C
Kontrowersja Syjonu
Douglas Reed


strona 244 245 246 247 248 249 250 251 252 253 254 255 256 257 258 259 260

Rozdzial 30


DECYDUJĄCA BITWA

Wojna lat 1914-18 była pierwszą wojną narodów, a nie jak dotąd, armii; kierującą nią ręką dotknęła prawie każdy dom w Europie i w wielu krajach poza-europejskich. Dla świata była nowością, choć została przepowiedziana przez komunistycznych i syjonistycznych konspiratorów. Protokóły z 1905 roku zapowiedziały ‘uniwersalną wojnę’ siłom opierającym się ich planowi. W 1903 roku Max Nordau oświadczył, że ambicje syjonistyczne w Palestynie urzeczywistnione zostaną w ‘nadchodzącej wojnie światowej’.

Niezbędnym warunkiem sprawdzenia się tych słów jako przejawu zawczasu objawionej ‘niesamowitej wiedzy’, było opanowanie przez konspirację rządów państw, których politykę i działania militarne można było zaprzęgnąć do realizacji celów konspiracji, zamiast ich narodowych interesów. Jak pokazaliśmy, prezydent amerykański już od 1912 roku był w mocy swych tajnych ‘doradców’, a jeśli przyjąć jego portret ukazany przez Mr House’a (zarówno w jego powieści, jak i Prywatnych Papierach) za wiarygodny, zgadza się on z obrazem, jaki dają Protokóły: ‘...właśnie zastąpiliśmy władcę przez karykaturę rządu-prezydenta, wziętego z tłumu, ze środowiska naszych kreatur i niewolników’.

Jednakże w pierwszych etapach I Wojny Światowej, sprawa ‘wielkiego ‘planu’ nie wymagała aktywnego udziału Mr Wilsona; funkcję tą miał on przyjąć później. Początkowo najważniejszym celem było zdobycie kontroli nad rządem brytyjskim. Walka o to zajęła dwa lata i skończyła się zwycięstwem intrygantów, których poczynania nieznane były opinii publicznej. Ta właśnie walka, toczona w ‘labiryntach polityki międzynarodowej’, była decydującą bitwą I Wojny Światowej. Mówiąc ściślej (jako że żadna decyzja nie jest ostateczna i może być później zmodyfikowana), wywarła ona najważniejszy i permanentny wpływ na bieg wydarzeń dwudziestego stulecia; jej skutki zdominowały okres międzywojenny i II Wojny Światowej, a dzisiaj w 1956 roku, wydaje się ona być najprawdopobniejszym powodem trzeciej ‘wojny powszechnej’. Żadne zmagania wojenne z lat 1914-18 nie wycisnęły takiego piętna na przyszłości, jak uczyniło to opanowanie rządu brytyjskiego w 1916 roku. Proces ten ukryty był przed oczami mas zaangażowanych w wojnie. Od początku do końca Brytyjczycy wierzyli, że mają jedynie do czynienia z zapalczywym teutońskim Panem Wojny, a Amerykanie dopatrywali się przyczyn zamieszania w niepoprawnie kłótliwym charakterze narodów europejskich.

W 1914 roku Anglia nie zaznała sytuacji, jaką przyniosło w Ameryce sekretne zniewolenie prezydenta Wilsona. Decyzje polityczne i militarne pozostawały w rękach ludzi, którzy w toku wojny podejmowali je wyłącznie pod kątem ich użyteczności dla zwycięstwa i interesu kraju. Dla sprawy syjonizmu kryterium to było bezużyteczne. Historia pierwszych dwóch lat czteroletniej wojny była zakulisową

245

sceną walki o usunięcie tych ludzi i zastąpnienie ich przez bardziej uległych.

Nie licząc fatalnej decyzji rządu Balfoura w 1903 roku, przed 1914 roku konspiracji udało się spenetrować jedynie przedsionki władzy. Po 1914 roku coraz więcej czołowych przywódców zaczęło wiązać się z destruktywnym przedsięwzięciem syjonizmu. Dzisiaj znany jest powszechnie wpływ tzw. ‘względów praktycznych’ (publiczna popularność lub niełaska, głosy, zaplecze finansowe, urzędy) na polityków, gdyż sprawy te opisano w wielu autentycznych publikacjach. Jednakże, w tamtych czasach jedynie bardzo przenikliwy i przewidujący polityk angielski mógł w syjoniźmie upatrywać klucza do kariery. Jedynym możliwym bodźcem mogło być romatyczne odurzenie, jak w wypadku Balfoura. Archiwa tego okresu nie dają jednoznacznego wyjaśnienia tego niezrozumiałego fenomenu. Co więcej, Anglicy zawsze starali się podbudowywać motywy swojego postępowania czynnikiem moralnym i sami byli gotowi w to uwierzyć. Tendencja ta zainspirowała Macaulay’a do uwagi: ‘trudno wyobrazić sobie bardziej komiczne widowisko, niż naród brytyjski w jego okresowych napadach moralności’. Być może więc, niektórzy uczestnicy tej intrygi (a taką niewątpiwie była) działali w dobrej wierze. Ten proces samo-ułudy widoczny jest w pewnym stwwierdzeniu, jakie sam odkryłem, a które wyraźnie identyfikuje grupę pro-syjonistów w ówczesnych wyższych sferach Anglii, i które potwierdza uwagę Macauley’a.

Autorem jego jest Mr Oliver Locker-Lampson, konserwatywny członek parlamentu z początku tego wieku. Nie odgrywał on tam większej roli i jeśli jest znany, to jedynie z późniejszego fanatycznego poparcia dla syjonizmu w parlamencie i poza nim. Był on także osobistym przyjacielem wielu osobistości, które obdarzyły naród brytyjski syjonizmem. W 1952 roku pisał on w londyńskim tygodniku:

‘Winston, Loyd George, Balfour i ja wychowaliśmy się w duchu żarliwego protestantyzmu, wierzącego w nadejście Zbawiciela z chwilą, gdy Żydzi odzyskają Palestynę’. Jest to mesjanistyczna idea Milenistów Cromwella, przeszczepiona na XX wiek. Jedynie wyżej wymienieni, z których ostał się tylko jeden, mogą potwierdzić wiarygodność powyższego stwierdzenia. Czytelnik sam musi osądzić, czy istotnie wyraża ono istotę protestantyzmu, niezależnie od jego głębi. Trudno się jednak zgodzić, aby mogło ono stanowić racjonalną podstawę dla podejmowania decyzji politycznych i militarnych podczas wojny. Poza tym, jest ono wyrazem tej samej świętokradczej idei, jaka motywowała Proroka Monka i jemu podobnych: że Bóg zapomniał o swoim obowiązku i że należy go w tym wyręczyć. Tak czy inaczej, faktem jest istnienie takiej grupy ludzi i możemy równie dobrze dla ich określenia użyć powyższej nazwy: Żarliwych Protestantów.

