregi Królewskich Sił Lotniczych, gdzie później odkrył go jakiś wścibski dziennikarz. Ostatni etap jego życia i kończący je

289

wypadek motocyklowy mają cechy samobójcze, tak że należałoby go uznać za jednego z męczenników tej sprawy (tak jak Mr Jamesa Forrestala po II Wojnie Światowej, którego spotkał podobny los).

Czołowi politycy zjednoczyli się w poparciu awantury syjonistycznej poprzez ustanowienie ‘nowego porządku światowego’, nie bacząc na honor czy cierpienia ludzkie. Natomiast we wszystkich prawie pozostałych kwestiach różnili się poglądami, tak że ledwo wojna zdążyła się skończyć, Paryż stał się widownią autorytetów pękających jak bańka mydlana, i dawnych przyjaźni, rozsypujących się jak zmurszały mur. Jakieś rozdzwięki poróżniły prezydenta Wilsona z jego ‘drugim ja; jego niezależną osobowością’ (podobne tajemnicze oziębienie stosunków odsunęło przy końcu II Wojny Światowej prezydenta Roosevelta od jego ‘drugiego ja’, Harry Hopkinsa).

Mr House był u szczytu swojej kariery. W Hotelu Crillion oblegali go premierzy, ministrowie, ambasadorowie i delegaci – w jednym dniu udzielił czterdzieści dziewięć audiencji. Kiedyś, gdy Mr House był zajęty z prezydentem Wilsonem, przyszedł z wizytą francuski premier Clemenceau. Prezydent został wyproszony, aby dwaj wielcy mężowie mogli prywatnie konferować. Być może, upokorzenie było przyczyną ostatecznego załamania się prezydenta Wilsona. W Paryżu dosięgła go śmiertelna choroba (podobnie jak Franklina Roosevelta w Jałcie; choć Wilson przeżył dłużej). Jak się wydaje, było to ostatnie spotkanie tych dwóch osobistości! Mr House zanotował: ‘Dla mnie rozstanie się z Woodrow Wilsonem pozostaje tragiczną zagadką; nie dającą się wyjaśnić, gdyż zabrał on ją ze sobą do grobu’.

Rozwiewały się iluzje władzy. Ci dwaj nigdy jej naprawdę nie posiadali; byli instrumentami w rękach innych. Już wtedy stali się widmem historii, a choć imieniem ich nazywano place i bulwary miast, mało kto pamięta, kim byli. Mr Wilson zmarł wkrótce po powrocie do Ameryki. Niedługo potem zaginęła pamięć o Mr House, osamotnionym w swym apartamencie przy 35 East Street.

Mr Lloyd George znalazł się w politycznej próżni, a jego ostatnim osiągnięciem było kompletne rozbicie potężnej ongiś Partii Liberalnej; dziesięć lat później pozostało mu jedynie czterech zwolenników. W parku Saint James przez kilka następnych lat można było napotkać pogrążonego w myślach Mr Balfoura.

Nie danym im było zrealizować wszystkich zamierzeń swoich mentorów. Wstrząśnięty gwałtownym sprzeciwem Amerykanów, prezydent Wilson ‘odmówił absolutnie akceptacji żądań Francji co do utworzenia międzynarodowej siły, działającej pod kontrolą Ligi’. Przypomniał sobie nagle, że konstytucja amerykańska nie pozwala na podobne uszczuplenie jej suwerenności.

Tak więc ówczesne pokolenie uniknęło zagrażającego mu niebezpieczeństwa. Utajeni kierownicy, ciągle potężni z chwilą pozbawienia pozorów władzy ‘premierów-dyktatorów i uległych ‘administratorów’, musieli czekać aż do II Wojny Światowej na możliwość kontrolowania sił zbrojnych państw-narodów. Udało się im wtedy prawie (choć nie zupełnie) utworzyć ‘ligę walki o pokój’, posiadającą władzę, do której dążyli.

290 W 1919 roku musieli się zadowolić pierwszym skromnym eksperymentem w postaci Ligii Narodów.

Stany Zjednoczone nie przyłączyły się do niej. Masy amerykańskie, zaniepokojone wynikami wojny i instynktownie pragnące utrzymać swą bezpieczną oazę ‘niezaangażowania zewnętrznego’, nie chciały nawet o niej słyszeć. Wielka Brytania przyłączyła się, lecz mając innego premiera w miejsce Lloyd George’a, nie miała zamiaru zrzec się kontroli nad swoimi wojskami. Na pewien czas zablokowana została droga do ‘nowego porządku światowego’, zaplanowanego przez Mr House’a i jego mocodawców. Tyle tylko, że za pośrednictwem Ligi Narodów otworzyła się możliwość nieuchronnego i prawdopodobnie fatalnego naruszenia suwerenności Wielkiej Brytanii.
Autorytet tej ‘Ligii Narodów’, cokolwiek by o nim sądzić, użyty został jako parawan dla zaangażowania wojsk brytyjskich w roli protektora syjonistów, dążących do owładnięcia Palestyną. Instrumentem dającym pozory legalności tej imprezie była tzw. instytucja ‘mandatu’, o której genezie pisałem wcześniej Na jego podstawie Liga Narodów była w stanie wprowadzić syjonistów rosyjskich do Arabii, gdzie okazali swe ‘wybuchowe tendencje’, przepowiedziane przez M. Sylwaina Lewi, a które sprawdziły się w 1956 roku. Było to jedynym trwałym osiągnięciem ‘nowego porządku światowego’, ustanowionego w 1919 roku, którego autorstwo łatwo wyśledzić starym, antycznym zapytaniem ‘Cui bono?’’.

Historia ‘mandatu’ (i człowieka usiłującego mu zapobiec) jest tematem następnego rozdziału.

Next Następny
Previous
Poprzednia
Home Dom
Contents Spis treści
Names Nazwy