Wybuch Pierwszej Wojny Światowej zbiegł się z ambicjami tych Żarliwych Protestantów do przejęcia władzy, która pozwoliła by im skierować operacje wojskowe w Europie dla sprawy zdobycia Palestyny dla syjonistów. Dr Wiezmann, którego pozostawiliśmy w 1906 roku w Manchesterze przy rozmowie z Balfourem, od razy włączył się do akcji: ‘nadszedł czas.... warunki polityczne będą sprzyjające’, pisał w październiku 1914 roku. Wyszukał Mr C.P. Scotta, redaktora Machester Guardian,

246

nałogowego orędownika każdej sprawy obcej jego narodowi. Mr Scott uradował się, usłyszawszy iż przybysz jest ‘Żydem nienawidzącym Rosji’ (Rosja, sojusznik Anglii, w tym czasie ratowała armie brytyjską i francuską na Zachodzie uderzeniem na wschodnim froncie) i z miejsca zaprosił go na śniadanie z Lloyd Georgiem, ówczesnym kanclerzem Skarbu. Lloyd George (którego nastawienie do wojny europejskiej, jak zauważył dr Weizmann, było ‘niezwykle nonszalanckie’), wyrażał się ‘ciepło i zachęcająco’ o syjoniźmie i zaproponował ponowne spotkanie z Balfourem. Spotkanie to miało miejsce 14 grudnia 1914 roku. Nawiązując do rozmowy z 1906 roku, Mr Balfour ‘całkiem nonszalancko’ zapytał Dr Wiezmanna, w czym może mu praktycznie pomóc. Usłyszał odpowiedz: ‘Nie teraz, gdy grzmią armaty; przyjdę później, kiedy wyjaśni się sytuacja militarna’. Relacja pani Dugdale potwierdza własne słowa dr Weizmanna: ‘Nie skorzystałem z tej oferty, gdyż ani czas, ani miejsce nie były odpowiednie’. Na tym to spotkaniu Mr Balfour wielkodusznie oświadczył, że ‘gdy zamilkną działa, może pan dostać swoją Jerozolimę’.

Dr Weizmann miał powód, aby nie rzucać się łapczywie na ‘całkiem nonszalancką’ ofertę Balfoura. Główna kwatera syjonistów mieściła się wówczas w Berlinie, a koledzy dr Weizmanna byli przekonani, że Niemcy wygrają wojnę. Woleli się najpierw upewnić przed wyłożeniem kart na stół. Gdy później zdecydowali się postawić na kartę aliancką, ‘działa’ ciągle jeszcze ‘grzmiały’.To nie wzgląd na jatki europejskie odwiódł dr Weizmanna od ‘przyjęcia oferty’. Jak szczerze powiedział Balfourowi (choć ten nie mogł zrozumieć procesu myślowego Weizmanna) ‘czas... jest nieodpowiedni’ i dr Weizmann zamierzał poczekać do ‘wyjaśnienia się sytuacji militarnej’.

Co znamienne, niektórzy autorzy powyższych cytatów, nieznanych szerszej publiczności, zdają się umyślnie plątać daty – w tym czasie powinni byli przede wszystkim zajmować się losem Anglii. Przytoczyłem już jeden przykład widocznej konfuzji co do daty opisanego wyżej drugiego spotkania Balfoura z Weizmannem. Podobnie też i Mr Lloyd George pisze, że jego pierwsze spotkanie z dr Weizmannem, które określa jako ‘przypadkowe’, miało miejsce w 1917 roku, gdy pełnił funkcję premiera. Dr Weizmann lekceważąco koryguje ten fakt: ‘w istocie Lloyd George zaczął popierać ideę żydowskiego kraju na długo przed objęciem urzędu premiera i w międzyczasie widziałem się z nim kilka razy’.

Trzecie spotkanie z Balfourem, ‘ważka rozmowa, trwająca kilka godzin’, przebiegła ‘nadzwyczaj pomyślnie’. Dr Wiezmann ponownie zadeklarował swoją ‘nienawiść do Rosji’, znajdującego się wtedy w opałach sojusznika Anglii. Mr Balfour wyraził delikatne zdziwienie: ‘Jako może przyjaciel Anglii być tak anty-rosyjski w chwili, gdy Rosja robi wszystko, aby pomóc Anglii wygrać wojnę’. Jednakże podobnie jak w poprzednim wypadku, gdy uczynił aluzję do anty-syjonistycznej postawy Żydów brytyjskich, nie zamierzał się teraz wdawać w dyskusję i zakończył rozmowę słowami: ‘Pracuje pan dla wielkiej sprawy; musi pan częściej przychodzić’.

247

Mr Lloyd George także ostrzegał Weizmanna, że ‘niewątpliwie należy się liczyć z silną opozycją ze strony pewnych kół żydowskich’, na co otrzymał typową odpowiedz: ‘to przeważnie bogaci i wpływowi Żydzi są przeciw nam’. Co dziwne, ta aluzja zdawała się wywierać wrażenie na Żarliwych Protestantach, którzy sami byli bogaci i wpływowi. Wkrótce nabrali podobnej niechęci do swych rodaków, Żydów angielskich, jaką żywił do nich natrętny dr Wiezmann z Rosji.

Opozycja wobec syjonizmu rodziła się w innych kołach. W tym czasie szczyty władzy zajmowali jeszcze ludzie, dla których najważniejszą sprawą był interes narodowy i wygranie wojny. Nie mieli oni zamiaru tolerować ‘nienawiści’ wobec sojuszników wojskowych, czy też być orędownikami bezużytecznych ‘drugorzędnych frontów’ w Palestynie. Do tej grupy należeli Mr Herbert Asquith (premier), lord Kitchener (minister Wojny), Sir Douglas Haig (główny dowódca armii we Francji), i Sir William Roberston (szef sztabu we Francji; późniejszy szef imperialnego sztabu generalnego).

Mr Asquith był ostatnim przywódcą Liberałów w Anglii, usiłującym pogodzić ‘liberalizm’ z interesem narodowym i uczuciami religijnymi, w odróżnieniu od sensu, jaki określenie to przybrało w ciagu ostatnich czterdziestu lat (i jaki przypisywały mu Protokóły: ‘Kiedy wprowadziliśmy do organizmu państwowego truciznę liberalizmu, cała jego kompleksja polityczna uległa zmianie: państwa zapadły na chorobę śmiertelną - zakażenie krwi....’). Z chwilą jego utrącenia, prawdziwy Liberalizm zamarł w Anglii, podobnie jak zanikła i upadła reprezentująca go partia. Pozostała po nim jedynie nazwa, służąca później za przykrywkę komunizmowi i armii jego ‘utopijnych marzycieli’.

Wiadomość o gotującej się intrydze dotarła do Mr Asquitha przy okazji przedstawieniu mu projektu o państwie żydowskim w Palestynie przez żydowskiego ministra, Mr Herberta Samuela, który był obecny przy rozmowie Weizmanna z Lloyd Georgiem podczas śniadania w grudniu 1914 roku. Tych dwóch wiedziało o niej wcześniej. Mr Asquth odnotował:

‘....propozycję Samuelsa popierającą aneksję Palestyny przez Wlk Brytanię; kraju wielkości Walii, pokrytego jałowymi górami i w części pozbawionego wody. Uważa on, że na tym niesprzyjającym terrytorium możemy uplasować od trzech do czterech milionów Żydów europejskich.... Nie jestem za tym projektem, mogącym nam tylko dodać kłopotu.... Jedynym oprócz niego orędownikiem tej sprawy jest Lloyd George, a nie potrzebuję dodawać, że Żydzi go wcale nie obchodzą, ani ich przyszłość...’

Mr Asquith (który trafnie podsumował Lloyd Georga) do końca nie zmienił zdania. Dziesięć lat później, dawno już odsunięty od władzy, odwiedził Palestynę i napisał: ‘To gadanie o utworzeniu państwa żydowskiego w Palestynie wydaje mi się tak samo fantystyczne, jak przedtem’. W 1915 roku przez swój negatywny stosunek do tej sprawy stał się objektem intrygi, zmierzającej do usunięcia go ze stanowiska. Dopóki mógł, powstrzymywał swój kraj przed awanturą palestyńską; zgadzał się ze stanowiskiem przywódców wojskowych, że wojnę można wygrać jedynie na głównym froncie europejskim.

248

Podobnego zdania był lord Kitchener, cieszący się wielkim autorytetem i popularnością. Uważał, że w tej chwili najważniejszym celem militarnym jest utrzymanie Rosji w stanie wojny (syjoniści pragnęli zniszczenia Rosji, o czym nie omieszkali powiadomić Żarliwych Protestantów). W czerwcu 1916 roku Mr Asquith wysłał lorda Kitchenera do Rosji. Kitchener zniknął wraz z krążownikiem Hampshire, na którym płynął. Dobrze poinformowani zgadzają się, że był on jedynym człowiekiem, który mógł uratować Rosję. Tak więc rozwiała się główna przeszkoda, stojąca na drodze rewolucji światowej i imprezy syjonistycznej. Być może, nie udałoby się narzucić Zachodowi syjonizmu, gdyby on żył. Pamiętam reakcję żołnierzy na Froncie Zachodnim, gdy usłyszeli o wypadku; odczuli go jak przegraną batalię. Nie wiedzieli, jak bliska prawdy była ich intuicja.

Odtąd jedynie Asquith, Robertson, Haig i Żydzi angielscy pozostali jako przeszkoda na drodze syjonizmu. Koło intrygi zataczało coraz większe kręgi. Times i Sunday Times przyłączyły się do Manchester Guardian w entuzjaźmie dla syjonizmu, a koła rządowe w dodatku do Balfoura i Lloyd Georga zyskały nowych zwolenników. Lord Milner (który wkrótce miał wejść w skład rządu) oświadczył, że ‘mylą się Arabowie, jeśli sądzą, że Palestyna pozostanie arabska’. W tym samym czasie pułkownik Lawrence podrywał Arabów do rewolty przeciw wrogowi Aliantów – Turcji.

Mr Philip Kerr (późniejszy lord Lothian, a ówczesny sekretarz Lloyd Georga) zawyrokował, że ‘Żydowska Palestyna’ musi się wyzwolić z niewoli ‘wściekłego psa berlińskiego’ (jak na użytek ‘motłochu’ nazywano Kaisera). Sir Mark Sykes, szef sekretariatu Gabinetu Wojennego, który był ‘jednym z naszych największych przyjaciół’ (dr Weizmann), rozciągnął ideę wyzwolenia na ‘Żydów, Arabów i Armeńczyków’.

Tego rodzaju propaganda jest ciągle nieodłącznym środkiem ‘przekonania’ ‘szerokich mas’. Arabowie i Armeńczycy byli już na miejscu i nie mieli pretensji do przeprowadzania się donikąd. Żydzi europejscy cieszyli się taką samą wolnością, jak inni obywatele; Żydzi palestyńscy okazali gotowość przeniesienia się do Ugandy, a w Europie i Ameryce Żydzi pragnęli pozostać tam, gdzie byli. Jedynie zjudeizowani Chazarowie rosyjscy pod przywódctwem talmudycznych kierowników zapragnęli posiadania Palestyny. Dla przyszłych dziejów formuła Sir Marka była fatalna, gdyż przygotowała grunt dalszym awanturom na miarę palestyńskiej. W odróżnieniu od Żarliwych Protestantów, był on ekspertem od spraw Bliskiego Wschodu i powinien mieć lepsze rozeznanie od nich.

Podobnie zwodniczą formułą posługiwał się jeszcze inny nowicjusz, lord Robert Cecil: ‘Arabia dla Arabów, Judea dla Żydów, Armenia dla Armeńczyków’ (sprawa wyzwolenia Armenii wkrótce zniknęła z areny). Stanowi on ciekawy przypadek, gdyż rodzinę Cecilów zawsze cechował wrodzony zmysł polityczny. Syjonizm posiada dziwną moc sprowadzania aberracji umysłowych u rozsądnych ludzi. Mr Balfour (w połowie Cecil) w innych sprawach wykazywał rozsądek właściwy Cecilom; opracowany przez niego plan reorganizacji Europy po wojnie jest wzorem rozważnej myśli politycznej, lecz w kwestii syjonizmu zachowywał się jak odurzony.

249

Podobnie niewytłumaczalny jest przypadek lorda Cecila. Pamiętam jego wykład o Lidze Narodów, jaki dał w Berlinie w latach trzydziestych. Wysoki, zgarbiony, podobny do jastrzębia, mądry pokoleniami przodków, wygłaszał z olimpijskich wyżyn ostrzeżenia co do przyszłości, wzywając z grobu ‘hebrajskich Proroków’. Na młodym dziennikarzu, jakim wtedy byłem, zrobił wielkie wrażenie, choć niewiele zrozumiałem z jego myśli. Dzisiaj, gdy zdążyłem się czegoś nauczyć, sprawa ta ciągle pozostaje dla mnie tajemnicza; cokolwiek dałoby się powiedziec o Jeremiaszu, napewno był on anty-syjonistą.

A jednak dr Weizmann powiada wyraźnie o lordzie Robercie: ‘Dla niego, odtworzenie żydowskiego kraju w Palestynie i zorganizowanie świata w wielką federację, są dopełniającymi się czynnikami następnego etapu zarządzania sprawami ludzkimi.... Jako jeden z założycieli Ligi Narodów, uważał sprawę kraju żydowskiego za równie ważną, jak sama Liga’.

Tu tajemnica się wyjaśnia; ale czy lord Robert był jej świadomy? Zdobycie Palestyny dla syjonistów z Rosji było jedynie ‘następnym etapem’ w ‘zarzadzaniu sprawami ludzkimi’ (przychodzi tu na myśl powiedzenie lorda Actona o ‘planie’ i ‘kierownikach’). ‘Federacja światowa’ ukazana jest tu jako nieodłączna część tego samego planu. Podstawowym założeniem tej ligi, przejawiającym się w różnych wariantach, jest pozbawienie narodów suwerenności i zlikwidowanie odrębnych narodowości (co, oczywiście, jest też programem Protokółów). Jeżeli jednak narody mają zniknąć, czy fakt, że proces ich likwidacji ma zainicjować utworzenie nowego, jedynego narodu, nie oznacza, że ten ma sprawować nadrządną władzę nad ‘sprawami ludzkimi’? (teza jedynego nadrzędnego narodu ‘kierującego sprawami ludzkimi’ przewija się ciągle w Starym Testamencie, Talmudzie, Protokółach i w formalnym syjoniźmie).

Trudno zrozumieć zaślubiny lorda Roberta z syjonizmem, zważywszy na jego wrodzony rozsądek, pozwalający mu jasno dostrzec niebezpieczeństwo despotyzmu światowego. W tym samym czasie pisał on do Mr House’a w Ameryce:

‘Nie mam wątpliwości, że po wojnie powinniśmy uczynić wysiłek w kierunku stworzenia mechanizmu zabezpieczającego pokój... Widzę jednak niebezpieczeństwo w tym, że mierzymy zbyt wysoko... Nic bardziej nie zaszkodziło sprawie pokoju, jak załamanie się prób w tym kierunku po Waterloo. Teraz na ogół nie pamięta się, że początkiem Świętego Przymierza była Liga Walki o Pokój. Niestety, pozwoliła ona skierować swoją energię na cele, czyniące z niej ligę podtrzymania tyranii i dyskredytujące jej wiarygodność, nie mówiąc już o jej innych nieskończenie złych skutkach... Pokazuje to, jak najlepsze intencje potrafią źle się kończyć.’

Cytat ten dowodzi, że Lord Cecil powinien był dostrzec niebezpieczeństwo ‘skierowania energii na złe tory’, a jednocześnie ukazuje jego niezrozumienie natury syjonizmu, jeśli uwierzymy opinii, jaką wyraził o nim dr Weizmann. W chwili gdy pisał te słowa, w Ameryce szykowała się nowa ‘Liga Walki o Pokój’, organizowana przez szwagra Mr House’a, dr Mezesa.. Miała ona być prekursorem różnego rodzaju przyszłych prób rządu światowego, ujawniających jasno intencje wpływowych grup, zmierzające do

250

utworzenia ogólnoświatowej ‘ligi podtrzymującej tyranię’.

Tak więc, pod koniec drugiego roku I Wojny Światowej, Żarliwi Protestanci stali się licznym bractwem, wpatrzonym nie w Europę, lecz w Palestynę, i młócącym zboże dla rosyjskich syjonistów. Do grona wymienionych wyżej ‘przyjaciół’ dołączyli panowie Leopold Amery, Ormsby-Gore i Ronald Graham. Syjonizm usadowił się we wszystkich departamentach rządowych, z wyjątkiem ministerstwa Wojny. Bezprzecznie, ich pierwotny entuzjazm do syjonizmu musiał być podbudowany korzyściami materialnymi – intryga zakładała zastąpienie wysadzonych z siodła ludzi.

Oporny premier Mr Asquith usunięty został pod koniec 1916 roku. Historia ukazuje sposób, w jaki to uczyniono, a upływ czasu pozwala na ocenę skutków, jakie z tego wynikły. Motywem, jaki ukazano szerokim masom, miała być nieudolność Mr Asquitha w prowadzeniu wojny. Szczerość tego zarzutu można osądzić w świetle późniejszych faktów: pierwszym czynem jego następców było przerzucenie sił zbrojnych do Palestyny, w wyniku czego Lloyd George omal nie przegrał wojny.

W dniu 25 listopada 1916 roku, Lloyd George wystąpił z wnioskiem dymisji przewodniczącego Rady Wojennej i przejęcia tej funkcji przez siebie. W normalnych warunkach żądanie takie byłoby równoznaczne z samobójstwem politycznym, lecz przy rządzie koalicyjnym, w którym liberał Lloyd George miał poparcie przywódców konserwatywnych, Mr Bonara Law i Sir Edwarda Carsona, stanowiło ono ultimatum (prawodopodobnie tych dwóch istotnie wierzyło w walory Lloyd George’a; trudno posądzać Torysów o tak daleko idącą dwulicowość, aby mogli przewidzieć przyszłe zniszczenie przez niego Partii Liberalnej!)

Mr Lloyd George zażądał także ustąpienia niekompetentnego konserwatysty Mr Balfoura ze stanowiska Pierwszego Lorda Admiralicji. Oburzony premier liberalny sprzeciwił się zmianom w Radzie Wojennej i usunięciu Mr Balfoura (4-go grudnia). Jednakże mr Balfour sam podał się do dymisji, na co premier odesłał mu kopię jego własnego listu z odmową dysmisji. Następnie Mr Balfour, choć złożony silnym atakiem grypy, znalazł na tyle sił, aby zgodnie z życzeniem Lloyd George’a wysłać ponowny list rezygnacyjny, Lloyd George także podał się do dymisji.

Mr Asquith został sam. 6-go grudnia, już po dymisji, Balfour poczuł się na tyle lepiej, aby przyjąć Mr Lloyd George’a. Tego samego popołudnia przywódcy partii zdecydowali na konferencji, że chętnie będą służyć pod Mr Balfourem. Mr Baflour odmówił i z kolei wyraził chęć służenia pod Mr Lloyd George’m. Ostatecznie, Mr Lloyd George został premierem i mianował niekompetentnego Balfoura ministrem Spraw Zagranicznych. W ten sposób dwóch potajemnych zwolenników syjonizmu objęło najwyższe urzędy polityczne i odtąd cała energia rządu brytyjskiego skierowała się przede wszystkim ku zdobyciu Palestyny dla syjonistów. (W 1952 roku przeczytałem

251

w nowojorskim żydowskim czasopiśmie Commentary list, sugerujący że do zwycięstwa wyborczego Lloyd Georga głównie przyczynili się Żydzi z Północnej Walii. Dowiedziałem się także z wiarygodnych źródeł, że w swej prywatnej praktyce prawniczej zyskał on wielu klientów żydowskich, lecz nie mogę za to ręczyć. Jak sądzę, w tym wypadku trudno wykluczyć u niego motyw sprzedajności; wskazywałyby na to nieścisłości jego relacji o związkach z syjonizmem, jakie dwukrotnie wytknął mu dr Weizmann).

Tak więc nastąpiło przegrupowanie głównych postaci na scenie. Mr Lloyd George, niski, bystry prawnik w tużurku, wyglądał wśród wyższych od niego kolegów ubranych we staromodne fraki, jak wróbel pośród wron. Obok niego stał wysoki Mr Balfour, znużony, gotowy zawsze odparować poważne pytanie lekceważąco cyniczną odpowiedzią; amator spokojnego tenisa. Widzę go teraz, sennie kroczącego przez Saint James Park do parlamentu . Tych dwóch otaczał grecki chór ministrów, ich zastępców, i wyższych urzędników, którzy odkryli w sobie Żarliwych Protestantów. Niektórzy z tych syjonistycznych fellow-travellers mogli być szczerze omamieni i nie zdawali sobie sprawy, na jakim wozie jadą. Mr Lloyd George był pierwszym z szeregu notabli, skorych do skorzystania z okazji rokującej powodzenie; przez nich epitet ‘polityka dwudziestego wieku’ stał się złowieszczym synonimem i im obecny wiek zawdzięcza większość swoich kłopotów.

Śmierć lorda Kitchenera i usunięcie Mr Asquitha pozostawiły jedynego człowieka, który sprzeciwiał się wykorzystaniu brytyjskiej potęgi militarnej do obcych celów. Grupa skupiona wokół Lloyd George’a napotkała na stanowczy opór Sir Williama Robertsona. Gdyby się do niej przyłączył, mógłby oczekiwać zaszczytów, tytułów, bankietów, honorów, orderów, baretek zapełniających pierś; mógłby zarobić fortunę jako autor (swoich, czy zleconych prac); jego imieniem nazywano by bulwary miast, na jego cześć wiwatowały by tłumy w Europie i Ameryce; przyjmowany byłby honorami w amerykańskim Kongresie i w angielskiej Izbie Gmin; czekał by go tryumfalny wjazd na białym koniu do Jerozolimy. W rzeczywistości, wbrew tradycyjnym zwyczajom należnym brytyjskim feldmarszałkom, nie uhonorowano go nawet tytułem.

Był on jedynym wojskowym tej rangi, który zaczął karierę od stopnia szeregowca. W angielskiej zawodowej armii było to nadzwyczajnym osiągnięciem. Wywodził się z ludu; był prostym, uczciwym, surowym człowiekiem o nieregularnych rysach twarzy i powierzchowności sierżanta. Jego jedynym oparciem w batalii, jaką toczył, był dowódca armii brytyjskiej we Francji Sir Douglas Haig, wywodzący się z kasty kawalerzystów; przystojny wiarus, dla szergowców uosabiający ideal oficera. Roberston, stary wojak o burkliwych manierach, czasem zmuszony był uczestniczyć (niechętnie) w kwestach, organizowanych w czasie wojny przez panie z towarzystwa. Na jednej z nich ujrzał udrapowaną w powłóczyste szaty lady Constance Stewart Richardson, wykonującą tańce w stylu Izydory Duncan. Widząc zniecierpliwienie Robertsona, jakiś generał rzekł: ‘Musi pan przyznać, że ma piękne nogi’. ‘Uhm, takie same jak wszystkie inne cholerne nogi’, odburknął Robertson. Temu ostatniemu opozjoniście przypadło zadanie pokrzyżowania planów odciągnięcia armii brytyjskiej od Palestyny.

252

Wszystkie plany oceniał on wyłącznie z militarnego punktu widzenia ich przydatności do wojny i zwycięstwa; ich motywy były mu obojętne – jeśli nie rokowały takich szans, zwalczał je zawzięcie. Po tym kątem ocenił projekt syjonistyczny jako niebezpieczą dywersję, mogącą opóźnić i zaszkodzić sprawie zwycięstwa. Nie rozpatrywał jego politycznych implikacji, ani też nawet ich nie podejrzewał – sprawy te były mu obojętne.

W 1915 roku powiedział Mr Asquithowi: ‘Oczywiście najbardziej skutecznym sposobem (pokonania państw Centralnych) jest pobicie głównych sił wojsk niemieckich na froncie zachodnim’. Dlatego też usilnie odradzał ‘poboczne kampanie na drugorzędnych frontach i osłabianie sił we Francji.... Jedynym kryterium oceny wszelkich planów i projektów powinien być ich wpływ na cele wojny’.

Szczęśliwymi mogą uważać się narody, mające przywódców o podobnej mentalności; niefortunny los czeka te, których wodzowie odstępują od tych zasad. Nieodparta logika Robertsona zdecydowała o zaniechaniu przedsięwzięcia palestyńskiego (w jego kontekście politycznym). Gdy tylko Lloyd George został premierem, natychmiast skupił swe wysiłki na przeforsowaniu projektu poważnej kampanii w Palestynie: ‘Zaraz po utworzeniu rządu, podniosłem na Radzie Wojennej kwestię dalszej kampanii w Palestynie. Sir William Robertson, któremu najwięcej zależało na uniknięciu groźby przesunięcia wojsk z Francji do Palestyny.... usilnie protestował i póki co, przeforsował swój punkt widzenia.’

Relację tą potwierdza Sir William Robertson: ‘Do grudnia 1916 roku’ (daty objęcia urzędu premiera przez Lloyd George’a) ‘operacje poza Kanałem Suezkim były w zasadzie defensywne. Zarówno rząd, jak i Sztab Generalny.... doceniały nadrzędną wagę walki w Europie i potrzebę zapewnienia jak największego poparcia tamtejszym armiom. Ta jednomyślność ministrów i wojska zniknęła z chwilą zmiany premiera..... Zasadnicza różnica zdań zarysowała się szczególnie w wypadku Palestyny..... Nowa Rada Wojenna już po kilku dniach urzędowania poleciła Sztabowi Generalnemu rozpatrzyć możliwość rozszerzenia operacji w Palestynie... Sztab Generalny zażądał trzech dodatkowych dywizji, które można było uzyskać jedynie z wojsk Frontu Zachodniego.... Sztab Generalny oświadczył, że projekt ten może się okazać źródłem poważnego zamieszania i fatalnie wpłynie na nasze szanse zwycięstwa we Francji.... Konkluzje te poważnie rozczarowały ministrów, którzy oczekiwali natychmiastowej okupacji Palestyny; nie mogli jednak im zaprzeczyć .... W lutym Rada Wojenna ponownie zwróciła się do szefa Sztabu Generalnego z pytaniem, jaki postęp osiągnięto w przygotowaniach do jesiennej kampanii w Palestynie’.

Powyższe ustępy wskazują, jak zakulisowa presja polityczna potrafi ‘zakłócić’ kurs polityki państwowej i operacji wojennych. W tym wypadku, wynik walk między politykami i wojskowymi zaciążył na losach

253

narodów aż do dnia dzisiejszego (lat 50-tych).

Mr Lloyd George wzmocił swoją pozycję posunięciem, które świadczy o dalekosiężnym planie, towarzyszącym przygotowaniom tego przedsięwzięcia, jak i o starannym doborze jego wykonawców ‘administratorów’. Zaproponował mianowicie Radzie Wojennej ‘rozszerzenie kompetencji krajów Dominium w decyzjach natury wojennej’. Tak sformułowana propozycja przypadła do gustu angielskiej opinii publicznej. Przecie jej synowie walczyli ramię w ramię z żołnierzami kanadyjskimi, australijskimi, nowozelandzkimi i południowo-afrykańskimi. Serca rodowitych brytyjczyków poruszone były natychmiastowym odezwem zamorskich dominiów na niebezpieczeństwo zagrażające ‘staremu krajowi’ i radzi byli z perspektywy ściślejszej współpracy swoich przywódców w dziele ‘prowadzenia wojny’.

Jednakże, głęboka przepaść dzieliła ‘słowa (i intencje) dyplomaty’ od jego czynów – propozycja Mr Lloyd George’a była tylko ‘parawanem’ dla ściągnięcia do Londynu z Afryki Południowej generała Smuts’a, który uważany był przez syjonistów za ich najcenniejszego ‘przyjaciela’ poza granicami Europy i Ameryki. Tak więc generał Smuts sprowadzony został w celu wysunięcia propozycji podboju Palestyny!

W Południowej Afryce, dwie przeciwstawne grupy wyborców Afrykanerów i Anglików były tak doskonale zrównoważone, że bardziej nawet niż w Ameryce, decydujący głos należał tu do pozostałych ‘zmiennych 20 procent’. Syjoniści, a prawdopodobnie także generał Smuts, byli pewni że potrafią przeważyć wynik wyborów. Jeden z kolegów generała, Mr B. K. Long (członek parlamentu, a uprzednio pracownik londyńskiego Times’a) pisał, że ‘pokaźny blok żydowskich głosów, popierających partię Smuts’a’, w znacznym stopni wpłynął na jego zwycięstwo wyborcze. Biografia Smuts’a wspomina o znacznym legacie ‘bogatych wpływowych Żydów’ i o sprezentowaniu mu przez nieznanych ofiarodawców domu i samochodu (przykład kłamliwej przygany dr Weizmanna skierowanej przeciw ‘bogatym wpływowym Żydom’. Nawiasem mówiąc, tenże sam Sir Henry Strakosch ofiarował podobny prezent Winstonowi Churchillowi). Tak więc, motywy partyjno-polityczne Smuts’a nie różniły się od motywów Lloyd George’a, Mr House’a i wielu innych. Względy materialne są tu wystarczająco zaznaczone.

Tym niemniej, jego biografowie często podnoszą religijny (czy pseudo-religijny) charakter jego motywów (podobnie, jaki czasem przypisował sobie Lloyd George). Podkreślają oni jego preferencję Starego Testamentu nad Nowym i cytują jego powiedzenie: ‘W miarę starzenia staję się coraz większym Hebraistą’. Poznałem go wiele lat później, gdy wiedziałem już, jak ważną rolę odegrał w tej wcześniejszej historii. W tym czasie (1948 rok) był przejęty pogarszającą się sytuacją światową i zapalną naturą Palestyny. W wieku prawie osiemdziesięciu lat, bystrooki, z krótką bródką, prezentował się świetnie, był w dobrej kondycji i trzymał się prosto. Był bezwzględny i w kilku wypadkach zasłużył sobie na miano okrutnika (czego nie omieszkałaby wykorzystać prasa, gdyby za nim nie stała). Spryt polityczny miał na miarę Lloyd Geoge’a. Propaganda przedstawiała go jako wielkiego architekta pojednania Anglo-burskiego.

254

Jednakże, w chwili gdy umierał na swojej odosobnionej farmie w Transvaalu, te dwa narody dzieliła większa przepaść niż kiedykolwiek; tak że przyszłym pokoleniom przypadnie zadanie prawdziwego ich pogodzenia. W Południowej Afryce był on najważniejszym czynnikiem; wiedziano powszechnie, że w rzeczywistości nie Anglia stanowi jego oparcie, lecz grupa interesów złota i diamentów. Bazą jego siły politycznej był Johannesburg. W godzinie próby w 1948 roku, jako pierwszy zgłosił się z poparciem syjonizmu przeciwko przypartemu do muru rządowi brytyjskiemu.

Gdy 17 marca 1917 roku entuzjastycznie witany Generał Smuts zjawił się w Londynie, upadek Sir Williama Robertsona był przypieczętowany. Tryumfalny wjazd generała Smuts’a był jednym z pierwszych objawów powszechnego obecnie procesu ‘kreowania’ wybranych popularnych postaci za pocisnięciem guzika. Podobna metoda, choć w innej formie, stosowana była w jego rodzimej Afryce. Tam przed kacykiem paraduje ‘M’Bongo’ – Pochwalca, ogłaszając go ‘Wielkim Słoniem, Wstrząsicielem Ziemi, Pogromcą Nieba’, itp.

Generał Smuts został zaprezentowany Radzie Wojennej jako ‘jeden z naświetniejszych generałów wojny’ (Mr Lloyd George). W istocie prowadził on małą kampanię kolonialną w Afryce Południowo-Zachodniej; w chwili wezwania do Londynu zajęty był nierozstrzygniętą jeszcze walką w Afryce Wschodniej, przeciwko ‘małej, lecz świetnie wyszkolonej partyzanckiej armii około 2,000 oficerów niemieckich i 20,000 tubylczych askaris’ (według jego syna, Mr J.C. Smuts’a). Tak więc hołd, jaki mu złożono, był szczodry (Mr Lloyd miał nieszczególną opinię o zawodowych żołnierzach: ‘W żadnym innym zawodzie doświadczenie i wyszkolenie nie liczy się tak mało w porównaniu z rozsądkiem i zdolnościami’.

W tym czasie, aby skuteczniej odciąć się od ‘generałów’ (poza Smutsem), Lloyd George wraz ze swym małym komitetem wojennym wynajął prywatny dom, gdzie ‘zbierali się dwa razy dziennie, zajmując się polityką militarną, czyli moją dziedziną – grupka polityków, nie znająca się w ogóle na wojnie i jej wymogach, próbowała samotnie prowadzić wojnę’ (Sir William Robertson). W kwietniu 1917 roku ten odseparowany klan zaprosił generała Smutsa do zarekomendowania środków, jakimi można wygrać wojnę. Przedstawił je w następującej formie: ‘Kampania palestyńska wygląda obiecująco z militarnego, a nawet politycznego punktu widzenia..... Pozostaje do rozpatrzenia daleko ważniejsza i bardziej skomplikowana kwestia Frontu Zachodniego. Zawsze uważałem to za pech..... że siły brytyjskie tak dalece zaangażowały się na tym froncie’. (W czasie wygłaszania tych słów, Rosja była w rozsypce i oczekiwano niechybnego przesunięcia wojsk niemieckich na Front Zachodni, tak że jego zagrożenie stało się śmiertelnym niebezpieczeństwem).

Dla Lloyd George’a ta rekomendacja ze strony wysokich kół militarnych (z Afryki Wschodniej) była wszystkim, czego potrzebował. Natychmiast skłonił Radę Wojenną, aby poleciła dowódctwu w Egipcie rozpoczęcie ataku na Jerozolimę. Generał Murray wysuwał objekcje, że nie ma wystarczających sił i został usunięty. Dowódctwo zaproponowano generałowi Smutsowi, którego Lloyd George uważał ‘za zdolnego do prowadzenia kampanii w tym rejonie z większą determinacją’.

255

Następne wypadki pozwoliły Sir Williamowi Robertsonowi wygrać największą ze swych batalii w tej wojnie. Miał rozmowę z generałem Smutsem. Walory Smutsa jako generała stały pod znakiem zapytania, gdyż w małych potyczkach nie miał on nigdy okazji ich sprawdzenia. Nie można było jednak wątpić o jego zaletach jako polityka; był zbyt ostrożny, aby narazić się na poważne ryzyko zamiany tryumfów londyńskich na niepewny los dowódcy polowego, mogący w razie niepowodzenia zniszczyć jego przyszłość jako polityka południowo-afrykańskiego. Tak więc, po rozmowie z Sir Williamem Robertsonem, Smuts odrzucił ofertę Mr Lloyd George’a. (Jak się okazało, ryzyko takie nie istniało, choć trudno było to wtedy przewidzieć. Jeszcze jeden zdobywca przeoczył szansę wjazdu do Jerozolimy na rumaku. Politycy z reguły uwielbiają podobne szopki mimo ich groteskowego charakteru; Smuts ubolewał później: ‘Wjazd do Jerozolimy! Co za przeżycie!’). Wtedy jednak powiedział Lloyd George’owi: ‘Jestem przekonany, że nasza obecna sytuacja militarna nie usprawiedliwia kampanii ofensywnej w celu zdobycia Jerozolimy i okupacji Palestyny’.

Mr Lloyd George nie dał się jednak odstraszyć nawet tą zmianą frontu, ani upadkiem Rosji, ani zagrożeniem frontu zachodniego. We wrześniu 1917 roku zdecydował, że ‘zimą 1917 roku możliwym będzie zabranie z Frontu Zachodniego wojsk potrzebnych do wielkiej kampanii w Palestynie i odesłanie ich do Francji po wykonaniu zadania, akurat w czas na wiosenne ruszenie frontu’.

Jedynie ręka boska mogła ocalić rodaków Lloyd Georga od fatalnych konsekwencji tej decyzji. Wojny nie można było wygrać w Palestynie, lecz łatwo ją było przegrać we Francji – ryzyko było poważne. Tym niemniej, po utracie generała Smutsa Lloyd George znalazł ostatecznie poparcie w kołach militarnych. W tym momencie wyszła spoza kulis na scenę jeszcze jedna postać z okrzykiem ‘miesiące roztopów!’.

Był to Sir Henry Wilson, który z okazji misji wojskowej w Rosji w styczniu 1917 roku rysuje swój własny autoprotret w następujących słowach: ‘Galowy obiad w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.... Wyglądałem wspaniale, ozdobiony oficerskim krzyżem Legii Honorowej, Gwiazdą i Naszyjnikiem Orderu Łaźni, rosyjskimi naramiennikami i czapką astrahańską. Podczas obiadu i na przyjęciu wywołałem sensację. Byłem dużo wyższy od Wielkiego Księcia Sergiusza, i jak mi powiedziano, bardzo ‘dystyngowany’. Znakomicie!’

Temu właśnie człowiekowi, pozującemu do portretu na tle tragedii Rosji, zawdzięczają Lloyd George i syjoniści swoją długo oczekiwaną złotą szansę, a Anglia – prawie katastrofę. Sir Henry Wilson był bardzo wysoki, szczupły, ugładny i pogodny; był jednym z tych wytwornych elegantów sztabowych, świecących wypolerowaną skóra, czerwonymi lampasami, orderami i mosiężnymi guzikami, których widok mierził zabłoconych żołnierzy w okopach. Dzięki francuskiej guwernantce mówił jak rodowity Francuz i uwielbiany był przez generałów francuskich, którym ‘Henri’ wydawał się pozbawiony sztywności angielskiej (istotnie, z pochodzenia był Irlandczykiem, choć nie zgadzał się z rodakami w kwestii niepodległości. Dwóch z nich, którzy w 1922 roku zastrzelili go w Londynie na progu jego własnego domu, zginęło na szubienicy).

256

Poprzednio Sir Henry zgadzał się z wszystkimi dowódcami wojskowymi co do nadrzędnej roli głównego frontu i uważał za szaleństwo marnowanie energii na ‘drugorzędne teatry wojenne’. W głoszeniu tej zasady prześcigał wszystkich innych: ‘Aby skończyć tą wojnę, musimy bić Niemców, a nie Turków..... Najwięcej Niemców możemy ubić tutaj’ (we Francji) ‘, i każdy gram amunicji, jaką mamy, potrzebny jest tutaj. Jak wykazuje historia, drugorzędne i bezowocne teatry wojenne mają tylko taką korzyść, że osłabiają siły zaangażowane na głównym froncie’ (1915 rok).

Żaden oficer dyplomowany, czy szeregowiec nie może temu zaprzeczyć. Trudno przypuścić, aby w 1917 roku Sir Henry doznał nagle olśnienia, stawiającego na głowie jego podstawowe zasady prowadzenia wojny. Widział wzrost potęgi syjonizmu i potrafił ocenić znaczenie konfliktu swojego własnego szefa, Williama Robertsona z Lloyd Georgiem. Dostrzegł w nim szansę zajęcia stanowiska Sir Williama. Stąd też relacja dr Weizmanna o ‘odkryciu przyjaciół’ w tym czasie, odnosi się także do ‘sympatycznego’ generała Wilsona, ‘wielkiego przyjaciela Lloyd George’a’. 23-go sierpnia 1917 roku Sir Henry informował Lloyd Geroge’a o swym ‘głębokim przekonaniu, że przy właściwie opracowanym planie możemy wyprzeć Turków z Palestyny i rozbić ich do szczętu podczas przerwy spowodowanej roztopami (mud-months, PT), bez żadnych skutków ujemnych dla przyszłorocznej operacji wiosennej i zimowej Haig’a’ (we Francji).

W raporcie tym Lloyd George znalazł długo oczekiwane poparcie dla swej dyrektywy z września 1917 roku, o której wspomnieliśmy powyżej. Uczepił się sformułowania ‘roztopy’, które nastręczyło mu pretekst natury militarnej! Generał Wilson wyjaśnił mu, że owe ‘miesiące roztopów’ we Francji, unieruchamiające wojska, uniemożliwią poważniejszą ofensywę niemiecką ‘przez pięć miesięcy błota i śniegów, od połowy listopada do połowy kwietnia’. Na podstawie tej rady Mr Lloyd George oparł swą decyzję ściągnięcia z Francji ‘oddziałów potrzebnych do wielkiej kampanii w Palestynie’, i odesłania ich do Francji, gdy będą tam potrzebne. Co do tej potrzeby, jako jedyny z dowódców wojskowych generał Wilson zapewnił Lloyd George’a, że prawdopodobnie nie należy się liczyć z wielką ofensywą niemiecką (nastąpiła w połowie marca).

Na próżno Sir William Robertson wskazywał na zwodniczość tego harmonogramu; ruch wojsk wiązał się z poważnymi problemami transportowymi. Czas wylądowania ostatniej dywizji w Palestynie musiałby się zbiec z załadowaniem do powrotu pierwszej nadesłanej dywizji! W październiku ponownie ostrzegał, że wojska wywiezione z Francji nie będą w stanie powrócić w porę na operacje letnie: ‘Z punktu widzenia militarnego właściwym posunięciem jest prowadzenie w Palestynie operacji defensywnych.... i kontynuowanie rozstrzygającej walki na Zachodzie.... wszystkie rezerwy powinny być skierowane na Front Zachodni’.

W tym krytycznym momencie, nasz główny konspirator przeważył szalę na korzyść syjonistów. W Londynie ministrowie (którzy najwidoczniej zapomnieli o Froncie Zachodnim) zadręczali Sir Williama Robertsona o ‘zrobienie im prezentu gwiazdkowego z Jerozolimy’ (sformułowanie to jest ponownie

257

wyrazem ‘nadzwyczajnej nonszalacji’ wobec wojny, którą dr Weizmann wcześniej przypisywał Lloyd George’owi.). Poddany podobnej presji w Palestynie, generał Allenby rozpoczął próbne natarcie, napotkał niespodziewanie na słaby opór i bez trudu wkroczył do Jerozolimy.

W ogólnym rozrachunku wojennym zdobycz nie miała znaczenia militarnego, lecz odtąd nic nie było w stanie powstrzymać Mr Lloyd George’a. Wojska odciągano z Francji bez wzgledu na ryzyko. 6 stycznia 1918 roku Sir Douglas Haig ubolewał nad osłabieniem swojej armii w przeddzień wielkiej bitwy; zabrano mu ‘114,000 piechoty’. 10 stycznia 1918 roku Ministerstwo Wojny zmuszone było zmniejszyć stan dywizji pieszych z 12 do 9 batalionów.

Gdyby w tym okresie prasa była wolna, mogłaby temu zapobiec, mobilizując opinię publiczną dla poparcia Sir Williama Robertsona. Jednakże i tego zabrakło, gdyż w tym czasie zapanowały reguły przepowiedziane przez Protokóły w 1905 roku: ‘, winniśmy zmuszać rządy gojów przy pomocy rzekomo opinii publicznej, urobionej w tajemnicy przez nas za pośrednictwem tak zwanego „wielkiego mocarstwa” czyli prasy, pozostającej, z małymi wyjątkami, z których liczyć się nie warto, - całkowicie w naszych rękach.’ Znani pisarze gotowi byli informować opinię publiczną o zbliżającym się niebezpieczeństwie, lecz nie pozowolono im mówić.

Jednym z najbardziej znanych ówczesnych komentatorów wojskowych był pułkownik Repington z londyńskiego Times’a. W swym dzienniku zanotował: ‘To okropna wiadomość oznaczać będzie okrojenie naszej piechoty we Francji o jedną czwartą i wprowadzenie do niej zamętu w chwili nadchodzącego kryzysu. Nigdy od początku wojny nie byłem tak przygnębiony..... Nie wiele mogę powiedzieć, gdyż redaktor Times’a często przekręca moje oceny, albo ich nie publikuje... Jeśli Times nie powróci na swe dawne pozycje strażnika opinii publicznej, umyję od niego ręce.’

Świadectwem sprawdzenia się tych ostrzeżeń było usunięcie Sir William Robertsona. Lloyd George, trwający w postanowieniu uzyskania zgody na awanturę palestyńską, przedłożył swój plan Naczelnej Alianckiej Radzie Wojennej w Wersalu. W styczniu 1918 roku został on zaaprobowany przez jej doradców technicznych, ‘pod warunkiem zabezpieczenia Frontu Zachodniego’. Na prośbę M. Clemenceau Sir William Robertson powtórzył swe ostrzeżenie, że plan ten stanowi śmiertelne zgrożenie dla Frontu Zachodniego. Po konferencji został gniewnie zganiony przez Lloyd George’a i z miejsca zastąpiony przez Sir Henry Wilsona.

Przed ustąpieniem, w ostatniej chwili próbował zażegnać nadchodzącą katastrofę. W styczniu pojechał do Paryża, aby u generała Pershinga, dowódcy amerykańskiego, szukać pomocy dla wzmocnienia osłabionego frontu ( jak dotąd, Amerykanie przysłali do Francji jedynie cztery i pół dywizji). Zgodnie z przewidywaniami Sir Williama, odpowiedz generała Pershinga, solidnego żołnierza, była podobna, jaką on sam by udzielił:

258

‘Trafnie zauważył, że trudno pogodzić moją prośbę o wzmocnienie Frontu Zachodniego z dążeniem Lloyd George’a do podjęcia akcji ofensywnej w Palestynie. Niestety, nie mogłem odparować tego zarzutu, chyba tylko o tyle, że osobiście nie pozwoliłbym na przesunięcie ani jednego żołnierza, czy działa do Palestyny’.

Na tym skończyło się ‘zaangażowanie’ Sir Williama Robertsona w tą sprawę. Jego wspomnienia tyle się różnią od Lloyd George’a i innych polityków, że brak w nich uczucia rozgoryczenia; głownym ich tematem jest poczucie obowiązku. O tym, jak go potraktowano, pisze jedynie: ‘W 1917 roku często przypadał mi przykry obowiązek sprzeciwiania się wojskowym przedsięwzięciom premiera, co niewątpliwie skłoniło go do wyszukania innego szefa Sztabu Generalnego.... Nie ma więc co mówić o represjach i nie chcę się w tej kwestii wypowiadać’. Tym samym, ten godny podziwu człowiek zstąpił ze sceny, ustępując miejsca pomniejszym, zdoławszy jednak przed dymisją zachować wystarczające siły wojsk i broni, aby w krytycznym okresie marca utrzymać wiszącą na włosku linię frontu,.

Po jego odejściu, na polu walki zostało dwóch ludzi, nie związanych z rządem, ani z wojskiem. Wysiłki ich zasługują na uwagę, jako ostatnie próby zachowania zasad nieskrępowanego, objektywnego i wnikliwego reportażu. Pułkownik Repington był byłym oficerem kawalerii, wielbicielem pięknych kobiet, entuzjastą rozmowy i okazem beau sabreur. Wspomnienia jego dają obraz pustego życia salonów, w czasie gdy we Francji zmagały się armie, a w politycznych przedpokojach Londynu toczyły się intrygi konspiratorów. Znajdował w nich upodobanie, a choć czuł ich bezsens, wiedział że umartwianie się nic nie pomoże. Był podobnie szczery i patriotyczny jak Robertson, a przy tym nieprzekupny; nie nęciły go korzystne oferty, mające zapewnić jego milczenie.

Pisał: ‘Wysyłamy miliony ludzi na drugorzędne teatry wojenne i osłabiamy nasze siły we Francji w momencie, gdy cała potęga Szwabów z frontu rosyjskiego może się obrócić przeciw nam.... Od redaktora Times’a nie mogę oczekiwac pomocy, potrzebnej do zaalarmowania kraju i nie sądzę, abym mógł z nim dłużej współpracować’. (Dziennik pułkownika Repingtona, który odkryłem podczas pracy nad tą książką, przypomniał mi moje własne, późniejsze o dwadzieścia lat identyczne doświadczenia, z tym samym redaktorem). Miesiąc później pisał: ‘Podczas ostrej rozmowy z Goeffrey Dawson’em powiedziałem mu, że uległość, jaką w tym roku okazał wobec Rady Wojennej znacznie przyczyniła się do zagrożenia naszych armii.... Nie chcę mieć nic do czynienia z Times’em’.

W tej sytuacji w Anglii pozostał jedyny człowiek, zdolny i gotowy do głoszenia prawdy. Artykuł pułkownika Repingtona, obnażający osłabienie frontu w przeddzień ofensywy nieprzyjaciela, opublikował w Morning Post Mr H.A. Gwynne, nie podając go do ocenzurowania. Obaj zostali zaskarżeni, osądzeni i ukarani grzywną (uniknęli ostrzejszej kary dzięki poparciu opinii publicznej).

259

Sir William Roberston pisał do pułkownika Repingtona: ‘Podobnie jak pan, starałem się jak najlepiej służyć interesom kraju i oczekiwałem takiego rezultatu.... Lecz najważniejszym jest iść prostą drogą i wierzyć, że ostatecznie prawda zwycięży’. [13]

Dwa lata premierostwa Lloyd George’a w okresie wojennym odcisnęły znamienny ślad aż do naszych czasów. Myślę, że wiernie opisałem, w jaki sposób doszedł on do władzy i jak ją użył w realizacji ważkich celów. W ciągu pietnastu miesięcy udało mu się pokonać wszelką opozycję, odciągnąć masy wojska z Francji do Palestyny i przygotować się do następnego przedsięwzięcia.

7 marca 1918 roku zarządził ‘decydująca kampanię’ w celu zdobycia całej Palestyny i wysłał tam generała Smuts’a, aby ten odpowiednio pouczył generała Allneby.

21 marca 1918 roku rozpoczął się długo oczekiwany atak niemiecki na Francję, wzmocniony wojskami, działami i samolotami zwolnionymi z frontu rosyjskiego.

Natychmiast przerwano ‘decydującą kampanię’ w Palestynie i przesłano do Francji, cokolwiek dało się z niej wycisnąć. W październiku 1918 roku ogólna liczba żołnierzy w Palestynie sięgała 1,192,511 (generał Robertson).

27 marca 1918 roku pułkownik Repington pisał: ‘To najgorsza klęska w historii armii’. Do 6-go lipca Niemcy zagarnęli 175,000 jeńców i ponad 2,000 dział.

Wydarzenia te wykazały prawdę tkwiącą w ostatnich słowach listu Sir Williama Robertsona do pułkownika Repingtona. Prawda ta jest wyrazem nadziei dla dzisiejszych ludzi dobrej woli. Trzymając się swej zasady prostej drogi, zdołał on zabezpieczyć wystarczające siły dla obrony frontu w najkrytyczniejszym momencie, zanim poczęły przybywać znaczniejsze siły amerykańskie. Oznaczały one w istocie koniec wojny. Oczywiście, dałoby się ją prawdopodobnie zakończyć wcześniej bez ‘interwencji’ amerykańskiej, gdyby Rosja się utrzymała, gdyby nie było awantury palestyńskiej i gdyby wszystkie siły skoncentrowano we Francji. Jednak takie rozwiązanie nie było zgodne z ‘wielkim planem, kierującym sprawami ludzkimi’.

W tym punkcie narracji wyrażam swe własne uczucia jako uczestnika wydarzeń i one chyba nadają ton wcześniejszym partiom tej książki; nie uważam, aby pozytywnie wpłynęły one na moje pokolenie. Pamiętam wielki atak niemiecki z 21 marca 1918 roku, który przez pierwszy miesiąc oglądałem z samolotu i na ziemi, zanim nie zniesiono mnie z pola na noszach. Pamiętam ściany mojej kantyny oblepione afiszami z rozkazem Sir Douglas Haig’a, każącym żołnierzom walczyć do końca na miejscu.

260

Nie żałuję tych przeżyć i nawet gdybym mógł, nie wyrzuciłbym ich z mojego życia. Teraz, gdy zdaję sobie sprawę, jak niskie pobudki i motywy stały u podłoża tych spraw, mam nadzieję, że jeśli następne pokolenia poznają lepiej minione i bieżące wypadki, potrafią bardziej trzymać się ‘prostej drogi’ wskazanej przez Sir Williama Robertsona i uwierzyć w słuszność dobrej sprawy. W tym też celu piszę tą książkę.

Zwyciestwo w Europie przyniosło ostatecznie upragnioną Palestynę. Co innego jednak jest zdobycie ziemi, a co innego jej zagospodarowanie. Na tej ziemi miano zbudować syjonistyczny kraj’, potem ‘państwo’, a ostatecznie ‘imperium’. Żaden z tych projektów nie mógł dokonać się wyłącznie przy pomocy Anglii. Jak dotąd, żaden precedens nie usprawiedliwiał ofiarowania ziemi arabskiej azjatyckiemu beneficjantowi przez europejskiego zwycięzcę. Dla przeprowadzenia tej tranzankcji należało dokoptować do towarzystwa inne kraje, aby nadać jej pozory uczciwej gry. Potrzebna tu była ‘liga narodów’ i przede wszystkim ‘zaangażowanie’ Ameryki. Ta część planu także została przygotowana; podczas gdy armie brytyjskie zajmowały potrzebne terytorium, zręczni prawnicy trudzili się nad wynalezieniem odpowiedniego tytułu własności do niego i skoptowaniem organizacji, popierającej to przedsięwzięcie.

Mr Lloyd George zakończył swoją kadencję i dni jego były policzone. Czytelnik może teraz przenieść wzrok poza Atlantyk i przyjrzeć się poczynaniom Mr House’a, Mr Brandeisa i rabina Stefana Wiese. Mr Woodrow Wilson był w tej grze jedynie pionkiem.

13. Po tym wszystkim Sir Edward Carson, który nieświadomie pomógł Lloyd George’owi w jego karierze premiera, zrezygnował z udziału w rządzie i oświadczył redaktorowi Times’a, że jest on niczym więcej, jak tubą Lloyd George’a, a jedynym prawdziwie niezależnym dziennikiem jest Morning Post. Mr Gwynne powiedział pułkownikowi Repingtonowi, że rząd jest zdecydowany zniszczyć Morning Post ‘jako jeden z pozostałych niezależnych organów’. Został on istotnie zniszczony przed II Wojną Światową, o czym wspomnieliśmy powyżej. Odtąd jedynym pismem, zachowującym według mnie, objektywizm i niezależność, pozostał tygodnik Truth, lecz i ten w 1953 roku został przywołany do porządku poprzez zmianę właściciela.


Next Następny
Previous
Poprzednia
Home Dom
Contents Spis treści
Names Nazwy